Kiedy byłam dzieckiem, naszej rodzinie się nie przelewało. Zawsze ubrania po dzieciach sąsiadów, naszywki z bajek na dziury za każdym razem, kanapki zawsze z jednym składnikiem. Mimo wszystko zawsze mieliśmy jedzenie, ciepłe obiady, czyste ubrania i siebie nawzajem, mimo niepełnej rodziny. Nie mieliśmy żadnych osiągnięć wśród najbliższych, a mnie popchnęło startować w zawodach sportowych. Od 10. roku życia starałam się coraz bardziej – puchary, medale, wyjazdy ze szkoły na dalsze zawody. Wtedy co rano mama robiła mi kanapki, o dziwo bułki, a nie chleb, napakowane wieloma składnikami, żeby tylko mi dobrze poszło, nawet jeśli jakieś jedzenie i sok mieliśmy gwarantowane.
Pewnego razu bułki były wypchane samymi dobrociami, mama starała się jak mogła, ale na bułce była pleśń... Nigdy nie zapomnę, jak bardzo starała się o mój sukces, a to musiała przeoczyć. Po powrocie do domu pokazałam kolejny puchar i powiedziałam, że kanapki były przepyszne, mimo że wyrzuciłam je do śmieci, by nikt tej pleśni nie widział.
Po 20 latach dalej mam łzy w oczach na wspomnienie jej wysiłków i bardzo się staram, aby teraz to ona miała wszystko, co najlepsze.
Nowa sąsiadka zabroniła jeść lody moim dzieciom na mojej części podwórka, bo jej dzieci widzą i też chcą, a jej nie stać na lody – taki argument miała nowa sąsiadka. Aż mnie wryło, kiedy to mówiła, i byłam w takim szoku, że przez chwilę nie mogłam znaleźć kontrargumentu. Opowiedziałam o tym mężowi, a on rozpętał psychologiczną wojnę – wypatrywał, kiedy dzieci sąsiadki były na dworze, wychodził na podwórko i jadł głośno loda, komentując: „Mniam, mniam, jaki dobry lód...”. Doprowadziło to oczywiście do ostrych kłótni, a mój mąż tak się wczuł, że sam zaczyna przeginać, zaczął robić ogniska z masą przekąsek i słodyczy na stole i ostentacyjnie komentuje, rozłożył basen i nawet zamówił dmuchany zamek dla naszych dzieci, na złość sąsiadce.
Oczywiście w tej całej aferze, która rozpoczęła się od lodów, mi najbardziej się obrywa, bo to ja siedzę cały dzień w domu i to ja czuję presję i niepokój, kiedy wychodzę na podwórko, żeby nie natknąć się na sąsiadkę, która nie przebiera w słowach. Kiedy mój mąż wraca z pracy, też nie przebiera w słowach do sąsiadki. Problem w tym, że ja nie jestem taka wojownicza jak mąż i to co się dzieje naprawdę przyprawia mnie o ból wnętrzności. Mąż tego nie rozumie i uparcie twierdzi, że nikt nam nie będzie mówił, jak mamy żyć i co robić na naszym podwórku. I tak prawie codziennie są awantury przeplatane płaczem i wrzaskiem dzieci sąsiadki, bo one chcą to, co my mamy, a mąż widząc to, jeszcze po złości podkręca konflikt. Nie potrafię tak żyć, a nic nie mogę z tym zrobić.
Poznałem na czacie dziewczynę, wiele dni przez wiele godzin opowiadała mi przez telefon o swoim życiu. Wysłuchiwałem, nie przerywałem jej, starałem się rozumieć i być wsparciem. Po trzech tygodniach chciałem w końcu opowiedzieć o sobie. Nie chciała słuchać, cały czas mi przerywała i dalej mówiła o sobie. Kiedy zapytałem, czy się spotkamy i poznamy, unikała odpowiedzi, a kiedy wysłałem jej swoje zdjęcie urwała kontakt, przestała odbierać telefon i odpisywać na wiadomości.
Czuję się jak wytarta szmata do podłogi. Poświęciłem jej tyle czasu, tyle zaangażowania, nie wysypiałem się do pracy, bo potrzebowała rozmowy, zawalałem swoje sprawy i taka mnie spotkała nagroda. Strasznie mnie to boli w środku.
Chodząc do galerii, często oglądam się za ludźmi i oceniam ich wygląd lub figurę... Pewnego dnia, będąc na zakupach i szukając jakiegoś ciuszka, kątem oka zobaczyłam jakąś dziewczynę. „Jezuu, jaka brzydka i gruba” – sobie pomyślałam...
To byłam ja w odbiciu lustrzanym :d
Rzecz się działa we Florencji. Mojej kuzynce ukradziono rower spod domu. Tam często zostawia się rowery po prostu na ulicy, rzadko giną. Było jej strasznie żal, choć rower był stary, ale za to bardzo „spersonalizowany”.
Jakieś pół roku później była na nocnej imprezie na drugim końcu miasta. Wychodząc z imprezy w środku nocy, pod jedną z kamienic natknęła się na... SWÓJ ROWER! Nie można go było pomylić z innym. Wkurzyła się, że ktoś był na tyle bezczelny, żeby go ukraść i nawet nie zmienić wyglądu. Stanęła przy rowerze i czekała, aż ktoś będzie usiłował na niego wsiąść. Ale że była późna noc, szanse na to były marne. Niewiele myśląc, UKRADŁA WŁASNY ROWER!
Jedynym minusem było to, że musiała nim przejechać w środku nocy całe miasto :D
Moja sześcioletnia siostrzyczka sprzedała ośmioletniemu bratu jeden plasterek gumy do żucia za 10 zł...
Nie wiem, czy to brat taki uzależniony od gumy, czy siostra po prostu ma talent. XD
Mam 35 lat i jestem chyba najbardziej żałosną osobą. Nigdy nie mieszkałam z żadnym mężczyzną, z którym się spotykałam. Nigdy nikt mi się nie oświadczył. Sypiają ze mną i nic więcej. A ja czuję się tak bardzo samotna... Chciałabym, żeby ktoś szczerze mnie przytulił, pocałował. Nikt nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. Jestem zaradna, inteligentna. Dobrze zarabiam, nie wiem czego jeszcze mi brakuje. Najbardziej w życiu zabolały mnie dwie rzeczy: jak usłyszałam, że nigdy mnie nikt nie pokocha i nawet nie dowiedziałam się dlaczego oraz że nadaję się na drugą żonę. Nie chcę być zawsze druga! Chcę być w końcu dla kogoś pierwsza. Mam ataki paniki, nerwobóle. A przerywa je jedynie myśl, jak wyobrażam sobie, że zadaję sobie cios w serce i przestaję cokolwiek czuć. To jedyne przyjemne uczucie. Nic nie czuć.
Ostatnio usłyszałam pewną anegdotkę tłumaczącą, dlaczego mężczyźni zdradzają – jeśli mężczyzna nie dostanie porządnego obiadu w domu, stołuje się na mieście.
Już wiem, dlaczego mój były chłopak mnie zdradził. Zawsze wolał śmieciowe jedzenie.
Pierwszy raz uprawiałem seks w wieku 13 lat z 70-letnią kobietą...
W poniedziałek byłem na zdjęciu szwów z nogi, po wypadku na deskorolce. We wtorek, idąc po chodniku, dostałem w twarz deskorolką, która poleciała w powietrze po tym, jak jakiś chłopak się na niej wypier...
Bilans?
On trzy szwy na nodze, ja pięć na twarzy.
Dodaj anonimowe wyznanie