#E87Ow
Na studiach poznałem swoją pierwszą dziewczynę. Pasowaliśmy do siebie. Po 2 tygodniach byliśmy już oficjalnie parą. Moje uzależnienie postępowało. Patrząc na bezsens i śmieszny poziom tych studiów górę wziął syndrom amotywacyjny. Alkohol coraz bardziej niszczył neurony. Coraz bardziej stawiałem się chaotyczny i zamknięty w swoim świecie. Na koniec drugiego roku straciłem ją. Podczas jednej popijawy, wkurwiony tym, że ciągle za mało się zaprułem, oblałem ją piwem. W jej domu doszło do szarpaniny. Musiałem żebrać na dworcu, by mieć 10 złotych, by wrócić do rodzinnego domu. 3 rok studiów to czysty distroj. 20 piw tygodniowo. Współlokatorzy jako budzik mieli rano bulgot bonga. Nie napisałem pracy licencjackiej do tej pory.
Wróciłem do rodzinnego domu. Mija rok, pracuję z ojcem. On załatwił mi pracę. Poznaję kobietę swojego życia. W barze. Upijamy się. Miłość od pierwszego włożenia. Byłem z nią szczery od początku. Chciała mi pomóc. Wytrzymałem umówiony miesiąc bez alkoholu. Jednak codziennie odliczałem dni do końca abstynencji. Później było coraz gorzej. Codziennie miotałem się jak karp w reklamówce na święta.
Oświadczyłem się jej na wakacjach, które zepsułem, bo był all inclusive. Wiecie, nie mogłem się upić, to chodziłem wkurwiony non stop. Ale to nie była moja decyzja. A ona przyjęła te zaręczyny bez żadnego łał. 3 miesiące później dostałem ultimatum. Albo ona, albo alkohol. Wytrzymałem tydzień. Wracam do domu. Idę na AA. Wszystko ładnie, pięknie. Nie piję. Ale podpalam skuna. Dała mi drugą szansę. Nic się nie zmieniło. Znowu straciłem kontrolę. Gorzej, bo spróbowałem research chemicals.
20 dni temu zrobiłem sobie ekskluzywny mix. Po 1.5 grama sztucznego opium, kokainy, amfetaminy, 2 listki LSD i 5 mocnych tabletek nasennych. Wszystko w 18 godzin.
Straciłem ją na zawsze. Mam 25 lat. Nic w życiu nie osiągnąłem. Zero oszczędności. Pracuję za 10 zł/h. Jestem czysty 20 dni, to mój pierwszy taki okres w życiu. Przeżyłem piekło, ale jutro wstanę i będę trzeźwy przez 24 godziny. Znów chodzę na AA i do środka uzależnień. Kurwa, dam radę!
czasami żeby się podnieść z nałogu, trzeba stopami dotknąć dna, inaczej nic nie trafi...
ale masz talent do pisania... może pisanie i haj endorfinowy pisania historii trochę pomoże złagodzić cierpienia, tematów nie musisz szukać daleko
było nie było, takie "Requiem dla snu" jest arcydziełem
W sumie Stephen King podczas pisania "Carrie" prawie cały czas był pijany... A mimo to udało mu się stworzyć arcydzieło. Czego nie można powiedzieć o Witkacym...
Azor, do budy!
Zawsze chciałem tak zrobić
Zauważyłem że osoby uzależnione od narkotyków piszą w sposob, który o wiele lepiej przemawia do człowieka. Przykładem jest Bob Marley.
Powodzenia!
Ku*wa, dasz radę! Nie dlatego, że musisz.. dlatego, że tego CHCESZ! Powodzenia!
Autorze piszesz jaka jest sytuacja, i tak mysle czy nie lepiej bylo by isc Ci na leczenie zamkniete. Jest o ciele lepsze, dopiero pozniej terapie dochodzaca. Pisze to dlatego ze tam szybciej nauczysz sie jakos sobie radzic z glodem I inne. Mi to pomoglo a wrecz uratowalo zycie. Polecam! Od ponad roku juz nie pije ani nie zazywam narkotykow. Tylko musisz TY SAM tego chciec. Kamil AA. Zycze Ci wiary w to ze mozesz pokonac ta paskudna chorobe! Mi jak narazie sie udaje! Tobie tez sie uda!
Gratuluję... myślę że niestety terapia zamknięta jest jedynym wyjściem aby nauczyć się żyć bez używek i żeby zrozumieć... szkoda że m9j były się m9gdy na to nie zdecydował. Trzymam kciuki za Ciebie
A masz w planach próbować ją odzyskać?
Henio999 dzięki za odpowiedź i powodzenia w walce z nałogiem 😀
Dasz radę!
Dasz radę !
Trzymam kciuki by ci się udało
Trzymam kciuki :D Powodzenia!
Przerażające, co używki w nieodpowiednich ilościach mogą zrobić z człowiekiem. Trzymam kciuki kolego, żeby wreszcie się udało!i