#7EQgB

Jestem bałaganiarzem. W związku z tym, że ostatnio ciągle mnie gdzieś nosiło, nie byłem wstanie ogarnąć syfu w mieszkaniu. Któregoś razu przyjechała do mnie siostra i załamała ręce nad pobojowiskiem, jakie zastała. Nie jest osobą czepiającą się, więc kiedy powiedziała, że muszę ten bajzel jakoś ogarnąć, uznałem, że musi być naprawdę bardzo źle. Postanowiłem posprzątać, ale jakoś nigdy się nie złożyło.

Miesiąc temu siostra zapytała, czy może u mnie przenocować w weekend, bo ma odebrać na uczelni nagrodę. Oczywiście z radością zgodziłem się. Miała przyjechać za tydzień i tak dni mijały, a syf w moim mieszkaniu nie znikał. Na ostatnią chwilę udało mi się odkurzyć, umyć podłogę, kibel i ogarnąć rzeczy tak, żeby nic nie leżało na wierzchu. Została się tylko kuchnia. Siostra przyjechała późnym wieczorem, pochwaliła porządek w salonie i łazience, ale była zmęczona, wiec szybko poszła w kimę. Z rana, żeby jej jakoś pomóc w przygotowaniach zaoferowałem, że zrobię śniadanie. Zjadła w pośpiechu i powiedziała, że spotkamy się na miejscu ok. 13. Jak tylko wyszła, zacząłem sprzątać syf w kuchni, szorować blaty, zlew i lodówkę, z której śmierdziało, a u dołu rozlana była jakaś dziwna ciecz. Już prawie kończyłem, kiedy dostałem wiadomość, żebym jak najszybciej przyjechał na uczelnię z sukienką z jej walizki, rajstopami i bielizną. Trochę mnie to zdziwiło, bo siostra wyglądała bardzo elegancko jak wychodziła, ale cóż, myślałem, że to jakieś kobiece kaprysy.

Dotarłem na uczelnię i przeszukałem większość miejsc na jej wydziale, bo oczywiście nie dało się z nią skontaktować. Wkurzony zadzwoniłem, żeby sobie jaj nie robiła, bo na nią czekam, a przecież gala zaczyna się za 20 minut, więc musimy się spieszyć. Była w toalecie. Jak się okazało, zatruła się. Źle się czuła już w tramwaju, ale ścięło ją w pół tuż przed uczelnią. Szczęśliwie nikt nie zauważył, jak strumień biegunki płynie jej pod sukienką i rozlewa na korytarzach. W kiblu rozegrał się armagedon i moja siostra czuła, jak otwierają się bramy piekieł. Biedna przesiedziała na sedesie z 40 minut. Poleciałem do apteki i kupiłem jej jakieś leki. Na galę dotarliśmy sporo spóźnieni, odebrała nagrodę, ale nie była w stanie powiedzieć nic sensownego podczas podziękowań, chwiejnym krokiem zwinęła się ze sceny. Mimo nalegań profesorów i jej znajomych nie zostaliśmy na uroczystym obiedzie. Natychmiast odwiozłem ją do szpitala. Okazało się, że zatruła się jakimiś super bakteriami. Przez chwilę pomyślała, że to przez syf w moim mieszkaniu, ale przecież było czysto, jak przyjechała. Do tej pory nie może zrozumieć co mogło być tak zabójcze dla jej układu pokarmowego. A mnie wstyd się przyznać, że nakarmiłem moją kochaną siostrę starym jedzeniem z brudnej lodówki, no i w zasadzie popsułem jej wielki dzień.
LubieBzy Odpowiedz

O kolego, to już większy kaliber. Jeżeli masz aż taki duży syf - bo to już nie jest bałagan - wynajmij może firmę do porządnego posprzątania całego mieszkania. A potem zrób sobie może grafik, takie codzienne sprzątanie małych części mieszkania. I przede wszystkim sprzątaj na bieżąco. Zrobiłeś jedzenie, naczynia od razu do zmywarki, zlewu. Im więcej rzeczy na bieżąco będziesz robił, tym mniej pracy będzie to wymagało. Bo najgorzej jak się nałoży wszystko na siebie, wtedy to przerasta.

Bienert Odpowiedz

Popsułeś wielki dzień ale też popsułeś opowiadanie. Jeśli zje się coś aż tak zepsutego to się szybko rzygnie bo organizm tak się broni przed zatruciem. Jeśli doszło do samej biegunki to nie raz można nie zdążyć i puścić kleksa ale poetyckie opisy rzeki płynącej po korytarzu są nieco przesadzone. No i jeszcze siostra , jako osoba odpowiedzialna , na pewno nie pchałaby się po czymś takim między ludzi bo mogła to być bardzo zaraźliwa jelitowka.

garda Odpowiedz

Mocno podkoloryzowane.

Dodaj anonimowe wyznanie