#MIDyN
Gdy byłam mała, mama zawsze dawała mi kawałek pasty zamiast cukierków czy czekolady. Twierdziła, że słodycze są niezdrowe, psują zęby, a te pasty są ich świetnym zamiennikiem. Ponadto zawierają fluor, który jest potrzebny w rozwoju zębów i kości. Tak że zawsze gdy marudziłam, że chcę coś słodkiego, to mama wyciskała mi niewielką ilość pasty na talerzyk, a ja zjadałam ją łyżeczką. Oczywiście nie codziennie, zaledwie kilka razy w tygodniu.
W przekonaniu mamy to było całkiem normalne i gdy opowiedziałam to dentyście na jednej z wizyt, to bardzo się zdziwił i koniecznie chciał porozmawiać z mamą. Nie pamiętam już co jej powiedział, ale dobrze pamiętam, że mama strasznie się zdenerwowała i natychmiast zmieniliśmy lekarza.
Co prawda później coraz rzadziej jadłam pastę, bo mama już tak chętnie mi jej nie dawała, aż w końcu w ogóle przestała mi ją dawać. Tłumaczyła mi, że producenci tych past zaczęli dodawać do nich cukier, żeby dzieci chętniej myły zęby.
#NrWjd
Dzisiaj, pod koniec moje przedostatniej wizyty u niej (chwała Bogu!), poprosiła mnie, żebym wyszła na chwilę, bo ma ważne pytanie do mojej mamy, co mnie w sumie trochę zdziwiło, bo jakoś zawsze wszystko było załatwiane przy mnie.
Po jakimś czasie mama wyszła, wyglądała jakby się chciała roześmiać/rozpłakać.
O co chodziło? A mianowicie o to, iż pani doktor stwierdziła, że skoro kończę te swoje 18 lat, to trzeba mnie odesłać do moich biologicznych rodziców! Bo jak to tak, przecież chyba chcą mnie z powrotem, prawda? Po tejże informacji również nie wiedziałam, czy mam płakać, czy się śmiać.
#6D2Dz
Widzę ich, jak idą ulicą. Czasami wpółobjęci. Czasami ona biegnie przodem, przeskakując przez połamane płyty, a on goni ją, łapie i przytula. Czasami tak pogrążeni w rozmowie, że któreś z nich wpada na słupki oddzielające chodnik od ulicy. Parę razy nawet się kłócili, ale kłótnia zawsze kończyła się jeszcze zanim kończyli spacer.
Zatrzymują się pod drzwiami jednego z bloków. Przytulają się na pożegnanie, a on gładzi ją po włosach i całuje w czoło, czasami w usta. Szepcze jej do ucha coś, czego nie mogę usłyszeć, a ona uśmiecha się. Czasami to ona przyciska go do drzewa lub siatkowego ogrodzenia i mocno całuje, stając na palcach i unosząc głowę do góry.
Są strasznie nieostrożni i, jak sadzę, strasznie zakochani. I tak bardzo, bardzo szczęśliwi.
Na koniec ona otwiera drzwi prowadzące na klatkę schodową, a on macha do niej na pożegnanie, odwraca się przez ramię i idzie przed siebie tam, skąd przyszli. Wtedy szybko odsuwam się od okna i nastawiam wodę na herbatę.
Ona to moja narzeczona. On - jej kolega z pracy.
Tak naprawdę, nawet nie jestem szczególnie zazdrosny. Myślę, że ona mnie kocha. Zawsze wraca do domu na czas, może tylko trochę później, niż by mogła. Jeśli potrzebuję pomocy, jest. Zawsze jest. Sama pyta, czy czegoś nie potrzebuję, czy może coś dla mnie zrobić. Jeśli zachoruję, rzuca wszystko, bierze wolne i potrafi siedzieć przy mnie kilka dni, praktycznie bez snu i jedzenia. Chce spędzać ze mną czas i dobrze się bawi i jest przy mnie tak szczęśliwa jak przy nim, tylko w nieco inny sposób.
W sumie to nawet cieszę się, że on istnieje.
Może trochę mi smutno, że nie jestem w y s t a r c z a j ą c y, ale widzę, że kiedy wychodzi z domu zła lub smutna, a ja nie umiem jej pomóc, on zawsze znajdzie właściwe słowa. Kiedy ja wstydzę się zrobić coś głupiego, on skacze z nią przez kałuże. Uzupełniamy się, dla niej, tak sądzę. I chyba jest szczęśliwa z nami oboma, tak jak jest teraz.
Mimo to nigdy nie powiedziała mi o nim i chyba też nie chcę, żeby to zrobiła, bo to by oznaczało złamanie naszego obecnego stanu pozornego. Wtedy m u s i a ł b y m coś zrobić. A chyba nie chcę.
Taka krótka historia o facecie, który jest zdradzany i w sumie mu to nie przeszkadza.
#gXkiX
Pierwsza oficjalna randka z dziewczyną, wszystko fajnie, ochy, achy, przyjemna atmosfera i tak dalej. Wygląda to tak jakby po pożegnaniu w niedalekiej przyszłości miała nastać druga, niezakłócona niczym wychodzącym poza przyjęte normy.
Nic bardziej mylnego.
Idąc z nią poślizgnąłem się i elegancko wpadłem w gówno. Czy to koniec? Oczywiście, że nie, bo to akurat moja morda miała zaszczyt zamortyzowania upadku na całkiem miękkim kale.
Domyślić się można, że pocałunku na pożegnanie nie było.
Bunkru na szczęście nie potrzebuję, bo jeszcze nigdy nie widziałem, żebym tak kogoś rozbawił.
#OWti5
#6Bcpb
#mXvrA
To samo tyczy się oglądanych w kółko tych samych filmów i seriali, które po prostu kojarzą mi się z tamtymi czasami, przeglądania aukcji internetowych w poszukiwaniu starych przedmiotów, które kiedyś były w moim posiadaniu, np. komiksów, książek.
Oddałbym wszystko, by móc się cofnąć w czasie.
Jestem już tym zmęczony. Nie mogę ruszyć do przodu, myśląc ciągle o przeszłości.
Nigdy też nie spotkałem nikogo, kto miałby podobnie. Nie wiem co robić. Jestem więźniem przeszłości.
#pU666
Trochę ponad rok temu po długiej chorobie psychicznej moja mama popełniła samobójstwo. Wcześniej miała kilka prób i pobyty w szpitalu psychiatrycznym. Czułam ciągły stres, kiedy po kłótni ze swoim partnerem siedziała w łazience. Czasem śniła mi się jej zakrwawiona postać w łazience.
Mimo że mamy już tam na pewno nie znajdę, zawsze czuję coś takiego, nawet gdy wchodzę do łazienki u znajomych, mimo że wiem, że to nierealne.
#FudNx
Zamieszkiwałam moje studenckie cztery kąty z pewną dziewoją, nazwijmy ją Anka. Znajoma znajomej. Poznana na siłowni. Fit, kit i przysiady przy gotowaniu makaronu. Kawalerka 30 metrów, jeden pokojokuchniosypialnik i łazienka.
Miejsca było mało i na postawienie stopy, i na schowanie rzeczy. Pieniędzy brak, więc nie ma co wybrzydzać. Ważne, że tanio. I byłoby naprawdę znośnie, gdyby nie lepkie ręce mojej współlokatorki. Mimo licznych batalii, mąka i jajka ciągle magicznie znikały, a szampony i moje mydło kończyło się z prędkością światła. Zdarza się, nic ciekawego. Jednak nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie ostatnia akcja. Wchodzę do domu, a tam Anka odmierza sobie białko. Moim kubeczkiem menstruacyjnym z mojej kosmetyczki...
Nie wiem, kto bardziej był w szoku. Ja czy ona, jak uświadomiłam jej, co trzyma w ręku.