Byłam małą dziewczynką, może z 7-8 lat. Był taki okres, że brat się mną opiekował, bo rodzice w pracy do późna. On miał wówczas wtedy ze 16 lat. Wyszliśmy któregoś razu z jego kolegami, ja oczywiście miałam obok siebie koleżankę, by nie być sama jak palec. Bawiliśmy się, wszystko super, aż koledzy wpadli na pomysł, żeby pochodzić po piwnicy. Ja z koleżanką weszłyśmy pierwsze (głupie) i chłopcy nas zamknęli... na zatrzask.
Jak to w blokach niektórych jest, tam było tak, że piwnica ciągnie się pod całym blokiem. Pomyślałyśmy, że wyjdziemy po drugiej stronie, jak będzie otwarte i udałyśmy się w drogę.
Ku mojemu zdziwieniu w jednej przegródce piwnic coś mnie zaciekawiło, coś błyszczącego, wiec odeszłam na moment od koleżanki. Dobra, podeszłam bliżej, a tu co się okazało moim oczom? Mężczyzna wiszący na sznurze, cały siny...
Zaczęłam krzyczeć wniebogłosy, wybiegłam piwnicy i z bloku, a za mną kumpela. Mój brat przestraszony, nie wiedział, co się dzieje. Ledwo mówiąc ze strachu, opowiedziałam, co tam zobaczyłam. Potem policja itd.
Dziś mam 22 lata i do tej pory mam traumę, chodząc po piwnicach, nawet z osobą obok.
Gdziekolwiek się pojawię, wszędzie po jakimś czasie robię sobie wrogów. Pozostaje mi tylko zamknąć się w domu i nigdzie nie wychodzić, bo jest ryzyko, że po prostu nie wrócę...
Kiedyś jeden chłopak wyrwał mnie na tekst: „Albo ty, albo zakon”. Już wtedy czułam, że jest ostro dziwny. Jednak to, co zadziało się potem, przeszło wszelkie granice.
Wyobraźcie sobie, że chciałam sobie spokojnie pójść spać, a on do mnie z tekstem „Widzę cię”...
A ja takie: „Co? O czym ty mówisz?!”.
A on: „Widzę cię przez oczy w obrazie... A jak już zasypiasz, to wychodzę z ciała i siadam obok ciebie”...
I w ten oto sposób większość nocy spędziłam na poszukiwaniu jakiejś postaci w moim pokoju i dostałam serio schiz, że coś rzeczywiście się na mnie patrzy. A potem kopnęłam go w dupę.
Rano postanowiłam zrobić pranie. Wrzuciłam brudne ciuchy do pralki, ale zdecydowałam, że ekonomiczniej będzie uprać również to, co mam na sobie.
Aktualnie jestem w zaawansowanej ciąży, a tegoroczne upały dają mi ostro się we znaki, dlatego też wykorzystałam fakt, że jestem sama w domu i radośnie hasałam po mieszkaniu na golaska. I kiedy tak wchodziłam sobie do salonu, mój wzrok napotkał na twarz – równie zdziwionego co ja – mężczyzny (ale jak?! mieszkam na I piętrze!!!).
Podobno w trakcie ciąży czasem przychodzi pewne zamglenie mózgu i mnie trafiło właśnie w tym momencie. Niewiele myśląc, zamiast czmychnąć z powrotem do korytarza, rozpędziłam się niczym sapiący tur, podbiegłam z piskiem do okna i zaciągnęłam z impetem rolety przed twarzą (teraz już przerażonego) faceta.
Tak właśnie dowiedziałam się, że rozpoczął się remont elewacji budynku, a pan rozstawiał rusztowanie.
Zgadnijcie, kto do końca remontu będzie mieszkał przy zasłoniętych roletach i nie wyjdzie ze wstydu nawet na zakupy ...
Kilka dni temu w autobusie usiadłem z jakimś facetem, na oko 40 lat. W połowie drogi ten zapytał mnie się coś, nie zrozumiałem go. W mojej okolicy jest dużo Ukraińców, więc pomyślałem, że jest jednym z nich. Powiedziałem więc: „Sorry, I don't speak russian”. A facet na to: „Ale ja po polsku mówię!”...
Przez resztę drogi siedziałem cicho :D
Przez ostatnie dwa lata tworzyłem wzorowy związek z dziewczyną, w której podkochiwałem się jeszcze w czasach liceum. Gosia była piękna, bystra i pełna seksapilu. Skradła mi serce i za nic nie chciała go oddać.
Jakieś pół roku temu coś zaczęło się psuć. Nie było żadnych kłótni, awantur czy fochów, po prostu zauważyłem, że moja ukochana oddala się ode mnie. Coraz rzadziej za sobą sypialiśmy, często zachowywała się bardzo ozięble w stosunku do mnie, no i te tajemnicze telefony „od koleżanki”… Czułem, że coś jest na rzeczy. „Kobieta jest jak małpa. Zanim puści jedną gałąź, musi się mocno trzymać drugiej” – tak mi kiedyś powiedział mój świętej pamięci dziadek. I chyba miał rację. Raz podejrzałem jej SMS-y. Znalazłem wiadomość od niezapisanego numeru z treścią dość jednoznacznie sugerującą podziękowanie za pełen uniesień wieczór. Rozpocząłem małe śledztwo.
Nie pytajcie, jak mi się to udało, ale w końcu zdobyłem adres jej kochanka. Postanowiłem zachować się jak facet i skonfrontować się z rzeczywistością. Strzelić facetowi w twarz i z bólem w sercu (ale z kamienną twarzą!) kazać miłości mojego życia spakować manatki.
Kiedy więc po raz kolejny Gosia wyszła z domu pod pozorem spotkania się z „koleżanką”, ja odczekałem parę minut, wsiadłem w auto i pojechałem do domu jej nowego faceta. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi rosły gość, brodaty w szlafroku. Za jego plecami zobaczyłem Gosię. Zażenowaną, czerwoną i potarganą. Osiłek spojrzał na mnie, na nią, a następnie rzekł: „Przykro mi, Mario. Twoja księżniczka jest w innym zamku”. I zatrzasnął mi drzwi przed nosem...
Przeglądając YT, trafiłem na telefony do hoteli pewnej pani, która sprawdzała rzekomo poziom języka angielskiego, a sama miała bardzo mierny poziom angielskiego i fatalny akcent. Strasznie mnie to zdenerwowało i postanowiłem udostępnić ten filmik na forum dla nauczycieli języka angielskiego. Nauczyciele zaczęli się z tej pani wyśmiewać i w wyniku tego kanał został zalany falą hejtu.
Nie spodziewałem się, że wyniknie z tego taka sytuacja. Owa pani nadal nie wie, dlaczego nagle dostała tysiące łapek w dół i pewnie jest jej strasznie przykro. Jest mi teraz trochę głupio...
Moja matka nigdy nie traktowała mnie źle, nie krzyczała czy biła, a mimo to jej nie szanuję. Nie mogę tego nikomu powiedzieć, bo jak to, „matka jest tylko jedna”, „całe życie ci poświęciła” itd. Dlatego piszę o tym tutaj.
Moi rodzice są małżeństwem już ponad trzydzieści lat. W tym czasie matka nie przepracowała nawet jednego dnia. Rozumiem, że kobiety pracują w domu, ale... Sprzątanie – u nas była gosposia, zakupy robił tata, mną opiekowała się najpierw niania, potem przedszkole i szkoła. Tata zajmował i zajmuje się do tej pory wszystkimi papierami, rachunkami, fakturami. I nie, moja matka nie jest ograniczona, jest zwyczajnym leniem. Nie ma zainteresowań, cały dzień zajmują jej, odkąd pamiętam, telewizja czy spotkania ze znajomymi. Natomiast tata zawsze ciężko pracował, a jednocześnie poświęcał mi dużo czasu.
Już nie mieszkam z rodzicami, ale nadal spędzam dużo czasu z tatą. Jego i moją tradycją jest, że w co drugą niedzielę, czy to święta, zima czy lato, jeździmy razem na rowerach po lasku. A mama... niby ją mam, ale to w pewnym sensie obca dla mnie osoba. Nie mam rodzeństwa i naprawdę zależy mi na dobrych relacjach z obojgiem rodziców. Dalsza rodzina czy znajomi nazywają mnie „córeczką tatusia”, a ja w okresie dojrzewania naprawdę potrzebowałam pogadać z mamą, ale znowu tu też tata stanął na wysokości zadania i to on wytłumaczył mi, czym jest okres i zaprowadził na pierwszą wizytę do ginekologa.
Nie mam pojęcia, dlaczego moja matka taka jest. Nie byłam wpadką, rodzice nie marzyli, abym była chłopcem, nie raz rozmawiałam o tym z tatą, bo z matką nie dało rady. A tata powtarza, że matka już taka jest i mnie kocha, ale ja widzę, jak traktuje innych, tatę czy swojego psa, którego głaszcze i mówi do niego „moja kochana sunia”.
Nie szanuję jej, ponieważ nic sobą nie reprezentuje, a i jej podejścia do mnie nie rozumiem.
Nie powiem o tym nikomu, bo nikt, oprócz młodych matek, których nie mam w swoim środowisku, chyba nie zrozumie.
Mam 25 lat i z powodu głupoty młodzieńczej, dopiero w przyszłym roku skończę liceum dla dorosłych. Problem w tym, że czuję się kompletnie odrealniona. Mam małe dziecko (wieczne gugu-gaga, zabawy w a-kuku), domowe obowiązki, brak życia towarzyskiego sprawiły, że stałam się życiową kaleką. Gdy muszę złożyć w szkole sensowne zdanie czy to podczas rozmowy z ludźmi, czy to np. w rozprawce, to mam z tym kłopot. Muszę się przy tym mocno wysilić. Przy czym osoby z grupy mają mnie za „najmądrzejszą w grupie” – „Jako jedyna pewnie podejdziesz do matury”, „Świetnie ci idzie! Pomożesz mi troszkę na egzaminie?”. Nie widzą, ile mnie kosztują dobre stopnie. Nie znają mnie.
Składając dokumenty do szkoły dwa lata temu, miałam w planach ciężką pracę – maturę, studia... A teraz? Tak naprawdę nie wiem, nie pamiętam jaki kierunek mnie interesował. W sumie niczym się już nie interesuję nawet. Czuję, że nie dam rady, wydaje mi się to bez sensu. Chyba dziecko, zamiast dodać mi sił, autentycznie ucięło mi skrzydła. I to przy samej d...
Moja teściowa jest złym człowiekiem. Nie mamy dobrych relacji, wręcz przeciwnie. Wrogość aż kipi przy obowiązkowych spotkaniach. Mam dziecko, więc teściowa jest babcią i staram się, aby mój stosunek do tej kobiety nie miał wpływu na relacje babcia-wnuczka. Z moją matką córka miała świetne relacje, niestety od 4 lat ma już tylko tę jedną babcię... Starałam się utrzymywać z nią poprawne stosunki, nawet kiedy dowiedziałam się od córki, że babcia podczas jednego ze spotkań, kiedy były same, grubo jechała po mojej zmarłej matce i po mnie. Bo w końcu babcia, jedyna, jaka jest, taka jest, ale innej już córka nie ma....
Dzisiaj córka mi powiedziała, że podczas ostatniej wizyty teściowej u nas ta ostatnia po prostu zabrała jej pierwszego ukochanego miśka córki z półki, którego miała od urodzenia, informując (nie pytając o zdanie córki), że zabiera go, i już. Podejrzewamy z mężem, że po prostu chciała przyoszczędzić na prezencie, bo od nas wybierała się odwiedzić dalszą rodzinę.
Plus dla córki, nie chciała nakręcać afery, wyczuwa i wie, że między mną a teściową nie jest najlepiej.
Wyznanie: życzę tej starej k....ie samotnej śmierci bez bliskich. Nie za misia, za całokształt. Przelało mi się. Nawet jej gadanie do mnie, że życzy nam rozwodu, bo ma lepszą partię dla syneczka niż ja, mnie tak nie ruszyło, jak ten cholerny misiek....
Dodaj anonimowe wyznanie