Moja mama przed chwilą zrobiła awanturę na cały dom o to, że się teraz poszedłem kąpać, kiedy ona chce iść spać, i że ona musi mnie pilnować, bo się jeszcze utopię...
Mam 14 lat.
Przytyło mi się. Moja wina – brak ruchu, lenistwo, przekąski. W końcu postanowiłam się za siebie wziąć. Już 6 kg na minusie, więc do ćwiczeń w domu postanowiłam dołożyć basen i biegi. O ile z basenem żadnych problemów nie ma, tak z biegania mam chęć zrezygnować. Biegam trzy razy w tygodniu i co najmniej raz na tydzień słyszę jakże zabawne komentarze typu „o, wieloryb z wody wyszedł”, „łap za drzewo, ziemia się trzęsie!” i pięć innych jakże śmiesznych żarcików. Dodam, że zostało mi do zrzucenia jeszcze tak z 8-9 kg, więc nie mam wymiarów młodej orki. Gdy raz nie wytrzymałam i podeszłam do śmieszka, max 16-17 lat, i go uraczyłam piękną wiązanką, to dostało mi się od przechodzącej kobiety, że czego na dziecku się wyżywam.
No ludzie! Gruba = źle, próbuje schudnąć = też źle.
Thanos miał rację, też najchętniej zdobyłabym rękawicę z wszystkimi kamieniami.
Boję się psów i nie lubię uliczek wzdłuż domków z ogrodzeniem, za którym może czaić się pies, szczególnie jakiś duży. Jeszcze te wąskie chodniki tuż pod bramą...
Idziesz sobie spokojnie, a tu nagle podbiega taki pies, rzuca się na płot... Po środku ulicy najlepiej chodzić, żeby nie mieć kontaktu z takim psem. Jeszcze ta cieknąca ślina z paszczy psów, wszystko ślinią bleee...
Jestem w związku od 10 lat, po ślubie od 6, oboje przekroczyliśmy trzydziestkę. Kupiliśmy dom, dobrze zarabiamy, nic więc dziwnego, że obie nasze rodziny coraz częściej zadają TE pytania. Czyli kiedy dzieci. Słyszymy je przy każdym rodzinnym spotkaniu. Dlatego zdecydowaliśmy się w końcu im powiedzieć wprost, że nie możemy mieć dzieci. Próbowaliśmy, nic z tego nie wychodziło, poszliśmy do lekarza, zrobiliśmy badania i usłyszeliśmy werdykt. Wszyscy nam współczują, jest im przykro.
A prawda jest taka, że po prostu nie chcemy mieć dzieci. Wiedzieliśmy o tym od samego początku naszego związku i nic się przez te 10 lat nie zmieniło. Mamy inne potrzeby i priorytety, ja nie odczuwam instynktu macierzyńskiego i po prostu dzieci nie są nam potrzebne do szczęścia.
Mamy też dwa małe sekrety, o których nikt nie wie i nigdy się nie dowie.
Pierwszy, to że byłam już raz w ciąży i dokonałam aborcji. Podjęliśmy tę decyzję z moim, jeszcze wtedy, narzeczonym bez chwili wahania. Mieszkamy w kraju, w którym jest to nie tylko legalne, ale i darmowe. Żadnych problemów, żadnych pytań, żadnych powikłań. Po wszystkim ogromna ulga i łzy szczęścia.
Drugi sekret, to że zaraz po tym, mój partner zdecydował się na wazektomię. Nie chcieliśmy więcej wpadek tego typu (bo owszem, to była wpadka, używaliśmy antykoncepcji, ale najwidoczniej zawiodła), jesteśmy pewni, że nigdy nie będziemy chcieli mieć dzieci, więc to również nie była trudna decyzja.
Nasze rodziny są bardzo religijne i konserwatywne, z trudem zaakceptowali to, że zamieszkaliśmy ze sobą przed ślubem, więc nie ma opcji, by zrozumieli, że nie chcemy dzieci. Przynajmniej przestali w końcu dopytywać. W ogóle unikają tego tematu jak ognia, po powiedzieliśmy im, że jest on dla nas bardzo bolesny.
Marzy mi się, by ta polska mentalność kiedyś się zmieniła. By ludzie zrozumieli, że nie każdy chce mieć dzieci.
Nie będę prawić morałów obrońcom "życia poczętego", bo wiem, że to i tak bez sensu. W zamian i wy oszczędźcie sobie prawienia morałów mi, bo to tak samo bez sensu.
Po prostu żyjmy w zgodzie ze sobą i nie wymagajmy od nich, by się do nas dostosowali, a świat będzie piękniejszy.
Zostałem oskarżony przez sąsiadów o demoralizację ich dzieci i w ogóle o niemoralne zachowanie. Chodzi o to, że chodzę sobie nago po podwórku. Po własnym podwórku, zaznaczam. Przyznaję, że jestem naturystą i regularnie jeżdżę na plaże nudystów. Do tej pory mieszkałem w bloku i swoje zamiłowanie do nagości mogłem realizować tylko na takich plażach oraz we własnym mieszkaniu. Jednak kiedy 2 lata temu zamknięto nas w przymusowych lockdownach, to mało nie zwariowałem w czterech ścianach i postanowiłem kupić dom z podwórkiem. I kupiłem. Pierwsze co zrobiłem po wprowadzeniu się do nowej posesji, to nasadziłem mnóstwo tui dookoła ogrodzenia, aby odizolować się od wzroku sąsiadów. Kupiłem od razu większe tuje, ale i tak odczekałem cały rok, aby się przyjęły, podrosły i w miarę zagęściły. Naturalnie po jednym roku nie są one jakoś szczególnie wysokie ani super szczelne, jednak żeby mnie podglądać, trzeba sobie zadać trud, aby wyszukać w nich luki. Czasem słyszałem zza tej zieleni śmichy-chichy dzieciaków sąsiada, ale nie reagowałem. Nie mój cyrk, nie moje małpy, myślałem sobie. Od wychowania dzieci są rodzice, a nie ja. Ja mam swoją córkę i na pewno nie wychowuję jej na podglądaczkę. Żona podziela moje poglądy naturystyczne, ale jeszcze nie odważyła się chodzić całkiem nago po podwórku. Córka to samo. Obie uważają, że może jeszcze za wcześnie. Okej, nie zmuszam nikogo. Dla mnie gęstość zieleni jest w miarę okej, więc już teraz sobie chodzę boso i nago. Lubię czuć pod stopami trawkę (nie betonuję podwórka jak niektórzy). Natomiast sąsiad miał czelność naskoczyć na mnie, że demoralizuję jego dzieciaki, choć to one same ŚWIADOMIE mnie podglądają. Mało tego, zarzucił mi, że widać całe moje podwórko z okna ich łazienki. Czyli z NIELEGALNEGO okna. Otóż on ma okienka łazienkowe wychodzące wprost na moją stronę. Tymczasem przypisy budowlane mówią o minimum 4 metrach odległości od granicy posesji, aby takie okienko mogło powstać. On nie ma nawet jednego metra, bo jego ściana przebiega dokładnie wzdłuż granicy. Skoro on mi robi złośliwości, to i ja pojechałem do urzędu spytać, jak to jest z tymi jego okienkami. Niestety, pani urzędniczka rozłożyła bezradnie ręce i stwierdziła, że te okienka są tu od 20 lat i poprzedniemu właścicielowi nie przeszkadzały, więc zostały niejako zalegalizowane. Czujecie klimat? Sąsiad wbrew prawu budowlanemu zrobił sobie okienka na moją stronę, a teraz ma pretensje, że z tych okienek widać moją stronę... Bezczelność niesamowita. Jeszcze skarży na mnie na policję i po urzędach. Przyjechał do nas radiowóz, ale skończyło się na pogadaniu i zaraz odjechali.
I teraz moje pytanie do Was. Czy mogę się spodziewać jakichś konsekwencji prawnych, jeśli chodzę nago po własnym, ogrodzonym terenie? Dla mnie to chore.
Czy mój mąż naprawdę tak mnie nienawidzi i się mnie brzydzi, że nawet gdy śpi, nie pozwoli mi się dotknąć? Szczerze mam naprawdę dość, ja rozumiem wszystko, ale nie jestem wstanie tego zrozumieć. Urodziłam mu pięcioro dzieci i nigdy nie było jakiegokolwiek problemu z naszymi relacjami łóżkowymi, a teraz kochamy się raz w miesiącu. Powiedzmy, że się kochamy; zrobi co swoje i tyle mojej miłości. Gdy tylko zacznę rozmowę na ten temat, to słyszę: „Co ty za głupoty gadasz?” i szczerze mam dość. Każdy potrzebuje jakiejś czułości. Dodam jeszcze, że jesteśmy razem prawie od 20 lat razem i było wszystko prawie dobrze – jak w każdym związku, zdarzały się wzloty i upadki, ale nigdy nie było aż tak źle.
Jestem nudystą. To nie znaczy, że rozbieram się gdziekolwiek, tylko w wyznaczonym miejscu, jak np. plaże nudystów. To właśnie o nich będzie historia.
Nieraz widziałem, jak ludzie przychodzą tam całymi rodzinami, przeważnie są to rodzice z małymi dziećmi, które czasem na zwykłych plażach też nago biegają. Nikt nie zwraca na to uwagi, a przynajmniej nie zauważyłem. Czasem jednak zdarzają się rodziny z nastolatkami, którzy widać, że są tu na siłę ciągnięci przez rodziców. Widać, że są zawstydzeni i starają się zasłaniać to i owo, co przyciąga uwagę innych, przez co oni są bardziej zawstydzeni i koło się zamyka.
Raz obok mnie rozłożyła się taka rodzinka, a że było to za granicą, to gdy usłyszałem polski język, chciałem już rozpocząć rozmowę, gdyby nie to, co usłyszałem. Pani tłumaczyła synowi, żeby nie zasłaniał się, nie z jakiegoś normalnego powodu, typu że to taka plaża i wszyscy są nago, tylko mówiła mu, że ma ładne to i tamto i nie musi nic zasłaniać. Nie wyobrażam sobie nawet co tamten dzieciak musiał czuć, gdy naga matka chwaliła jego przyrodzenie, a obok siedział ojciec i miał w to wywalone.
Jechałem ostatnio pociągiem do domu na święta. Mieszkam 500 km dalej, więc podróż zajmuje całą noc.
A więc wsiadłem sobie w pociąg, po pierwszym obchodzie konduktora poszedłem spać. Koło 2.00-3.00 w nocy przyszła pani konduktor i woła "bilety do kontroli".
Spałem, nie usłyszałem, więc mnie szturchnęła. Odpowiedziałem jej "jeszcze 5 minut...". I zamknąłem oczy dalej. Po jej śmiechu sen odszedł mi nagle i w życiu nie zerwałem się tak szybko.
Później mieliśmy opóźnienie i poszedłem zapytać, dlaczego stoimy już 40 min, i gdy mnie tylko zobaczyła, zaczęła się szczerze uśmiechać...
Jestem dwudziestokilkuletnią kobietą, kończę właśnie studia magisterskie (dziennie), dodatkowo pracuję. Co do mojego wyglądu, bo w tym wyznaniu jest to istotne, raczej wyglądam na swój wiek, miss świata nie jestem, ale nikt nigdy nie miał problemu z odgadnięciem, że jestem kobietą. Co jest również istotne lubię czasem zapalić, nie jestem uzależniona, tylko czasem jak mam stresujący dzień, to odpalam papierosa dla relaksu.
Tego dnia w pracy szef robił mi wymówki przy wszystkich pracownikach, nie mając absolutnie racji. Kiedy po długich staraniach wreszcie udało mi się wytłumaczyć, że się myli, nawet nie przeprosił tylko odwrócił się i poszedł. Uznałam, że nie warto drążyć tematu, ubrałam się do wyjścia i pobiegłam na wykład, który akurat się zaczynał. Jako, że pogadanka szefa się przeciągła, na wykład przyszłam chwilę po czasie.
Pech chciał, że Pan Profesor spóźnialskich nie toleruje, więc za karę kazał mi usiąść za kontuarem (jego miejsce) i siedzieć tam do końca zajęć. Nawet nie wyobrażacie sobie jakie to upokarzające siedzieć przed 200 osobami i słuchać docinek prowadzącego na swój temat.
Kiedy wykład się skończył, wybiegłam z sali i popędziłam na tramwaj, na tablicy widniała informacja, ze pojawi się on za 10 minut, więc uznałam, że chwila relaksu dobrze mi zrobi i zapalę papierosa. Odeszłam kilkanaście metrów od przystanku, stanęłam w czymś przypominającym zaułek i odpaliłam papierosa. Kiedy rozkoszowałam się dymem wypełniającym moje płuca, nagle poczułam rwący ból w uchu, jakaś starowinka tarmosiła mnie aż się bałam, że je urwie i wysyczała pod moim adresem:
- Co myślisz chłopczyku (?), że jak się schowałeś to cię nie zauważę??? Oj ja cię obserwowałam.... Nie wiesz, że dzieciom nie wolno palić??! - i uderzyła mnie z całej siły laską w kolano.
Potem coś wymamrotała, że jeszcze raz mnie zobaczy z papierosem to mnie za ucho do rodziców zaciągnie, szturchnęła mnie laską w brzuch i sobie poszła. Reasumując: stałam tam jeszcze kilka minut, zanim dotarło do mnie co się właśnie odj*bało i pokuśtykałam do tramwaju, który właśnie nadjechał. Kolano miałam porządnie rozbite, a papierosa to już chyba nigdy nie zapalę.
Jako ok. sześcioletnia dziewczynka byłam przekonana, że chmury to dusze bałwanów. Dlatego też chcąc uratować świat od makabrycznej, wielkiej suszy, przez całą zimę, kiedy tylko nie byłam w przedszkolu czy nie zaspokajałam potrzeb, lepiłam bałwany.
Działkę miałam dużą, więc z ilością śniegu nie było problemu. Niekiedy latarka była zajęta nawet do 22:00...
Dodaj anonimowe wyznanie