#uirss
Jakieś pół roku później była na nocnej imprezie na drugim końcu miasta. Wychodząc z imprezy w środku nocy, pod jedną z kamienic natknęła się na... SWÓJ ROWER! Nie można go było pomylić z innym. Wkurzyła się, że ktoś był na tyle bezczelny, żeby go ukraść i nawet nie zmienić wyglądu. Stanęła przy rowerze i czekała, aż ktoś będzie usiłował na niego wsiąść. Ale że była późna noc, szanse na to były marne. Niewiele myśląc, UKRADŁA WŁASNY ROWER!
Jedynym minusem było to, że musiała nim przejechać w środku nocy całe miasto :D
Żaden wyczyn. Mojemu narzeczonemu też kiedyś ukradli rower, dał na fb, chwila i ktoś znajomy daj cynk że wie gdzie jest rower. To facet co, pojechał, zabrał co jego i tyle
No i dobrze zrobiła. Odzyskała własną rzecz więc w jej działaniu nie ma nic złego. Choć jak ten rower miał już inny nieświadomy jego pochodzenia właściciel to też go szkoda .W każdym razie jedynym winnym jest złodziej.
Jeśli był to jej rower, to nie była to kradzież.
Ale na czym polegał ten minus? Przecież jakoś i tak musiała wrócić z tej imprezy do domu... To przy okazji miała "dwie pieczenie przy jednym ogniu" - odzyskała rower i mogła wygodnie do domu wrócić, nie musiała iść na piechotę... Ja tu widzę korzyść, a nie minus.
A może sama go tam kiedyś zostawiła po imprezie?
Jeśli zgłaszała kradzież policji, to ja bym ją wezwała, żeby złodziej zapłacił za to, co zrobił. Ale wiem, była zapewne podpita, więc nie myślała zbyt logicznie.
A po cholerę dzwonić na policję skoro ona mu ukradła ten sam rower który on kiedyś ukradł?