#Hd8j5

Od kilku lat pracowałem w pewnej dużej firmie związanej z przetwórstwem żywności. Przez te kilka lat, mimo poszerzenia kompetencji i zdobywania doświadczenia, nie piąłem się zbytnio po drabinie hierarchii. Przełom nastąpił niedawno – zaproponowano mi znaczny awans na stanowisko kierownicze.
Niedługo po objęciu stanowiska zostałem poproszony o rozmowę z jednym z przełożonych, którego zbytnio jeszcze nie znałem. Poprosił mnie o zmanipulowanie dokumentacji, tak by z rozliczenia zniknęło duże zamówienie. Obiecywał i żądał dyskrecji.
Pomyślałem sobie: Wiem o co chodzi, test na lojalność wobec firmy, nie ze mną te numery ;D
Nie zmanipulowałem dokumentacji. Wręcz przeciwnie, zadbałem, by wszystko się zgadzało.

Efekt – szukam nowej pracy :(.

#PcLUl

Gdy miałem tak z 5 lat, mama odbierała mnie z przedszkola. Gdy mnie ubierała, razem w szatni byłem z jakimś jeszcze innym chłopcem, którego ubierał ojciec, siedział prawie naprzeciwko mnie. Koło mnie była siatka z zakupami, byłem święcie przekonany, że to mama była w sklepie wcześniej i że to jej. Gdy mama zakładała mi czapkę itd., to grzebałem w tej siatce, by wyczaić jakieś smakołyki, aby sobie zjeść po drodze do domu. Gdy zacząłem przegrzebywać siatkę, ten ojciec coś do mnie mówił, coś w stylu „zostaw to”, ale za bardzo nie rozumiałem o co mu chodziło, no bo przecież to nasze. 
Jakież było moje zdziwienie i zakłopotanie, gdy wychodząc (wyszedł wcześniej niż my), zabrał siatkę...
Nigdy nie czułem takiego zażenowania i zakłopotania jak wtedy.

#T2AnN

Okazało się właśnie że jestem w totalnie niespodziewanej ciąży po kilku latach przerwy. Dwa lata temu miałam poronienie.
 
Moim największym problemem jest to, jak o tym powiem w klubie sportowym, w którym nie mam nawet umowy na prowadzenie zajęć. Mam w sobie głupią lojalność do klubu, bo ćwiczę tam od lat.

Mam poczucie że ich wystawiam na przyszły rok. Za prowadzone zajęcia zarabiam bardzo mało. Jeden z założycieli klubu wiecznie mi dogryza, że za mało się staram (tzn. że za mało wg niego ćwiczę). Teraz jest inaczej niż kiedyś. Mam rodzinę, mniej czasu, inne zobowiązania.

Właśnie siedzę, męczą mnie mdłości i jestem przygnębiona zbliżającą się konfrontacją.

#fgItp

Wydarzyło się to podczas ostatnich świąt wielkanocnych w kościele, w Wielki Piątek. Siedziałem bardzo blisko „grobu Pańskiego”, razem z kilkoma starszymi paniami. Jak to w Wielki Piątek, podczas uroczystości obecna jest kadzielnica. Dużo kadzenia przy ołtarzu, nie przeszkadzało mi to, aż do momentu kiedy procesja przeszła pod grób, koło którego siedziałem. Siedziałem tuż obok kadzidła, a dym z niego leciał prosto na mnie. Wtedy poczułem, że coś dzieje się nie tak, pojawił się katar, kaszel, drapanie w gardle. Pomyślałem, że jestem pewnie na coś uczulony z tego kadzidła, ale wytrzymam, to już prawie koniec. Jednak nadmierna ilość dymu spowodowała dalsze objawy alergii, zaczęły łzawić mi oczy. 
Wyobraźcie sobie teraz młodego, 2-metrowego faceta, który klęcząc, zanosi się płaczem oraz ciągnie nosem.
Jedna z miłych starszych pań próbowała mnie pocieszyć, mówiąc: „Nie martw się, ON za trzy dni zmartwychwstanie”.
Próbowałem powstrzymać śmiech, jednak, biorąc pod uwagę wcześniejsze objawy alergii, wyglądało to na jeszcze gorszy szloch...

#ju9Px

Jestem byłą właścicielką imienia oraz nazwiska, które przez wiele lat rujnowały mi życie. Na pierwsze imię miałam Bonawentura, na drugie Kunegunda (nie mam pojęcia jakim cudem to pierwsze w ogóle przeszło w urzędzie...), a dopełnieniem ich było nazwisko w stylu Piździk (nie chcę podawać prawdziwego, ale brzmiało ono tak samo wulgarnie).

Moi rodzice nie rozumieli, dlaczego mam z tym problem. Jako dziecko musiałam to przeboleć, jako nastolatka najpierw błagałam, a potem próbowałam szantażować o zmianę moich imion. Wytykanie palcami, robienie ze mnie głównej atrakcji, nabijanie się, niedowierzanie... i to nie tylko przez dzieci. Reakcja dorosłych, poważnych ludzi niczym się nie różniła od reakcji gówniarzy w przedszkolu. Wyobrażacie sobie, że baba z dziekanatu na moich oczach zawołała jeszcze 5 innych i pokazywała im moje dokumenty, bo żadna nie chciała wierzyć w taką kombinację? Polewę miały taką, że zamiast spędzić tam 10 minut, siedziałam 20. I to była kropla w morzu takich sytuacji. Próba poskarżenia się na takie zachowanie skończyła się jeszcze większym wyśmianiem. Często pytano mnie "Co to za imię?/Czy mi nie wstyd tak się nazywać/ Co to za fanaberie?", jakbym to ja miała wpływ na głupotę moich rodziców.

Gdy tylko skończyłam 18 lat, poleciałam do urzędu zmienić zarówno imiona, jak i nazwisko. Rodzice podnieśli straszliwy raban, że jak ja śmiem nazwisko po przodkach zmieniać, imiona, które nadano mi na chrzcie, oni mnie wydziedziczą, nie będę już ich córką! Nie mieli już jednak nic do powiedzenia, po kilku miesiącach, gdy znalazłam pracę i miałam ew. zabezpieczenie finansowe (może ktoś inny takie groźby uznałby za czcze, ale ludzie zdolni tak nazwać dziecko zdolni są do wszystkiego), stałam się Alicją Marią o pięknym nazwisku kwiatowego pochodzenia (po jednej z prababek).

To było kilka lat temu. Rodzice oficjalnie mnie nie znają, nie przyszli nawet na mój ślub. Swojej córce zrobili symboliczny grób dostawiając tabliczkę na jednym z rodzinnych grobów (wiem od ciotki, która jako jedyna utrzymuje ze mną kontakt) i trzymają się wersji, że Boneczka nie żyje, zginęła tragicznie.

#GjANK

Sytuacja z wczoraj. Moja 4-letnia córka uwielbia, kiedy noszę ją na barana, na rękach itd. Nie miałem już siły jej nosić i ciągle odmawiałem. Mała wtedy podeszła do mnie z oczami jak kot w Shreku i mówi: ''Tatusiu, proszę, jesteś najwspanialszym baranem na świecie".

No i jak tu odmówić kobiecie po takim komplemencie...
Pozdrawiam :)

#M4cwe

Moja historia zaczyna się od czegoś, co na pierwszy rzut oka może wydawać się nieistotne, ale jest źródłem mojego największego bólu. Chodzi o niesymetryczną twarz. Nie jest to coś, co mogłabym zmienić czy ukryć. Moja lewa strona twarzy jest bardziej wyraźna, podczas gdy prawa wydaje się być bardziej spłaszczona. To stało się dla mnie barierą nie do przeskoczenia. Wydaje mi się, że przeszkadza mi w znalezieniu partnera, nawet pracy. Ta walka jest tak cholernie trudna i ciężka do zniesienia... Nawet teraz, pisząc ten post, mam łzy w oczach, ponieważ jest mi niezmiernie smutno i ciężko. Czuję, że ludzie patrzą na mnie inaczej, jakby moja twarz definiowała mnie jako osobę. Próbuję zasłaniać twarz włosami, ale czasami to jest niewygodne, więc wkładam opaskę. Wtedy czuję, jak ludzie w sklepie odsuwają się ode mnie. Pewnego razu starsza kobieta zapytała mnie, co mi się stało z twarzą, a potem dodała, że gdyby to była ona, skończyłaby ze sobą. To słowa, które dźwięczą mi w uszach do dziś.
Cierpię z powodu tego, że nikt nie próbuje mnie poznać, tylko ocenia mnie na podstawie mojej twarzy. To jest coś, co sprawia, że moje życie jest trudne i dlatego chciałam to tutaj napisać. Może kiedyś to się zmieni, może kiedyś ludzie przestaną oceniać innych po wyglądzie. A póki co, walczę... każdego dnia.
Dodaj anonimowe wyznanie