Jestem 22-letnim studentem i nałogowym graczem. Przez przypadek poznałem pół roku temu pewnego gościa, 4 lata młodszy. Byliśmy w jednej drużynie i często się kontaktowaliśmy. Gdy się okazało, że mamy podobne zainteresowania, przenieśliśmy znajomość na Skype'a. Co ważne w tej historii, tylko pisaliśmy. Zawsze, kiedy chciałem porozmawiać przez kamerkę, wykręcał się, że nie ma mikrofonu i takie tam. Oboje mogliśmy rozmawiać godzinami na temat przekładni planetarnych, kół zamachowych i najnowszych modeli samochodów (momentami byłem zazdrosny, bo, o dziwo, wiedział więcej ode mnie). W trakcie rozmowy wynikło, iż mieszkamy w sąsiednich miastach, co bardzo mnie ucieszyło. Nieraz chciałem wyciągnąć go na piwo lub mecz, ale zawsze znajdował jakąś wymówkę. Po pewnym czasie zauważyłem, że stał się moim najlepszym przyjacielem (tryb życia nerda, szpetna twarz i nadwaga utrudniały znalezienie realnych przyjaciół).
Niedawno odbył się Motorshow w Poznaniu, na który mieliśmy jechać razem. Wystawił mnie, a ja jak debil czekałem godzinę na dworcu, w nadziei, że się tylko spóźnił. To przelało czarę goryczy i wygarnąłem mu wszystko. Zagroziłem, że jeśli nie powie o co chodzi z tym unikaniem spotkań, zakończę znajomość. Coś do niego dotarło, bo obiecał, że przyjedzie do mnie następnego dnia i wszystko wyjaśni.
Rano, zanim wyszedł na pociąg, napisał tylko, iż poznam go po koszulce ze zjaranym Che Guevarą.
Późno wyszedłem z domu i nie było szans, żebym zdążył przed jego przyjazdem dotrzeć ma dworzec, więc napisałem, żeby czekał na peronie. Po przybyciu na miejsce od razu go rozpoznałem... a raczej JĄ.
Okazało się, że 18-letni Maciek to tak naprawdę 17-letnia Agnieszka, która po prostu bała się, że zerwę znajomość przez to, że jest dziewczyną. W grze ukrywała swoją płeć ze względu na to, jak są traktowane tam dziewczyny. Potem nie miała odwagi mi powiedzieć prawdy.
Cóż, znajomości nie zerwałem, bo wszystkie informacje się zgadzały poza tymi dwoma "drobnymi" szczegółami i nadal jest moim "przyjacielem". Chociaż, nie ukrywam, że teraz chciałbym czegoś więcej niż przyjaźni...
Mój pies szczekał na mnie w samochodzie, więc w przypływie geniuszu stwierdziłem, że założę mu wibrujący wisiorek sterowany telefonem i jak następny raz szczeknie to go uruchomię.
Nie sądziłem że to zadziała, ale tonący brzytwy się chwyta, a że akurat taki wisiorek miałem, to postanowiłem skorzystać.
Sytuacja właściwa: Ruszam z parkingu, telefon włączony w stojaku na desce, po minucie pies szczeknął mi prosto w ucho, więc szybko włączyłem wibracje.
Efekt? Pies od razu się uciszył, usiadł sztywny na miejscu pasażera i ze strachu posikał się na fotel. Pięknie sobie "rozwiązałem" problem.
Poszedłem do sklepu i przy warzywach taka sytuacja: stoi dwóch młodzieńców z subkultury fit, normalnie Adidas, Pumka, Najeczki, krótkie rękawki, czapeczki z daszkiem. Prawdopodobnie rozpoczynali właśnie swoją przygodę z siłownią i najwyraźniej umówili się na jakąś dietę. Sytuacja właściwa:
– Którego ogórka mam wziąć?
– Ty, no tego weź.
– A ten nie lepszy?
– Nie no, większego weź, co będziesz takiego małego brał.
– To tego mam brać? Tamten lepiej wygląda...
– A co, ja się na ogórkach znam?
– Ale...
Na chwilę zamilkli, więc miałem okazję wbić się w rozmowę:
– Panowie... – mówię ze spokojem mentora i pewnością starszego kolegi w głosie – to cukinie są.
Badum tssss...
Jestem lekarzem medycyny estetycznej. Celowo zawyżam swój wiek o 7 lat, by pacjenci myśleli, że to dzięki zabiegom tak młodo wyglądam.
Podczas ważnego spotkania biznesowego wczoraj, głośno odchrząknąłem w momencie, gdy szef przedstawiał naszą najnowszą strategię. Cała sala zamilkła - poczułem na sobie spojrzenia zdezorientowanych kolegów z pracy. Udawałem, że to tylko przypadkowe zdarzenie, starając się zamaskować swoje zażenowanie, ale wiedziałem, że wszyscy zauważyli ten niefortunny incydent. Miałem problem z otrząśnięciem się z poczucia winy za chwilowe być punktem zainteresowania, obiektem żartów, co mogło wpłynąć na mój profesjonalizm i reputację.
Mam niepełnosprawną siostrę, która jest najukochańszą siostrą na świecie. Broniłam jej od dziecka i niektórych akcji z dzieciństwa nie zapomnę.
Byłam z siostrą na basenie i gdy miałyśmy wchodzić do wody, jakiś chłopak krzyknął ''wieloryb atakuje''. Na początku to zignorowałam i pływałam sobie dalej, dopóki on i jego koledzy nie podpłynęli do mojej siostry i zaczęli ją chamsko przezywać i ochlapywać wodą oraz pluć. We mnie obudził się mały demon i podpłynęłam do nich, bijąc jednego w nos. Ja, mała dziewczynka, okładałam starszego od siebie chłopaka.
Skończyło się tym, że chyba podbiłam mu oko. Rodzice chłopca mieli do mnie pretensje, ale jak usłyszeli o mojej siostrze, to dali mu karę na komputer.
Nie pozwolę traktować źle mojej siostry.
Jestem na takim poziomie samoakceptacji, że jak jakiś chłopak na mnie patrzy, to myślę, że zastanawia się jak można być takim brzydkim.
Najgorsze rozczarowanie z dzieciństwa?
Miałam około sześciu lat i siedząc w piaskownicy zauważyłam tatę, który niósł karton. Uradowana, że w końcu wysłuchał moich próśb i kupił mi dmuchany basen do ogrodu, pobiegłam do domu by podziękować i uściskać.
Wtedy dowiedziałam się, że ktoś przejechał mi kota, a tata poszedł go zakopać.
Zmagam się z problemem ćpania. Kiedyś poddałam się ciekawości, ale niestety nie udało mi się ograniczyć do jednego eksperymentu. Ta substancja mnie nieodparcie przyciąga. Boję się, że mogę nie dożyć 25. roku życia.
Jak byłam mała, mój starszy brat powiedział mi, że pokazanie środkowego palca znaczy „dziękuję” w języku migowym. Kiedy przyjechała do nas ciocia i dała mi pieniądze „na coś dobrego”, ja jej pokazałam faka. Ciocia była w szoku, jak w wszyscy zresztą, ale podeszli do tego spokojnie i spytali mnie, skąd znam ten gest i czy wiem, co znaczy.
Skończyło się tak, że ja problemów nie miałam, ale brat dostał po tyłku za głupie pomysły :)
Dodaj anonimowe wyznanie