Przeczytałam właśnie wyznanie o osobie, która ściąga okulary, gdy nie chce na kogoś patrzeć.
Mój kolega, gdy nie chce kogoś słuchać, wyłącza aparat słuchowy.
Zostawiłem psa pod opiekę mojej mamie, a że jest samotna i ma dużo czasu, to postanowiła go „wytresować”.
Nie mam bladego pojęcia, jak ona to zrobiła, ale pies teraz potrafi pierdzieć na komendę.
Mam 25 lat, jestem z moim obecnym narzeczonym od 10 lat, mieszkamy razem z naszym cudownym pieskiem. I nareszcie nadeszła chwila, kiedy dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami... Wielka radość, planowanie przyszłości. Pierwsze USG, ginekolog informuje, że na razie jest pusty pęcherzyk. Wielki stres i ogromne wsparcie od ukochanego. Kolejna wizyta, kolejne USG. Potwierdzenie – puste jajo płodowe. Skierowanie do szpitala. Ginekolog zapewniał, że jeden dzień i będzie załatwione farmakologicznie. Tymczasem leżę już czwarty dzień w bólach porodowych, skurczach i krwawieniu, a moja macica nie chce się oczyścić. Ostatecznością dla mnie jest zabieg łyżeczkowania.
Przyjechałam tutaj w Dzień Matki. Jakie życie jest prześmiewcze – zamiast cieszyć się, że zostanę mamą, musiałam zacząć poronienie... Nikt nie mówił, że będzie lekko, ale nikt nie uprzedził, że będzie tak kur****o ciężko.
Moja żona miała manię porównywania mnie do innych facetów. Bądź jak on, czemu nie możesz być taki jak chłopak mojej koleżanki itd.
Właśnie, chłopak koleżanki. Mam swoisty dar – albo przekleństwo. Parę chwil wystarczy mi do określenia, jakim człowiekiem ktoś jest i czy go polubię czy nie.
Jego od początku nie lubiłem. Moja żona zawsze narzekała, że nie chcę się z nimi spotykać, odcinam ją przez to od znajomych. Nie potrafiłem się przemóc.
Znajomi wyjechali za granicę. Ochy i achy na naszej klasie, aż po paru latach ona wróciła. Opowiedziała mojej żonie, że chłopak ją bił, że zataił leczenie psychiatryczne i wisienka na torcie: wmówił sobie, że ona go zdradza z kuzynem. W dodatku zamówił sobie panienkę i kazał swojej żonie na wszystko patrzeć...
Gdy żona spróbowała raz jeszcze mnie porównać do kogoś, spytałem tylko, czy panienkę mogę sobie sam wybrać, czy ona mi wybierze. Uleczona...
PS Problem tylko, że niebawem jedziemy na wesele, a u Pana Młodego też mi coś nie pasuje.
Pracuję jako stewardessa dla pewnej mało znanej linii czarterowej.
Jako że sezon wakacyjny się zaczyna i wiele osób korzysta z ofert biur podróży, chciałabym prosić, żeby pasażerowie szanowali naszą pracę. Wiem, że dla nich jest to czas odpoczynku, korzystają z alkoholu, zaczynają wakacje w samolocie – w porządku, ale może z umiarem?
Szanujmy się nawzajem, stewardessa to nie kelnerka na każde skinienie, mamy dużo obowiązków do zrealizowania podczas krótkich lotów i czasem zwyczajnie nie dajemy rady. Zamawiajcie jedzenie czy perfumy w czasie trwania serwisów, a nie w bufetach.
A słowem wyjaśnienia: toalety w samolocie nie są niezwykłe, jeśli mają klamkę, to ją naciskamy, nie podnosimy do góry, a co do reszty, wystarczy czytać piktogramy. No i starajmy się dla własnego komfortu oraz innych zostawiać tam porządek, co bywa trudne z powodu wprowadzania się w stan upojenia.
Dzięki :)
Mieszkam w innym mieście niż brat z mamą, ale często do siebie dzwonimy. Ostatnio brat wymyślił, że taniej będzie przez fejsa i wspomniał, że pierwszą internetową kursantką będzie mama, a drugą babcia. Po kilku dniach obydwa profile pojawiły się na liście oczekujących do zaakceptowania, więc bez wahania przyjęłam. Akurat robiłam sobie przerwę w czytaniu i weszłam na portal. Na początku pojawiły się nieśmiałe lajki pod moimi zdjęciami. Wysłałam więc wiadomość do brata, pytając, jak sobie radzą, a ten na to, że w miarę ogarniają. Po kilku godzinach zaczęły się się pojawiać statusy rodzicielki: „Co słychać?”, „Dobry wieczór! Witam znajomych i rodzinę!”. W tym samym czasie zaczęły się pojawiać statusy babci: „A nic, córciu, trochę głowa boli na zmianę pogody”, „No dobry, dobry, córciu! No już się witałyśmy, ale pozdrawiam serdecznie!”
Zdając sobie sprawę, że kursantki nie są jeszcze na etapie „skomentuj” lub „odpowiedz”, piszę pod postem babci, że na status mamy można odpowiedzieć bezpośrednio pod jej postem. Na to babcia w kolejnym statusie: „A ty co komentujesz, jak ja teraz rozmawiam z mamą?”.
Mój mąż zawsze powtarzał, że nigdy nie kupi mi w sklepie podpasek, bo spaliłby się ze wstydu, ale tym razem sytuacja była dość podbramkowa i nie miał wyjścia.
Wrócił z pieluchomajtkami dla małych dzieci, takimi do pływania...
Zawsze podobali mi się drwaloseksualni. Długa broda, fajne włosy prosto od barbera, internet oszalał na tym punkcie. Szabrowałabym jak dzika świnia żołędzie! Ten stan trwał do momentu, kiedy nowy chłopak mojej koleżanki poszedł z nami na obiad.
To co się działo na jego twarzy podczas konsumpcji burgera pełnego sosów byłam jeszcze w stanie zrozumieć, każdy tak ma. Ale przy jedzeniu lodów zrobiło mi się niedobrze. To ciągłe zlizywanie z wąsów i krople lodów na brodzie usuwane ze uśmiechem – bleh. W końcu końcówka jego brody wylądowała w piwie. Nie ukrywam, że burger, którego zjadłam wcześniej zaczął zwiastować swój powrót gdzieś w okolicach mostka. Moje marzenia o brodatym księciu z bajki zakończyły się historyjką koleżanki o łuszczącej się skórce Misia, którą to odkryła podczas prostowania jego brody...
Coś jest w powiedzeniu, że kobieta zmienną jest. Teraz już wiem nawet dlaczego.
Byłem u fryzjerki z synem obciąć włosy na jego komunię.
Czekamy. Fryzjerka zagaduje, czemu młody w południe nie w szkole. Ja mówię, że puścili ich, bo egzaminy ósmoklasisty i że teraz taka lajtowa ta nauka i słabo ich tam cisną. A babka na to: „To nie wie młody, że jak się nie będzie uczył, to będzie gnój wywalał albo pracował w polu?”. A syn do niej rakieta: „My przecież jesteśmy rolnikami...”.
Tak oto po pięciu latach studiów zakończonych magistrem rolnictwa, pojechała mi baba przy moim synu. Uważa, że jest lepsza, bo zapierdziela na nożyczkach?
Mam ciocię, która co niedzielę biega do kościoła, jej mąż służy przy mszy, za księdza by w ogień skoczyli. Mają syna ateistę, a gdy z narzeczonym poinformowaliśmy ich, że nie bierzemy ślubu kościelnego, to powiedzieli: „Wasze życie, wasz wybór. Najważniejsze, żebyście byli szczęśliwi”. Takich ludzi w kościele potrzeba.
Dodaj anonimowe wyznanie