#UazG2

Pracuję w małym, osiedlowym sklepiku. Obok jest jeszcze kilka innych sklepów. Właśnie przed chwilą znalazłam niemowlę w nosidełku, śpiące przed moim sklepem. Na rodziców czekałam ok. 10 min. Niby niedługo, ale zamiast wykonywać swoje obowiązki, pilnowałam obce dziecko. Dodam, że po naszym osiedlu biega z sześć bezdomnych psów i niezliczona ilość kotów, a starsze panie przyzwyczaiły zwierzaki, że dostają jedzenie przed sklepem...
Niektórzy zwyczajnie nie powinni mieć dzieci.

#S3jnQ

Koleżankę lał mąż. Ale sprytny był - tylko po miejscach, których na co dzień nie odkrywała. Nie mnie oceniać, dlaczego przez dwa lata nikomu o tym nie powiedziała i nic z tym nie zrobiła. Ja też nie miałam pojęcia... do czasu.

Oboje mieszkają na specyficznym osiedlu, znanym w moim mieście... gdzie jak głośniej westchniesz, sąsiad wali w sufit. Starsi ludzie z brakiem rozrywki, przewrażliwione młode mamusie z portalów społecznościowych, babcie - monitoring blokowy, te sprawy. ALE krzyków koleżanki, kiedy ją prał, jakoś nie słyszeli... Chciała się stamtąd wynieść, jednak mąż zrobił awanturę: to jest mieszkanie za jego ciężko zarobione pieniądze, jest niewdzięczna, itp. Moim zdaniem po prostu się bał, że w nowym miejscu ktoś w końcu doniesie na niego policji, a tu mógł bezkarnie tłuc żonę. Do czasu...

Siedziałam u niej kiedyś na kawie w sobotę, jego nie było. Plotkujemy. On wraca, zły od progu, chyba po paru piwach. Gdy mnie zobaczył, zaczął wyzywać koleżankę od szmat i leniwych k...., zamiast mężowi obiad zrobić siedzi i plecie, pewnie mu jeszcze dupę obrabia?! Byłam zszokowana, nigdy go takim nie widziałam. Ale najbardziej wyprowadziło go z równowagi, uwaga.... radio! Grała sobie muzyczka w tle, a jego szlag trafił, bo to nie jego ulubiona stacja! I ciach z łapami do koleżanki. Jeden cios, drugi. Przez chwilę mnie sparaliżowało, potem rzuciłam się jej na pomoc. Odepchnął mnie bardzo mocno - on "misiek", ja mała i drobna - poleciałam w tył, waląc boleśnie głową o ścianę. Zanim się pozbierałam, zobaczyłam, jak nasze telefony wylatują przez balkon, a on znowu dopada i szarpie moją koleżankę. Mnie już szumiało pod czaszką, a poza tym... przeraził mnie śmiertelnie. Myślałam tylko o jednym: co tu zrobić, przecież on nas obie zatłucze, a nikt nie przyjdzie nam pomóc...

Zrobiłam pierwsze, co mi przyszło do głowy, czyli - rozkręciłam radio na maksa! Nie minęła chwila, a rozległo się stukanie w ściany, potem walenie i wrzaski. Mąż koleżanki w amoku nawet tego nie zauważył. Zebrałam się w sobie i znowu skoczyłam do niego. Dostałam w twarz, aż rozwalił mi nos. Za kilka - kilkanaście? nie wiem sama - minut przyjechała policja, wezwana przez jednego z sąsiadów - bo "jakaś impreza i cały blok się trzęsie". Drzwi otwierał on - jednak zza niego można było dokładnie zobaczyć dwie pobite kobiety w pokoju. Zresztą, raczej się nie spodziewał funkcjonariuszy... Niewiele z tego wszystkiego rejestrowałam, szok może zniekształcać pewne fakty.

Koleżanka się rozwodzi, on ma założoną sprawę o znęcanie. Twierdził, że go sprowokowałyśmy.
Reagujcie. Nie tylko na głośną muzykę. Proszę, reagujcie.

#HZxX5

Nie będę się tu nie wiadomo jak rozpisywała, bo to nie ma sensu, więc przejdę do sedna. Byłam 2 dni temu w centrum handlowym . Obok mnie była sobie para, która jadła, to znaczy zjadła już McDonalda.

Wszystko fajnie dopóki nie zaczęli się miziać na naszych oczach i dużo osób co również siedzieli obok nich byli zdegustowani tym wszystkim co robili . W pewnym momencie dziewczyna podwinęła koszulę swojego chłopaka z ramienia i zaczęła wyciskać jego pryszcze. I oczywiście w trakcie tego co jakiś czas dawali sobie buziaki . Gdy już myślałam, że przestała ona swoją robotę na jego ramieniu to przeszła na czoło. Po tym wszystkim zdecydowali że już pójdą .

Rozumiem że niektórzy czują się swobodnie i nie wstydzą się wielu rzeczy, Ale proszę was nie róbcie aż takich rzeczy jak wyciskanie pryszczy w miejscach publicznym gdzie inni chcą zjeść. Dziękuję.

#ubwJy

To będzie apel, ale od początku.

Robię doktorat i jestem pod skrzydłem jednego z profesorów na uczelni wyższej. Nie prowadzę zajęć na uczelni, ale jednym z moich zdań jest pilnowanie studentów podczas końcowego egzaminu podczas sesji.

A teraz historia właściwa. Egzamin o poranku, zbiórka studentów pod aulą. Sprawdzamy ludzi z listą zaliczeniową, dodatkowo pokazywane są legitymacje (aby nie było, że ktoś inny wchodzi) i osoby wchodziły jedna po drugiej na salę. Koleżanka pokazywała studentom jak mają siadać. Szyk wybieraliśmy losowo, np. osoby wchodzące jako pierwsze siadały w pierwszej ławce u góry, następna osoba pod nią etc. Tak, aby za każdym razem było inaczej, aby nikt nie miał pretensji, że zawsze siedzi z przodu przy biurku pilnującego. Trzy czwarte osób już sprawdzonych i nagle pojawia się ona. Studentka - młoda matka karmiąca niemowlaka. I ona w trakcie sprawdzania studentów i wybraniu szyku; komunikuje mi, że ona w każdej chwili może opuścić egzamin, bo jest MATKĄ KARMIĄCĄ!! I widzę jak jej chłopak trzyma małego bobasa w wózku na korytarzu. Mówię jej, że nie bardzo nam to wszystko pasuje, bo nie można sobie tak wchodzić i wychodzić na egzamin, mogłaby sobie ustalić termin indywidualny, aby nie przeszkadzać innym studentom. Wystarczyło chociażby nam wcześniej zakomunikować, że jest taka sytuacja. Ta zaczęła krzyczeć, że ją dyskryminujemy, bo ona jest przecież matką karmiącą i ona ma takie same prawa jak reszta studentów. Pytam się jej jeszcze, czy nie może odciągnąć sobie pokarmu, bo takie przeszkadzanie innym nie jest w porządku. Powiedziała, że nie może, bo jej Brajanek czy Dżesika je na zawołanie. Widzę, że nic nie wskóram, więc zapraszam matkę karmiącą na aulę. Koleżanka pokazała jej miejsce, siedziała jako czwarta osoba w rzędzie.
Rozdanie arkuszy, egzamin dwugodzinny start zacząć. Nie minęło dwadzieścia minut, słychać, jak mały brzdąc wyje na cały korytarz. Matka karmiąca wychodzi z rzędu, trzy osoby muszą wstać, aby wyszła. Widzę zażenowane miny innych studentów, zaczynają się rozpraszać. Poszła karmić na jakieś 15 minut i chyba tak ze trzy razy. Koniec egzaminu się zbliża, ostatnią osobą została ona. Podchodzę do niej i ładnie proszę o oddanie kartki. Zaczyna się tłumaczyć, że ona nie zdążyła odpowiedzieć na wszystkie pytania, bo przecież karmiła i ona ma prawo na więcej czasu. Odpowiadam jej, że jest studentką na takich samych prawach jak inni i nie mogę jej dać więcej czasu. Jakby miała egzamin indywidualny potwierdzony u dziekana, czasu miałaby aż na nadto. Oddała kartkę, nie odpowiedziała nawet na 50% pytań. A że jestem osobą mściwą... Zaliczyłam wszystkim oprócz niej, a ona musiała się pojawić sama na egzaminie poprawkowym.

Taki mały apel: Matki karmiące - nie jesteście pępkami świata!!

#OFQa2

W moje ostatnie urodziny znajomi chcieli odwiedzić mnie z prezentem. Ubzdurałam sobie, że zaproszenie ich do siebie do domu będzie mało atrakcyjne (mój chłopak potrzebuje iść wcześnie spać, kiedy następnego dnia ma pracę), więc zaprosiłam ich wszystkich do lokalu.

Nie uprzedzając nikogo wcześniej, oznajmiłam już w trakcie spotkania, że sama zapłacę tylko za picie. Za jedzenie musieli wyłożyć sami.

Gryzę się z tym już od dawna, jakie to było nie na miejscu i zachodzę w głowę, czemu nie zaprosiłam ich do domu na zwykłe, krótkie spotkanie z ciastem i herbatą.

#IRrDX

Kiedy byłem mały, byłem święcie przekonany (co mnie teraz wyjątkowo śmieszy, kiedy sobie o tym przypomnę), że wróbel to mały gołąb i z czasem jak rośnie, powoli staje się gołębiem. Jakież było moje zdziwienie, jak z czasem uświadomiłem sobie, że są to dwa zupełnie inne gatunki ptaków...

#AaUKi

Dorabiam sobie jako opiekunka. W mojej "karierze" przewinęło się już kilkoro szkrabów, żadne z nich nie wyróżniało się szczególnie. Niezbyt grzeczne, niezbyt niegrzeczne - po prostu zwykłe dzieciaki.

Tak było do momentu, kiedy zaczęłam przychodzić do pewnej czteroletniej dziewczynki. Mała była cicha, spokojna, może nawet za bardzo, lubiła spędzać czas na samodzielnej zabawie (nie lubiła, kiedy ktoś się wtrącał lub przeszkadzał). Któregoś dnia czytałam gazetę, a mała układała puzzle na podłodze. W pewnym momencie przestała, westchnęła i powiedziała: "Życie jest jak puzzle, niby masz wszystko czego potrzebujesz, ale nie zawsze wszystko do siebie pasuje".

Zatkało mnie. Nie wiem, czy to jakiś cytat i mała usłyszała go gdzieś i po prostu bezmyślnie powtórzyła, czy też sama to wymyśliła, jednak wypowiedziała to z powagą greckiego filozofa. Niemniej czterolatka potrafiła opisać życie trafniej niż niejeden dorosły.

#wdGQQ

Znacie to uczucie, gdy rano zrywacie się z łóżka, bo wiecie, że rodziców nie ma w domu?
Nie, nie robicie od rana imprezy. Sprzątacie cały dom na błysk, żeby rodzice ten jedyny raz byli  zadowoleni. Po kilku godzinach sprzątania postanawiacie sobie usiąść na chwilę i wypić herbatę czy kawę, bo w sumie to czemu nie. Nagle wracają rodzice i robią wam awanturę o to, że nie pozmywaliście naczyń...
Cała sterta wyprasowanych, wypranych ciuchów, poodkurzane i pozmywane podłogi nie mają znaczenia...
Znacie to uczucie?
Ja tak.
Rodzice nigdy nie będą ze mnie zadowoleni. Zawsze zostaje coś, czego nie zrobiłam.

#8H1U0

Kiedy miałam ok.5-6 lat, moja starsza siostra zniknęła bez śladu. Mama mi powiedziała, że wyjechała do chłopaka i teraz z nim mieszka. Całe dzieciństwo byłam na niego wściekła, że zabrał mi siostrę. Wiecie, w różnym wieku zdarzają się różne rzeczy, w wielu przypadkach przydałaby mi się pomoc siostry. Jednak jakoś nigdy nie wracaliśmy do tego tematu, dokładniej to po prostu siostra jakby odeszła w zapomnienie, nikt nigdy o niej nie mówił.

Ostatnio "sprzątałam" strych, i tam znalazłam jakieś pudełko podpisane imieniem siostry. Były tam jej rzeczy, zdjęcia itp. Z jakimś chłopakiem też było tam zdjęcie, no i podpis - jej imię, jego imię i wspólne nazwisko. Domyśliłam się, że pewnie jego i ona sobie je już wtedy "nadała". Znalazłam go na fb, żeby dowiedzieć się coś o mojej siostrze (ona fb nie miała).

Okazało się, że moja siostra wcale nigdzie nie wyjechała. Ona popełniła samobójstwo. Byłam małym dzieckiem i rodzice pewnie nie wiedzieli jak mi to przekazać, więc wymyślili taką historyjkę. A ja przez ten cały czas byłam na nią wściekła, że mnie zostawiła.
Dodaj anonimowe wyznanie