#CMRQ9

Cierpię przez fakt, że mam mamę alkoholiczkę. Ona nie rozumie, że to mnie wykańcza, a dopiero co będę miała 18 lat. Nikogo nie zapraszam do domu, bo wstyd mi przed znajomymi, sąsiadami, rodziną. Przez to, że zawsze jest pod wpływem, ludzie krzywo na nas patrzą. Czuję zażenowanie za każdym razem, gdy gdzieś wychodzimy i spotykamy kogoś znajomego, nie wiem gdzie podziać oczy. Chciałabym, żeby przestała pić i znów była troskliwą i dbającą o siebie mamą.

#ojsZT

Podczas wizyty u mojego chłopaka zachciało mi się kupę. Byliśmy sami, więc było mi łatwiej. Poszłam do łazienki pod pretekstem "odświeżenia się". Poprosiłam go o coś do jedzenia, żeby mógł być czymś zajęty.

Napchałam papieru toaletowego do muszli, żeby nie było słychać znanego głosu "pluskania" i zaczęłam działać.
Nie załatwiałam się przez dobre 3 dni, więc gigant był mega. Po skończeniu zaczęłam spuszczać wodę. Przez ten papier kibel się po prostu zapchał. Cała zalana potem nie wiedziałam co mam zrobić. Jedzenie na mnie już czekało, a ja dalej walczyłam. Woda stała i nie chciała opaść. Pomyślałam "ostatni raz spuszczę wodę, oby się udało". Nie udało się.
Wszystko co było w środku wypłynęło. Musiałam już powiedzieć o tym mojemu chłopakowi. Najpierw był zdezorientowany, później zaczął się śmiać, a po chwili zadzwonił do rodziców.

Po wizycie hydraulika okazało się, że przyczyną zapchania nie był mój papier, tylko podpaski, które "mądra" siostra wrzucała do kibla.
Przeżyłam taki wstyd, że przez długi czas nie odwiedzałam mojego chłopaka.
Cały czas mam obraz mojej kupy na podłodze...

#056iK

Jadę sobie samochodem spokojnie z pracy. I tak jadę i patrzę. Jedzie ktoś inny. Po moim pasie. Myślałem, że mam zwidy, ale od razu zrobiłem manewr w drugą stronę. Zderzyliśmy się lusterkami. W moim się tylko zagięło do środka. Od razu widać, że nie jestem sprawcą.

Zatrzymuję się i drugi kierowca też.

Wychodzi kobita. Staje przede mną. I stoimy przed sobą kilka sekund. Nagle ona mówi.
- No i co, szefuńciu?
Ja na to:
- Co "co"? Czemu pani jechała po moim pasie?
- To pan jechał po moim!
- Nie, nie, nie... To pani po moim. Jechała pani po lewej stronie.
- Jeszcze czego... Dobrze jechałam. Niech pan lepiej zobaczy moje lusterko.

Patrzę na moje lusterko. Nienaruszone. Patrzę na jej, a w zasadzie na to co z niego zostało. Bo zostały tylko jakieś strzępy i kabelki...
Powoli zaczynam dusić w sobie śmiech... XD. Mówię do niej:
- Nie będziemy dzwonić na policję. Co pani na to?
- Lepiej dla pana... Przynajmniej mandatu pan nie zapłaci.

Naraz dusi się we mnie śmiech, znudzenie, i poirytowanie z jej upartości. Olśniło mnie, że mam zamontowaną kamerkę samochodową.
- Może chce pani zobaczyć nagranie?
- Bardzo chętnie.

Idziemy do mojego samochodu i oglądamy. Kątem oka widzę, że oczy ma już jak pięciozłotówki. I stało się coś, czego się nie spodziewałem.
Podchodzi jej syn, na oko 12 lat, i ze złożonymi rękoma mówi:
- Mamo, odpuść sobie. Wypłacą ci z OC. Ale mogłaś nie pisać na tym telefonie...

Spaliła buraka i odeszła bez słowa. A ja, kisnąc ze śmiechu, odjechałem dalej...

#vk4Gr

Przez cholerny kaszel nie mogłam zasnąć do późna w nocy. W końcu byłam już tak wykończona, że dosłownie z wycieńczenia odpłynęłam sobie w błogi sen.

Przez całą noc nie przespałam jednak więcej niż 15 minut, bo za każdym razem jak odpływałam, to mój pies myślał chyba, że umarłam, więc postanawiał mnie wskrzeszać szczekaniem i "reanimacją" - skacząc po mnie.

#ZTX2d

W szkole nie było zajęć i z rozmów ze znajomymi wynikało, że nic ciekawego się nie działo, więc siedziałem sobie w domu i z nudów już zabrałem się za naukę. Zadzwoniłem do kumpla z klasy, żeby podesłał mi materiały do sprawdzianu, powiedział, że je wyśle, jak tylko wróci z naszej świątecznej imprezy klasowej.

#AcrxM

Dziś moja przyjaciółka powiedziała mi, że chciałaby mieć w końcu dziecko i będą się o nie starać ze swoim partnerem.

Stwierdziłam, że mam nadzieję, że dobrze to przemyśleli, bo dziecko ogólnie to droga "sprawa". Ona popatrzyła na mnie z wyrzutem i powiedziała: "Ale my je będziemy robić, a nie kupować".

#AxVYF

Kiedy zaszłam w ciążę, postanowiłam rzucić pracę w korporacji. Uznałam, że najwyższy czas olać ten wyścig szczurów i póki co skupić się na macierzyństwie. Ale korpo to korpo i nawet w takiej sytuacji jak moja potrzebne są odpowiednie procedury, które każdy musi przejść przed porzuceniem roboty. Zostałam zaproszona na rozmowę z tzw. doradcą motywacyjnym.
Usiadłam sobie przy biurku, a miły pan, szczerząc się uroczo, zapytał:
- Czy jest coś, co mogłoby sprawić, że nie rzuciłabyś tej pracy?
Uśmiechnęłam się równie uroczo i odrzekłam:
- Tak! Antykoncepcja!

#Qa44M

Fobia społeczna powstrzymuje mnie od znalezienia pracy. Po tygodniu przygotowań psychicznych w końcu poszłam zanieść CV i jak zobaczyłam jednego z pracowników, to zamiast normalnie zagadać o pracę czy jakiekolwiek informacje, to się rozpłakałam i uciekłam.
Próbowałam przez internet załatwić wszystko, ale kiedy tylko zaprosili mnie na rozmowę, to dostałam ataku histerii i nie mogłam wyjść z domu, musiałam odwołać.

Mój przypadek jest dość dziwny, bo jedyny problem mam z pracodawcami i/lub ewentualnymi współpracownikami. Pracowałam już u macochy na sklepie i dawałam radę rozmawiać z klientami, większy problem mam z ludźmi, których będę ciągle spotykać i będą sobie o mnie wyrabiać opinie – nawet jeśli będą mnie mieli gdzieś, wiem, że tak jest. Chodzi o wewnętrzny strach.
Dodaj anonimowe wyznanie