#1cu8s

Od momentu, gdy zaczęłam związek, przez pewne nieprzemyślane decyzje, stałam się bardziej wycofana i izolowałam się od innych. Teraz, gdy mój chłopak wyjechał do pracy, uświadomiłam sobie, jak bardzo brakuje mi towarzystwa i jak bardzo czuję się samotna. Boję się, że popełniłam największy błąd i nie będę umiała z tego wybrnąć.

#wCAbh

Mam do czynienia z nadopiekuńczymi i toksycznymi rodzicami, co utrudnia mi samodzielne funkcjonowanie. Nie mają mi oni zaufania, do tego stopnia, że nie pozwalają mi samodzielnie wychodzić czy podróżować do sąsiedniego miasta. Kamera w przedpokoju to tylko jeden z wielu dowodów na ich kontrolujące zachowanie.

#Xtifi

Gry komputerowe stały się częścią mojego życia w stopniu, którego się obawiam. Chyba jestem uzależniona. Mój chłopak nie ma na razie nic przeciwko, ale boję się, że w przyszłości może to wpłynąć na naszą relację. Walczę z tym problemem, ale mimo że brzmi banalnie, nie jest to łatwe.

#grXA5

Kiedy miałam 16 lat, mój chłopak szantażował mnie, żądając nagich zdjęć. Gdy odmawiałam, groził, że ze mną zerwie. W tamtym okresie przechodziłam przez bardzo trudny czas. Musiałam wyjechać z kraju bez rodziców i mieszkać u babci, która miała bardzo restrykcyjne podejście do wychowywania mnie i mojego brata. Była bardzo wymagająca, krzyczała na nas i odbierała nam nasze rzeczy. Moje życie towarzyskie też nie było proste. Miałam tylko dwie przyjaciółki, z których jedna była bardzo toksyczna, a inni rówieśnicy wyśmiewali się ze mnie z powodu nadwagi. Schudłam dopiero u babci, ale popadłam w zaburzenia odżywiania.
Moja relacja z tym chłopakiem stała się dla mnie obsesyjna, a on to wykorzystywał. Wiedział o mojej traumie związanej z alkoholem, jednak wmawiał mi, że pije z mojej winy. Mój były już chłopak rozsiewał plotki wśród moich znajomych, przez co zyskałam negatywną reputację. Musiałam odciąć się od wielu osób, które okazały się fałszywe. Od tamtej pory żyję w strachu, że coś zrobi z tymi zdjęciami. Dodatkowo zniszczył moją psychikę.
Ta sytuacja miała miejsce lata temu, ale nadal wpływa na moje życie. Nigdy więcej nie wysłałam nikomu podobnych zdjęć i podchodziłam z dużym sceptycyzmem do kolejnych związków. Kocham swojego obecnego chłopaka, ale nadal dręczy mnie przeszłość.

#QycXD

Niepokoi mnie relacja mojego męża z siostrą. Wszyscy jesteśmy dorośli, my jeszcze przed 30, jego siostra już po. Mieszkamy kawałek od siebie, ona została z rodzicami, a my mieszkamy jakieś 30 km dalej. Lubimy się, nasze relacje są poprawne. Nie jest to może wielką przyjaźń, ale zdarza nam się we dwie wyskoczyć do kina czy na kawę.

Problemem jest ogromne przywiązanie jego siostry do niego. Sama nie mam rodzeństwa, więc być może nie rozumiem tych relacji, ale trochę mnie niepokoją. Ona potrafi wstawiać mu grafiki na fb z tekstami o tym, że rodzeństwo jest najważniejsze, dzwonić codziennie, wszystkim gadać, że jej brat to najlepszy przyjaciel. Ogólnie miło i fajnie, że tak go kocha. Mąż też darzy ją miłością, dba o nią, pomoże zawsze, ale ma w tym umiar. Nie widzę w jego zachowaniu nic złego. I wszystko było OK, akceptowałam ten stan rzeczy, bo w sumie co mogę na to poradzić? Mnie to też nie dotyczy bezpośrednio. Ostatnio jednak jego siostra wytatuowała sobie całe ramię podobizną mojego męża, a swojego brata. To miała być niespodzianka na jego urodziny. I powiem wam, że nic mną chyba nigdy aż tak nie wstrząsnęło. On sam był także mocno zakłopotany, próbował obrócić to w żart, ale sytuacja zrobiła się naprawdę dziwna. To nie jest mały portret. To rękaw, z serduszkami, z napisem, że brat to jej najlepszy przyjaciel. Wiem, że ona sama jest dosyć samotna, nie ma za bardzo koleżanek ani chłopaka, ale... wydaje mi się to bardzo dziwne i niepokojące.

I tak naprawdę nie wiemy co zrobić. Tak szczerze, to od czasu tego tatuażu nie mogę na nią patrzeć, jakoś mnie obrzydzi i odrzuca. Mąż także, niby nieznacznie, ale trochę odciął kontakt. Nie poruszam przy nim tego tematu, bo jest to kwestia pomiędzy nimi, nie chcę go buntować w żaden sposób. Po prostu czuję się źle z tym, że ona chodzi po świecie z podobizną mojego męża na ramieniu. Nie zmuszę jej do usunięcia, nie mam takiego prawa, ale czuję się mocno zbulwersowana. Od pokazania tego dzieła jego siostra chodzi dumna jak paw. Minęło na razie pół roku, ale emocje, które czułam, nadal są żywe. Po prostu nie mogę na nią patrzeć.

#heEz2

Razem z mężem i synem chcieliśmy pojechać na pierwsze i może jedyne wczasy egzotyczne i raz w życiu odpocząć od codziennych zmagań z autyzmem (drugi syn, który ma 15 lat i autyzm miał zostać na ten czas pod opieką babci). Zawsze jeździliśmy w czwórkę i często było nerwowo, ponieważ nasz autysta nie zawsze akceptuje to, co się wokół niego dzieje. Ponieważ starszy syn, który jest już prawie dorosły, każde wakacje miał jednak nieco „dopasowane” pod autyzm, chcieliśmy raz pojechać tylko z nim. Umówiliśmy się z moją wieloletnią przyjaciółką i jej mężem na wspólne wczasy. Lubimy ich i z nimi chcieliśmy spędzić czas. Umówione. Radość. Wpłaciliśmy tysiąc zaliczki, bo to w przyszłym roku. Bezzwrotnej. 
Po dwóch dniach dzwoni mi przyjaciółka z informacją, że jedzie jeszcze kilka osób z nami, jej inna przyjaciółka z rodziną. Krótkie info, że oni już też wpłacili i że pojedziemy ekipą, będzie fajnie. Ja nie jestem osobą zbyt otwartą i towarzyską. Nie lubię towarzystwa wielu, w dodatku obcych, ludzi. Może i są fajni, ale ja po prostu nie chcę. A nie chcę też tam stroić fochów, że będę na plaży siedzieć pięć metrów dalej. Mój syn wrócił ze szkoły i jak mu powiedziałam o tym, też od razu powiedział, że on nie jedzie w takim razie (a bardzo się na to cieszył). Ma wiele kompleksów na tle wagi (już zrzuconej, ale problem został bo wiele przykrości doświadczył). 

Czy nie uważacie, że przyjaciółka powinna najpierw zapytać, czy nie mielibyśmy nic przeciwko, żeby ktoś jeszcze się dołączył? Albo zanim w ogóle się umawiałyśmy powiedzieć, że zbiera ekipę? Od razu bym powiedziała, że ja się nie piszę. Czy to jakieś dziwactwo, że płacąc kilka tysięcy za wyjazd chcę się czuć komfortowo i na luzie? 

Zrezygnowałam, tracę tysiąc. Grzecznie jej napisałam, że uważam, że mogła to ze mną skonsultować. Obraziła się. Napisała, że chętnych będzie dość na nasze miejsce.

#7e6ES

Sytuacja miała miejsce na posiadówce u kolegi z klasy, na której było paru moich kumpli i nowo poznane koleżanki. Mała imprezka, nic wielkiego, lecz jak zawsze nie obyło się bez tańców. Od razu wpadła mi w oko koleżanka z klasy wyżej, która zaczęła odwzajemniać moje uśmiechy.

Chwilę potańczyliśmy, przedstawiłem się, ona też, zaczęliśmy rozmawiać, aż w końcu chyba coś zaiskrzyło i zaczęła się do mnie przytulać. Zrobiło się dosyć późno, a my wciągnięci w rozmowę nie zauważyliśmy, że większość ekipy poszła już spać. Stwierdziliśmy, że położymy się razem na wersalce, która jako jedyna została wolna.

Leżeliśmy przytuleni, a ja nie mogłem usnąć. Pizza zjedzona na kolację nie pomogła mi, bo zachciało mi się puścić bąka wszech czasów, upewniłem się, czy ona śpi i wypuściłem solidnego pierda. Na co okazało się, że ona również nie spała i miała taką samą potrzebę zanieczyścić powietrze.
Od tego czasu minęło 6 miesięcy, a my właśnie siedzimy i wspominamy "śmierdzący" początek naszego związku :))))

#vi5wu

Ostatnio w pracy musiałem podjechać do jakiegoś domu pogrzebać przy gniazdkach elektrycznych. Była tam kobieta i dwójka małych dzieci, większe bawiło się jakąś małą piłką, młodsze dziecko kobieta nosiła na rękach. 
Zawsze proszę, żeby ktoś był ze mną w pomieszczeniu, gdzie pracuję, żeby uniknąć oskarżeń o kradzież itp.
Ja kończyłem to, co miałem zrobić, klęcząc, zakładałem pokrywę gniazdka i wtedy starsze dziecko rzuciło do mnie piłkę. Kątem oka zauważyłem, że po nią podchodzi, więc żeby przypadkiem nie dotknęło miernika ani nie daj Boże gniazdka, podałem mu ją. Mały ją wziął i mnie objął, przytulił mnie. Pani się zaśmiała, ja też, i zabrała dziecko, żebym mógł dokończyć pracę.

Gdy wychodziłem z tego domu, dotarło do mnie, że nie mam w pamięci ani jednego innego wspomnienia, gdy ktoś mnie przytula, a mam 23 lata. Trochę smutek.

#974Lo

Ostatnio zabrałam mojego syna do Warszawy, bo młody chciał zobaczyć stolicę. Poszliśmy zobaczyć między innymi Belweder i przypomniała mi się historia sprzed 21 lat.

Pojechałam wtedy na kilkudniową szkolną wycieczkę do Warszawy właśnie. Było piękne niedzielne popołudnie ( kwiecień '96), spacerowaliśmy po Parku Łazienkowskim, a później poszliśmy pod Belweder. Stoimy przed tym pałacem już dłuższą chwilę, a właściwie wisimy na ogrodzeniu niczym małpy w zoo, a tu w naszą stronę zbliża się ochroniarz. My, dzieci ze wsi, wystraszeni, że zaraz nas zamkną za to sterczenie przed "domem prezydenta", powoli zaczęliśmy się wycofywać, ale ten krzyknął, żebyśmy zaczekali. Okazało się, że Kwaśniewski, który nawiasem mówiąc objął prezydenturę 4 miesiące wcześniej, zobaczył nas przez okno i kazał ochroniarzowi wpuścić nas na teren posesji, po czym wyszedł do nas, porozmawiał z nami, dał autografy (nie byle jakie - z dedykacjami), robił sobie z nami zdjęcia, ogólnie poświęcił nam sporo czasu.

Wiem, że ktoś pomyśli "wielkie mi tu", ale ja uważam, że wcale nie musiał tego robić, a jednak zechciał. Dla nas, dzieci z dalekiej małopolskiej wsi, było to wielkie przeżycie. Pozdrawiam Pana Aleksandra - prezydenta, który pozostał człowiekiem :)

#0A2gX

Kilka lat temu mój tata był już chory, ale samodzielny. Ostry rzut choroby spowodował, że z dnia na dzień stał się osobą leżącą, wymagającą opieki całodobowej. Bez nadziei na poprawę.
Jak jeszcze był w szpitalu, siedziałam z nim od rana do nocy, powoli zdając sobie sprawę, że opieka nad nim będzie teraz moim obowiązkiem.Ogarnęła mnie obezwładniająca bezradność, to chyba najgorsze uczucie. Kopa do działania dały mi słowa jakiejś obcej kobiety - "czas przestać być małą dziewczynką i odwdzięczyć się tacie za wszystko".

Po paru tygodniach tata został wypisany ze szpitala, wzięłam go do siebie do domu i robiłam wszystko - myłam, przewijałam, karmiłam, masowałam. Tak zafiksowałam się na opiece nad tatą, że zaniedbałam dom, męża. Moje małżeństwo ucierpiało bardzo, oddaliliśmy się od siebie. Mąż dużo pracował, ja spędzałam czas z tatą. Byłam fizycznie i psychicznie zmęczona. Po roku stan zdrowia taty pogorszył się na tyle, że wylądował w hospicjum. Siedziałam z nim od rana do wieczora, męża praktycznie nie widywałam. Czułam, że nie jest dobrze, ale nie miałam siły, żeby o tym myśleć czy reagować.
Ja zajmowałam się tatą, moim mężem zajmowała się jakaś pocieszycielka. Wtedy było mi to obojętne. Oficjalnie nic o tym nie wiedziałam.

Kiedy tata zmarł, zajęłam się formalnościami, pogrzebem. Po jakimś czasie emocje, stres, napięcie zaczęły ze mnie schodzić i posypało mi się zdrowie.
Wylądowałam w szpitalu, stan ciężki.
Mój mąż się przejął. Znów był kochany, opiekuńczy, tylko mój. Sytuacja powoli się unormowała, było dobrze. Może głupio zrobiłam, że nie wspomniałam o jego "nielojalności", ale wtedy wydawało mi się to najlepszym wyjściem.
Od tamtych wydarzeń minęło kilka lat.

Zachorowała moja teściowa. Mąż się nią zajmuje, ja pracuję. Parę dni temu koleżanki zaproponowały mi wspólny, babski wyjazd. Zgodziłam się, powiedziałam o tym mężowi, a on zaczął zgłaszać pretensje, że zostawiam go samego z chorą teściową. Powiedziałam: "Pomogę ci tyle razy, ile ty mi przy tacie pomogłeś. Ale przynajmniej nie będę sobie pocieszycieli szukać, ja cię nie zdradzę". Mąż zbladł i zapytał, a raczej stwierdził: "Wiedziałaś?". Następnego dnia rano wyjechałam.

Jest środa, ostatni dzień wyjazdu, jutro wracam do domu. Chyba w końcu porozmawiamy poważnie...
Dodaj anonimowe wyznanie