#8H1U0

Kiedy miałam ok.5-6 lat, moja starsza siostra zniknęła bez śladu. Mama mi powiedziała, że wyjechała do chłopaka i teraz z nim mieszka. Całe dzieciństwo byłam na niego wściekła, że zabrał mi siostrę. Wiecie, w różnym wieku zdarzają się różne rzeczy, w wielu przypadkach przydałaby mi się pomoc siostry. Jednak jakoś nigdy nie wracaliśmy do tego tematu, dokładniej to po prostu siostra jakby odeszła w zapomnienie, nikt nigdy o niej nie mówił.

Ostatnio "sprzątałam" strych, i tam znalazłam jakieś pudełko podpisane imieniem siostry. Były tam jej rzeczy, zdjęcia itp. Z jakimś chłopakiem też było tam zdjęcie, no i podpis - jej imię, jego imię i wspólne nazwisko. Domyśliłam się, że pewnie jego i ona sobie je już wtedy "nadała". Znalazłam go na fb, żeby dowiedzieć się coś o mojej siostrze (ona fb nie miała).

Okazało się, że moja siostra wcale nigdzie nie wyjechała. Ona popełniła samobójstwo. Byłam małym dzieckiem i rodzice pewnie nie wiedzieli jak mi to przekazać, więc wymyślili taką historyjkę. A ja przez ten cały czas byłam na nią wściekła, że mnie zostawiła.

#xIYFo

Dowiedziałem się, że moja dziewczyna przed związkiem ze mną była tak zwaną tinderówką i zamiast w związkach, to była w kilku relacjach fwb. Jednym z jej partnerów był o 3 lata młodszy 16-latek, który chodzi do tej samej szkoły co ja. Niby to nic złego i to tylko przeszłość, ale jednak wolałbym, żeby była w normalnych związkach niż w relacjach, które są tylko do jednego.

#7GWWb

Koniec tej historii sprawił, że przestałam się czuć człowiekiem...
Jestem już po 60-tce, mam męża i dwie córki. Właśnie DWIE o czym na lata zapomniałam. Pomiędzy moimi dziećmi jest aż 16 lat różnicy - druga córka była "wpadką", gdy po latach małżeństwa pojawił się dłuższy okres odżycia mojego związku. Naprawdę nie chciałam tego dziecka traktować źle, tak samo mąż. Dbałam o siebie podczas ciąży, choć zdrowie na dziecko koło 40-tki już nie za dobrze.
Mała urodziła się w martwicy - była ratowana przez prawie całą dobę, zanim jej stan określono jako poprawny. Myślałam, że ciąża była ciężka na starsze lata, ale same zajęcie się niemowlęciem już wykańczające. Uciekłam do pracy już po 6 miesiącach, zostawiając córkę z teściową. Mąż był strażakiem i taksówkarzem, ja krawcową, a starsza córka była w okresie nastoletniego buntu. W domu byliśmy nie często, mała była w nim jak duch - bawiła się samą, sama chodziła do szkoły, sama się ubierała i sama jadła to co gotowałam na szybko. Krótko mówiąc zapomnieliśmy o niej. Teraz po latach sobie przypomniałam, że pojechała na studia do Niemiec za samodzielnie zarobione pieniądze, a my zauważyliśmy jej brak w domu dopiero po jakiś 2 tygodniach.
7 lat temu u męża zdiagnozowano raka jelita drubego. Mówili, że raczej nie uleczalny, bo formował się już przynajmniej kilka lat wstecz. Jako iż miał on dwie prace i ja swoją również oraz byliśmy oszczędnymi ludźmi mieliśmy pieniądze na leczenie i mąż się jej podjął. Co dziwne 3 operacje oraz chemioterapie szły gładko. Te 7 lat było dla naszej rodziny (ja, mąż, starsza córka, jej mąż oraz dwie wnuczki) były jak z filmu. Wiecie głównemu bohaterowi zostaje ostatni rok życia i postanawia spełnić ten czas na spełnianiu marzeń. Najlepsze lata mojego życia.
Dziwne prawda? Dowiedziałam się jak to możliwe dopiero na przygotowaniach do pogrzebu po śmierci męża.
Cały pogrzeb - miejsce na cmentarzu, ksiądz, trumna, kamieniarz oraz również stypa - został zapłacony z góry. Za 60 tysięcy złotych. Nie moje, ani nikogo z rodziny. Tak myślałam, że nie z rodziny. Po pytaniach u zakładu pogrzebowego i kościele przelewy przyszły z Niemczech. Wtedy olśnienie po ponad dekadzie, że ja przecież mam drugą córkę! Podejrzliwa pojechałam do prowadzącego lekarza mojego zmarłego męża, od którego się dowiedziałam co było tym cudem 7-miu lat...
Okazało się, że nasz budżet mógłby wystraszyć na 3-4 lata walki z rakiem, nawet nie życia, a walki. To moja młodsza córka importowała jedne z najlepszych leków z Niemiec jak i opłacała najefektywniejsze terapie. Te 7 lat sielanki zafundowała nam zapomniana córka, która o nas nie zapomniała i wyłożyła około 1,5 miliona złotych na leczenie ojca, który jej nie pamiętał...
Nie mam nawet numeru, żeby chociażby dać jakiś głupii znak do niej. Nie jestem człowiekiem.

#6eO4R

Pierwsze miłe słowa od mamy dobiegły do mnie przed trzydziestką, po grubej awanturze i gorzkich żalach, m.in. że nigdy nie powiedziała nic dobrego na mój temat. Zdanie brzmiało mniej więcej tak: „Masz ładną ścierkę do naczyń”. 
Ostatnio chcąc dodać mi otuchy, na koniec rozmowy telefonicznej (mieszkamy w innych krajach) rzuciła: „I pamiętaj, nie jesteś żadnym dzieckiem szatana”. 
Kocham ją za to, że przynajmniej próbuje :)

#QjNEf

Dzisiaj na spacerze usłyszałam rozmowę pewnej dziewczynki z mamą. Nie pamiętam dokładnie, jak ona przebiegała, ale zapamiętałam najważniejsze dialogi.

- Mamo, czemu tata wrócił bez Maxa?
- Zabrał go w lepsze miejsce.
- Ale u nas jest najlepiej!
- Nie mamy czasu się nim opiekować.
- To ja tylko będę!
- Jesteś za mała, poza tym nie pyskuj.

Dziewczynka zaczęła płakać i spojrzała na mnie i na mojego psiaka. Podeszła do mojej Lucy, pogłaskała i powiedziała:"Pani ma widać dużo czasu, żeby opiekować się przyjacielem". Między innymi takie coś powiedziała, z naciskiem na "przyjaciel".

Chce mi się płakać do tej pory.

#skl71

W środku nocy szefowa wysłała mi SMS, w którym wyznała mi miłość. To nie była pomyłka, bo chwilę później zadzwoniła i pijackim głosem powiedziała, że ma na mnie straszną ochotę. 
Jestem szczęśliwą mężatką, mam dwójkę dzieci i boję się jutro iść do pracy, bo muszę dać jej kosza na tyle delikatnie, żeby nie stracić pracy...

#61Oi4

Razem z moim chłopakiem (Finem) mieszkamy w Finlandii. Jakiś miesiąc temu po ostro zakrapianej imprezie zebrało nam się na amory, akurat miałam przerwę miesięczną w przyjmowaniu tabletek, gumek brak, ale zachlanej głowie to nie przeszkadzało. Na następny dzień otrzeźwieni stwierdziliśmy, że to jeszcze nie dla nas czas, by dziecko bawić, więc poszła w ruch tabletka 72h po i zakup zapasu gumek na miesiąc. Pomimo tego okres zaczął mi się spóźniać, zaczęły mi rosnąć piersi, byłam ciągle zmęczona, więc kupiliśmy test. Dwie kreski... Mój chłopak roztrzęsiony, ale zapewnił mnie, że jakoś sobie damy radę, że on pójdzie pracować na dwie zmiany, że się pobierzemy. Pomimo pierwszej paniki po kilku dniach zaczęliśmy się przyzwyczajać do myśli, że zostaniemy rodzicami i nawet zaczęliśmy się z tego powodu cieszyć.
 Po około dwóch tygodniach zaczęłam krwawić. Nie mogliśmy się nigdzie dostać do lekarza, bo to piątek wieczór, więc zadzwoniliśmy na pogotowie. Pani na linii stwierdziła, że to na pewno tylko krwawienie implantacyjne i nic się nie martwić, iść do przychodni za 3 dni, jeśli nie ustanie. Moim zdaniem krwawienie było za bardzo obfite jak na podany nam powód, ale cóż ja w środku weekendu poradzę? W poniedziałek już krwawienie ustało, postanowiliśmy ponowić test ciążowy. Siedziałam w toalecie i nie wierzyłam w to, co widzę – nadal dwie kreski. Po takim krwawieniu? Wtedy, pomimo mojej wciąż słabej znajomości języka fińskiego, chwyciłam za instrukcję. 

Najwyraźniej mój chłopak ostatnim razem był taki zestresowany, że przeczytał instrukcję niewłaściwie, bo przy ciąży powinien się pokazać znaczek „+”, a nie pojedyncza kreska. Dwie kreski oznaczały jedynie, że test działa i wynik jest negatywny, przy teście pozytywnym powinna być jedna kreska i jeden plus.

W ciąży nigdy nie byłam, organizm najprawdopodobniej dziwnie odreagowywał odstawienie tabletek hormonalnych. Stresu cała ta sytuacja przyniosła naprawdę wiele, ale zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej :)

#yCTrU

Nie potrafię odczuwać silniejszych emocji, a kiedy coś się przytrafia, bardzo często odnoszę wrażenie, że nic nie jest mnie w stanie zadziwić i wiele już widziałam. Nie potrafię znaleźć sobie hobby. Nigdy nie czułam niesamowitego szczęścia bądź smutku. Jedyne co, to czasem się pośmieję, uśmiechnę itd., ale często i to jest wymuszone. Ile to się nasłuchałam od osób w moim wieku, że myśli im spać nie dają, że wszystko bardzo przeżywają i różne takie – nigdy mi się to nie przydarzyło. Kiedy rodzice zaczęli się poważnie kłócić i w grę wchodził już rozwód, młodsza siostra przyszła do mnie i zaczęła płakać; dosłownie trzęsła się ze strachu, a ja siedziałam praktycznie niewzruszona i mówiłam jej, że wszystko będzie dobrze. 
Może to po części wina seriali czy filmów, które oglądam, może przez nie właśnie odnoszę takie wrażenie i mój mózg po prostu przyzwyczaił się do kodowania niektórych scen czy reakcji bohaterów na nie. Chyba że po prostu jestem naprawdę zimną suką bez uczuć – to też jest jakaś opcja.
Dodaj anonimowe wyznanie