#H2m5d

To uczucie, kiedy nie wiesz, czy się cieszyć, czy płakać.
Wczoraj przyszłam do pracy bez makijażu, bo zaspałam. Szef się zerwał na równe nogi i zaproponował, że odwiezie mnie do domu. W samochodzie pytał, czy się dobrze czuję i kiedy ostatnio robiłam morfologię. Głupio było mi się przyznać, że ja tak normalnie wyglądam, więc udawałam, że naprawdę źle się czuję i muszę odpocząć. Dał mi dwa dni wolnego, żebym doszła do siebie, więc korzystam, siedzę w domu i oglądam seriale. Ale trochę smutno, że w naturalnej wersji wyglądam na chorą ;)

#creIp

W podstawówce zaczęłam borykać się z problemem łupieżu i to naprawdę paskudnego. Przede wszystkim pojawiał się jako takie duże zbite kulki (nie wiem jak to inaczej nazwać) przyklejone do skóry głowy. Było to do tego nieznośne, ponieważ dość mocno swędziało. Mama wpierw próbowała pozbyć się problemu sama, ale środki dostępne w sklepach nie przynosiły żadnych efektów, w końcu zabrała mnie do dermatologa. Dopiero tam przepisano mi preparaty, które wreszcie pomogły zwalczyć łupież. Niestety nie zrobiły tego od razu i kilka osób z klasy zauważyło, że od czasu o czasu mam białe rękawy lub te duże płaty łupieżu było zwyczajnie widać na włosach. Co prawda mama zawsze starała się czesać mnie tak, by nie było tego widać, a ja pilnowałam żeby się nie drapać, nie zawsze to jednak wychodziło.
O dziwo, gdy wytłumaczyłam wszystkim, że mam taki i taki problem, nikomu to nie przeszkadzało. Aż pewnego dnia, gdy rozmawiałam z koleżanką, podbiegła do mnie Jowita, by z całej siły pociągnąć mnie za włosy. Nim zdążyłam zapytać co robi, ona zaczęła krzyczeć na cały korytarz: „Nie spada! Ona ma wszy!”. Byłam w szoku, bo wpierw nie wiedziałam o co jej chodzi. Gdy zrobiło się wokół nas małe zbiegowisko, zaczęła tłumaczyć, że jaja wesz wyglądają jak łupież i nie spadają z włosów. Zaczęłam się tłumaczyć, że na pewno nie mam wszy, ale koledzy zażądali dowodu. Kazali mi nachylić się nad czarną kartką papieru z bloku rysunkowego i „trzepać” łupież z włosów. W życiu nie czułam się tak upokorzona, tym bardziej że mój łupież nie należał do tych sypkich i rzadko coś z niego leciało na ramiona. Ale o dziwo na kartce pojawiła się całkiem spora ilość łupieżu. Myślałam, że to zakończy sprawę, ale myliłam się. Jowita dalej uważała, że jestem nosicielem tego paskudztwa, dlatego przyszła do szkoły z mamą. Gdy tylko zobaczyła mnie na korytarzu znów krzyczała na pół szkoły:
„Mamo! Mamo! To ona ma wszy!”.

Jej mama siłą zaciągnęła mnie do dyrektora, gdzie zażądała, by „odizolować” mnie od innych dzieci i sprawdzić sytuację w moim domu, ponieważ uważała, że jestem brudasem. Dyrektor zachował się bardzo w porządku, uspokoił mnie oraz sprowadził higienistkę, która potwierdziła, że nie mam żadnych wszy, tylko łupież. Nie wiem o czym dalej rozmawiał z mamą Jowity, bo kazał mi iść na lekcję. A kilka dni później po całej szkole chodziły jakieś panie, które badały włosy wszystkich uczniów. U Jowity wyjątkowo długo to trwało i nawet kilka pań oglądało jej głowę. Wtedy mnie olśniło, że ona nie chciała mi dokuczyć, tylko po prostu sama nabawiła się wszy i próbowała znaleźć winnego. Chciałam to zachować dla siebie, ale inne dzieci też się tego domyśliły, przez co jakiś czas sporo osób jej unikało, a cześć wołała na nią Wesz.

Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.

#6CvG2

Mam 26 lat, a moje życie potoczyło się dziwnie ostatnimi czasy.
Miałem najlepszego przyjaciela, znaliśmy się może z 8 lat, zawsze spędzaliśmy wolne chwile razem, pomagaliśmy sobie nawzajem finansowo czy w przysłudze. Przyjaźń nie do ruszenia, można tak powiedzieć. Byłem u niego jak rodzina, jak i on u mnie, zawsze był mile widziany w moim domu. Wszystko zaczęło się sypać, jak zacząłem rozmawiać z jego kobietą. Pisaliśmy ze sobą, gadaliśmy raczej, ona głównie się żaliła na niego, jaki to on nie jest zły w stosunku do niej i do dzieci. Z jej słów wynikało, że jest tyranem, znęca się nad nimi psychicznie i fizycznie. Z początku nie chciałem w to uwierzyć, ale otworzyłem oczy, jak mi pokazała czarno na białym nagrania z nim w roli głównej. Serce mi pękało – niby znasz człowieka kupę czasu, a tak naprawdę nie wiesz o nim nic.
Czasami było tak, że dzwoniła do mnie, żebym przyszedł do nich, bo on jest pijany, a jak ja jestem, to się przy mnie hamuje i jest spokojny. Przesiadywałem tam do późnych godzin, żeby dzieci w spokoju spać poszły i żeby on zasnął, wtedy wychodziłem ze spokojnym sumieniem. Raz jego dziewczyna usnęła i przetrzepał jej telefon i zobaczył wiadomości. Wściekł się i straciłem kumpla, jesteśmy teraz najgorszymi wrogami.
Czy żałuję? Nie, żałuję jedynie, że już nie mogę chronić tych dzieci, teraz to już od niej zależy.

#5gyq7

Nie wiem co robię źle, ale moje życie seksualne jest tragiczne... Jestem z partnerem 3 lata i nigdy nie było tego razu, by móc się czuć spełnionym pod kątem seksu. Cały czas pisze i mówi, że mu się podobam, że go pociągam, a jak przychodzi co do czego, to albo wszystko trwa 5 minut, albo wcale, bo po prostu nie staje na wysokości zadania. Nie pasuje mu to, że chcę się zaspokoić jakoś sama, bo mnie aż nosi. Próbowaliśmy różnych sposobów i nic. Nie wiem już co mam robić.

#aGJ0g

Moja teściowa wiedziała, że nie znoszę zabobonów. Jednak wielokrotnie przyłapałam ją na odczynianiu złych uroków. Używała w tym celu różnych przedmiotów, ale w zeszłym tygodniu przeszła samą siebie. Najpierw było lanie wosku nad główką mojego dziecka, a potem plucie w każdy kąt domu. Dodam, że teściowa ma średnie wykształcenie i mieszka w mieście, więc kobieta niby ogarnięta. 

Pewnego razu wróciłam z zakupów, a moja siostrzenica oznajmiła mi, że teściowa przetarła buzię mojego syna własną bielizną. Wzięłam, poszłam do łazienki i naszczałam jej do szamponu. 

Moja noga tam więcej nie postanie.

#u0lnu

Gdy chodziłem jeszcze do gimby, mieliśmy w klasie pewnego niezwykle wrażliwego kolegę. Gość zachowywał się wyjątkowo bucowato i lubił dowalać się o pierdoły do innych. O ile z jego strony wszyscy mogli liczyć na wiązankę docinek, o tyle jego samego nie wolno było tknąć. Przykład? Kopnąłeś przypadkiem w jego krzesło na lekcji – od razu leciał do nauczycieli, że mu dokuczają. Wiele razy próbowaliśmy mu z kumplami dać do zrozumienia (nie w agresywny sposób), że nam i reszcie klasy nie podoba się jego zachowanie. Człowiek mógł równie dobrze mówić do ściany. Miałem też w klasie drugiego kolegę, właściwie kumpla, któremu niefortunnie groziła niesatysfakcjonująca ocena z biologii. Jako że chciał dostać się na biol-chem, gość postanowił działać i sam wyszedł z inicjatywą do facetki, z prośbą o przeprowadzenie nietypowej lekcji dotyczącej pajęczaków. Akurat przerabialiśmy temat o stawonogach, więc facetka z radością przystała na propozycję, zadowolona, że ktoś wyręczy ją w brnięciu przez materiał ostatniej gimnazjalnej. Wracając do mojego kumpla, musicie wiedzieć, że jest on wyjątkowym fanem terrarystyki, a największym przedmiotem jego zainteresowania są właśnie ośmionogie ziomki, na widok których większość przeciętnych zjadaczy chleba (w tym ja) dostaje palpitacji serca. Kumpel postanowił przedstawić klasie jeden ze swoich okazów i nazajutrz rzeczywiście pojawił się w szkole z ogromnym ptasznikiem o imieniu Jacuś, przetransportowanym w pudełku śniadaniowym.

Przed biologią był WF, a więc zamieszanie i rozgardiasz. Wiadomo jak to bywa, szczególnie w męskiej szatni. Być może transport egzotycznego pająka w pudełku śniadaniowym nie był zbyt dobrym pomysłem, bo po lekcji wychowania fizycznego okazało się, że zniknęło ono w tajemniczych okolicznościach. Nie byłem zachwycony tymi wieściami, podobnie jak reszta wtajemniczonych w plany kumpla na lekcję biologii. Zaczęliśmy dyskretne poszukiwania, tak aby nie wywołać paniki wśród przebierających się. Pudełko odnalazło się za jedną z ławek, toteż pełni ulgi mogliśmy w końcu podążyć na lekcję.
Kumpel opowiadał na tyle ciekawie, że cała klasa słuchała zainteresowana. Na koniec miała nastąpić prezentacja Jacusia, który czekał cierpliwie w pudełku na swój wielki moment. A przynajmniej tak się wszystkim wydawało, do czasu, gdy mój kumpel je otworzył. Zamiast pająka były tam bowiem dwie kanapki. Na rozwiązanie zagadki lokalizacji Jacusia nie trzeba było jednak długo czekać, co oznajmił wszystkim przeraźliwy wrzask.

Tak jak się już pewnie domyślacie, pudełko z Jacusiem przypadło naszemu nielubianemu koledze, który znudzony wykładem kumpla postanowił skonsumować swoje drugie śniadanie. Na jego nieszczęście miał takie same pudełko śniadaniowe jak kumpel i wziął mu je przypadkiem.
Podobno do dziś jest przekonany, że zrobiliśmy to specjalnie :D

#zvbYB

Ostatnio przeżyłam swój zupełnie niezamierzony coming out. Przed rodzicami nigdy nie miałam tajemnic, udało im się to zaakceptować dawno temu, teraz dostęp do tajemnej wiedzy o mojej orientacji uzyskała dalsza rodzina – wujkowie, ciotki, dziadkowie, babcie i cała reszta. Nikt nie stanął ze mną oko w oko, by przedstawić swoją opinię, zresztą nie za bardzo mnie one obchodzą. Za to telefony do mojej mamy się urywały – cały tabun zmartwionych cioć i wujków postanowił dać mojej mamie lekcję rodzicielstwa.

1. To dlatego, że mama do 10 roku życia nie pozwalała mi malować paznokci, a w ogóle to ciocia Danka widziała, że ja nawet kolczyków w uszach nie mam. Tak to jest, jak się nie zaszczepia genu pudernicy w małych dziewczynkach!
2. Jak wujek Rysiek chciał wziąć małą na kolana, to fochami rzucałaś, już wtedy powinnaś wiedzieć, widziałaś, jak się darła!
3. Bo jakieś sporty pozwoliłaś jej uprawiać, ja pamiętam, że ona mecze z ojcem oglądała!!!
4. A chłopa to jej próbowaliście znaleźć? Przecież to ładna dziewczynka, na pewno by sobie jakiegoś dobrego kawalera przygruchała.
5. Rzeczywiście, ja to jej nigdy w kiecce nie widziałem.
6. To nie może być prawda, przecież rozmawia z chłopakami (???)
7. Ty uważaj lepiej, żeby tej młodszej nie zaraziła.

Moją faworytką jest ciocia Krysia. Kochana ciocia zasugerowała, że mama powinna poszukać winy u mojego taty. On zawsze taki podejrzany jakiś, blisko mnie, pewnie mnie molestował i się teraz boję facetów. Spytała również, czy ja kiedykolwiek spałam z facetem, bo jeśli nie, to przecież nie mogę wiedzieć, że mi się nie podobają.

Przynajmniej nie mówili nic o piekle.

#Qtuux

Opowiem wam najsmutniejszą scenę, jaką kiedykolwiek widziałem w restauracji.
To był sobotni wieczór. Byliśmy w słynnej restauracji na dachu. Było bardzo tłoczno. Kiedy staliśmy, czekając, aż znajdą dla nas miejsce, przyszedł chłopak i poprosił o stolik dla grupy dziesięciu osób. Gdy kelner zapisywał jego imię, z radością powiedział:
„Dziś są moje urodziny. Zorganizowałem imprezę z moimi przyjaciółmi”. Jego niewinny entuzjazm wywołał uśmiech na mojej twarzy.
Dali mu stolik, ponieważ bardzo duży był wolny. Czekałem z rodziną jeszcze przez chwilę. Po około dziesięciu minutach weszliśmy do środka. On siedział ciągle samotnie przy stoliku obok. Przez około godzinę dzwonił i wysyłał wiadomości. W miarę upływu wieczoru wydawał się coraz bardziej opuszczony. Nikt nie pojawił się przy jego stoliku. Kelnerzy pytali go, czy ma jakieś wieści, a on za każdym razem mamrotał jakąś wymówkę. W końcu musiał opuścić ten stolik i usiadł przy mniejszym. Wciąż był sam. Przez długi czas siedział zupełnie sam. Potem wstał i wyszedł z restauracji. Zanim się zorientowaliśmy, zgubił się w tłumie.

Czy został porzucony przez przyjaciół? Czy nikt nie raczył pojawić się na jego urodzinowej kolacji? Próbowałem tylko wyobrazić sobie powody tej smutnej sceny, której byłem świadkiem. Jego wcześniejszy entuzjazm zniknął wraz z upływem wieczoru. Jak nieczuli potrafią być ludzie? Mogli przynajmniej poinformować go z wyprzedzeniem!

Tego wieczoru w restauracji było pełno ludzi. Ale on był zupełnie sam w tłumie, czekając, aż ludzie do niego dołączą. To było smutne i nie da się tego opisać słowami. Żałuję, że nie życzyłem mu dobrze, zanim opuścił to miejsce.
Dodaj anonimowe wyznanie