Jak co sobotę wybrałam się do swojego ulubionego sklepu z odzieżą używaną, by powiększyć swój zasób ciuchów w szafie. Ludzi tłum, starsi, młodzi, i ona, królowa panterki i disco. Kobieta po trzydziestce z dwójką dzieci. Córeczka roznosi sklep, biega, krzyczy, więc matka woła: „Dżesika, uspokój się, bo nie kupię ci tego kucyka Pony!”. Od razu przyszły mi do głowy wszystkie memy związane z tym imieniem.
Dwie minuty później słyszę ten sam donośny głos, tym razem woła: „Brajan, gdzie ty wlazłeś?! Wracaj tutaj!”.
Jeszcze nigdy nie widziałam, aby tak duża grupa ludzi obróciła się w jednym momencie i wbiła wzrok w jedną osobę. Wszyscy chcieli zobaczyć jak wygląda osoba, która nadała dzieciom te piękne imiona...
Kiedyś zostałem prawie pobity przez neurotyczną matkę, bo w jej mniemaniu za często podkładałem do pieca, choć było ciepło w mieszkaniu. Nie uwzględniła, że mam anginę, przez co inaczej odczuwam temperaturę.
Mimo że jestem zwolennikiem konstytucyjnej wolności, to z chęcią nałożyłbym obowiązek przechodzenia testów psychologicznych przed rozpoczęciem współżycia, aby znacznie zmniejszyć odsetek patologicznych rodzin.
Wczoraj w połowie spaceru dorwała mnie potrzeba, do domu zdecydowanie za daleko, w tej części miasta nie mam znajomych, ale wpadłem biegiem do restauracji. Wpadam do środka spocony, blady, zdążyłem wydukać: „Gdzie?”, nawet nie dokończyłem, kelnerka od razu wskazała mi drzwi. Wyszedłem z WC, pytam się, czy coś jestem winny, ale miła pani powiedziała, że jak zostawiłem po sobie porządek, to nic. Spytałem, skąd wiedziała, o co chodzi i okazało się, że przynajmniej raz w tygodniu ktoś tam wpada tak jak ja, więc to dla niej nic nowego.
W drodze powrotnej zjadłem tam obiad, mam nową miejscówkę z dobrym jedzeniem. Gdyby nie ta sytuacja, to pewnie nigdy bym nie wpadł na to, żeby tam coś zjeść :)
Historia z życia mojego taty, (już na szczęście) emerytowanego ratownika górniczego.
Kopalnie słyną z ciężkich warunków pracy, tak więc dla górnika kilka piwek po szychcie to nic dziwnego.
Kiedyś tata poszedł na piwo m.in. z jednym ze swoich bliższych kolegów.
Następnego dnia w kopalni było tąpnięcie... Ów kolega nie przeżył, a co więcej, został przygnieciony. W szczegóły nie wnikałam, ale to co usłyszałam od mamy mnie zmroziło. Mój tata musiał PRZECIĄĆ NA PÓŁ swojego kolegę, z którym dzień wcześniej był na piwie, żeby go wyciągnąć... Po tym wypadku przez ponad pół roku nie potrafił się pozbierać.
Teraz już minęło z 15 lat, jak nie więcej, od tego wydarzenia, a mimo to tata wciąż nie chce o tym mówić.
Krótko o tym, jak niskiej samoocenie i kompleksom zawdzięczam swoje położenie w życiu.
Byłem niski, w gimnazjum 130 cm wzrostu. Wyciągnęło mnie do 164. Do tego zapadnięta klata i łysienie androgenowe zostawiające mnie z glacą już w wieku 23 lat.
Nigdy nie miałem powodzenia u dziewczyn. Zawsze byłem tylko dobijany, niski, chudy, brzydki, kurdupel, suchoklates, rączki jak u laleczki. Udało mi się poznać w internecie taką jedną, nazwijmy ją Asia. 152 cm wzrostu, śliczna, zabawna, zakochana. W łóżku i w życiu raj. Pierwsze zbliżenie w wieku 27 lat. Pół roku wymarzonego życia. Aż zażartowała. Że to te zapadnięte klaty nas połączyły. Asia nie miała praktycznie piersi, ale z tego żartowała, miała dystans. Ja się śmiertelnie obraziłem, załamałem, nie wychodziłem przez miesiąc z domu, a z Asią zerwałem. Nie zabiegała o mnie.
Rok później poznałem inną dziewczynę, powiedzmy Basię. Śliczna, kobieca, pewna siebie, wyższa ode mnie, zawsze na obcasie, ciut nie modelka. Kolejne kilka miesięcy sielanki i życia, którego można było mi zazdrościć. Ciepło domowego ogniska, wspólne obiadki, wyprawy z plecakami, otworzyłem się przy niej na sto procent. Ale stwierdziłem, że jest coś za dobrze, za fajnie. Niemożliwe, że taka laska jest ze mną z miłości. Co ona widzi w takim brzydalu jak ja? Niski, chudy, ona ideał w każdej dziedzinie. Na pewno mnie zaraz zostawi dla jakiegoś znajomego z siłowni. Muszę być pierwszy, by nie cierpieć. No i zostawiłem ją. Basia akurat o mnie zabiegała, prosiła, dzwoniła. Byłem nieugięty.
Dziś mam 35 lat. Założyłem aparat na zęby, przybrałem na masie, golę się na łyso, zapuściłem brodę. Dalej jestem niski. A do tego samotny. Niby jest lepiej, jeśli chodzi o wygląd, ale samoocena dalej na dnie. Nie umiem nikogo poznać, boję się oceniania. Komplementów nie umiem przyjmować. A jednocześnie tęsknię za Asią i Basią, które już mają swoje rodziny.
Wyznanie o tym, że nie trzeba mieć ojca pijaka czy damskiego boksera, żeby żałować, że się go ma.
Jako dziecko nienawidziłam, gdy ktoś z rodziny (np. babcia) tłumaczył mi, że nie mogę uważać, że mój tata jest zły, ponieważ on zarabia na moje utrzymanie i zapewnia mi dach nad głową. Denerwowało mnie to, ponieważ dobrze to wiedziałam i nie potrzebowałam, aby ktoś mi o tym bez przerwy przypominał. Ale... uważałam dorosłych za... ograniczonych. Mój tata to osoba, która nie potrafi okazywać uczuć, wręcz uwielbia dokuczać, rzucać wrednymi komentarzami i krytyką, w dodatku często wywołuje kłótnie o błahe sprawy, a od paru lat również się obraża. Wszyscy jednak starają się tego nie widzieć, bo „przecież on nawet w weekendy pracuje dodatkowo, żeby wam podręczniki kupić do szkoły”. Tylko powiedzcie mi, jak można dawać sobą pomiatać z takiego powodu? On jest panem tej rodziny. Wszyscy uważali mnie i nadal uważają za to najgorsze dziecko w rodzinie, bo tylko ja mu się sprzeciwiam. Nie myślcie, że celowo wywołuję awantury. Zawsze próbuję dojść z nim do porozumienia, pójść na kompromis, tłumaczę mu różne rzeczy. Wtedy zaczyna się wrzask, bo musi być tak jak on chce, nie inaczej. Zapytam dlaczego... BO TAK. Autentycznie. Nie mogę znieść takich ludzi, a z jednym takim żyję już 20 lat.
Zawsze wojna z nim musi się skończyć na przeproszeniu JEGO. Nawet jeśli to jego wina i to on zrobił coś komuś. Rok temu podczas jazdy samochodem wyrzucił mnie z niego (właściwie kazał WYPIERDALAĆ), bo w czymś się z nim nie zgadzałam i kazał mi wracać jakimś innym transportem. Wyobraźcie sobie, że jak wróciłam do domu, dowiedziałam się, że jest obrażony. Dlaczego? Bo wysiadłam. Nie zamierzałam go przepraszać. Przeszło mu po trzech miesiącach, ale to nadal delikatny temat.
Miesiąc temu znów się na mnie obraził, tym razem nie mam pojęcia o co chodzi. Nikt z domowników nie wie, a ja się nie dowiem, bo przecież on mi nie powie. Bracia nawet próbowali go o to pytać. Odparł, że nie wie o co im chodzi.
Kiedyś było mi przykro, że nasze stosunki tak wyglądają, ale teraz przyzwyczaiłam się na tyle, że mnie to nie rusza. Niech robi, co chce. Nie kocham go, nie nienawidzę. Żyję w domu z rodzeństwem, mamą, babcią i jakimś człowiekiem, który nic nie mówi.
Mam młodszą koleżankę, której mama niedawno umarła na raka. Jakoś parę dni po pogrzebie zaprosiłem ją do mnie. O dziwo, przyszła dosyć radosna, tak jak gdyby nigdy nic się nie stało. Gadaliśmy o różnych rzeczach, a ja starałem się nie nawiązywać ani nie mówić o rzeczach, które mogłyby się jej kojarzyć z ową tragedią. Gdy powoli kończyły się tematy do rozmów, zaproponowałem film. Podałem parę tytułów i koleżanka wybrała „Strażników Galaktyki”.
No bardzo fajnie.
Na samym początku filmu głównemu bohaterowi umiera mama na raka... Najgorsze 5 minut ever.
Miałam kiedyś wujka. Młody i naprawdę fajny – mimo że nie pamiętam go za dobrze, dokładnie pamiętam moment, kiedy mama w płaczu powiedziała mi o jego śmierci, a mi przed oczami przebiegły wszystkie sytuacje, jakie z nim miałam, zwyczajnie usiadłam i płakałam razem z nią. Zmarł młodo przez wypadek motocyklowy, był wtedy pod wpływem. To i tak nie zmieniało faktu, że był cudownym człowiekiem, niestety ścieżka jaką wybrał sprowadziła się do tego. Mimo wszystko miał bardzo kochającą dziewczynę, dajmy na to Malwinę, z którą był już zaręczony. Dziewczyna próbowała mu pomóc jak mogła, jednak nie zdołała. Od jego śmierci minęło ponad 12 lat, ona z tego co wiem ma już chyba męża, ale...
Dzisiaj niemiłosiernie padał deszcz, ale mimo to moja ciocia (mama tego wujka) poszła na cmentarz. Już z daleka widziała Malwinę siedzącą nad grobem, całą przemokniętą i we łzach. Ciocia stanęła obok i dołączyła do lamentowania.
Sens tego wyznania? Nie wiem. Ale wzrusza mnie gdy widzę, jak Malwina po tylu latach wciąż o nim pamięta.
Jestem raczej z tych szczuplejszych, ale kiedy bardzo się najem, tak że mi wystaje brzuch, to wyobrażam sobie, że jestem w ciąży (dość zaawansowanej XD) z chłopakiem, który mi się podoba. Zachowuję się serio jak ciężarna – „głaszczę” swojego dzidziusia i robię te typowe objęcia brzuszka z reklam.
Może to głupie, ale ja kocham swoje dziecko gastronomiczne.
Jestem bałaganiarzem. W związku z tym, że ostatnio ciągle mnie gdzieś nosiło, nie byłem wstanie ogarnąć syfu w mieszkaniu. Któregoś razu przyjechała do mnie siostra i załamała ręce nad pobojowiskiem, jakie zastała. Nie jest osobą czepiającą się, więc kiedy powiedziała, że muszę ten bajzel jakoś ogarnąć, uznałem, że musi być naprawdę bardzo źle. Postanowiłem posprzątać, ale jakoś nigdy się nie złożyło.
Miesiąc temu siostra zapytała, czy może u mnie przenocować w weekend, bo ma odebrać na uczelni nagrodę. Oczywiście z radością zgodziłem się. Miała przyjechać za tydzień i tak dni mijały, a syf w moim mieszkaniu nie znikał. Na ostatnią chwilę udało mi się odkurzyć, umyć podłogę, kibel i ogarnąć rzeczy tak, żeby nic nie leżało na wierzchu. Została się tylko kuchnia. Siostra przyjechała późnym wieczorem, pochwaliła porządek w salonie i łazience, ale była zmęczona, wiec szybko poszła w kimę. Z rana, żeby jej jakoś pomóc w przygotowaniach zaoferowałem, że zrobię śniadanie. Zjadła w pośpiechu i powiedziała, że spotkamy się na miejscu ok. 13. Jak tylko wyszła, zacząłem sprzątać syf w kuchni, szorować blaty, zlew i lodówkę, z której śmierdziało, a u dołu rozlana była jakaś dziwna ciecz. Już prawie kończyłem, kiedy dostałem wiadomość, żebym jak najszybciej przyjechał na uczelnię z sukienką z jej walizki, rajstopami i bielizną. Trochę mnie to zdziwiło, bo siostra wyglądała bardzo elegancko jak wychodziła, ale cóż, myślałem, że to jakieś kobiece kaprysy.
Dotarłem na uczelnię i przeszukałem większość miejsc na jej wydziale, bo oczywiście nie dało się z nią skontaktować. Wkurzony zadzwoniłem, żeby sobie jaj nie robiła, bo na nią czekam, a przecież gala zaczyna się za 20 minut, więc musimy się spieszyć. Była w toalecie. Jak się okazało, zatruła się. Źle się czuła już w tramwaju, ale ścięło ją w pół tuż przed uczelnią. Szczęśliwie nikt nie zauważył, jak strumień biegunki płynie jej pod sukienką i rozlewa na korytarzach. W kiblu rozegrał się armagedon i moja siostra czuła, jak otwierają się bramy piekieł. Biedna przesiedziała na sedesie z 40 minut. Poleciałem do apteki i kupiłem jej jakieś leki. Na galę dotarliśmy sporo spóźnieni, odebrała nagrodę, ale nie była w stanie powiedzieć nic sensownego podczas podziękowań, chwiejnym krokiem zwinęła się ze sceny. Mimo nalegań profesorów i jej znajomych nie zostaliśmy na uroczystym obiedzie. Natychmiast odwiozłem ją do szpitala. Okazało się, że zatruła się jakimiś super bakteriami. Przez chwilę pomyślała, że to przez syf w moim mieszkaniu, ale przecież było czysto, jak przyjechała. Do tej pory nie może zrozumieć co mogło być tak zabójcze dla jej układu pokarmowego. A mnie wstyd się przyznać, że nakarmiłem moją kochaną siostrę starym jedzeniem z brudnej lodówki, no i w zasadzie popsułem jej wielki dzień.
Dodaj anonimowe wyznanie