Moje „wspomnienie”, które opiszę, wydarzyło się kilka lat temu, przed czasami Instagrama, Snapchata czy amatorów-fotografów z aparatem. Teraz jestem dorosła, ale to co zrobiłam nadal we mnie tkwi.
Była ładna jesień. Od kilku tygodni pisał do mnie jakiś fotograf, miał około 30 lat, chciał mi zrobić kilka zdjęć. Po kilku próbach zgodziłam się na spotkanie. Miał studio na uboczu miasta, tam też chciał zrobić sesję. W dzień spotkania nie było nikogo w domu, wyszłam na umówione spotkanie.
Na początku było miło. Co chwilę łapałam fotografa na zbyt natarczywym wpatrywaniu się we mnie, kilka razy ni to przypadkiem, ni specjalnie dotknął mnie za pierś czy pogładził trochę zbyt intymnie jak na mój wiek. Czułam się z tym trochę dziwnie, ale za dużo nie mówiłam, myślałam, że tak ma być. Po „sesji” mój fotograf chciał odpocząć. Zgodziłam się, ale był to błąd. Fotograf zaczął się do mnie dobierać. Odsunęłam jego rękę mówiąc, że posuwa się za daleko. On się zaśmiał, a ja się przeraziłam. Moje słowa nie docierały do niego. Jego ręce wodziły po moim ciele. Obrzydliwe. Nie chciałam tego, on to wiedział. Zaproponował mi, że nikomu nie powie o tym, jak go SPROWOKOWAŁAM , jeśli pozwolę zrobić sobie więcej zdjęć, ale odważniejszych. Byłam zagubiona. Nie miałam jak uciec, znajdowaliśmy się na jakimś odludziu, a on był silniejszy, więc się zgodziłam. Zrobiłam sobie kilka nagich fotek, byłam przerażona i zapłakana. Po kilku ujęciach skończyliśmy. Nie pamiętam jak i kiedy, ale uciekłam. Biegłam aż do domu. Weszłam pod prysznic i starałam się zapomnieć.
Przez kilka dni udawałam, że wszystko jest okej – do czasu. Moje zdjęcia gdzieś wypłynęły. Po czasie widzieli je wszyscy. Śmiali się, a ja zamknęłam się w sobie. Widziałam i słyszałam okropne słowa na mój temat. Byłam dziwką, pośmiewiskiem, śmieciem, ku#wą. Rodzice nie zauważyli, stwierdzili, że dojrzałam i zajęłam się nauką. Sześć następnych lat spędziłam samotnie, bo bałam się pokazać ludziom. Do teraz ludzie wyciągają to, co zrobiłam, coś, co zdarzyło się kilka lat temu. Nikomu też nic nie wyjaśniłam ani nie próbowałam się wytłumaczyć. Nawet mojemu rodzeństwu. Mój brat nigdy się mną nie interesował, a siostra z racji starszego wieku miała mnie gdzieś. Nigdy też nie miałam przyjaciół czy chłopaka. Później odkryłam, że „mój fotograf” był amatorem, a moja „normalna” sesja nie została pewnie uwieczniona.
Dwa lata temu zaczęłam mieć objawy depresji, zostałam wysłana do psychologa, potem do psychiatry, leczę się, bo żyję w strachu, że ktoś znajdzie gdzieś moje zdjęcia... Do dziś nikt nie wie, czemu chodzę przygnębiona.
Chodzę do jednego z wyżej sytuujących się w rankingach liceum w Warszawie, od czwartej klasy podstawówki nieprzerwanie otrzymuję świadectwa z czerwonym paskiem, uczę się czterech języków obcych (angielski, rosyjski, francuski, niemiecki), przy czym zdecydowałam zawiesić kontynuację chodzenia na dodatkowy francuski, ze względu na i tak już dużą ilość zajęć dodatkowych oraz na rzecz posiadania jakiegokolwiek życia (w końcu 17 lat ma się tylko raz).
Dziś dowiedziała się o tym mama. Popatrzyła na mnie wzburzona, oświadczyła, że właśnie przez swoje lenistwo marnuję lata pracy, westchnęła i rzuciła: „Skończysz teraz na kasie albo w jakimś fast foodzie”...
Dziękuję, mamo, nie mam pytań.
Piszę to trochę żeby się wygadać, a trochę żeby dać komuś do myślenia, komukolwiek. Może ktoś z Was nie popełni mojego błędu.
Byłam przez 5 lat z gościem, który robił boki. Wyrywał laski na prawo i lewo, jeżdżąc sobie na jakieś konferencje czy imprezy studenckie. Kilka razy „przyłapałam” go na bajerowaniu innych lasek, ale typ uważał, że on ma taką gadkę i tyle, poza tym przecież to tylko rozmowa. Ostatnie pół roku naszego związku pisał sobie z laską z innego wydziału. Widziałam, że ma często dymek czatu z nią, rano jak wyłączałam jego budzik to widziałam, że ma jakąś wiadomość z nocy od niej. Nigdy nie sprawdzałam mu telefonu, więc olewałam te wiadomości. Zapytałam go kiedyś kto to, to powiedział, że koleżanka z innego wydziału i nie ma się czym przejmować.
Zerwałam z nim na początku roku. Z różnych przyczyn, ale wszystkie można zamknąć w słowach: nie czułam się w ogóle kochana.
Jakieś dwa tygodnie po naszym rozstaniu typek zaczął oficjalnie być z laską, którą nie miałam się przejmować... Kurtyna.
Okazuje się, że z grona jego znajomych wszyscy wiedzieli o jego luźnym trybie prowadzenia się i o tym, że kręci z tamtą laską.
Jest mi tak ogromnie przykro, czuję się jak ostatnia frajerka.
Gdy byłam mała, moje starsze rodzeństwo uparcie latało za mną i powtarzało: „No powiedz dupa, powiedz!” – oczywiście kiedy nie widzieli tego rodzice.
Jakież musiało być zdziwienie mojej rodzicielki, kiedy któregoś dnia poprosiła mnie, bym powiedziała „mama”, a ja, mały i uroczy bobas z blond włoskami i szerokim uśmiechem, wesoło wrzasnęłam „dupa!” :D
Moja siostrzenica prawie została zagryziona przez mojego psa. Jak do tego doszło? Przez głupotę mojej siostry. :) Ale zacznijmy od początku.
Mam jednego z najniebezpieczniejszych psów – Tosę. Mieszkam wraz z moim narzeczonym, dlatego mój Prinsi nie jest przyzwyczajony do dzieci i ich natarczywego zachowania. Moja siostra i jej córeczka odwiedziły nas, bo chciały obejrzeć mój dom. Jeszcze zanim otworzyłam drzwi, ostrzegłam je, żeby psa pod żadnym pozorem nie drażnić, bo może się to naprawdę źle skończyć. Pies odpoczywał w salonie - swoim "terenie". Mała (ale rozumna, bo ma 7 lat ;)) momentalnie chciała iść z łapami, ale w porę ją powstrzymałam. Śpiącemu psu, nieprzyzwyczajonymi do obcych, nie powinno się przeszkadzać.
Czas mijał nam na pogaduchach i zwiedzaniu. W końcu nadszedł czas na ogród. Swoich gości zaprosiłam do altany, a psa wypuściłam. Zostawiłam je same na minutę, by skoczyć po napoje do kuchni i co zastałam gdy wróciłam?
Moją "kochaną" siostrzenicę, która dosłownie BIŁA (!) mojego psa po głowie (bo głaskaniem tego nazwać nie można było) i genialną siostrzyczkę, która ją jeszcze do tego namawiała. Zanim zdążyłam zareagować, pies kłapnął zębami. A później sprawy się potoczyły szybko - rozharatana ręka, wzywanie pogotowia i szycie.
Ja i mój zwierz oczywiście nie ponosimy żadnych konsekwencji, bo siostra była w pełni świadoma możliwości psa. Jedynie szkoda mi mojej siostrzenicy - przez głupotę jej matki do końca życia będzie miała brzydką bliznę. Plusy? Teraz chociaż słucha się, gdy raz się do niej powie, że czegoś nie wolno zrobić. Zapłaciła za to nieco zawyżoną cenę, ale cóż. Za błędy swoje i innych trzeba płacić.
Pewnego dnia razem z chłopakiem wybraliśmy się na romantyczny spacer do lasu, na jednym z drzew wyciął nasze inicjały w serduszku z datą początku naszego związku. Co kilka tygodni chodziliśmy pod nasze drzewko, rozkładaliśmy kocyk i bardzo dużo rozmawialiśmy. Ostatniej jesieni w lesie zorganizowano wycinkę drzew. Mieli wyciąć większość lasu, ponieważ drzew było po prostu za dużo, niektóre były stare i mogło być tam po prostu niebezpiecznie. Było mi przykro, ponieważ naprawdę kochałam tam chodzić, uwielbiałam nasze drzewko i te godziny spędzone przy nim. Przestaliśmy tam chodzić, bo było zimno, poza tym byłoby mi tak troszkę pusto bez tego drzewka.
Dzisiaj poszłam tam i to co zobaczyłam sprawiło, że się popłakałam.
Większość drzew została wycięta, las stał się czymś na wzór łąki, na środku której stoi wysokie drzewo z wyrytymi inicjałami. Naszymi inicjałami.
Pozdrawiam panów z wycinki drzew, nie wiem, czy zrobiliście to celowo, czy po prostu to drzewo wam nie wadziło, ale i tak to wiele dla mnie znaczy i bardzo wam dziękuję :)
Moja mama ma ponad 40 lat. Nie pracowała nigdy. Zawsze uznawała, że gotowanie, pranie itp. to jest jej praca. Ostatnio nawet zaczęła mówić, że traktujemy ją jak służącą. To nic, że ani naczyń nie zmywa, ani mieszkania nie sprząta, choć całymi dniami siedzi w domu i popija piwko. Ostatnimi czasy zaczęliśmy robić to za nią, bo biedna była przemęczona siedzeniem na kanapie. Mimo iż w domu się nie przelewa, ona stale ma wymówkę, że już nie nadaje się do pracy bądź w danej pracy za mało by jej płacili. Nie powiem, nawet najniższa krajowa by się przydała, szczególnie że mi zostały dwa lata szkoły, a gdybym chciała wyjechać do pracy, to wiąże się to z nieskończeniem szkoły. Mój tata za najniższe pieniądze pracuje w pocie czoła, a ona potrafi mu powiedzieć, że nie jest facetem, bo nie umie utrzymać rodziny. Mało tego, nie uczepiła się tylko jego, ale i mnie. Najpierw, że moja koleżanka, co ma roczne dziecko, jest taka dojrzała. To nic, że nie ma pracy i utrzymuje się z 500+, a dodatkowo jest w moim wieku i szkoły nie ma zamiaru kończyć. Nie powiem, ja uczę się bardzo dobrze i w roku szkolnym zrobiłam prawo jazdy, dzieląc to z ciężką nauką, gdyż zbliżał się koniec roku szkolnego. Jednakże tekst mamy, jaki usłyszałam, zwalił mnie z nóg i naprawdę miałam chęć rzucić szkołę i wyjechać do pracy, by zarobić trochę grosza. Powiedziała: „Tyle koleżanek w twoim wieku pracuje dorywczo nad morzem czy w jakimś sklepie, a ty zamiast nam pomóc finansowo tylko narzekasz”. Ręce mi opadły.
Jestem od ponad roku w szczęśliwym związku z moim partnerem. Różnica wiekowa jest znikoma. Kocham go i zrobiłabym dla niego wszystko. Jest cudowny, wspaniały, troskliwy... jednak zbyt mało pewny siebie. Strasznie mnie do denerwuje. Nie chcę, by był cwaniaczkiem, który myśli, że wszystko mu wolno, jednak najczęstsza jego odpowiedź na moje pytania brzmi: „Nie wiem”. Co chce na obiad? Gdzie na randkę? Co by chciał robić wieczorem, gdy będziemy we dwoje? On nie wie. Albo ja mam wybierać. Jest wrażliwy, za co również go kocham, ale mam wrażenie, że jest wrażliwszy nawet bardziej ode mnie. Nie chcę go urazić, mówiąc mu, aby był bardziej „męski”. Czuję się przy nim bezpiecznie, ma poczucie humoru, jest przystojny. Ale czasami mam go dość przez to jego miękkie zachowanie. Pomimo moich częstych wyznań miłości do niego, on ciągle się boi, że go zostawię, zdradzę, odejdę do innego.
Gdy mówię mu, jak się czuję z jego niezdecydowaniem, on odpowiada: „No wieeem... ale nie wiem jak to zmienić, nie umiem decydować”. Chciałabym, żeby trochę się zmienił, popracował nad sobą, ale nie mogę tego powiedzieć wprost, żeby go nie urazić.
Opowiem Wam pewną żenująca historię...
Gdy byłam dzieckiem, zawsze wyjeżdżałam z moją babcią i młodszym bratem do cioci na Mazury. Spędzaliśmy tam cały miesiąc, czasami nawet dłużej. Miejscowość to małe kolejowe miasteczko, gdzie wszyscy się znają, a plotki roznoszą się szybciej niż to możliwe. My przyjeżdżaliśmy z dużego miasta, więc jak tylko wysiedliśmy z pociągu, to większość mieszkańców w przeciągu godziny wiedziała, że przyjechał Szczecin.
Moja ciotka to osoba bardzo religijna, jej dzieci i wnuki też. Natomiast nasza rodzina jakoś tak się złożyło, że nie była szczególnie religijna, więc ciotka ubzdurała sobie, że jesteśmy źli, wyrośniemy na bandziorów i w ogóle co złego, to ja i brat. Wnuki ciotki były przez nią chwalone, wręcz sławione pod niebiosy, a ja i brat często w okrutny sposób obrażani przy całej rodzinie. Jako małe dzieci nie bardzo to rozumieliśmy, ale w nastoletnim wieku było to bardzo przykre.
Zaczęłam dość szybko dojrzewać i w wieku około 12 lat miałam całkiem pokaźny biust. Córka ciotki stwierdziła, że z takim wyglądem to tylko sprowadzę swoją o rok młodszą kuzynkę na manowce. Kiedy Edyta się do mnie przytulała, ona krzyczała na mnie, że w Szczecinie to mogę sobie być lesbijką, a tutaj mi nie wolno. Najgorsze jest to, że moja kuzynka prowokowała takie sytuacje, ocierała się o mnie i prosiła, żebym pokazała co mam w majtkach. Byłam strasznie skrępowana, dziwnie mi z tym było. Pewnego razu Edyta powiedziała mi, że chce, abym coś zobaczyła, a potem zdjęła gacie i się rozkraczyła, złapała moją rękę i zaczęła się dotykać. I wtedy nadeszła jej matka... Zrobiła ogromną awanturę, wyzywała mnie od najgorszych, od zboczeńców, a potem przekazała to moim rodzicom, babci i w sumie to całe miasto wiedziało o tym zdarzeniu. Miałam wtedy 12 lat.
Matka chodziła ze mną do psychologów, informując ich, że jestem zboczona, bo dotykałam kuzynkę, że szybko dojrzałam przez to, że jestem zboczona i na nic zdały się moje tłumaczenia, że nic nie zrobiłam, że to moja kuzynka źle się zachowywała. Dostałam w twarz od matki, która powiedziała, żebym nie mówiła na Edytę nic złego, bo to święte dziecko.
Minęło 20 lat, a ja już nigdy nie odwiedziłam mojej rodziny i mam żal do mojej kuzynki, że nie stanęła w mojej obronie.
A moja matka do dziś twierdzi, że byłam najgorszym dzieckiem, jakie znała, z mnóstwem problemów emocjonalnych. Nie utrzymuję z nią kontaktów.
Mój dziadek od kilku lat miał Alzheimera. Ilekroć odwiedzałem babcię, kochany dziadek siedział jak posąg, który od czasu do czas poruszał głową, żeby przyjrzeć się każdemu, kto siedział obok. Wszyscy już byliśmy przygotowani, że dziadek prędzej czy później umrze, ale nie sądziłem, że dowiem się o tym w taki sposób.
Jak co wieczór położyłem się spać, w nocy miałem bardzo dziwny sen – poszedłem w odwiedziny do dziadków, gdzie normalnie rozmawiałem z dziadkiem, który wspominał swoje młodzieńcze lata (sen był wyjątkowo realistyczny, a co dziwne, nigdy nie znałem historii dziadka z dzieciństwa). Po czym po długiej opowieści pożegnał się, a ja się obudziłem. Była godzina 7 rano, wiec ubrałem się na szybko i poszedłem do kuchni zjeść jakieś śniadanie, gdzie czekała moja mama, która powiedziała mi o śmierci dziadka.
Co najdziwniejsze, jak się potem dopytałem babci o te wydarzenia z młodości, które opowiedział mi dziadek, okazało się, że były prawdą, a babcia była bardzo tym zdziwiona, gdyż nigdy tego nie opowiadał komukolwiek prócz niej.
Dodaj anonimowe wyznanie