#MKAKl

O obsesyjnym sprzątaniu.

Moja mama sprząta. Całe życie sprząta, a w jej domu musi być idealnie. Mieszka w piętrowym domu, a przez dzieci właściwie prawie nie pracowała zawodowo. Jednym z koszmarów mojego dzieciństwa jest wydzierająca się matka – że w domu jest brudno, że jej dzieci to brudasy, że jej porażką życiową jest nienauczenie dzieci porządku. Tylko że nauka sprzątania polegała na: „Idź, nic nie umiesz, ja to zrobię”.

Problem jest bardziej złożony – mąż alkoholik i dyktator, więc to była jej forma odreagowania na dzieciach. Oczywiście teraz nic nie pamięta, według niej była wspaniałą matką (ojciec też ma takie mniemanie osobie).

Dzieci wyprowadzone, rodzice po 70. i co teraz robi moja matka? Sprząta. Rzadko kto ich odwiedza, mama po kilku operacjach kręgosłupa, ale całe dnie na kolanach sprząta. iRobot nie odkurza dobrze, mop niedokładnie, tylko jej praca własnymi rękami jest tą słuszną. Pewnie to już zmiany w głowie i za późno na terapię. Ja już po terapii.
Najlepsze, że my, dzieci, mamy wszyscy syf w domu i koszmarny uraz do sprzątania. Zmuszam się do podstawowych porządków.

#sw0Xq

W wieku 14 lat zostałam sama na sylwestra. Moi rodzice pojechali do znajomych, a brat miał przyjść mnie pilnować, ale się nie zjawił wcale. Poczułam się „dorosła” i wypiłam alkohol, a potem, gdy wyszłam do sklepu po przekąski (była około 19:00), poznałam „bardzo miłego” chłopaka (był dorosły, około 20 lat), któremu się zwierzałam z tego, że głupio zrobiłam pijąc alkohol i że powinnam się uczyć, a nie robić takie rzeczy. Po tym wszystkim co mu powiedziałam stwierdził, że jest sylwester i że trzeba się bawić, po czym zmusił mnie siłą do zrobienia mu loda, mimo że widział, że przez to płaczę.
Od tamtego zdarzenia minęło 8 lat i dopiero dzisiaj przeanalizowałam sytuację i zdałam sobie sprawę, że miałam tylko 14 lat… Strasznie się wstydzę i boję się powiedzieć to nawet mojemu chłopakowi. Wiem, że by mnie przytulił i wspierał w tym wszystkim, bo mnie bardzo kocha, ale nie chcę, żeby inaczej na mnie patrzył przez to wszystko. Nie chcę też mówić tego rodzicom. Nie chcę, żeby się o to obwiniali.

#pGbdV

W 3 klasie gimnazjum zostałem zaproszony na radę pedagogiczną, gdzie było ok. 60 nauczycieli, w związku z moim zachowaniem. Nigdy specjalnie nie byłem grzeczny.
Dyrektorką była dość otyła osoba, nikt jej nie lubił, nawet nauczyciele, ponieważ była osobą szorstką i zarozumiałą. A ja nigdy nie dawałem sobą pomiatać, zawsze znalazłem jakaś ripostę. 
Na radzie zostałem posadzony na środku pokoju nauczycielskiego, wiecie, żeby było mi wstyd itd. Ledwo dyrektorka weszła, a już zaczęła drzeć się na mnie do takiego stopnia, że nauczyciele wraz z moją mamą drżeli. Moja mama modliła się, żebym nie powiedział nic niestosownego. Widziałem to w jej oczach. 
Pod koniec rady dyrektorka zaczęła prawić morały, że z takim zachowaniem nie znajdę pracy ani dziewczyny i dodała, że nie chciałaby mieć takiego chłopaka jak ja, więc ja w swojej obronie powiedziałem, że ja nie chciałbym takiej dziewczyny jak ona.
Dyrektorka: O, a dlaczego, czyżbym była dla ciebie zbyt inteligenta?
Ja: Nie, byłaby pani dla mnie ciężarem.

Cała rada wybuchła śmiechem wraz z moją mamą. A pani dyrektor cała czerwona nie wiedziała co powiedzieć :)

#0fzuy

Dzisiaj opiszę wam historię wspaniałej kobiety. I tak, zgadliście. To nie jest historia z happy endem.

Kamilę poznałem w podstawówce. Doszła do nas w 4 klasie. Najpierw nie byłem nią zainteresowany, ale z czasem okazało się, że na przerwach woli powygłupiać się z chłopakami niż plotkować z dziewczynami. Tak zaczęła się nasza znajomość. Przez 2 lata spędzaliśmy razem niemal wszystkie przerwy i nawet siadaliśmy czasem razem na lekcjach. Potem poszliśmy do tego samego gimnazjum. Niestety inne klasy. Ona profil mat-fiz-inf, a ja ogólny. Mieliśmy razem w-f, ale był podział na grupy płciowe. Chociaż nie zawsze! Na przerwach i po lekcjach dużo gadaliśmy, bo ani mi, ani jej nie spieszyło się do poznawania innych ludzi.

Koniec gimnazjum. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale ja zaczynałem czuć coś więcej. Jednak nie powiedziałem jej tego żeby nie uciekła. Na apelu tańczyliśmy razem poloneza i widziałem, że coś ją martwi. Mieliśmy iść do liceów na dwóch końcach miasta. Pomyślałem, więc, że chodzi o to.

Skończyło się. Wyszliśmy ze szkoły i najprawdopodobniej to był ostatni moment jaki mogliśmy razem spędzić. Ale tego co wtedy powiedziała nie zapomnę do końca życia.
Podeszła i usłyszałem najpiękniejsze słowa mojego życia:
- Marcin. Nie chcę niszczyć naszej przyjaźni, ale i tak już się pewnie nie zobaczymy, więc chcę abyś wiedział jedno. Podobasz mi się od podstawówki. Teraz proszę, nie miej mnie za wariatkę i nie obrażaj się, ale musiałam ci to powiedzieć.
Wtedy po prostu ją pocałowałem mówiąc "Kocham cię." I tak zostaliśmy parą.

Dawaliśmy radę mimo odległości i małej ilości czasu. Potem okazało się, że obydwoje jedziemy na studia do Warszawy. Co więcej, na ten sam uniwersytet. Zdecydowaliśmy się na małe, wspólne mieszkanko. Ona studiowała informatykę, ja matematykę. Po studiach chciałem spełnić jej marzenie. Nazbierałem dużą sumkę i zabrałem ją w długą podróż. Najpierw Anglia, potem Irlandia, a na końcu Stany. I tam jej się oświadczyłem. Powiedziała tak. Zamieszkaliśmy na stałe w stolicy, w domku jednorodzinnym. Po roku wzięliśmy ślub. Po kolejnym zaczęliśmy starania o dziecko. Kamila przekazała mi wiadomość o ciąży w najwspanialszy na świecie sposób. Na bluzce napisała "Hello Daddy, I'm here", a pod spodem przykleiła odbitkę USG. Musiała się mnie zapytać czy ładna bluzka, żebym zrozumiał o co chodzi :)

3 miesiące temu na świat przyszłaby nasza córeczka - Marta. Niestety w drodze do szpitala, pijany kierowca wjechał w nasze auto. Od strony pasażera. Kamila i Marta zmarły.

Ja do dziś nie potrafię sobie wybaczyć, że nie pozwoliłem jej urodzić w domu tak, jak chciała, tylko wziąłem ją do tego durnego auta!

Teraz staram się pozbierać - psycholog i te sprawy. Próbuję też spełnić pozostałe marzenia Kamili. M.in. staram się o wydanie jej książki.

Kamila, przepraszam...

#btb9O

Mam bogatego chłopaka. Nie zamierzam za to przepraszać. Nie czuję się źle, kiedy mi coś kupuje (w związkach ludzie chcą się uszczęśliwiać i pomagają spełniać drugiej osobie marzenia). Ode mnie też dostaje prezenty bez okazji, bo jest mi droższy niż pieniądze. Umiem zarabiać sama na siebie, bo jestem dorosła, a nie dlatego, że nic droższego od niego nie przyjęłam. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Pracuję. Spełniamy marzenia, ale uważam, że mamy rozsądne podejście do pieniędzy. Żadne z nas nie ma chorego podejścia. On nie jest skąpcem, nie ma podejścia „to moje pieniądze, nie zobaczysz ani grosza” (ja też go nie mam, uważam, że to chore, jeśli ktoś potrzebuje wydzielać mniej więcej wszystko po połowie i na przykład oddaje w ratach swojej połówce za prezent, bo nie jest godny, żeby go dostać za darmo), chce mnie uszczęśliwiać i gdybym przykładowo zachorowała, to nie musiałabym jakoś szczególnie prosić o wsparcie. Chce być ze mną, więc to normalne, że w ciężkich chwilach mi pomaga (nie miałam ich dużo, tak dla jasności, nie mam jakichś wielkich problemów ze zdrowiem, chcę pracować i pracuję). Też bym to zrobiła. Ostatnio kupił mi lepsze części do komputera, bo sam chciał. Nie zamierzam zwracać mu pieniędzy ani kazać zwracać produkty, bo nie mam fiksacji na punkcie hajsu. Ale i tak pewnie jestem harpią, bo jak śmiem przyjmować coś droższego. Mam czuć, że nie zasługuję i koniec.

#8u6pB

Matematykę lubiłam od dzieciaka, więc umiałam obliczać pisemnie, zanim nauczyłam się pisać (drukowanymi umiałam) i czytać. Jako 5-latka recytowałam z pamięci nasz Układ Słoneczny i umiałam opowiedzieć kilka zdań o poszczególnych planetach. Około 4 klasy podstawówki zaczęłam interesować się fizyką i uczyłam się najprostszych rzeczy typu zasady dynamiki. W 5/6 klasie pokochałam biologię i zapragnęłam być lekarzem, ale szybko porzuciłam to marzenie i nadal nie do końca wiem dlaczego. Wybrałam najtrudniejsze przedmioty do rozszerzenia w liceum, czyli wyżej wymienione fizykę, biologię i matematykę. Pragnę iść na astrofizykę i/lub biofizykę na studia, ale niestety nikt nie bierze mnie na poważnie i słyszę zazwyczaj: „Idź na fryzjerkę, a nie o planetach się będziesz uczyć” lub „Co to za kierunek biofizyka? Idź na prawo, a nie wymysły”. To jest standard, gdy rozpocznę ten temat. 
Ktoś może uznać, że chwalę się wiedzą itd. i to w sumie fakt, ale chciałabym być wreszcie doceniona z czyjeś strony, bo nikt nie umie zaakceptować, że mam takie, a nie inne zainteresowania. Rodzice próbują mi wmówić, że jestem humanistką, bo czytam dużo książek. Strasznie głupie, ale nie mogę nic powiedzieć, bo od razu słyszę „nie pyskuj”. Nie chcę uzyskać porad, wsparcia czy krytyki, po prostu potrzebowałam się tym podzielić.

#Zuhy1

Mam młodszą siostrzyczkę, jest między nami 9 lat różnicy. Gdy byliśmy młodsi, czytaj ona lat 6-11, ja byłem już rozumnym nastolatkiem, młodym mężczyzną. Rodziców często w domu nie było, dlatego opieka nad małą często przypadała mnie. Często widziałem siostrę bez ubrań, naturalna rzecz, anatomię znam. Słowo wstępu takie oto niech będzie.
Minęło lat parę, siostra dorosłą kobietą jest, czasy teraźniejsze. Drogi nam się rozeszły. Spotkałem dziewczynę, taką malutką, drobną, urody całkiem w moim typie. Od spotkania do spotkania zaczęło się robić coraz goręcej. Żegnamy ubrania u koleżanki, pa, pa, pa. Co zobaczyłem? Dziewczęca uroda, malutka, brak biustu, push up 100%. 
I wtedy przed oczami stanęła mi moja malutka siostrzyczka sprzed kilku ładnych lat, gdy była we wczesnej podstawówce... Zwyczajnie wszystko mi rosło w gardle.

Nie mówię, że dziewczyna była zła, bo była atrakcyjna, zadbana. Jednak po latach napuszczania wody do wanny siostrze, oglądania jej w domu​ beztroskiej i opiekowania się nią po prostu nie mogłem.
Dodaj anonimowe wyznanie