#4uIYR

Pracuję w klubie na rynku w jednym z największych miast w Polsce. Impreza przeważnie trwa do 5 rano, wiec grzecznie tuptam na jeden z pierwszych autobusów do domu. Zatrzymuje mnie pan, wysoki, dość schludnie ubrany, lecz trochę na twarzy zaniedbany i zagaduje:
– Do you speak english?
– Yes, can I help you?

I tu rozwodzi się nad historią tego, że brakuje mu na bilet do domu i czy mogłabym go poratować marnym groszem, bo mu głupio, ale nie ma innej możliwości. Szkoda mi się chłopa zrobiło, złotówkę dałam i pognałam w swoją stronę.

Tydzień później znów spotkałam tego pana, tym razem nie zaczepił mnie, a jakichś innych imprezowiczów, którzy też mu chętnie pomogli.
Wczoraj sytuacja się powtarza.
Idę, wściekła jak osa, impreza się przedłużyła, zimno, pada i wszystko jest fuj. Wtedy widzę jego i słyszę:
– Do you speak english??
- A kiedy pan w końcu dotrze do tego domu za wyżebrane pieniądze? Bo tę gadkę słyszę 10 raz.
Stanął, popatrzył na mnie i skwitował piękną polszczyzną pod nosem:
– Aaaa ku4waa...
Odwrócił się na pięcie i poszedł szukać innych ofiar.

Puenty nie będzie, przynajmniej mi trochę nastrój poprawił :D
JedynaTaka Odpowiedz

Jeśli to Kraków to jestem jedną z osób która zaczepił. Dokładnie ta sama gadka

BylamTam Odpowiedz

Dlatego ja nigdy nie daje kasy tylko oferuje ze moge kupic. Do tej pory tylko raz pani naprawde ch iala jedzenie i byla wdzieczna za zakupy. Zazwyczaj jak mowie, ze pieniedzy nie dam ale moge kupic/ zaplacic to slysze w odpowiedzi "a to spieprzaj"

PannaK

Potwierdzam, dobry sposób. Raz mnie gość zaczepił, bo mu na bilet brakuje- powiedziałam, że mogę mu kupić usłyszałam tylko miłe "spierdalaj". :D

GeniusYoongi Odpowiedz

Branża żulistyczna coraz lepiej się rozwija jak widzę. Normalna praca? A po co to komu?

Bucusiowy Odpowiedz

A taka sytuacja jest bardzo częsta na przyklad na dworcach autobusowych w miejscowościach przygranicznych np, Zgorzelec. Jestem pewna, że to bardzo opłacalne zajęcie zwłaszcza gdy w ciagu godziny obskoczą ok 10autobusow, w kazdym zbiorą na "bilet" ok 10 zł, plus moze na jedzenie to macie ze 100zł na godzine na osobę a czesto chodzą w parach...

Dlatego jestem jedną z wielu osob, która nie da nikomu drobnych na jedzenie, ani tego jedzenia nie kupi.

Velasco Odpowiedz

Stary numer, chyba równie stary jak transport publiczny.

YeoboseyoWithoutSeyo Odpowiedz

Słyszałam, że żebranie jest teraz bardziej opłacalne, niż niejedna robota. Co tu się dziwić, hajs dostanie, bo nie ma pracy. Poudaje debila i ma hajs za frajer przy okazji się podśmiewując. Jedyne co taka osoba traci to godność i kręgosłup moralny, ale kogo stać na takie luksusy w tych czasach, skoro co 2 przedsiębiorca włazi innemu w dupę byle się pieniądz w portfelu zgadzał.

Velasco

Jeżeli żebrak uzbiera w godzinę więcej niż 22 zł, to zarobi więcej niż minimalna krajowa. I to zwykle siedząc i nic nie robiąc. A jak taki usiądzie w dobrym punkcie to w godzinę wyciągnie nawet parę stów. Tym bardziej, że to kasa netto - za żebranie nie płaci się podatku.
A teraz porównajcie to do waszych stawek godzinowych.

Dodaj anonimowe wyznanie