#87rQI

Nowa sąsiadka zabroniła jeść lody moim dzieciom na mojej części podwórka, bo jej dzieci widzą i też chcą, a jej nie stać na lody – taki argument miała nowa sąsiadka. Aż mnie wryło, kiedy to mówiła, i byłam w takim szoku, że przez chwilę nie mogłam znaleźć kontrargumentu. Opowiedziałam o tym mężowi, a on rozpętał psychologiczną wojnę – wypatrywał, kiedy dzieci sąsiadki były na dworze, wychodził na podwórko i jadł głośno loda, komentując: „Mniam, mniam, jaki dobry lód...”. Doprowadziło to oczywiście do ostrych kłótni, a mój mąż tak się wczuł, że sam zaczyna przeginać, zaczął robić ogniska z masą przekąsek i słodyczy na stole i ostentacyjnie komentuje, rozłożył basen i nawet zamówił dmuchany zamek dla naszych dzieci, na złość sąsiadce.

Oczywiście w tej całej aferze, która rozpoczęła się od lodów, mi najbardziej się obrywa, bo to ja siedzę cały dzień w domu i to ja czuję presję i niepokój, kiedy wychodzę na podwórko, żeby nie natknąć się na sąsiadkę, która nie przebiera w słowach. Kiedy mój mąż wraca z pracy, też nie przebiera w słowach do sąsiadki. Problem w tym, że ja nie jestem taka wojownicza jak mąż i to co się dzieje naprawdę przyprawia mnie o ból wnętrzności. Mąż tego nie rozumie i uparcie twierdzi, że nikt nam nie będzie mówił, jak mamy żyć i co robić na naszym podwórku. I tak prawie codziennie są awantury przeplatane płaczem i wrzaskiem dzieci sąsiadki, bo one chcą to, co my mamy, a mąż widząc to, jeszcze po złości podkręca konflikt. Nie potrafię tak żyć, a nic nie mogę z tym zrobić.
JoseLuisDiez Odpowiedz

Mąż ma rację. A sąsiadka powinna już nauczyć dzieci, że nie zawsze dostaje się to czego chce.

dertyp

W czym ma rację? W zachowywaniu się jak dzieciak? Pewnie jego rodzina sama klepie biedę, ale na złość sąsiadom wydaje ostatni grosz, byle stwarzać pozory, że dobrze im się wiedzie. Żałosne. Typowe polskie biedoki.

dertyp

Hvafaen, to, że w twoim domu były przynajmniej raz w miesiącu robione lody, nie znaczy od razu, że u każdego to tak wygląda(ło). A tym bardziej dzieciom nie powinno się ich zapewniać (w trosce o zdrowie psychiczne i fizyczne), więc nie wiem, co masz za chore przekonania. Lepiej zamilknij i nie porównuj normalnych ludzi do swojej patologii.

ohlala

Mąż przegina. Ma rację, że nie powinni uzależniać jedzenia lodów czy innych przekąsek od tego, czy sąsiadów też na nie stać. Ale on na bezczela robi przykrość dzieciom, które niczym nie zawiniły. Owszem, nie zawsze dostaje się to, czego się chce, ale jeśli ktoś obok zawsze ma wszystko, a ty nie masz nic, to pojawia się frustracja
Ale rodzice dzieciaków nieogarnięci, bo mogliby samodzielnie zrobić lody (nawet bez maszyny) i wyszłoby im taniej.

Marquise

@Hvafaen, "Akurat dzieci powinny mieć zapewnione lody w lato choć raz w miesiącu." - serio?
Nie ma takiego obowiązku nigdzie to raz. Dwa jeśli ktoś uważa, że ma ważniejsze wydatki i musi wybrać, czy kupić bochenek chleba, czy lody dzieciom - to wybacz, ale nadal bochenek chleba jest - moim zdaniem ważniejszy. Trzy to rodzic decyduje co je jego dziecko.

Mąż Autorki przegiął w drugą stronę. Przekroczył granicę. Co innego jakby była jakaś okazja (rocznica ślubu, urodziny, imieniny), ale działać na zasadzie "zrobię po złości, aby dokopać" jest co najmniej głupie.
A można byłoby zaproponować dzieciom sąsiadki wyjście na lody. Tak, wiem, że inflacja robi swoje i gałka lodów może kosztować (zależy gdzie kupujemy oczywiście) nawet i 8-10 zł. To byłoby lepsze rozwiązanie aniżeli prowadzenie wojny o byle co. Sytuacja psuje krew wszystkim dookoła: Autorce, jej mężowi (po części ma to wpływ, skoro wyskakuje z coraz to nowszymi "genialnymi" pomysłami), sąsiadce, ale przede wszystkim dzieciom - i Autorki, i sąsiadki, które są niewinne całej tej sytuacji.

dertyp

Możemy tylko współczuć dzieciom tej wywłoki (Hvafaen). Widać mamusia ledwo po podstawówce i jeszcze nie ogarnia, co człowiekowi służy, a co działa na jego niekorzyść.

dertyp

Nikt mi nie wmówił. Jestem dorosły, więc sam podejmuję świadome decyzje. I prócz tego, że nie jadam takich gówien w pełni świadomie, to nie dałbym tego tym bardziej własnemu dziecku, no chyba że chciałbym je truć.

dertyp

To prawda, pisałem o tym wielokrotnie. Nie wiem, co by się musiało stać, bym jakimś cudem zechciał kiedykolwiek tak zmarnować sobie życie i zostać ojcem, jednak widzę, że byłbym i tak lepszym rodzicem od ciebie. Powinni cię wysterylizować, póki jeszcze był czas. Tacy ludzie nie powinni mieć dzieci.

Gelom

Sąsiadka głupia ale że mąż dla spokoju żony mogłyby dać sobie spokój. I nie chodzi o to żeby się chował i ustępował na to co chcę sąsiadka. Ale mógłby przestać odpierdalal... jak jakiś typ z głupiej komedii że mu się chcę. Żyj po swojemu a olewaj debili i tak ich niczego nie nauczysz, to tak jak kopać się z koniem

coztegoze2

@Marquise a dlaczego sąsiedzi mają zabierać dzieci sąsiadki na lody? Sąsiadka dostaje 500+ na dzieci i może pracować żeby ją było stać na lody dla dzieci. Nie wyręczajmy rodziców w ich odpowiedzialności za ich dzieci, bo się już robi z tego chora sytuacja. Poza tym może zrobić im lody w domu sama: lody wodne: można zamrozić owocową herbatę, można zamrozić sok, można zamrozić koktajl z owoców z wodą, owoce zblendowane z mlekiem. Masz tyle opcji w zależności od ceny także. Kwestia żeby ruszyć głową.

A nie sąsiadka truje głowę o lody to kupimy dzieciom sąsiadki lody. Za moment będzie truje głowę o basen to trzeba im będzie dzieciom sąsiadki kupić basen.

Ciomak Odpowiedz

Posadzić tuje, mieć spokój

Jumalatar

Trzeba od razu kupić wysokie tuje, albo kupić krzaki na żywopłot - jest taka odmiana, która szybko rośnie i chyba już po dwóch latach jest wysoka na przynajmniej 2 m.

vampiregrin95 Odpowiedz

Jestem team mąż, jak można oczekiwać czegoś tak absurdalnego jak to że dzieci mają lodow nie jeść? To ona ma nauczyc swoje dzieci, że nie zawsze będą miały to czego chcą. Jak ulicą idzie to też zaczepia ludzi żeby nie mieli drogich telefonów bo jej dzieciom może być smutno?

Izak Odpowiedz

Najbardziej w tej całej wojnie szkoda dzieci, również Waszych... czego się uczą patrząc na Wasze kłótnie, krzyki, wyzwiska?

Vito857 Odpowiedz

Chłop ma rację - jesteście na swoim podwórku, to robicie co chcecie (w granicach rozsądku oczywiście). To, że ty jesteś miękka to insza inszość - w takich chwilach przy miękkim serduszku trzeba mieć twardą dupę.

GardenTiger

ale to on dokucza, drażni i prowokuje kłótnie. a to przecież mija się z celem. zamiast żyć w spokoju pokazuje swoje wielkie ego, i w zasadzie tylko on ma z tego satysfakcje, bo dodatkowo cierpi jego żona, która zostaje sama cały dzień i musie się nasłuchać od sąsiadki.

Dragomir Odpowiedz

Mógłby kilka razy zaprosić sąsiadkę z dziećmi na tego grilla czy poczęstować lodami. On by nie zbiedniał bardzo, bo widać ma pieniądze na głupoty a zaplusowałby u sąsiadów. Nigdy nie wiadomo, jakie znajomości się przydadzą, niektóre mosty lepiej przekraczać zamiast palić.

MalinoweGofry

Mhm i skończyliby jako Caritas z sąsiadami na posiadówie co weekend bo przecież raz zaprosili to już można.

budyn4 Odpowiedz

Zainwestujcie w jodły i odgródźcie się.

CentralnyMan Odpowiedz

Najlepiej to żyć po swojemu i ignorować fochy sąsiadki

zimoidzjuzstad Odpowiedz

Popieram męża. To nie jest wasza sprawa, że sąsiadkę nie stać na lody dla jej dzieci. Zabranianie komuś robienia czegoś na jego własnym podwórku, bo ona nie może, i wszczynanie przez to awantur jest co najmniej śmieszne i żałosne. To problem sąsiadki, że nie umie swoich dzieci wychować, jeśli drą mordy, gdy czegoś nie dostaną. Więc nie masz żadnego obowiązku się tym przejmować. Sąsiadka niech się wypcha i zajmie sobą - może lepszej pracy poszuka, żeby zarobić na lody dla swoich bachorków.

GardenTiger

nie było nic o tym, ze dzieci drą mordy. a jej mąż prowokuje kolejne awantury. tylko po co? jakby jadł te lody i darł ryja, że je zjada to stałoby się coś?

coztegoze2 Odpowiedz

Nagrać sąsiadkę i porozmawiać z dzielnicowym. Jak się dzielnicowy do niej przejdzie to może zrozumie.

Bo sytuacja jest kuriozalna: nie możecie żyć na własnym podwórku, bo sąsiadka robi Wam awantury, że ona tego nie ma a Ty się źle czujesz, bo sąsiadka tego nie ma. Nie dziwię się reakcji męża, bo czepianie się że macie po prostu normalne rzeczy na Waszym podwórku jest kuriozalne. Serio, ja bym sprawę na policję zgłosiła jako dręczenie ze strony sąsiadki.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie