#GFPVL

Pewnego dnia poznałam chłopaka. Miły, przystojny, romantyczny. Wszystko układało się wspaniale. Miał 18 lat, ja 17. Nie pracował, za to ja byłam kelnerką. Miał brata w wieku 12 lat.

Pewnego dnia moja współpracowniczka rozchorowała się, przez co miałam więcej pracy. Byłam zmęczona, głodna. Wieczorem przyszła 3-osobowa rodzina. Rodzice - typowy Janusz i Grażyna, dziecko zaś wydawało się spokojne. Od razu zawołali na mnie, podczas gdy obsługiwałam inny stolik. Chwilę później podeszłam do nich.
Grażyna od razu ofuknęła mnie: „Czemu musieliśmy tyle czekać? Toż to niedorzeczne, tak klienta traktować. Poproszę dużą margaritę! Migiem”. Gdy zapytałam o coś do picia, dowiedziałam się, że mają własne soki, ponieważ uważają, iż ceny są tu za wysokie. Zajęłam się obsługiwaniem reszty klientów, ale nie na długo, ponieważ owo małżeństwo wciąż pytało, za ile dostaną swoją pizzę. Gdy już ją przyniosłam, zostałam ofuknięta za to, że pizza jest za mała (średnica była w menu) oraz za to, iż specjalnie otrzymali pizzę gorszej jakości, ponieważ zostali uznani za klientów gorszego sortu. Jednak szczyt osiągnął pan Janusz, gdy klepnął mnie po tyłku! Wybuchłam. Nawrzeszczałam na nich za ich zachowanie, pana Janusza ofuknęłam za klepnięcie mnie po tyłku. Wygarnęłam im WSZYSTKO. I wiem, że moje zachowanie nie było profesjonalne, ale w tamtej chwili miałam to gdzieś. Byłam zmęczona i głodna. Państwo zapłacili i szybko się ulotnili. O sytuacji zapomniałam.

Pewnego dnia mój chłopak zaprowadził mnie na niedzielny obiad do swojego domu z rodzicami. Wiedziałam z jego opisów, że raczej nie przypadną mi do gustu, ale miałam nadzieję na poprawne relacje. Rozwiały się one juże w progu, gdy zobaczyłam, kim moi niedoszli teściowie są. To był Janusz i Grażyna, których poznałam już wcześniej w pizzerii. Przez cały obiad prawie się nie odzywali, a mój chłopak nie mógł zrozumieć, o co chodzi. Tym razem to ja szybko uciekałam.
Z chłopakiem się rozstałam, ale z innego powodu.

#vR9H2

Siedzę u fryzjera na fotelu, a obok mnie obcinany jest jakiś facet. Na oko 45 lat. Przez cały czas obcinania miał minę, jakby siedział na gwoździu. A gdy fryzjerka skończyła go obcinać, to on wydarł się na nią, że brzydko go obcięła.
Warto dodać, że był to gabinet, gdzie każdy przed strzyżeniem wybiera sobie fryzurę z katalogu.

Pani fryzjerka, po spokojnym wysłuchaniu wszystkich wrzasków klienta, powiedziała mu tak: „Z taką mordą to ładnie się nie da” :D

#jTVHZ

Jestem dentystką i trzy lata temu zaczęłam pracować u swojego wujka, nazwijmy go P.
P. jest bardzo bliską rodziną, miałam wiele obaw co do tej pracy, wiadomo, z rodziną różnie bywa. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie się stresowałam. Było fantastycznie, P. był w pracy miły, dużo mnie uczył, nigdy się nie wtrącał do moich pacjentów, a przy okazji zarobki też były, jak to się mówi, fajne. Nawet bardzo fajne. Do tego zakumplowałam się z naprawdę sympatycznymi asystentkami, po prostu bajka.

Po roku wszystko zaczęło się zmieniać. P. zaczął się zmieniać. Zrobił remont gabinetu, dobudował drugie stanowisko, przy którym fatalnie się pracowało (było mało miejsca, brakowało sprzętu i materiałów). Pracowaliśmy równocześnie, w poczekalni chaos, asystentki nie nadążały, a ja wracałam do domu wykończona. Pacjenci prawie codziennie zwracali uwagę, że do nas nigdy nie można się dodzwonić. Brakowało personelu, czasu, wszystkiego.
Potem doszły do tego humory P. Prawie codziennie chodził wściekły, do nikogo się nie odzywał i tylko trzaskał wszystkim. Czekałyśmy zestresowane aż wybuchnie i oczywiście często to następowało. Na początku obrywało się asystentkom, ja byłam ta  „ważniejsza”, bo z rodziny. Potem dzwonił do mnie wściekły, że je zwolni, że są beznadziejne i ma ich już dość, a ja zawsze stawałam po ich stronie. Dziewczyny były pracowite, godne zaufania i naprawdę nie można było im niczego zarzucić.W końcu odbiło się to też na mnie. Wybuchy złości coraz częściej mnie dotyczyły. P. był zazdrosny, że mam niezły kontakt z asystentkami, zły, że chcę wrócić do domu do mojego męża i córeczki (chciał wydłużyć godziny pracy, zamiast do 20 miałam siedzieć do 21).

Codziennie rano bolał mnie brzuch i miałam biegunkę ze stresu, brałam też leki na uspokojenie. Asystentki też. Tylko się wymieniałyśmy nazwami, która co bierze i jak działa. Po dwóch latach pracy tam zaszłam w ciążę. Poroniłam. Wróciłam do pracy trzy dni po wyjściu ze szpitala, ale i tak byłam tą złą, co „ciągle choruje”.

Kiedy nadarzyła się okazja i mogłam otworzyć swój gabinet (dodam, że 40 km od gabinetu wujka), od razu zaczęłam działać. P. jeszcze bardziej wściekły, atmosfera napięta. Odchodziłam 3 miesiące. Jak wyglądało odejście stamtąd? Fatalnie. Ale jedno jest pewne – nigdy więcej nie chcę pracować z rodziną. Mam swój gabinet od kilku miesięcy i była to najlepsza decyzja w moim życiu.

#MB5h9

Moja ciotka postanowiła przejść na dietę. Dieta cud, wymyślona z koleżankami. Pieczywo razowe i plasterek szynki na śniadanie, dwa plasterki na obiad, jeden na kolację. Plus jabłko. Zaczęła mieć problem z cerą, z włosami. W Internecie znalazła chorobę. Poszła do lekarza, by dostać skierowanie na badanie. Lekarka szybko stwierdziła, że to żadna choroba, tylko brak witamin. Powiedziała, że ciotka powinna jeść więcej warzyw i owoców. Jakie ciotka wyciągnęła wnioski? Że lekarka na pewno zazdrości jej super figury i dlatego z zawiści, chcąc zepsuć ten efekt, każe jej jeść owoce, bo przecież owoce to cukier, jak słodycze, a każdy wie, że jak dieta, to nie słodycze...

Niektórzy ludzie zawsze wiedzą lepiej.

#bl6zI

Kiedyś w sklepach spożywczych były sprzedawane takie drażetki – śmietankowe, orzechowe, czekoladowe, truskawkowe i wiele wiele innych. Za dzieciaka je uwielbiałam.
Kiedyś bawiliśmy się z bratem i nasypałam pełno tych białych drażetek do miseczki. Brat chciał się ze mną założyć, że nie wpakuję ich wszystkich do buzi. Oczywiście ja, jako silna baba, podjęłam się zadania i wszystkie wylądowały w moich ustach. Jednak nie mogłam ich zjeść wszystkich naraz, więc wyplułam je z powrotem do miseczki. Obrzydliwe czy nie, zadanie zaliczone.
Zapominając o białych drażetkach, bawiliśmy się dalej lalkami i samochodzikami.
Nie byłoby w tym nic na miarę anonimowych, aż do momentu, gdy wszedł tata i zauważył białe kuleczki w miseczce. Zgarnął je wszystkie i tak po prostu zjadł ze smakiem... A ja jakoś od tego momentu mam do nich wstręt.

#u5Qho

Dzisiaj z mojego telefonu dobiegł sygnał, który ustawiony mam jako dzwonek wiadomości i powiadomień.

Mój brat zapytał się, kto to. Zazdrość. Na to jego dziewczyna, że to pewnie szwagier. No i wszyscy myśleli, że to jakiś kawaler dobija się do mojego dziewictwa.

Żodyn nie wie, że to powiadomienie o nowych memach w internetach. Żodyn.
Prędzej internety mnie zauważą niż chłopcy.

#XYEFm

Mój przyjaciel kupił mieszkanie. Pomagałem w remoncie. Ot, takie szybkie odmalowanie, skręcenie mebli. Jego pierwsze dziecko w drodze, narzeczona w domu rodzinnym, to trzeba się było spieszyć. Pojechaliśmy do sklepu po jakąś pościel i takie inne pierdoły. Chodzimy, wybieramy, przedrzeźniamy się. Jako że mamy specyficzne poczucie humoru, znamy się od drugiej klasy podstawówki (obecnie mamy po 27 lat), to zwracamy się do siebie dość specyficznie. „Misiu”, „Dziubasku”, „Skarbie”. Często padają też zwroty typu „Dziś śpisz na kanapie” czy „Miziania dziś nie będzie”. Nie mówimy tego jakoś przesadnie głośno, ale prawdopodobnie obsługa słyszała co nieco i inni klienci też. Generalnie nikt z obsługi czy innych klientów nie zwracał na nas szczególnej uwagi. Nic ponad to, co zwykle dzieje się w takich sklepach.
Sytuacja miała miejsce przy kasie. Kasjerka zapytała: „A panowie to tak razem sobie wszystko kupujecie?”. My niewiele myśląc chwytamy się za ręce, patrzymy sobie w oczy i odwracając się do niej, mówimy: „A czemu nie? Kochamy się, to i razem mieszkamy”. I zaraz po tym w śmiech i szybkie sprostowanie, że to dla niego i jego narzeczonej. Pani przy kasie tylko się uśmiechnęła, ludzie z kolejki nic nie mówili. Normalnie jak nie w naszych katoemiratach.

Pytacie, gdzie tu sedno sprawy? Ano kolega gejem nie jest. Ja jestem. Kocham go nie tylko jak brata, ale też jak partnera. Tylko on o niczym nie wie. Boję się mu powiedzieć o mojej orientacji i o tym, że czuję do niego coś więcej niż bym czuł do brata.

#ZuakO

Kiedyś szłam na randkę oblodzonym chodnikiem, cała wystrojona, no i oczywiście kozaczki na obcasiku. I tak idę sobie powolutku, w lekkim rozkroku, coby łatwiej równowagę utrzymać, ostrożnie stawiając każdą stopę. Nagle podchodzi do mnie pan żul i ze zrozumieniem w oczach zapytuje: „Co? Sraczka?”.
Tak że ten... Musiałam wyglądać jak prawdziwa dama :D
Dodaj anonimowe wyznanie