#rfk2o

9 lat. 9 lat radości, smutku, nerwów, łez, miłości. Przeżyłam z nim swój pierwszy raz. Byłam z nim, kiedy wpadł w narkotyki, kiedy raz po raz zamykali go w zakładach karnych. Byłam z nim, kiedy alkohol zmieszany z dragami brał górę. Kochałam go i ciągle w niego wierzyłam. Po 5 latach związku zostaliśmy rodzicami. Między nami układało się naprawdę wspaniałe, do czasu... Poznał nowych kumpli i zaczęło się – nie wracał do domu na noc, nie interesowały go potrzeby moje i dziecka. Wiecznie niezadowolony, ciągle awantury, płacz, czasem puszczały nerwy. Postanowiłam to zakończyć. Mimo wszystko ciągle miałam nadzieję, że on się zmieni, że jeszcze będzie dobrze, że stworzymy prawdziwa rodzinę. Dałam mu wiele szans, żadnej nie wykorzystał. Teraz było tak samo, mimo że zarzekał się, że już nigdy nie będę przez niego cierpieć. Powiedział, że już nie pije, że ja i dziecko jesteśmy najważniejsi. Nie jesteśmy.... Dostałam kubeł zimnej wody i podjęłam decyzję. To już koniec, raz na zawsze. Serce boli, przecież tak bardzo tak bardzo go kochałam. Ale tak będzie dobrze i dla mnie, i dla dziecka.

#bMHiK

Moją wymarzoną, niezwykle atrakcyjną koleżankę zostawił chłopak, więc to była idealna szansa, by wkroczyć i pokazać się od jak najlepszej strony! Znacie to uczucie, kiedy ktoś Wam się tak bardzo podoba, że robicie przy nim najdziwniejsze i najmniej logiczne rzeczy? No to ja, będąc super pomocnym w tym przypadku, namówiłem ją na założenie konta na Tinderze. Nie pytajcie, kuwa, dlaczego ja żem to uczynił, bo do dziś nie wiem.

#LwlxM

Jako 15-letniego szczeniaka rodzice wysyłali mnie na obóz. Naszym wychowawcą był nadgorliwy student AWF-u, który za punkt honoru postawił sobie, że zrobi z nas mężczyzn. Wymyślił sobie, że będzie nas uczył karate. Obudził nas o 6 rano (w wakacje, kuźwa!) i próbował zachęcić do ćwiczeń. Pierdzielił jak stonka po opryskach jakie to karate jest super i jak to się przydaje w życiu. Oczywiście my zaspani, zero reakcji. No to rzucił hasło, że mamy go pobić, a on nam pokaże, jak to dzięki karate się obroni. No to niemrawo niby zaczęliśmy go bić... ale tak jak było do przewidzenia – bez entuzjazmu. Gościu oczywiście bez trudu się bronił, ale że mu było mało, to zaczął się z nas naśmiewać i nas szczuć, że od teraz codziennie o 6 będziemy ćwiczyć, bo jesteśmy pipy. Tak nas tym wkurzył, że jak jeden chłopak podłożył mu nogę, a gościu się wywalił, to rzuciliśmy się na niego wszyscy (nie pamiętam jaka duża była nasza grupa, ale myślę, że 15-20 nastolatków)... 
Ostatnie siniaki zeszły mu pod koniec turnusu. Oczywiście żadnego wstawania o 6 i tematu karate nie było :)

#NRF94

Jestem ofiarą toksycznych rodziców. Szantaże, manipulacje, podcinanie skrzydeł, ciągła krytyka, czasem i dostanę w twarz, choć częściej ogranicza się to do straszenia mnie i nazywania chorą i głupią (niech będzie łagodniejsza forma tego, co mówią naprawdę). Wszystko przez to, że pewnego dnia nie mogłam już wytrzymać i powiedziałam im szczerze, jak się przez nich czuję. Mam myśli samobójcze? Jestem głupia. Chcę się wyprowadzić i iść na studia? Nie ma mowy! Chcę mieć chłopaka? Nie mogę, bo każdy to debil i na pewno mnie zrani. Chcę zostać archeologiem? Ależ skąd, przecież powinnam być prawnikiem – tak, to najczęstszy powód tak zwanego „liścia” i kolejnych gróźb, ograniczeń, wyzwisk.

Nie mogę nic z tym zrobić. Przez nich nabrałam przekonania, że nie poradzę sobie w życiu. Trzymajcie kciuki, zostały mi trzy miesiące do osiemnastych urodzin. Może wtedy będę mogła iść do psychologa samodzielnie, nie ryzykując już prośbami, które zawsze kończyły się w ten sposób – „jesteś głupia i dziwna, ogarnij się”. Znacznie częściej jednak myślę nad swoją własną śmiercią.

#OuO1z

Jako świeżo upieczona licealistka na wymarzonym profilu miałam poważny problem. Nie miałam chłopaka. I bardzo mnie to smuciło. Tak więc pewnego popołudnia postanowiłam podbić rekord dziewczęco-naiwnej głupoty.

Wracałam ze szkoły, gdy nagle moim oczom ukazał się cud chłopak. Idealny! Wysoki, przystojny, typ sportowca i na oko student. Strasznie chciałam zwrócić na siebie jego uwagę, więc uknułam plan. Wysiadłam na tym samym przystanku co on (warto dodać, że o jakieś 5 przystanków za daleko). Szybko go wyprzedziłam i „przypadkiem” upuściłam klucze pod nogi mego wybranka, po czym zadowolona ze słuchawkami w uszach podreptałam przed siebie.

Minęły już 2 lata, a ja nadal nie znalazłam tych kluczy.

#sG4iY

U mnie na parafii jest pewien ksiądz, który ma zakaz odprawiania mszy. Dlaczego? Jego kazania są dość ciekawe. Głównie opierają się one na polityce, czasem palnie coś głupiego i wierni mają z niego polewkę. Jednak to co zrobił pół roku temu sprawiło, że ma kategoryczny zakaz zbliżania się do ambony.

Podczas mszy ksiądz podniósł kielich do góry i powiedział:
„I gdzie są pieniążki na dzieci, panie Tusku?!”.

To była najlepsza msza mojego życia :D

#ndcAD

Jeszcze przed moją I Komunią zamiast „pełne są niebiosa” śpiewałam „pełznie sobie wiosna”. Nie mam pojęcia skąd mi się coś takiego wzięło. Dowiedziałam się o tym, że źle śpiewałam, gdy na mszy dla dzieci ksiądz podał mi mikrofon właśnie w tym momencie.
Trauma do mikrofonów chyba nigdy nie zniknie.
Dodaj anonimowe wyznanie