#qXeiq

Gdy byłam dzieckiem, miałam ząbki jak perełki, a przynajmniej tak mówiła moja mama, która zawsze dbała, żebym nie zapomniała ich umyć po każdym posiłku. Myłam je regularnie, codziennie nitkowałam i oczywiście chodziłam do dentysty.
I co z tego, że je tak starannie myłam, jak i tak co chwila miałam gdzieś dziurki? A warto wspomnieć, że czekoladą lub innymi słodyczami nigdy się nie objadałam. Mama kazała mi odstawić wszystkie słodycze i myć zęby jeszcze częściej. Nie pomogło, co chwila bolał mnie jakiś ząb. Gdy ledwo urósł mi jakiś stały, od razu musiał mieć zrobioną plombę. Miałam dość! Im bardziej o nie dbałam, tym bardziej one się psuły, więc mądre dziecko postanowiło z tym skończyć! Po co myć i tracić czas, jak to w niczym nie pomaga?! Byłam już na tyle duża, że mama mnie nie pilnowała, no to sruu i mycie się skończyło. Ani rano, ani wieczorem, ani po obiadku. Nigdy! Trwało to ze trzy miesiące, aż koleżanki zaczęły mnie unikać. W końcu jedna przyznała, że śmierdzi mi z buzi i dlatego nie chcą ze mną rozmawiać. Wstyd jak cholera! Czy zaczęłam myć znowu zęby? Tak, ale tylko rano i tylko wtedy, gdy musiałam gdzieś wyjść. Później używałam tylko gum lub płynów do płukania ust, ale i to rzadko robiłam. Także jeśli byłam chora, potrafiłam nie myć zębów przez ponad dwa tygodnie.
I tak straciłam piękny perłowy kolor, ale wizyty u dentysty stały się rzadsze, aż obecnie od 10 lat mojego zaniedbania zębów nie miałam już żadnych problemów. Żadnego borowania, wyrywania. Nic, zupełnie nic. A co więcej, gdy idę do dentysty na kontrolę, zawsze słyszę, że mam piękne, zdrowe zęby i dobrze, że nic się z nimi nie dzieje, bo aż żal byłoby wiercić.
Tak że może nie są idealnie białe, ale nie są czarne czy w kolorze moczu. Ot, normalne zęby!

I tak zyskałam spokój, więcej czasu na inne przyjemności, jem czekoladę i nie przejmuję się dziurami, no i teraz już nikt nie mówi, że mi wali z pyska jak z wysypiska. Tak że jestem szczęśliwa!

A tak naprawdę to nie myję tych zębów z lenistwa, a to, że teraz nie mam z nimi problemów, to efekt uboczny.

#sVnds

Moja matka się nade mną znęca psychicznie. Codziennie mi mówi, że jestem jebnięta, że jestem debiliszonem, idiotką, że do niczego się nie nadaję, a i tak każdy mówi, jaką to mam wspaniałą matkę – tylko dlatego, że mi funduje różne rzeczy. Zaczęłam się uodparniać na to, ale jednak jak moja trenerka wmawia mi, że moja rodzicielka jest super, to mam załamkę.
Nie mam depresji, ale też nie radzę sobie psychicznie, chcę być jak moja trenerka – ona tyle przeżyła, tyle lat chorowała na depresję, a stoi przede mną jak gdyby nigdy nic. Zawsze będzie moją największą idolką, tak samo jak moja była trenerka, którą pokochałam. Nawet nie pamiętam, jak ją poznałam, miałam wtedy nie więcej niż 6 lat, a następne 4 poświęciła na trenowanie mnie i kuzynki. Zawsze mogłam się z nią pośmiać, zawsze się powygłupiać, ale też zawsze przy mnie była. Zależało mi na niej, nadal zależy. Nadal potrafię się poryczeć, bo już z nią trenuję, była dla mnie jak siostra, matka czy ciotka. Była dla mnie równym autorytetem co moja aktualna trenerka, którą podziwiam jak nikogo innego. Wiem, że miała ciężkie życie i ją podziwiam, że wytrwała, że nadal stąpa po tej ziemi.

#fH7oH

Kilka lat temu moja mama była na szkoleniu we Francji.
W drodze powrotnej przy kontroli bagażu skaner pokazał panom z ochrony coś ciekawego – pistolet. Została dokładnie przeszukana, tak samo jak jej bagaż.
Mogę sobie wyobrazić jakie miny mieli ochroniarze, kiedy pistolet okazał się być z czekolady :D

#uZQXG

Wychowałem się w latach 90. w niedużej miejscowości, a jeśli pamiętacie te czasy, to wiecie jak to było. Rodzice mogli cię wysłać do sklepu po piwo czy papierosy, wszyscy wszystkich znali, więc wystarczyło powiedzieć, że to dla rodziców i nie było problemu. Mieszkanie w małych miejscowościach miało swoje zalety.
Razu pewnego postanowiliśmy jeszcze w podstawówce kupić z kolegą papierosy i spróbować, jak to jest w dorosłym życiu. Zrobiliśmy zrzutkę (jakieś śmieszne 4 zł, ale wtedy można było za to kupić 4 małe paczki czipsów, więc to był niemały hajs) i zgodnie z przemyślanym wcześniej planem zupełnie normalnym krokiem udałem się do sklepu w innej części miejscowości, by poprosić o paczkę Marlboro.
– Ale wiesz, że dzieciom nie wolno palić, a mi nie wolno sprzedawać papierosów dzieciom?
– No ja wiem, psze panią, ale to dla taty przecież, ja nie palę, no co pani? He, he.
– Nie sprzedam ci.
– Ale tata będzie na mnie zły, jak mu nie kupię.
– Twój tata będzie zły, jak mu przyniesiesz te papierosy.
– Dlaczego?
– Bo on pali Caro.
pokerface.jpg

Tak więc mieszkanie w małych miejscowościach miało też swoje wady. Mało się nie zabiłem, wybiegając ze sklepu xD Bałem się wrócić do domu, ale okazało się, że pani ze sklepu mnie nie „sprzedała” i rodzice nic nie wiedzieli. Dopiero ostatnio mama mi powiedziała, że tak naprawdę sklepowa im powiedziała, tylko nigdy o tym nie wspomnieli, bo strasznie się śmiali z mojej głupiej wpadki z marką papierosów. xDDD

#e0vAR

Chodzę (jeszcze) do podstawówki, mamy bardzo fajnego księdza. Można sobie pośmieszkować itd. Ostatnio mój grubszy kolega wstał i mówi: „Proszę księdza, niech ksiądz patrzy! Sześciofałd!”. Po czym podwinął koszulkę i ścisnął rękoma brzuch tak, że rzeczywiście wyżej wymienione powstało...

Skisnął nam księdza :p

#X1Jvo

Moja dziewczyna kompletnie o siebie nie dba. Je bez opamiętania, nic się nie rusza, żeby poprawić swoją sylwetkę. Ostatnio gdy wybieraliśmy się na wesele, to ubrała jakąś dresową sukienkę, włosy miała przytłuste i zero makijażu. Oczywiście nie lubię sztucznych lal, ale lubię, gdy kobieta dba o swój wygląd. Nawet bieliznę nosi rozciągniętą. Ma czas, żeby pójść pobiegać albo pojeździć na rowerze, ale jej się nie chce. Ostatnio byłem na spotkaniu biznesowym z moją dziewczyną, która jak zawsze wyglądała nieświeżo, było mi za nią wstyd przed kolegami i współpracownikami. Namawiam ją na wspólne ćwiczenia, ale ona twierdzi, że nie chce, nie lubi, nie czuje potrzeby. Sugestie pójścia do fryzjera czy zrobienia czegokolwiek, by poprawić swój wygląd, typu siłownia, wyjazd do spa, zmiana garderoby itp. zbywa, śmiejąc się, że ona etap polowania na facetów ma za sobą i nie musi nic nikomu udowadniać. No niby tak, ale wydawałoby się, że powinna chcieć chociaż mi się podobać, innym naprawdę nie musi. Kilka lat temu, na początku naszego związku, było inaczej, naprawdę się starała – fryzjer, kosmetyczka, paznokcie itp. Nigdy nie była szczupła i mi to nie przeszkadzało, ale jeśli ma problem z zawiązaniem butów, to chyba coś jest nie tak? Mam wrażenie, że okrzepła z myślą, że skoro jesteśmy razem od wielu lat, to będzie tak już zawsze, ale ja chyba powoli wycofuję się z tego układu. Mam dość, zamiast czułości i miłości odczuwam do niej coraz większą niechęć.
Dodaj anonimowe wyznanie