#lQq1e
On zaskoczony, patrzy na kobietę, a ona leci dalej i mówi, jak to jest w tej swojej ciąży i, że nie ma czasu myśleć o biletach, że jakim prawem w ogóle wykonuje swoją pracę itd.
W końcu koleś, chyba dalej będąc w szoku, zaczął tłumaczyć się kobiecie, a ta dalej na niego wrzeszczała. I tak przez jeden przystanek, bo potem wstała, praktycznie go popchnęła i wyszła.
Tak się złożyło, że ja również wysiadałam, a później siedziałam na przystanku, obok tej kobiety i czekałam na drugi autobus. Tak jakoś wyszło, że zerkając w prawą stronę, zjechałam wzrokiem na telefon tej kobiety. Co tam zobaczyłam? Ano anonimowe. Pisała wyznanie. Oczywiście mocno podkoloryzowane, żeby wyjść na ofiarę.
Ze wszystkich historii z anonimowych, które się nie wydarzyły, ta nie wydarzyła się najbardziej.