#ru1Tl

Dzisiaj w kościele, kiedy organista zaczął grać i śpiewać pieśń o zmartwychwstaniu. Moja czteroletnia siostra stanęła na ławce i zaczęła śpiewać "mojemu tacie ukradli gacie złodzieje, czym się mój tata na stare lata odzieje". Dla ludzi siedzących obok, msza chyba nie miała już znaczenia, bo mała piosenkarka była atrakcją do jej końca...

#glwHc

Moja rodzina musiała się przeprowadzić ze względu na pracę taty. Trafiło nam się przez rok żyć na wiosce zabitej dechami, gdzie też zaczęłam chodzić do szkoły. Miałam 9 lat, dołączyłam do trzeciej klasy podstawówki, gdzie od razu stałam się odludkiem (zgrana klasa i na to dochodzę ja).

Bardzo szybko zaczęło się dokuczanie ze strony chłopców. Na mój temat śpiewano wredne piosenki, popychano mnie, wyzywano. Po ostatniej lekcji biegłam do szatni, żeby wyjść pierwsza ze szkoły. W innym wypadku moi prześladowcy gonili mnie w drodze do domu, rzucając we mnie błotem, wsadzali sobie patyki w majtki, a potem tymi patykami próbowali dotykać mojej twarzy. Miarka się przebrała, gdy jeden z nich wciągnął mnie do męskiej toalety i rzucił mną o ścianę tak, że odbiłam się twarzą. Bolało. Poszłam to zgłosić katechetce. Jedyne co odpowiedziała, to że mam iść na lekcję, bo jest już po dzwonku, a ja się szlajam po korytarzu.

Co zrobiłam? Wzięłam sprawy w swoje ręce.
Założyłam babski gang. Siedem dziewczyn, które każdego, kto nas wyzywał lub próbował bić, kopały prosto w jaja.

Po paru latach spotkałam jednego z prześladowców, który stwierdził tylko, że szkoda, że się wyprowadziłam, bo przecież świetnie się razem bawiliśmy...

#IU7xg

Cieszę się, że mój ojciec umarł. Z zewnątrz nasza relacja mogła wyglądać OK. On często słyszał, że jest dobrym ojcem. Ale według mnie nie był. Był kompletnie nieobecny, zimny, nie poświęcał mi uwagi i czasu, wykastrował mnie emocjonalnie. Po jego śmierci coś we mnie się przełączyło, zacząłem widzieć, jak bardzo zaniedbał naszą relację i jaki to wpływ ma na mnie do dzisiaj. Jedyna emocja jaką czuję do niego teraz to nienawiść.

#YGIj8

Pracuje w niedużej firmie (6 pracowników + 1 szefowa, która ogarnia nas zdalnie). Firma specjalizuje się w usługach Premium i jesteśmy w tym serio świetni, mocno rozpoznawalni w jednym z miast wojewódzkich. Mamy też super atmosferę, bo wszyscy się mega lubimy i szanujemy. Nikt na nikogo nie skarży do szefowej, która jest mocno walnięta. Sama dzwoni do pracowników i próbuje wyciągać prywatne info albo za pomocą przekupstwa prosić ich żeby kablowali. Nikt z zespołu się na to nie godzi, wyniki sprzedażowe są fajne, firma się kręci więc ogólnie wszyscy zadowoleni, włącznie z szefową.

No i traf chciał że zatrudniła Asie. Dziewczyna 23 lata (z 8-letnim doświadczeniem na stanowiskach kierowniczych, jak sama twierdzi), mega niesympatyczna, kablująca za najmniejsze przewinienie typu spóźnienie 3 minuty po czasie do pracy. Ogólnie, już od samego początku dała się poznać z najgorszej strony. Atmosfera zaczęła się sypać, każdy bal się przy niej odezwać bo relacje do szefowej zdawała mocno ubarwione. Zaczęła wszystko zmieniać, mącić, wprowadzać chaos do naszej już dawno wypracowanej rutyny. 


Klienci też to odczuli wielokrotnie. Sami mówili, że ta Pani z recepcji taka nieprzyjemna. No właśnie, najgorsze było to że ona była zwykła RECEPCJONISTKĄ, a zachowywała się co najmniej jak kierownik wysokiego szczebla. Wszystko się mocno sypało, każdy do pracy przychodził zniechęcony, doszło do tego że pracownicy, którzy 15 lat temu otwierali to miejsce, nieśmiało przebąkiwali o odejściu. Każda próba zwrócenia uwagi szefowej na zachowanie jej podopiecznej kończyła się fiaskiem, za spadające obroty winiła nas bo nam się niby nie chce robić, a nie recepcjonistkę, która robiła błąd na błędzie, non stop wydzwaniała do klientów z głupimi pytaniami, sama przeprowadzała konsultacje telefoniczne z klientami i dobierała im zabiegi, choć nie miała do tego żadnych uprawnień.

I cóż, zrobiłam coś złego. Wiedziałam że szefowa bardzo zwraca uwagę na opinie na Internecie. Założyłam sporo fake kont, użyłam VPN, żeby po IP nikt mnie nie znalazł i zaczęłam powoli swój sabotaż. Raz miesiącu, raz na dwa miesiące, pisałam opinie na temat Asi. Teksty że jest nieuprzejma wobec klientów i załogi itp. Powoli, powoli prowadziłam swoją akcję, po pół roku pisząc, że słyszałam jako klient jak słownie obraziła innego pracownika, co było prawdą.

Asia wyleciała z hukiem. Wszystko wróciło do normy, jest tak jak dawniej, ale mam takie momenty gdzie bardzo gryzie mnie sumienie.

#t522A

Do chłopaków, którzy się tu żalą, że nie mają dziewczyny, że są tacy nieszczęśliwi, bo ich nie chce, albo nic im się nie chce, bo ich rzuciła albo olewa. 

Zrozumcie, że wasze pragnienie posiadania dziewczyny jest napędzane popędem seksualnym, filmami, książkami i serialami oraz brakiem odpowiedniej miłości ze strony rodziców, którą chcecie kompensować miłością dziewczyny co nigdy się nie powiedzie. Zrozumcie do k... nędzy, że facet nie po to istnieje, aby mieć kobietę, ale żeby być facetem i robić to, co facet powinien robić. Dbaj o ciało, rób to co Cię fascynuje, zarabiaj na tym hajs, naucz się panować nad sobą, szanuj siebie między innymi przez to, że poskromiłeś samego siebie. 

Pomagaj innym na ile możesz. Jak będziecie tak robili, laski będą się garnęły do Was same. I pamiętajcie, nie szukacie drogi, na której znajdziecie swoją połówkę, to wy musicie iść własną drogą i przygarnąć połówkę, która chcę do Was dołączyć i iść na tej drodze nie przeszkadzając wam i nie powalając na ziemię. Oczywiście pytanie dlaczego w ogóle wpuszczać kobietę do swojego życia. Będzie wam gadała, próbowała zmienić, poukładać wszytko po swojemu, będzie narzekać, pokazywać humory, manipulować, zrzędzić itd. Więc po co? Seks? To wystarczą dziewczyny w klubie. Dzieci? Jeśli to twoje marzenie i spełnienie to proszę bardzo. Ale jedno jest pewne, człowiek potrzebuje bliskiej osoby, potrzebuje prawdziwej miłości, potrzebuje dostrzegać świat oczami kobiety, doskonali się mieszkając z nią. 

Jeśli jednak weźmiesz kogokolwiek do życia, tylko dlatego że ta osoba Cię chce, a nie dlatego, że to ta właściwa pod każdym względem to będziesz miał przejebane. Zatem zadbaj o siebie, idź swoją drogą i jeśli wpuszczasz kogoś do życia to tylko dlatego, że jesteś pewien, że je ulepszy, a nie spieprzy.

#cEwnu

Zacznę od tego, że wychowywałam się w domu dziecka, moi rodzice zginęli w wypadku, jak miałam 7 miesięcy, nie miał się mną kto zająć. W domu dziecka, jak to w takich placówkach bywa, rzadko którzy opiekunowie są tam z miłości do dzieci. Warunki życia i ich podejście do nas były normalne, bez żadnych zbyt wielkich okazywań uczuć, przytuleń czy okazywania miłości. To tyle słowem wstępu.

Jak miałam 17 lat, zmieniło się 2 wychowawców u nas w placówce, przyszło 2 nowych facetów, w tym on. Od początku złapaliśmy świetny kontakt, można powiedzieć, że stałam się trochę jego oczkiem w głowie, był ode mnie starszy o 8 lat, czułam się przy nim dobrze, spędzaliśmy dużo czasu razem. To on odwiódł mnie od, jak teraz wiem, głupich myśli samobójczych, chciałam ze sobą skończyć, jak wyjdę z ośrodka, ponieważ bałam się, że nie dam sobie rady.
Nasze relacje na początku były zwykłe, po prostu dobrze się dogadywaliśmy, mogłam liczyć na niego. Jak wyszłam z ośrodka, pomógł mi i zaproponował, żebym zamieszkała na początek u niego, wtedy opowiedział mi swoją historię, o tym, jak stracił rodziców, ponieważ krzywdzili go, w fizyczny i psychiczny sposób, jak zabrała go policja i ludzie z domu dziecka, jak nagle stracił wszystko co miał. Współczułam mu, przez to, że wyznał mi co w jego życiu poszło nie tak, poczułam z nim bliską więź.
Z dnia na dzień stawaliśmy się sobie coraz to bliżsi. Zakochaliśmy się w sobie, teraz jesteśmy szczęśliwymi ludźmi, którzy mają siebie i nie chcą siebie stracić. Mimo różnicy wieku, i wielu przejść, jesteśmy dobrymi ludźmi.

To wyznanie, mam nadzieję, pokaże niektórym ludziom, że dzieciaki z domu dziecka wcale nie są złe i zdemoralizowane. My jesteśmy tego doskonałym przykładem :)

#GpTtV

Kiedyś spotykałam się z fajnym chłopakiem, panem X. Jego rodzice mnie zaakceptowali, spędzaliśmy razem dużo czasu. Niesamowitym zbiegiem okoliczności wyszło na jaw, że jest gejem. Prawdę wyjawił mi przyjaciel mojej współlokatorki - podał mi nawet jego login w internecie na stronach tylko dla homoseksualistów. Czytałam komentarze, śmiejąc się i płacząc. Emocje opadły, postanowiłam się odegrać za kłamstwo.

Na jednej z randkowych stron dla gejów założyłam profil. Podałam wszystkie niezbędne informacje. Chciałam pokazać swój wiarygodny profil, więc jako zdjęcie główne wstawiłam fotkę swojego poprzedniego byłego w samym ręczniku (de facto zdradzał mnie i prowadził podwójne życie).
X odpowiadał na wiadomości, wszystko szło zgodnie z planem. Po miesiącu pisania zaproponowałam jako mężczyzna spotkanie w centrum. X zjawił się o czasie. Przez godzinę czekał na wymyślonego przeze mnie faceta. Później podeszłam i wszystko mu powiedziałam. Stwierdził, że jestem zła i bezduszna, bo złamałam mu serce :D

Natomiast z tych rozmów na gejowskim profilu dowiedziałam się, że X żyje w związku z kobietą, bo boi się reakcji rodziców, czuje się nieszczęśliwy i mnie jako swoją ówczesną dziewczynę przedstawił w bardzo złym świetle.

Profil skasowałam, a z nim zerwałam. Nie warto oszukiwać kobiety ;)

PS Dla tych co stwierdzą, że się nie domyśliłam - X bardzo dobrze się kamuflował, były pieszczoty, sypialiśmy razem i były plany na resztę życia. Nie miałam pojęcia, że ma inną orientację seksualną.

#MQ8my

Dwumetrowa dupa...

Zsuwa mi się prześcieradło z łóżka, więc postanowiłem kupić w pasmanterii trochę gumki, przyszyć do krawędzi prześcieradła, i zaczepić o łóżko. Plan dobry.

Wchodzę do pasmanterii, proszę o gumkę, taką jak do spodni.
Babka pyta: Może być taka jak do majtek?
Ja: Może być.
Babka: A ile?
Ja: Yyy... (głupio powiedzieć, że potrzebuję 2 metry gumki do majtek).
Babka: Może pan sobie przymierzy?
Ja: Nie... eee...
Babka: To nie dla pana?
Ja: No nie... niech będzie tak 2 metry na zapas.
Babka zrobiła wielkie oczy, odchrząknęła, ale dała mi te 2 metry gumki.
Przez głowę przelatywało mi tylko co sobie o mnie mogła pomyśleć: np. że kupuję gumkę dla kogoś o dwumetrowej dupie.

Wziąłem gumkę, zapłaciłem i wyszedłem czym prędzej, żeby jak najszybciej zakończyć tę pasjonującą scenę.

#ipKdw

Historia pierwszej randki znajomego.

Jako że z kolegą mamy pokończone 18 lat (ostatnia klasa licbazy; chodzimy do tych samych klas od początku gimnazjum), wspomniany postanowił założyć sobie konto na Tinderze. Wszystko ładnie i pięknie, ale uprzedziłem go o małolatach w tym serwisie (pokazałem mu wyznanie).
Wreszcie znalazł swoją miłość. Wysyłali sobie zdjęcia raczej NSFW (not safe for work; pokazał mi fotki po całej akcji i, szczerze, niczego sobie). Miało dojść do pierwszego spotkania. Kolega z telefonem ustawionym na nagrywanie i w drogę. Jeszcze ja na linii i też nagrywam u siebie (byłem wtedy w domu, kolega na randce). Nasłuchuję i słyszę: "[imię kolegi]?"
"Pani Anon?".
Rozłączył się. Myślę sobie "Co tam się odwaliło?".

Jak już kolega po randce przyszedł, okazało się, że laska, którą znalazł na Tinderze, to... nasza nauczycielka historii z gimnazjum.
Kumpel uciekł ile sił w nogach, od razu po rozłączeniu się. Po prostu biegł przed siebie i tyle.
Ja, jak to usłyszałem, stałem chyba 15 minut jak wryty. A stałbym chyba z godzinę, gdybym był na miejscu znajomego.
Swoją drogą, powiedział mi jeszcze, że wyglądała jak seksbomba.
Nie wiem i nie próbuję domyślać się, co muszą czuć obie strony.
Dodaj anonimowe wyznanie