#zvbYB

Ostatnio przeżyłam swój zupełnie niezamierzony coming out. Przed rodzicami nigdy nie miałam tajemnic, udało im się to zaakceptować dawno temu, teraz dostęp do tajemnej wiedzy o mojej orientacji uzyskała dalsza rodzina – wujkowie, ciotki, dziadkowie, babcie i cała reszta. Nikt nie stanął ze mną oko w oko, by przedstawić swoją opinię, zresztą nie za bardzo mnie one obchodzą. Za to telefony do mojej mamy się urywały – cały tabun zmartwionych cioć i wujków postanowił dać mojej mamie lekcję rodzicielstwa.

1. To dlatego, że mama do 10 roku życia nie pozwalała mi malować paznokci, a w ogóle to ciocia Danka widziała, że ja nawet kolczyków w uszach nie mam. Tak to jest, jak się nie zaszczepia genu pudernicy w małych dziewczynkach!
2. Jak wujek Rysiek chciał wziąć małą na kolana, to fochami rzucałaś, już wtedy powinnaś wiedzieć, widziałaś, jak się darła!
3. Bo jakieś sporty pozwoliłaś jej uprawiać, ja pamiętam, że ona mecze z ojcem oglądała!!!
4. A chłopa to jej próbowaliście znaleźć? Przecież to ładna dziewczynka, na pewno by sobie jakiegoś dobrego kawalera przygruchała.
5. Rzeczywiście, ja to jej nigdy w kiecce nie widziałem.
6. To nie może być prawda, przecież rozmawia z chłopakami (???)
7. Ty uważaj lepiej, żeby tej młodszej nie zaraziła.

Moją faworytką jest ciocia Krysia. Kochana ciocia zasugerowała, że mama powinna poszukać winy u mojego taty. On zawsze taki podejrzany jakiś, blisko mnie, pewnie mnie molestował i się teraz boję facetów. Spytała również, czy ja kiedykolwiek spałam z facetem, bo jeśli nie, to przecież nie mogę wiedzieć, że mi się nie podobają.

Przynajmniej nie mówili nic o piekle.

#Qtuux

Opowiem wam najsmutniejszą scenę, jaką kiedykolwiek widziałem w restauracji.
To był sobotni wieczór. Byliśmy w słynnej restauracji na dachu. Było bardzo tłoczno. Kiedy staliśmy, czekając, aż znajdą dla nas miejsce, przyszedł chłopak i poprosił o stolik dla grupy dziesięciu osób. Gdy kelner zapisywał jego imię, z radością powiedział:
„Dziś są moje urodziny. Zorganizowałem imprezę z moimi przyjaciółmi”. Jego niewinny entuzjazm wywołał uśmiech na mojej twarzy.
Dali mu stolik, ponieważ bardzo duży był wolny. Czekałem z rodziną jeszcze przez chwilę. Po około dziesięciu minutach weszliśmy do środka. On siedział ciągle samotnie przy stoliku obok. Przez około godzinę dzwonił i wysyłał wiadomości. W miarę upływu wieczoru wydawał się coraz bardziej opuszczony. Nikt nie pojawił się przy jego stoliku. Kelnerzy pytali go, czy ma jakieś wieści, a on za każdym razem mamrotał jakąś wymówkę. W końcu musiał opuścić ten stolik i usiadł przy mniejszym. Wciąż był sam. Przez długi czas siedział zupełnie sam. Potem wstał i wyszedł z restauracji. Zanim się zorientowaliśmy, zgubił się w tłumie.

Czy został porzucony przez przyjaciół? Czy nikt nie raczył pojawić się na jego urodzinowej kolacji? Próbowałem tylko wyobrazić sobie powody tej smutnej sceny, której byłem świadkiem. Jego wcześniejszy entuzjazm zniknął wraz z upływem wieczoru. Jak nieczuli potrafią być ludzie? Mogli przynajmniej poinformować go z wyprzedzeniem!

Tego wieczoru w restauracji było pełno ludzi. Ale on był zupełnie sam w tłumie, czekając, aż ludzie do niego dołączą. To było smutne i nie da się tego opisać słowami. Żałuję, że nie życzyłem mu dobrze, zanim opuścił to miejsce.

#IXt25

Wracam z moim czteroletnim synkiem z przedszkola. Wcześniej padał deszcz, więc na chodniku było pełno ślimaków. On jechał rowerkiem biegowym, więc krzyczę za nim, żeby jechał ostrożnie, bo może przejechać ślimaczka. I co robi mój synek? Specjalnie przejeżdża ślimaka... Pytam go, co zrobił, a ona na to: „Przecież powiedziałaś, że mogę przejechać ślimaczka”.

Teraz staram się lepiej dobierać słowa :)

#4uIYR

Pracuję w klubie na rynku w jednym z największych miast w Polsce. Impreza przeważnie trwa do 5 rano, wiec grzecznie tuptam na jeden z pierwszych autobusów do domu. Zatrzymuje mnie pan, wysoki, dość schludnie ubrany, lecz trochę na twarzy zaniedbany i zagaduje:
– Do you speak english?
– Yes, can I help you?

I tu rozwodzi się nad historią tego, że brakuje mu na bilet do domu i czy mogłabym go poratować marnym groszem, bo mu głupio, ale nie ma innej możliwości. Szkoda mi się chłopa zrobiło, złotówkę dałam i pognałam w swoją stronę.

Tydzień później znów spotkałam tego pana, tym razem nie zaczepił mnie, a jakichś innych imprezowiczów, którzy też mu chętnie pomogli.
Wczoraj sytuacja się powtarza.
Idę, wściekła jak osa, impreza się przedłużyła, zimno, pada i wszystko jest fuj. Wtedy widzę jego i słyszę:
– Do you speak english??
- A kiedy pan w końcu dotrze do tego domu za wyżebrane pieniądze? Bo tę gadkę słyszę 10 raz.
Stanął, popatrzył na mnie i skwitował piękną polszczyzną pod nosem:
– Aaaa ku4waa...
Odwrócił się na pięcie i poszedł szukać innych ofiar.

Puenty nie będzie, przynajmniej mi trochę nastrój poprawił :D

#Xhwdv

Mieszkamy na małej wsi. Wielkanoc – trzeba pójść na święcenie pokarmów.

Już cała wieś jest pod krzyżem. Ksiądz mówi: „Pobłogosław Boże te pokarmy” i ma nas kropić wodą święconą, a tu nagle pies podchodzi do stolika, na którym jest woda święcona, wypija sobie trochę i odchodzi.
Mina księdza i ludzi bezcenna.

#4xsCK

Wiem jak to zabrzmi, ale mam wrażenie, że moja teściowa za bardzo chce wszystkim pomagać. Teściowa ma czwórkę dzieci: mojego męża, jego brata i ich dwie siostry. Wszyscy dorośli, najmłodsza z nich ma 25, a najstarsze dziecko 36 lat. Zawsze ją lubiłam i trochę pobłażałam jej opiekuńczym zapędom, ale powoli miarka się przebiera, chociaż teściowa naprawdę nie robi nic złego. Pierwszy przykład: mąż nie mógł długo znaleźć pracy, był tą sytuacją naprawdę przybity, czuł się jak ostatnie zero (jego słowa). Starałam się go podnieść na duchu, zachęcić, by szukał takiej pracy, w jakiej będzie się czuć dobrze. O pieniądze nie musieliśmy się martwić, bo ja spoko zarabiam i starczało na wszystko. Wypadło tak, że mąż dużo pracował w ogrodzie i nosił tam takie stare adidasy. Teściowa przyjechała dwa razy w odwiedziny, widziała go w tych butach. Dwa tygodnie później, podczas rodzinnej imprezy, przy wszystkich, wręczyła mu kopertę z 200 zł i powiedziała, że wie, że stracił pracę i to żaden wstyd prosić o pomoc i te pieniążki ma sobie na buty wydać. Mąż w totalnym osłupieniu wziął te pieniądze, a potem ryczał jak dziecko, gdy wracaliśmy do domu. Jak zwróciłam uwagę swojej teściowej, że to było upokarzające, oddając jej kopertę, to ona ryczała, bo „nie akceptujemy jej dobroci”. Inny przykład – kupuje nam bilety na koncert czy inne wydarzenie, nie pytając się, czy nam pasuje, czy w ogóle lubimy tego wykonawcę. Jak ktoś nie chce iść, to jest gadka, że pieniądze zmarnowane i że ona jest taka dobra, a my nie potrafimy docenić.
Siostra męża (lat 32) nadal z nią mieszka i musi robić dokładnie to, co ona chce. Jego siostra nie ma męża, chłopaka, przyjaciółki ani nawet koleżanki, bo teściowa zepsuła ją tak, że ma naprawdę okropny charakter.
I ja wiem, że inne teściowej są gorsze i ta moja niby chce dobrze, ale z czasem zauważam tę fałszywość, próbę rządzenia innymi itd. Mąż też to widzi. Powoli przestajemy ja odwiedzać, mówimy stanowcze „nie” na jej pomysły, ale wzbudza w nas wyrzuty sumienia i nastawia rodzeństwo męża przeciwko nam. Wiem, że gdy odmówimy czegokolwiek, to dzwoni do nich i ryczy, że ona jest taka dobra, a my ją tak źle traktujemy. Rodzeństwo męża nie widzi tego co my i stoi za nią murem, a ona to zręcznie wykorzystuje. Ogólnie wiem, że najrozsądniej byłoby się odciąć, ale chciałabym jakiegoś potwierdzenia, czy to ja przesadzam, czy zachowanie teściowej rzeczywiście nie jest OK.

#VbCBK

Wczoraj były moje urodziny, ze względów zawodowych nie widziałam się z mężem od tygodnia. Dziś do mnie zadzwonił na małą pogawędkę. Życzeń mi jednak nie złożył. Niby nic wielkiego, ale jakoś tak kłuje w sercu, że po 15 latach razem druga osoba nie pamięta o takim drobiazgu.

#E87Ow

Pierwszy kontakt z alkoholem miałem na zakończenie gimnazjum. Jedno piwo. Od razu załapałem bakcyla. Piłem często i ukrywałem to przed rodziną. Mikołajki w 2 klasie technikum. Pierwsza lufa w płuco. W 3 klasie paliłem już kiedy tylko mogłem. Alkohol w małych ilościach prawie codziennie. Byłem już tak przepalony, że śmierdziałem blantem po wysiłku fizycznym. W tym czasie zawęziło się moje grono znajomych. Zostali sami poszukiwacze fazy. Wtedy, też moje życie sprowadziło się do jednego. Każda moja aktywność fizyczna lub umysłowa związana była z paleniem lub piciem. Przez to wszystko straciłem panowanie nad podejmowanymi decyzjami. Podejmował je nałóg lub rodzice. To oni wybrali mi studia w obcym mieście, znaleźli mieszkanie. To oni płacili za studia i moje życie.

Na studiach poznałem swoją pierwszą dziewczynę. Pasowaliśmy do siebie. Po 2 tygodniach byliśmy już oficjalnie parą. Moje uzależnienie postępowało. Patrząc na bezsens i śmieszny poziom tych studiów górę wziął syndrom amotywacyjny. Alkohol coraz bardziej niszczył neurony. Coraz bardziej stawiałem się chaotyczny i zamknięty w swoim świecie. Na koniec drugiego roku straciłem ją. Podczas jednej popijawy, wkurwiony tym, że ciągle za mało się zaprułem, oblałem ją piwem. W jej domu doszło do szarpaniny. Musiałem żebrać na dworcu, by mieć 10 złotych, by wrócić do rodzinnego domu. 3 rok studiów to czysty distroj. 20 piw tygodniowo. Współlokatorzy jako budzik mieli rano bulgot bonga. Nie napisałem pracy licencjackiej do tej pory.

Wróciłem do rodzinnego domu. Mija rok, pracuję z ojcem. On załatwił mi pracę. Poznaję kobietę swojego życia. W barze. Upijamy się. Miłość od pierwszego włożenia. Byłem z nią szczery od początku. Chciała mi pomóc. Wytrzymałem umówiony miesiąc bez alkoholu. Jednak codziennie odliczałem dni do końca abstynencji. Później było coraz gorzej. Codziennie miotałem się jak karp w reklamówce na święta.

Oświadczyłem się jej na wakacjach, które zepsułem, bo był all inclusive. Wiecie, nie mogłem się upić, to chodziłem wkurwiony non stop. Ale to nie była moja decyzja. A ona przyjęła te zaręczyny bez żadnego łał. 3 miesiące później dostałem ultimatum. Albo ona, albo alkohol. Wytrzymałem tydzień. Wracam do domu. Idę na AA. Wszystko ładnie, pięknie. Nie piję. Ale podpalam skuna. Dała mi drugą szansę. Nic się nie zmieniło. Znowu straciłem kontrolę. Gorzej, bo spróbowałem research chemicals.
20 dni temu zrobiłem sobie ekskluzywny mix. Po 1.5 grama sztucznego opium, kokainy, amfetaminy, 2 listki LSD i 5 mocnych tabletek nasennych. Wszystko w 18 godzin.
 
Straciłem ją na zawsze. Mam 25 lat. Nic w życiu nie osiągnąłem. Zero oszczędności. Pracuję za 10 zł/h. Jestem czysty 20 dni, to mój pierwszy taki okres w życiu. Przeżyłem piekło, ale jutro wstanę i będę trzeźwy przez 24 godziny. Znów chodzę na AA i do środka uzależnień. Kurwa, dam radę!
Dodaj anonimowe wyznanie