#0GSQZ

Często spóźniam się do liceum. Tego poranka oglądałem dosyć głośno film dla dorosłych, kiedy zauważyłem, że jest ósma i zaraz spóźnię się do szkoły, więc zebrałem się w pięć minut, wrzuciłem telefon do kieszeni i wybiegłem z domu. Rozpoczęła się pierwsza lekcja, matma, pani ogłosiła kartkówkę.
Wszyscy siedzą grzecznie i cisza, aż naglę z mojego telefonu wydobywają się piski, krzyki i głośne jęki... Nigdy wcześniej nie było mi tak wstyd, nie zablokowałem telefonu i musiało się włączyć w kieszeni.

Koledzy i pani dalej się ze mnie naśmiewają, ale przynajmniej nie było kartkówki.

#zuZYt

Pewnego dnia byłam na rodzinnym obiedzie u dziadków. Nie chciałam jechać, ale mama mówiła, że dziadkom będzie przykro. Kocham dziadków, ale ich nie lubię jako ludzi. To z nimi nie ma żadnej dyskusji, bo mam 17 lat, nie znam życia, mam michę pod nos podaną, brudy wyprane, w tyłek mi ciepło, więc jak może mi się coś nie podobać, bo jak oni byli w moim wieku... Egoizm w czystej postaci. Podstawowe potrzeby mam zaspokojone, więc na resztę mogę mieć wywalone. No niestety, mam jakąś empatię i serducho, które nie służy mi tylko jako motopompa, więc są rzeczy, które mi bardzo się nie podobają. Ale pojechałam na ten obiad, mając nadzieję, że ktoś około mojego wieku będzie. Niestety wszyscy się z tego jakoś wykręcili, a ja jako najmłodsza przy stole zostałam z rodzicami, dziadkami, dwoma wujkami i ciociami. 
Tego dnia były wybory, więc głównym tematem była polityka. Słuchałam i doszłam do wniosku, że starsze pokolenia są 10 razy bardziej egoistyczne i roszczeniowe niż my młodzi. Co oczywiście nie przeszkadza im nazywać nas egoistyczną i roszczeniową gówniarzerią. Wujków nie obchodzi kompletnie rozwalanie edukacji, wymiaru sprawiedliwości, pedofilia w kościele, afery. Najbardziej obchodziło ich to, że jak lewica dojdzie do władzy, to zakażą wędkowań i polowań i jeszcze samochodami na baterie im każą jeździć. I fermy zlikwidują, i jajko to będzie po 5 zł, i jeszcze 13. i 14. emeryturę skasują. Zwierzęta mogą sobie cierpieć do woli, katastrofa klimatyczna może się wydarzyć, ważne, żeby były tanie jajka w żeby można było się z kumplami nachlać wódy nad jeziorem, męcząc przy tym ryby. Aż w końcu powiedziałam, co o tym myślę. Obaj wujkowie są starsi od mojej mamy o ponad 20 lat, mama była dla nich i dla dziadków oczkiem w głowie. Jak ja się urodziłam, to byłam kochanym dzieckiem. Wujkowie się ze mną bawili, uwielbiali mnie. Mieliśmy dobrą więź, choć im starsza byłam, to więcej różnic w poglądach widziałam. Ale i tak było OK. Tego dnia jednak zostałam przez nich zgrillowana. Zostałam ośmieszona, zakrzyczana i to wszystko bez reakcji rodziców, którzy powinni stanąć w mojej obronie. 
Nie wytrzymałam i wyszłam. Całą drogę płakałam. Rodzice wyszli niedługo po mnie, ale nikt za mną nie wyszedł. W domu powiedzieli mi, że mam ich przeprosić. Mam przepraszać za to, że zostałam zgnojona, że napadło na mnie dwóch starych wąsatych capów i pokonało doświadczeniem? Mam przepraszać za to, że ośmielam się myśleć i mieć swoje zdanie? Nie będę przepraszać! Tak, jestem roszczeniową i egoistyczną gówniarą! Bo chcę wyjść na miasto ze znajomymi i czuć się bezpiecznie! Jestem roszczeniowa, bo chcę się usamodzielnić i móc kupić jakiekolwiek mieszkanie, a nie koczować w wynajmowanych i płacić tym wąsaczom, którzy dostali mieszkania za komuny, a potem wykupili za grosze.

#FLglk

Może zacznę od tego, że żyję w szczęśliwym związku, mam narzeczonego, dziecko, rodziców… ale mam też brata, który ma dosłownie naszą starą rodzinę gdzieś. Ma swoją, nową, rodzinę żony, teraz ważniejszą…
Borykamy się z tym już bardzo długo, ponad 6 lat. Przez ten czas były same sprzeczki, wyzwiska, nawet się nie widujemy. To takie przykre, że kiedyś był dla mnie najważniejszy, był oparciem w ciężkich chwilach, moim obrońcą. A teraz? Jest dosłownie nikim, „bratem” jedynie na papierku.
Przyznam, brakuje mi go w cholerę. Wiem, że nie byłoby tak jak dawniej, ale czasem ciężko mi żyć z świadomością, że chcąc nie chcąc jestem jedynaczką.
Niby zamknęłam już ten rozdział, ale jak widać nie do końca. Bo jak można w takim czasie zmienić się o 180°?…

#hGfe4

Mam 19 lat i od dwóch tygodni jestem studentem pielęgniarstwa. Niestety ciążyła nade mną presja rodziny, a dokładniej mamy, która pracuje w tym zawodzie i dostałem się tu raczej z przypadku niż z powołania. Na razie jest w porządku, ale przytłacza mnie ilość zajęć i myśl, że to nie dla mnie i stracę tylko czas. Zastanawiam się na odpuszczeniu w tym roku studiów. Bardzo chciałbym zrobić rok przerwy, żeby pójść do pracy i poprawić maturę. 
Nie ma w moim wyznaniu nic porywającego, ot 19-latek z problemem powołania.
Jeśli jesteście szczęśliwi, a może i nie, z wykonywanej przez was pracy, to podzielcie się w komentarzach swoimi doświadczeniami, może zainspirujecie mnie i pozostałych do zmiany swojego życia ;)

Pozdrawiam serdecznie!

#f2i4j

Kiedy miałem pięć, może sześć lat, bardzo lubiłem bawić z kotami, problem polegał jednak na tym, że koty nie lubiły bawić się ze mną. I pewnego wieczoru, kiedy to cała rodzinka siedziała w kuchni, a ja próbowałem znaleźć sobie zajęcie, zobaczyłem, że za kanapą śpi kotek... Podniosłem tego kota i uradowany pobiegłem przed wszystkimi pochwalić się, że kotek mi nie ucieka z rąk. 
Nie wiem, co było gorsze: to, że nosiłem zdechłego kota czy to, jak rodzice próbowali mi wytłumaczyć, że on nie śpi.

#Ed913

Dzieci wszystko chłoną jak gąbki...

Rzecz działa się z dobre ponad 20 lat temu, kiedy to ja, mała niespełna 4-5-letnia dziewczynka, miałam nieładny zwyczaj przeklinania i wszelkie próby oduczenia mnie tego nic nie dawały. Rodzice nie wiedzieli skąd biorę takie słowa, bo oni nigdy nie przeklinali ani tym bardziej nie wiedzieli skąd mogę wiedzieć w jakim zdaniu używać przekleństw, aby miały "sens". Gdy ktoś mnie o coś poprosił, a ja się bawiłam, to potrafiłam machnąć ręką i krzyknąć "a weź spieldalaj", unormowało się to dopiero gdzieś mniej wiecej w klasie komunijnej, a później starałam się nie przeklinać lub robiłam to wtedy, kiedy byłam sama w pokoju bądź w domu.

Niecałe 4 lata temu urodził mi się braciszek, z pół roku temu wyjechaliśmy rodzinnie na ślub do rodziny, u której bardzo często kiedyś przesiadywałam. Gdy już było po ceremonii i uroczystym weselnym obiedzie, mały usiadł rozwalony jak książę na krześle i krzyknął: "mmm, ale się kulwa najadłem". Wszyscy w szoku, rodzice czerwoni, ja z mężem tłumiąc śmiech mu tłumaczymy, że tak nie wolno, a mały nic. Chciałoby się napisać, że odziedziczył to po mnie, ale na tym niestety nie mogę zakończyć historii.
Dzień później, gdy wszyscy odpoczywali po ciężkim weselu, wujek zabrał młodego na ryby, spacerując sobie brzegiem jeziora usłyszałam z ich strony taki dialog:
Wujek: Zajebista pogoda młody, co nie?
Młody: No w ch*j ładna!
Wujek: Jak twoja siostra była w twoim wieku, to też ją zabierałem na ryby...

Chyba zagadka się rozwiązała. Wujek opitolony przez 3/4 rodziny tłumaczył się, że ludzie, którzy dużo przeklinają są bardziej inteligentni...
Cóż, pozostało mi tylko wytłumaczyć młodemu, żeby przeklinał sobie jak będzie sam.
A żeby było śmieszniej, wczoraj dowiedziałam się, że jestem w ciąży bliźniaczej, raczej długo będę się wstrzymywać przed odwiedzeniem wujostwa, przynajmniej dopóki dzieci nie pójdą na studia :D

#710NK

Mam 17 lat i od ponad roku staram się zaakceptować to, że jestem brzydka.

Jedną sprawą jest to, że po prostu nie ma w moim wyglądzie nic atrakcyjnego, a drugą, że wyglądam sporo młodziej niż mój rzeczywisty wiek. Wiem, że może się wydawać, że to nic złego, ale dobija mnie fakt, że patrząc na zdjęcia bądź nagrania mam wrażenie, jakby to nie było moje ciało, tylko jakiegoś dzieciaka.

Jestem dziewczyną, która tańczy i moje kompleksy często sprawiają, że zwyczajnie nie jestem w stanie się poruszyć. Ostatnio mój trener zadał mi pytanie: „Co najbardziej lubisz wizualnie w swoim tańcu”, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć, ponieważ w momencie gdy wizualnie nie lubię swojego ciała, to w jaki sposób mam lubić coś, co ono robi?

Nidy nie cieszyłam się powodzeniem u płci przeciwnej. Nigdy nie wykazywali zainteresowania moja osobą. Na ogół nie widzę, żeby ktoś się na mnie patrzył, czy to na ulicy, w szkole czy gdziekolwiek. Jeżeli już, to nie widzę w tym wzroku cienia sympatii, a raczej swego rodzaju odrazę. Uważam, że mam świetny charakter i mogłabym się komuś spodobać, gdyby mnie poznał, ale to jak myślę o swoim wyglądzie utrudnia mi rozmowę z chłopakami. Ostatnio po raz pierwszy przeżyłam sytuację, w której komuś się spodobałam i zaczął się o mnie starać, ale sam opowiedział mi, że przestał patrzeć na wygląd dziewczyn, bo się na tym zawiódł. Niedługo po tej jego sytuacji spodobałam mu się ja. Niestety koniec końców nic z tego nie wyszło.

Wiem, że lepiej jest podobać się komuś charakterem, a nie wyglądem, ale boli mnie, że nie będę atrakcyjna/pociągająca dla swojego przyszłego partnera.

Bardzo często gdy widzę dziewczynę z ładniejszą sylwetką robi mi się smutno i później płaczę o to, gdy jestem sama. Gdy myślę o tym „od boku” wydaje się to głupie, ale nie mogę powstrzymać tej zazdrości i odrazy do siebie.

Wiem, że wiele dziewczyn w moim wieku przeżywa te problemy, tylko że bardzo często te dziewczyny mają w rzeczywistości dowody na to, że są ładne, a ja wręcz przeciwnie.

Próbowałam kiedyś przytyć, ale genów nie zmienię, a mój układ trawienny jest wrażliwy i wytrzymam na nadwyżce najwięcej 2-3 dni, a potem nie będę w stanie nic zjeść.

Nie wiem jak rozwiązać swój problem i nie chcę skończyć na operacjach plastycznych w przyszłości, ale obawiam się, że tak to się skończy.

#VxVE5

Dużo tu historii osób, które nie mają znajomych i nie wiedzą dlaczego. Są też ludzie, którym wprost mówione jest, co robią nie tak i nic się nie zmienia. Taką osobą jest moja znajoma, nazwijmy ją Asia. Dziewczyna ma ponad 40 lat, a wydaje się zupełnie nie ogarniać życia i relacji międzyludzkich.

1. Syf – Asia ma swoje, duże mieszkanie. Parę razy zaprosiła nas do siebie. Za pierwszym razem powitał nas smród. Potworny. Leżące w zlewie naczynia porastały pleśnią, kibel był tak zasrany, że te na dworcu wyglądają lepiej, przy stole nie dało się usiąść, bo rozkładały się na nim resztki jedzenia. Do podłogi można było się przykleić. Asia bez żenady przyznała, że nie sprzątała już kilka miesięcy, bo tego nie lubi. Ogarnęliśmy wspólnie ten bałagan, bo w takim smrodzie siedzieć się nie dało. Kolejna wizyta wyglądała podobnie. Trzeciej nie było.
2. Wiecznie wkurzanie się – Asia wkurza się o wszystko. A to w sklepie nie było jej ulubionego jogurtu, a to sąsiedzi są za głośno, a to w kinie ma za mało miejsca na nogi, a to miejsce parkingowe jej się nie podoba. Potrafi wrzeszczeć w miejscu publicznym, wyżywać się na ludziach (choć nigdy na nas), rzucić telefonem czy komputerem, walnąć pięścią w ścianę etc. Rozmawialiśmy z nią o tym wiele razy, sugerowaliśmy terapię. Reakcja? Ona tak ma, nie musimy się z nią zadawać. Zadajemy się coraz rzadziej.
3. Brak dbania o siebie i chorobliwa oszczędność  –Asi szkoda pieniędzy na dezodorant, nowe ubrania czy buty. Chodzi w dziurawych bluzach, które są całe w sierści (Asia ma 4 psy), w przetartych skarpetkach czy butach, w których odklejają się podeszwy. Wodę w toalecie spuszcza tylko po grubszej sprawie i jest to ta sama woda, w której się wcześniej myła. Skąd wiem? Asia chwaliła się swoją zaradnością i niskimi rachunkami. Poza tym Asia pracuje zdalnie i często nie myje się 3-4 dni, bo przecież siedziała w domu i się nie wybrudziła. Zwracaliśmy jej na to uwagę. Dało to tyle, że myje się, gdy ma wyjść do ludzi. Ubiera się nadal mocno niechlujnie, przez co przestała być zapraszana do knajpy czy teatru.
4. Brak empatii – nie każdy musi chcieć słuchać zwierzeń innych, ale wówczas można po prostu nie komentować. Asia w towarzystwie potrafi wprost komuś powiedzieć, że ma się zamknąć, bo ją to nie interesuje. Albo siedzi znudzona i ziewa. Ktoś ma problem i chce się wygadać? Jej reakcja: Psychologiem nie jestem, nie pomogę. Ewentualnie: no tak, masz problem. Sama w podobnej sytuacji oczekuje wsparcia, zrozumienia i tego, że zostanie wysłuchana.

Rozmawialiśmy z nią wielokrotnie o jej zachowaniu. Reakcji praktycznie brak. A jednocześnie Asia ciągle narzeka na ludzi. Na to, że nikt jej nigdzie nie zaprasza, że nie ma z kim wyjść czy spędzić sylwestra, że nikt o niej nie pamięta. Winy w sobie nadal nie widzi, bo „ona tak ma”.
Dodaj anonimowe wyznanie