#bW9YY

Od kilku miesięcy spotykam się z córką najlepszego przyjaciela. Oczywiście to tajemnica, ale przyjaciel wie, że kogoś mam. Czuję się bardzo niezręcznie, gdy pyta o sprawy łóżkowe... Powiedziałem mu tylko, że spotykam się z kimś młodszym i jeszcze nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, a on ciągle drąży temat i chce, żebym opowiadał mu o różnych intymnych sprawach. Kocham jego córkę i coraz bardziej boję się, że przez te moje kłamstwa sprawa się rypnie.

#r2Xiw

Mam 25 lat i cieszę się dość dużym powodzeniem. Skończyłem studia, pracuję, rozwijam się, staram się dobrze i stylowo ubierać, ogólnie dbać o siebie i prowadzę stabilną egzystencję. W życiu miałem tylko jeden związek, który nie skończył się dobrze — dziewczyna mnie zdradziła, prosiła o wybaczenie, ale ja już nie czułem tego samego. Bardzo to przeżyłem, gdyż należę do osób wrażliwych.
Od tamtego czasu minęły już cztery lata. W życiu pojawiały się różne kandydatki, które odpowiadały mi wyglądem, charakterem i podejściem do życia. Bywały przypadki, że one zaczynały coś do mnie czuć... a ja nic. Kompletnie. Z jednej strony chcę, ale z drugiej mam pewne myśli, które uniemożliwiają mi bycie z drugą osobą. Na przykład „To znowu się stanie, znowu to przeżyjesz, ona cię zdradzi” czy „Nie marnuj jej życia, tylko ją skrzywdzisz, nie rób tego” i tym podobne. Często czuję, że cztery lata temu umarła jakaś część mnie. Nie należę do tych, którzy szukają na siłę jakiegoś uczucia. Przez tak długi okres czasu miałem do czynienia z „kandydatkami na żonę” (nawiasem mówiąc, odnoszę wrażenie, że jest ich coraz mniej), z którymi aż się prosiło, żeby ułożyć sobie życie, a tymczasem straciłem tę szansę przez myśli, których nie mogę się pozbyć. Obawa, strach przed odrzuceniem, strach przed zranieniem... Wiąże się to z tym, że szybko się zniechęcam.
Wszyscy się dziwią, że jestem samotny. A ja zwyczajnie nie potrafię się zakochać.

#QbBSi

W podstawówce pan od języka polskiego powiedział nam, że krew w moczu prawie na pewno oznacza raka i nie ma już wtedy ratunku. Nie wiem, skąd wziął te informacje, no ale nie omieszkał się z nami nimi podzielić. Nie przejąłem się tym zbytnio. Jednak po jakichś dwóch tygodniach poszedłem do toalety i oddałem czerwonawy mocz. Mojego przerażenia w tamtym momencie nie potrafię opisać. Zadzwoniłem do swojej mamy i ze łzami w oczach powiedziałem jej, że mam czerwony mocz i że umrę.
Mama tylko odpowiedziała: „Przecież wczoraj na obiad był barszcz”...

Do dzisiaj nie wiem, co ten pan miał w intencji, sprzedając dzieciakom taką bzdurę.

#nuei6

Nie jestem Polakiem, ale moja dziewczyna jest Polką i ona nauczyła mnie mówić i pisać w tym języku (i poprawiła to wyznanie).

Kilka lat temu dopiero zaczynałem naukę i pracowałem wtedy razem z dziewczyną w tym samym miejscu. Były tam takie dwie koleżanki mojej ukochanej, moja dziewczyna zawsze witała się z nimi słowami: „Cześć, robaczki”. Zapytałem, co to znaczy i spodobało mi się na tyle, że ja też postanowiłem tak do nich mówić. Był to moment, kiedy uczyłem się najwięcej i poznawałem dużo nowych słów, więc jeszcze mi się często myliły.

Następnego dnia, gdy przyszliśmy do pracy i mijaliśmy te dziewczyny, chciałem wykorzystać nowe powiedzenie, więc z uśmiechem na ustach wykrzyknąłem: „Cześć, grubaski!”. Moja dziewczyna popatrzyła na mnie bardzo dziwnie, a koleżanki poczerwieniały i powiedziały, że jestem świnią (to rozumiałem dobrze). Nie wiedziałem, o co im chodzi, myślałem, że to urocze określenie. Dopiero później wyjaśniła się moja pomyłka.

Najgorsze było to, że te dziewczyny naprawdę były trochę grube i choć dziewczyna im wytłumaczyła moją pomyłkę, to było mi głupio za każdym razem, jak je widziałem.

#7DoI1

Pracuję w punkcie sprzedaży e-papierosów. Podchodzi do mnie dwóch klientów, jeden w okularach przeciwsłonecznych — nie dziwiłem się, bo słońce mocno świeciło. Koleś w okularach zagadał do mnie, a jego kolega oglądał modele z wystawy. Klient w okularach wyciągnął z kieszeni swojego e-papierosa i zapytał, czy wyszły już jakieś nowe baterie do jego modelu. A jako że stał nad wystawą akurat z tym modelem, to palnąłem klasyczne: „Niestety, tylko to, co widać”. Koleś w okularach zacisnął wargi i sztucznie się uśmiechnął, jakby chciał się przed czymś powstrzymać, natomiast jego kolega popatrzył na mnie z podobnym wyrazem twarzy i powiedział: „Ja popatrzę, bo kolega jest niewidomy”... Nie wiedziałem, co powiedzieć. Strzeliłem ostrego buraka, no ale w sumie skąd mogłem wiedzieć? Panowie podziękowali i poszli... a ja miałem ochotę zapaść się pod ziemię.

#xZF32

Po rozstaniu z chłopakiem jakoś nie bardzo miałam ochotę na poznawanie nowych osób. Za to moje koleżanki nie chciały mi na to pozwolić. Poznawały mnie z różnymi facetami, głównie dzianymi i przystojnymi. Były zdania, że powinnam się z którymś związać i pokazać mojemu „byłemu”, że mogę mieć kogoś dużo lepszego od niego. Nie rozumiały, że ja naprawdę nie chcę nic mu udowadniać. Po wielu próbach przekonywania mnie odpuściły, ponieważ byłam nieugięta.

Niedawno poznałam świetnego faceta. Nie jest bogaty, nie jest przystojny, nie ma super fury, ale za to ma świetne poczucie humoru, świetnie tańczy, nie udaje kogoś innego. Zakochałam się!?! Koleżanki nie chciały uwierzyć. Wręcz nakazywały mi się ogarnąć, bo z takim byle czym u boku nigdy nie zemszczę się na byłym. Twierdziły, iż nie będę przy nim szczęśliwa, bo nie jest bogaty, mówiły, że zgłupiałam.
Czy zakochać się w kimś takim naprawdę jest głupotą?

#D8l14

Moja dziewczyna, z którą jestem od 2 tygodni dzisiaj mi powiedziała, że kolega jej powiedział o jakimś tam wydarzeniu, na który chce jechać ze mną i z nim. Dodam, że ten chłop ogólnie chciałby z nią być i zna ją dłużej niż ja, ale ona nie chce z nim być i traktuje go jako kolegę. Problem polega na tym, że ja wcale nie dość, że nie chcę jechać z tym typem jak i na to wydarzenie to uważam, że za wcześnie na takie pierdoły, jakieś durnowate wydarzenia, bo ani ja nie poznałem jej rodziców ani ona moich.

Uważam, że są sprawy ważniejsze w tym momencie niż jakieś wydarzenia. Chociażby poznanie moich znajomych czy jej, których nie wszystkich też poznałem. Szczerze to zrobiło mi się przykro bo skoro dla niej wydarzenie może być ważniejsze żeby poznać moich rodziców i spędzić ze mną czas bo uważam, że przez czas jaki jesteśmy ze sobą potrzebujemy czasu. Chciałem żeby jakieś wydarzenia czy inne rzeczy przyszły dopiero z czasem, a nie taka sytuacja. Myślę, że jak pojedzie tam z tym typem sama to już wtedy nie będę chciał z nią kontynuować dalej znajomości, bo dla mnie to będzie znaczyło, że są rzeczy ważniejsze niż ja czy moja rodzina. A wy co uważacie, jak powinienem zachować się w obecnej sytuacji?

#ZjFUs

Po rozstaniu z byłą kompletnie się zmieniłem. W pewnym momencie naszego związku zaczęła mnie kontrolować. Przeglądała mój telefon, komputer, nie pozwalała mi widywać się z kumplami, mimo że sam i tak rzadko wychodziłem bez niej na miasto. W pewnym momencie coś we mnie pękło i miałem jej dość.

Poznaliśmy się dzięki wspólnym zainteresowaniom, których mieliśmy mnóstwo. Dziś kompletnie straciłem do nich pasję, wręcz ich nie znoszę. Mało tego, nawet straciłem zainteresowanie innymi kobietami oraz seksem. Nie jestem pewien, czy dobrze to rozumiem, ale chyba stałem się aseksualny, lecz nie nazwałbym tego jakąś formą orientacji, bo wydaje mi się, że w moim przypadku jest to uraz. Moja rodzina namawia mnie na spotkania i poznawanie innych kobiet, ale po paru próbach uznałem, że to nie ma sensu. Dla jasności, faceci też mnie nie interesują.
Obecnie nie mam jakiś wyjątkowych zainteresowań. Niedawno upodobałem sobie jogging, ale raczej jako formę odreagowania, wypocenia z siebie frustracji. Bo poza tym praktycznie nie robię nic. Czasami obejrzę pierwszy lepszy film w TV i tyle.

Tęsknię za tymi czasami, kiedy nie znałem jej, byłem dużo bardziej aktywny i kreatywny, miałem jakiś cel, by rozwijać się w rzeczach, które robiłem. Teraz ani nie komponuję muzyki, ani nie rysuję i maluję, a nawet nie czytam książek, nie oglądam rzeczy, które wtedy uwielbiałem. Próbowałem do nich wrócić, ale odpychały mnie wspomnienia związane z byłą.

#RA9LO

Firma, w której pracuję, będzie niedługo realizować zlecenia dla firm z zagranicy. W związku z tym zapisałem się na kurs angielskiego, aby trochę poprawić swoje umiejętności w tym zakresie.

Od razu na pierwszych zajęciach wpadła mi w oko fajna dziewczyna. Ładna, zgrabna, zadbana, o pięknym uśmiechu. Dokładnie w moim typie. Oczywiście zacząłem kombinować jak by tu się z nią jakoś zapoznać i może ją gdzieś zaprosić. Siedziała przede mną i jakoś na drugich zajęciach podsłuchałem, jak dyktowała swój numer dziewczynie, z którą siedziała. Numer ten potem wpisałem sobie do komórki, pod żartobliwą nazwą "świnka z angielskiego" (bo miała śmieszny breloczek w formie małej uroczej świnki).

No ale przecież nie napiszę do niej SMS-a "Cześć, podsłuchałem twój numer, może wyskoczymy na kawę?", więc wiedziałem, że jeżeli chcę mieć nadzieję na cokolwiek, to muszę go otrzymać od niej bezpośrednio. Nie mogłem się jednak zebrać na odwagę, żeby zagadać.

Pewnego razu na sam koniec kursu przyszedłem sporo wcześniej na zajęcia i zauważyłem, że siedzi sama na ławce przed budynkiem. "Taka okazja już się nie powtórzy" pomyślałem i niezwłocznie do niej podszedłem. Zaczęliśmy rozmawiać, najpierw o kursie, potem na ogólne tematy. W końcu wyjąłem telefon i wydusiłem z siebie coś w rodzaju "Może daj mi swój numer, to będziemy w kontakcie?".

Uśmiechnęła się, wyciągnęła swoją komórkę z torebki i mówi, żebym najpierw dał jej swój. Serce zabiło mi mocno, w głowie fajerwerki, co za sukces! Podałem jej numer, ona go wpisała do telefonu i zadzwoniła do mnie, żeby wyświetlił mi się jej numer. Patrzyliśmy obydwoje na wyświetlacz mojego telefonu, czekając na połączenie i po chwili zaczął dzwonić. A na wyświetlaczu wielki napis, że dzwoni "ŚWINKA Z ANGIELSKIEGO".

Momentalnie przybrałem barwę ceglanego muru przy którym siedzieliśmy, a ona popatrzyła na mnie totalnie zdegustowana, wstała i bez słowa odeszła. Kurs się skończył i nigdy więcej już jej nie widziałem.

#zcUMm

Ponad rok temu nowotwór odebrał mi córkę, miała zaledwie 17 miesięcy. Dwa tygodnie temu na nodze mojego sześcioletniego syna odkryłam mały guzek i bardzo się boję. Czekanie na wyniki badań mnie wykańcza. Nie mam komu tego powiedzieć, rodzina ma mnie za wariatkę i twierdzą, że wymyślam dziecku choroby. A ja po prostu doskonale znam onkologiczne piekło, nie chcę tam wracać, nie przeżyję tego drugi raz.
Dodaj anonimowe wyznanie