#F83gZ

Mój mąż ma nerwicę.
Wiem o tym, odkąd go poznałam. Jego bliska rodzina również o tym wie. Kluczowe jest to, że żadni inni znajomi ani moja rodzina nie miała dostępu do tej informacji.
Nie zrozumcie mnie źle. To wspaniały człowiek i dobrze się z nim żyje. Jedyne, co jest osobliwe dla normalnej osoby to fakt, że czasem zdarzają mu się napady strachu, panicznego sprawdzania, czy wszystko ma przy sobie i czy nic mu nie wypadło i czasem płacze ni z tego, ni z owego. Nic, czego nie dałoby się przeżyć, nic groźnego.

W czasie świąt nasze rodziny się spotkały i, jak się potem okazało, moi teściowie przekazali moim rodzicom ten fakt w rozmowie, napomykając też, że mąż bierze drobne leki od psychiatry. Nie byli chyba świadomi, jakie konsekwencje wywołają.
Otóż od samych świąt moi rodzice ciągle dzwonią do mnie, pytają, czy jestem cała, czy bezpieczna i polecają szybki rozwód albo chociaż wysłanie męża do psychiatryka. Dzień w dzień, ciągle to samo. Niedługo sama oszaleję...
Skąd w ludziach takie przekonanie, że jeśli psycho-, to morderca?
HansVanDanz Odpowiedz

Nerwicę się leczy. Jeżeli leki nie pomagają i mimo to ma regularne ataki, to warto zmienić leki bądź lekarza.

Empiror Odpowiedz

Najwyraźniej dalej żyją w starym przekonaniu, że pójście do psychiatry jest równoznaczne z byciem nienormalnym i chorym na umyśle. A co za tym idzie, niebezpiecznym.

Dodaj anonimowe wyznanie