#E87Ow

Pierwszy kontakt z alkoholem miałem na zakończenie gimnazjum. Jedno piwo. Od razu załapałem bakcyla. Piłem często i ukrywałem to przed rodziną. Mikołajki w 2 klasie technikum. Pierwsza lufa w płuco. W 3 klasie paliłem już kiedy tylko mogłem. Alkohol w małych ilościach prawie codziennie. Byłem już tak przepalony, że śmierdziałem blantem po wysiłku fizycznym. W tym czasie zawęziło się moje grono znajomych. Zostali sami poszukiwacze fazy. Wtedy, też moje życie sprowadziło się do jednego. Każda moja aktywność fizyczna lub umysłowa związana była z paleniem lub piciem. Przez to wszystko straciłem panowanie nad podejmowanymi decyzjami. Podejmował je nałóg lub rodzice. To oni wybrali mi studia w obcym mieście, znaleźli mieszkanie. To oni płacili za studia i moje życie.

Na studiach poznałem swoją pierwszą dziewczynę. Pasowaliśmy do siebie. Po 2 tygodniach byliśmy już oficjalnie parą. Moje uzależnienie postępowało. Patrząc na bezsens i śmieszny poziom tych studiów górę wziął syndrom amotywacyjny. Alkohol coraz bardziej niszczył neurony. Coraz bardziej stawiałem się chaotyczny i zamknięty w swoim świecie. Na koniec drugiego roku straciłem ją. Podczas jednej popijawy, wkurwiony tym, że ciągle za mało się zaprułem, oblałem ją piwem. W jej domu doszło do szarpaniny. Musiałem żebrać na dworcu, by mieć 10 złotych, by wrócić do rodzinnego domu. 3 rok studiów to czysty distroj. 20 piw tygodniowo. Współlokatorzy jako budzik mieli rano bulgot bonga. Nie napisałem pracy licencjackiej do tej pory.

Wróciłem do rodzinnego domu. Mija rok, pracuję z ojcem. On załatwił mi pracę. Poznaję kobietę swojego życia. W barze. Upijamy się. Miłość od pierwszego włożenia. Byłem z nią szczery od początku. Chciała mi pomóc. Wytrzymałem umówiony miesiąc bez alkoholu. Jednak codziennie odliczałem dni do końca abstynencji. Później było coraz gorzej. Codziennie miotałem się jak karp w reklamówce na święta.

Oświadczyłem się jej na wakacjach, które zepsułem, bo był all inclusive. Wiecie, nie mogłem się upić, to chodziłem wkurwiony non stop. Ale to nie była moja decyzja. A ona przyjęła te zaręczyny bez żadnego łał. 3 miesiące później dostałem ultimatum. Albo ona, albo alkohol. Wytrzymałem tydzień. Wracam do domu. Idę na AA. Wszystko ładnie, pięknie. Nie piję. Ale podpalam skuna. Dała mi drugą szansę. Nic się nie zmieniło. Znowu straciłem kontrolę. Gorzej, bo spróbowałem research chemicals.
20 dni temu zrobiłem sobie ekskluzywny mix. Po 1.5 grama sztucznego opium, kokainy, amfetaminy, 2 listki LSD i 5 mocnych tabletek nasennych. Wszystko w 18 godzin.
 
Straciłem ją na zawsze. Mam 25 lat. Nic w życiu nie osiągnąłem. Zero oszczędności. Pracuję za 10 zł/h. Jestem czysty 20 dni, to mój pierwszy taki okres w życiu. Przeżyłem piekło, ale jutro wstanę i będę trzeźwy przez 24 godziny. Znów chodzę na AA i do środka uzależnień. Kurwa, dam radę!

#yp7Nu

Zaoszczędzone pieniądze i drobne zawsze kładłam na szafę.
Razu pewnego, po ciężkim tygodniu, postanowiłam, że za wszystkie pieniądze na czarną godzinę kupię sobie ciuchy. Należało mi się jak nic. Przeżyłam szok, bo nie spodziewałam się, że będzie ich tak dużo. W głowie już widziałam swoją przyszłość. Ja jako minister do spraw finansów – takiego talentu nie można zmarnować. No po prostu ja – idealna. Roztrwoniłam wszystko.
Dwa tygodnie później okazało się, że od jakiegoś czasu mój facet w dokładnie to samo miejsce odkładał pieniądze na nowe auto :/

#H2lAF

Gdy byłam mała, ojciec mnie bił. Nie tylko mnie, mamę i brata również. Nie było nigdy jakiegoś szczególnego powodu. Czasem leżałam na łóżku i znienacka wbiegał i dostawałam pasem za choćby to, że mój młodszy brat coś nabrudził i nie jest posprzątane, za to, że na łóżku, na którym leżę, koc jest nieposkładany lub czasem nawet nie wiadomo za co. Często również za to, że zachowywaliśmy się z bratem „zbyt głośno” – po prostu śmialiśmy się lub wygłupialiśmy, jak rodzeństwo. Ale kiedy widział nas uśmiechniętych, dostawał szału. Bił, nie patrząc gdzie celuje. Mogło być po twarzy, brzuchu, potrafił mnie popchnąć tak, że uderzałam o coś. Czasem wydawało mi się, że lubi patrzeć, jak cierpimy.
Gdy byłam coraz starsza, bałam się coraz mniej. Gdy chciał mnie uderzyć, sama „nadstawiałam policzek”, uprzedzając, że od razu dzwonię na policję. Mimo że byłam mała, wiedziałam, że ma wyrok w zawieszeniu za pobicie. Z czasem przestał.
Nienawidzę go za to wszystko. Mamy również. Widziała wszystko i pozwalała lać mu siebie i nas. Teraz jest dumna, że przetrwała to wszystko. Dla mnie to żałosne. Dać traktować jak jakiegoś śmiecia siebie i dzieci tylko po to, aby nie zniszczyć rodziny. Bo co ludzie powiedzą. Czekam tylko jeszcze rok, aby skończyć szkołę i nigdy więcej go nie zobaczyć.

#UfFxd

Mam 3 lata starszego brata i młodszą o 2 lata siostrę, którzy zawsze byli pupilami rodziców, gdzie oczywiście ja zawsze byłem tym złym, chociaż pomagałem w domu ile się dało – wszystkie prace ogrodowe, pomagałem w naprawach, opiekowałem się siostrą, gdy jeszcze była młodsza. Mój brat oczywiście nie robił nic, ale to on był postrzegany jako ten lepszy syn. W wieku 18 lat zostałem wyrzucony z domu z dnia na dzień, „bo tak”. Nikt się za mną nie wstawił. Dzięki Aurelii (koleżance z domu obok) i jej wspaniałym rodzicom nie zostałem na ulicy. Przyjęli mnie jak swojego, a pomimo że mieszkałem obok, z rodzicami kontaktu nie utrzymywałem. Było ciężko, naprawdę. Sąsiedzi dali mi dach nad głową, wspierali w dalszej edukacji, również finansowo. Dzięki nim ukończyłem szkołę średnią, zrobiłem prawo jazdy, znalazłem pierwszą pracę w ich firmie.
Dziś mam prawie 30 lat. Moją żoną jest Aurelia, mam dwójkę urwisów, własną firmę i spory dom. Teściów traktuję jak rodzonych rodziców i tak też oni traktują mnie.
Wczoraj odezwali się do mnie „rodzice” biologiczni, z wiadomością na jednym z portali społecznościowych, z konta siostry. Z wiadomości dowiedziałem się mniej więcej tyle, że dowiedzieli się, iż mi się powodzi, a u nich ciężko, że brat chce ich wywalić z domu, który na niego przepisali, że nie mają gdzie podziać się z siostrą, a ja mam taki duży dom i pieniądze, to mam obowiązek im pomóc.

Szczerze? Takiego ataku śmiechu nie dostałem chyba nigdy. Byłem bezczelny. Odpisałem, że moimi rodzicami są (imiona teściów), a z tego co wiem, oni żadnej pomocy nie potrzebują, a jeżeli będą, to chętnie im pomogę, a z nimi natomiast nie łączy mnie absolutnie nic. I wiecie co? Wcale nie czuję się z tym źle.

#wQ0KD

Mam narzeczonego, z którym mieszkam sama. Były wzloty i upadki, kilka rozstań i powrotów... Oboje pracujemy. Wydaje mi się, że on ma problem z alkoholem, codziennie widzę go z piwem w ręku i nie jest to jedno czy dwa piwa. A właśnie jedno rozstanie było przez alkohol. Oczywiście jak mu to mówię, że za dużo pije i żeby trochę ograniczył, on się wypiera, że nie pije tak dużo i nie codziennie i że mu się należy po pracy. Często robi mi awantury o byle co i szczerze... Był taki czas, że podniósł na mnie rękę, popychał, oczywiście później było, że wszystko moja wina, bo nie umiem normalnie rozmawiać itp., itd., ale przepraszał, a ja po prostu już nie mam siły ciągle się z nim kłócić. Myślę nad rozstaniem, ale boję się, że coś mu odwali.

#XlIDC

Mam 24 lata i nigdy nie jechałem pociągiem.
Chciałbym to zmienić, lecz patrząc na ceny biletów PKP, to w dwie osoby bardziej opłaca mi się jechać autem niż pociągiem. Czas niby podobny, ale oszczędzam na czasie dojazdu na dworzec. Trochę przykre to, że bilety kosztują nas 50 zł więcej niż paliwo na trasie Warszawa-Wrocław.

#Qu0dF

Mieszkam w mieście. Pewnego dnia znalazłam rasowego psa bez właściciela. Olałam pieska i poszłam na zakupy, a po dwóch godzinach on nadal sobie biegał w okolicy mojego bloku. Popytałam przechodniów, ale nikt nic nie wiedział. Umówiłam się z dyrektorką prywatnego schroniska, bo już zamykali, że zaczekają na mnie i odstawiłam do nich psa. Nie miał czipa, na obroży nieaktualny nr telefonu, więc co innego tu zrobić?

Okazało się, że pies był sąsiadów. Wypuszczali go z bloku samopas i nikt go nie pilnował. Za odbiór psa ze schroniska musieli zapłacić.
Mają za swoje. Nieodpowiedzialne dupki.

#S4Frv

Koleżanka zaprosiła mnie na swoje urodziny, podczas których zostawiłam u niej swoje kolczyki. Upomniałam się o nie dopiero po miesiącu, gdy nie mogłam znaleźć ich w domu. Kolczyki są ręcznie robione, od jakiegoś jubilera z bardzo malutkiej miejscowości na Mazowszu, raczej bez szans, by gdziekolwiek były identyczne. Koleżanka kolczyków jak twierdziła nie znalazła, a nasz kontakt bez powodu nagle bardzo się ochłodził, a wręcz zniknął. Długo głowiłam się o co chodzi, pisałam do niej – bez odpowiedzi. Ciągle nie ma czasu i tak dalej.

Kilka miesięcy temu przyjechałam do niej, żeby podrzucić jej jakieś rzeczy. Tam spotkałam jej mamę... w tych kolczykach. Powiedziała mi, że dostała je od córki z jakiejś okazji, krótko po urodzinach mojej koleżanki...

#G8FUn

Mając 7 lat, wybrałam się na niedzielną mszę do kościoła. Niestety miałam katar, a los sprawił, że nie wzięłam ze sobą chusteczek higienicznych. Podczas trwania mszy czułam, jak nos zapycha się coraz bardziej i w końcu nie wytrzymałam i kichnęłam, wykichując całą zawartość nosa do swoich dłoni... Rozglądnęłam się, nie wiedziałam co robić. Było mi wstyd wyjść z kościoła przed zakończeniem, więc grzecznie czekałam i trzymałam dalej smarki. Do momentu, aż ksiądz wypowiedział: „a teraz przekażcie sobie znak pokoju”. Ludzie dookoła zaczęli wyciągać do mnie ręce w geście pojednania, a ja cała czerwona spuściłam głowę w dół i udawałam, że nic nie widzę.

To był najbardziej wstydliwy moment w moim dziecięcym życiu, szczególnie że osoby stojące obok to byli moi sąsiedzi i moje koleżanki.

#ZCldC

Zostałam zgwałcona.
Policja do tej pory nie znalazła mojego oprawcy.
Lekarze jedynie zrobili badania, czy nie zostałam czymś zarażona, bo uznali, że to niemożliwe, abym była w ciąży. Byłam u psychologa, psychiatry i terapeuty z tego powodu. Leki nie działały, zamiast mnie uspokoić i wyciszyć, powodowały ciągle nudności, bóle głowy, senność.
Poszłam do swojego zaufanego ginekologa na wizytę kontrolną (chodzę średnio raz 4-6 miesięcy), musiałam mu opowiedzieć całość. Od razu wziął mnie na fotel. Był wściekły na lekarzy, którzy mnie przyjmowali, że zrobili taką głupotę, bo co to oznacza, że „nie ma możliwości, aby osoba zgwałcona zaszła w ciążę”?

Nie mam partnera od dłuższego czasu, ale moim marzeniem było założenie rodziny. Poinformowano mnie, że to ostatni dzwonek na usunięcie ciąży, ale w momencie zobaczenia dziecka na tym monitorze nie byłam w stanie podjąć takiej decyzji. Za bardzo chciałam i chcę być mamą. Dziecko rozwija się prawidłowo na chwilę obecną. Nie ma żadnych zastrzeżeń co do przebiegu ciąży.

Po odstawieniu leków od psychiatry znacznie lepiej się czuję. Wysypiam się, nie mam nudności, bólu głowy. Nie poszłam na zwolnienie z uwagi na ciążę. Pracodawca, przełożony zna moją sytuację. Mam z ich strony wsparcie. Zapowiedzieli, że mogę iść w dowolnym momencie na zwolnienie. Ja im za to powiedziałam, że będę pracować póki jestem w stanie, a jak coś się zadzieje, to dam znać.

Niestety wieści w pracy szybko się rozchodzą. Zdarzają się komentarze, że „O, to ta, co się puściła”, „Chciała złapać bogatego na dziecko, ale trafiła na bystrego, który ją wydymał”, „Puszczalska szmata / dziwka”, „Tak się ruchała, że nawet nie wie kto jest ojcem”, „Przynosi wstyd naszej firmie”, „Powinni ją zwolnić” – tego jest multum.
Dodaj anonimowe wyznanie