Jestem od ponad roku w szczęśliwym związku z moim partnerem. Różnica wiekowa jest znikoma. Kocham go i zrobiłabym dla niego wszystko. Jest cudowny, wspaniały, troskliwy... jednak zbyt mało pewny siebie. Strasznie mnie do denerwuje. Nie chcę, by był cwaniaczkiem, który myśli, że wszystko mu wolno, jednak najczęstsza jego odpowiedź na moje pytania brzmi: „Nie wiem”. Co chce na obiad? Gdzie na randkę? Co by chciał robić wieczorem, gdy będziemy we dwoje? On nie wie. Albo ja mam wybierać. Jest wrażliwy, za co również go kocham, ale mam wrażenie, że jest wrażliwszy nawet bardziej ode mnie. Nie chcę go urazić, mówiąc mu, aby był bardziej „męski”. Czuję się przy nim bezpiecznie, ma poczucie humoru, jest przystojny. Ale czasami mam go dość przez to jego miękkie zachowanie. Pomimo moich częstych wyznań miłości do niego, on ciągle się boi, że go zostawię, zdradzę, odejdę do innego.
Gdy mówię mu, jak się czuję z jego niezdecydowaniem, on odpowiada: „No wieeem... ale nie wiem jak to zmienić, nie umiem decydować”. Chciałabym, żeby trochę się zmienił, popracował nad sobą, ale nie mogę tego powiedzieć wprost, żeby go nie urazić.
Dodaj anonimowe wyznanie
Właśnie powiedz mu to wprost. Może nie że ma być bardziej męski, ale coś w stylu twoje niezdecydowanie powoduje u mnie niechęć. Zaproponuj może terapię? Samemu czasem ciężko zacząć nad sobą pracować - no bo jak zacząć, od czego i jak to zmienić? Myślę, że psycholog mógłby coś podpowiedzieć.
Miałam raz podobnie niezdecydowanego chłopaka. Zawsze to ja musiałam wymyślać, co będziemy robić, bo on "nie wie, a co jesli mi się nie spodoba itd". Ja do osób lubiących decydować o wszystkim też nie należę, więc to było męczące. Raz go przycisnęłam, żeby on coś zaproponował - ciężko było, ale w końcu wydusił z siebie "może spacer?". Ok, brzmi fajnie, poszliśmy na spacer. Zerwaliśmy jakiś czas później, bo biedak nie mógł się zdecydować, czy być ze mną, czy wrócić do swojej eks, która robiła podchody do ich ponownego zejścia się (wszystko mi opowiadał). Pomogłam mu i tym razem: zerwałam z nim i życzyłam im szczęścia. On i tak nie był dla mnie.
Nie da się inaczej, musisz konkretnie powiedzieć mu o co chodzi. To nie jest małe dziecko z którym trzeba non stop się cackać
Wyślij go do jakiegoś psychoterapeuty, może terapia gestalt albo coś w tym stylu. To są rzeczy nad którymi da się pracować.
Odpowiedz z drugiej strony, przez większość życia ja byłam ta niezdecydowana przez traumy z dzieciństwa które nie były przepracowane i jak ktoś mnie zmuszał albo robił wyrzuty ze wku**ia go moje niezdecydowanie to bałam się jeszcze bardziej coś powiedzieć. Może zaproponuj terapie albo zacznij dawać mu wybory, to lub to, możesz pochwalić to co wybrał żeby czuł się prwnie. Może nie czuje się wartościowy/boi się wyrazić swoje zdanie/ boi się krytyki jego wyboru.
Absolutnie nie mów mu ze cos takiego nie jest męskie, strasznie to krzywdzące. Mężczyźni mogą być tak samo wrażliwi i niezdecydowani jak kobiety i może być to wada jak i zaleta w obu przypadkach.
Ciebie naciskali i zmuszali, ale z tego co rozumiem, to autorka stara się tak nie robić. Stara się być delikatna. To on jest nie w porządku, bo wie o problemie i nie próbuje NIC z tym zrobić. Dorosły jest, wie o istnieniu psychologów, książek, youtuba. Wg mnie rolą partnerki jest poinformowanie o problemie, wspieranie w pracy nad sobą, zachęcanie, budowanie jego poczucia własnej wartości. Ale nie ciągnięcie kogoś, kto nawet nie próbuję współpracować.
Znam podobną mamełę, która jak przychodziło do decydowania to było wieczne "nie wiem". Mogłaby pomóc terapia, ale najpierw po prostu z nim szczerze pogadaj - że chcesz żeby popracował nad sobą, że tak dalej się nie da żyć itp.
Chciała wrażliwego chłopa i nagle problem bo jest za mało męskim. Czemu nie zaakceptujesz go takim jaki jest? Musisz go zmienić? Wyobraźcie sobie że facet mówi to samo o kobiecie. Że ma jej dość przez jej miękkie zachowanie i niezdecydowanie. Tak właśnie wygląda "facet może być wrażliwy" w prawdziwym życiu.
Lepiej napisać na Anonimowych post, a do faceta: "domyśl się".
też odpowiedaj ze nie wiesz, i własnie dlatego go pytasz co zrobić do jedzenia
Przecież takie coś w tym wypadku nic nie da. Jeszcze nadzieję zamknie się w sobie
A ja napiszę z drugiej strony. U mnie w związku to ja jestem ten „niezdecydowany”. Problem jednak jest bardziej złożony. Ilekroć coś proponowałem, moja żona to negowała. Po pierwsze nie lubię się kłócić o pierdoły, po drugie jeśli mi ma czymś jakoś bardzo nie zależy, po prostu nie walczę. Przykład:
Ona:co jemy dziś na obiad?
Ja: Może rybę z ziemniakami i surówką.
Ona: Eeee nie chce ryby.
Ja: To co chcesz??
Ona: Może kurczak. Ok niech będzie.
Gdzie jedziemy?
Może np (wstaw co chcesz)
Eee to za daleko to za blisko to za wietrznie to za gorąco itd
To gdzie chcesz jechać??
Na wieś
Ok nie ma problemu.
I po wielu takich rozmowach kiedy wiem że jeśli coś zaproponuję to i tak będzie źle, po prostu mówię… nie wiem wybierz coś.
Jeśli mi ma czymś bardzo zależy potrafię o to zawalczyć.
Wiem że Ją to męczy, jednak pojiekąd sama do tego doprowadziła.
A probowales kiedys, zamiast pytac co ona chce na obiad, zakomunikowac jej co bedzie na obiad?
Czasami powinno sie tak stawiac sprawe.