Mieszkamy z chłopakiem poza granicami Polski. Każdemu z naszych znajomych i rodziny wydaje się, że to z automatu czyni nas bogaczami. Prawda jest taka, że żyjemy skromnie. Gdy przyjeżdżamy na urlop w rodzinne strony, każdy by chciał, żebyśmy stawiali, pożyczali im pieniądze. Nie stać nas na to. Nawet gdy mamy trochę więcej grosza, to i tak nie pożyczamy, bo wiemy, że to na wieczne oddanie. Razem z chłopakiem zarabiamy 2100 € łącznie. Gdy ktoś się o tym dowie, to sypią się komentarze, że tacy bogaci jesteśmy, że mamy 9400 złotych miesięcznie. Do nikogo nie dochodzi fakt, że to nie jest 9400 złotych, tylko 2100 €. To tak jakbyśmy mieli 2100 złotych miesięcznie. Po wszystkich opłatach i jedzeniu zostaje niewiele. Starczy, by raz na pół roku pozwolić sobie na krótki wyjazd do Polski. Dowiedziałam się jednak, że znajomi twierdzą, że jestem skąpa, bo nic im nie kupię jak przyjeżdżam. Już raz dostałam od koleżanek listę kosmetyków, żeby im kupić, bo u mnie taniej. Pieniądze miały oddać jak przyjadę. Kupiłam, wyniosło mnie to 80 €, po przyjeździe pieniędzy nie zobaczyłam. Gdy się upomniałam, to usłyszałam, że co to dla mnie takie pieniądze.
Więcej już nic nikomu nie kupię. Nikt nie rozumie, że mi z nieba nie kapie. Muszę ciężko pracować na swoje pieniądze.
Dodaj anonimowe wyznanie
zabrałabym jej te kosmetyki. Guzik by zobaczyła a nie malowidła
zawsze gdy czytam takie wyznania, zastanawiam się skąd wy bierzecie takich znajomych? czemu nadal się z nimi zadajecie? też mieszkam za granicą z chłopakiem i wiedzie nam się trochę lepiej, bo zarabiamy wystarczająco by opłacić mieszkanie i rachunki, kupować to na co mamy ochotę, wyjechać dwa razy w roku na wakacje i jeszcze odłożyć coś, wszyscy moi znajomi i rodzina wiedzą, że zarabiamy sporo, ale wiedzą też, że ciężko na to pracujemy, i nikt nigdy nie zapytał mnie o pożyczkę czy kupno czegoś, raz pożyczyłam przyjaciółce 20 funtów i choć mówiłam, że nie musi oddawać, to wcisnęła mi 100 zł, dlatego nie potrafię zrozumieć, czemu nie zakończycie przyjaźni z takimi fałszywymi ludźmi
napisałam ten komentarz chyba z 7 lat temu, ale nadal jest aktualny :)
Też mieszkam za granicą, jak jedziemy do polski słyszymy tylko, że każdy ma źle, brakuje mu na to i na to a sąsiad ma to i to lepsze... ręce opadają, bo jak proponujemy żeby się doszkolić i zmienić pracę to słyszymy tylko, nie mamy czassu lub a po co to komu...
Bo lubimy narzekać. Jako naród. Na cokolwiek.
dziewczyno, co Ty masz za znajomych?! to jakieś sępy i hołota, odgoń ich od siebie! my też mieszkamy za granicą i nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś z rodziny albo znajomych poprosił o kasę, prezenty czy stawianie w restauracji
Miałam to samo kiedy byłam w UK. Nikt nie patrzy na to ze życie za granicą też kosztuje...
Tak, ale mówienie, że 2100 euro to jak 2100 zł jest też nieprawdą. Jak kupujesz bluzkę H&M to jeśli kosztuje w Polsce 70 zł, to nie kosztuje magicznie 70 euro w Niemczech czy Włoszech. Samochód za 50 tys zł nie kosztuje 50 tys euro, bo byśmy mieli masę Niemców sprowadzających od nas auta, a jak wiadomo, kierunek jest raczej odwrotny. To samo laptopy, słuchawki, telefony oraz wymienione przez autorkę wakacje. Jeśli ona spędza je w Polsce i jej znajomi spędzają w Polsce to nie płaci za gofra 8 euro podczas gdy jej znajomi 8 zł.
Wynajem też nie jest 5-krotnie droższy. Zgodziłabym się może jedynie co do jedzenia, ale tez nie wszystkiego, tylko te podstawowe rzeczy jak chleb, warzywa, mięso, sery. Reszta cen, jak słodycze, jogurty itp nie są 5 krotnie wyższe!
maryl, okej, nie przelicza się tego, gdy jedzie się do polski na wakacje, ale mieszkając za granicą, płaci się porównywalnie takie same pieniądze, jeśli nie większe. np. za moje dwupokojowe mieszkanie płacę 600 funtów. sprawdziłam sobie ceny podobnego mieszkania w podobnej wielkości mieście i kosztuje około 3000zł, czyli wychodzi dokładnie na to samo. więc co z tego, że zarabiam w funatch, skoro i w funtach wydaję? a ludzie mieszkający w polsce często widzą nasze zarabianie w innej walucie i ich wydawanie w polskiej walucie.
@nibylung, no ale właśnie potwierdziłaś to co ja napisałam 😂😂😂 podobne mieszkanie w podobnej lokalizacji w Anglii i w Polsce kosztuje tyle samo (600 funtow = 3000 zł). Podczas gdy zarobki w Anglii są dużo wyższe niż w Polsce.
W Anglii średnia to 12.700 zł, a minimalna 7.800 zł. A u nas średnia 5.500 zł, minimalna 2.390 zł.
Już nawet pomijając to, że znajomi myślą o autorce jak o bogaczce to jak im nie wstyd wogóle upominać się o jakiekolwiek prezenty czy pieniądze. Nie ważne ile zarabiają, to są ich pieniądze na życie, nie do rozdania.
O właśnie. Sam mam znajomych i przyjaciół o różnej skali zarobków. Jedni zarabiają mniej, inni znaaacznie więcej ode mnie. Ale do głowy by mi nie przyszło żeby oczekiwać od tych bogatszych że coś maja mi kupić ani ode mnie nikt tego nie oczekuje. A jak robimy razem jakąś imprezę to każdy płaci za siebie i tyle. Ci znajomi autorki to zwykłe hieny i można bez żalu się od nich odciąć.
Dokładnie! Również mieszkam za granicą, żyję nam się dobrze, oboje z mężem pracujemy. Jestem tutaj, bo mogę spokojnie żyć i szczerze pokochałam ten kraj. Gdy jednak wracamy do Polski na wakacje, czy święta to ludziom się wydaje że taaacy bogaci jesteśmy. Prośby o pieniądze (na wieczne oddanie, bo przecież mamy ich tak wiele, że nie wiemy co z nimi robić), o znalezienie pracy się nie kończą. Nikt nie rozumie, że z nieba nam nie spada. Fakt, zarabiamy łącznie około 28 tys zł miesięcznie, ale to również jeden z najdroższych krajów Europy i na same rachunki wydajemy ponad połowę tego. O ile rodzina i moi znajomi rozumieją, że ciężko pracujemy na to co mamy, to niestety mój mąż musiał się odciąć od większości swoich "przyjaciół", bo odkąd wyjechał widzieli w nim tylko bankomat. To naprawdę przykre.
Islandia? 😀
Nie ;p
No właśnie. WYDAJE SIE. Dla przykładu za mieszkanie z 2 sypialniami place 6000, Ubezpieczenie zdrowotne dla mojej rodziny to kolejne 2800, a bochenek chleba kosztuje 12 zł. Właśnie przez takie reakcje absolutnie nigdy nie wydaje się w dyskusje o zarobkach ze znajomymi.
Doskonale rozumiem, bo mieszkam w Szwajcarii i wydatki w tym kraju sa po prostu kosmiczne.. I tak mimo dużych zarobków, to nie czuje sie w żaden sposób "bogata". Tak dla przykładu życia w CH, 28k pln to jakies 7k franków. Taki zarobek na osobę jest ok, ale na rodzine to juz jest mało. Średnio osoba młoda zarabia ok 5-6k chf wiec para ma juz 10k na miesięczne wydatki. I to wciąż jest bardzo PRZECIĘTNY dochód, choć jest to 40 tysięcy PLN.
@Andaki, a myślisz, że w Polsce mieszkanie z dwoma sypialniami (3 pokoje) ile kosztuje? W miastach typu Kraków, Warszawa, Wrocław będzie to 4.500 w górę. A średnie zarobki nawet nie zbliżają się do Waszych.
Znam to aż za dobrze, kiedyś tak przypadkiem powiedziałam komuś z rodziny, że nie przyjade do polski w danym miesiącu bo popsula mi się pralka trzeba najpierw uzbierac na nowa. Zaraz usłyszałam standardowe "no co ty na zachodzie żyjesz, nie pleć, że cie nie stać..." takich rozmów mialam już nie wiem ile.
Ja mieszkam w NL. 4 lata. Dwa lata na mieszkaniu firmowym, dwa lata na mieszkaniu prywatnym. Mieszkając na mieszkaniu firmowym serio można mówić że szastasz pieniędzmi i g**** Cię obchodzi. Bo za nic nie odpowiadasz. Dopiero jak wprowadzisz się na swoje mieszkanie myślisz jak zagospodarować swój grosz(cent) bo wtedy obchodzi Cie zapłata za mieszkanie, energie, ubezpieczenie, podatki. I co z tego że zarabiając 2000e 1500-1700 wydaje się na opłaty. Takie pie*** ludzi z PL że zarabiasz w euro to stać Cię na wszystko. Może w Polsve, gdy przelicznik kursu jest na twą korzyść. Ja robiąc zakupy w NL nie przrliczam nic bo szkoda by mi było na chleb, a gadnie że zarabiam 2000e mam głeboko w d*** bo tu 2000e jest jak 2000 w PL
Zarabiać w euro za granicą, żyć w Polsce i wydawać w złotówkach - to nie byłoby takie złe.