Zastanawiam się, czy mój związek ma sens.
Na początku związku mój partner starał się bardzo, było to widać. Ale już po kilku miesiącach przestał o mnie dbać, jeśli chodzi o seks. Kiedy jesteśmy w łóżku, jest gra wstępna, ale później, kiedy on dochodzi – nic. Nie pamiętam, kiedy ostatnio doszłam z jego udziałem. Muszę sama się zaspokajać, bo jako dorosła kobieta mam swoje potrzeby. Ale to mi nie wystarcza.
Jesteśmy razem 1,5 roku i przez pierwsze kilka miesięcy było OK, starał się. Jednak z czasem przestał. Przez cały czas trwania naszego związku tylko raz zapytał, czy doszłam, a odpowiedź była przecząca. Nic z tym nie zrobił.
Rozmowy nie pomagają. Próbowałam, mówiłam, że tez chciałabym dojść, on obiecywał, że następnym razem się postara, ale to zawsze wygląda tak samo – on dochodzi i idzie spać, a ja jestem niezaspokojona.
Kocham go i wiem, że chce, aby było mi dobrze, ale jak on skończy, to uważa, że już po sprawie. Niby seks nie jest najważniejszy w związku, ale fajnie byłoby kiedyś dojść z udziałem partnera, który po tym, jak sam skończy, bierze sprawy „w swoje ręce”, a nie zostawia partnerkę niezaspokojoną i idzie spać jak gdyby nigdy nic.
Do mojej podstawówki (nie była integracyjna) chodził chłopak, który miał, cóż, problemy psychiczne.
Wszystko co zrobił puszczano mu płazem, choć wielokrotnie obiecywano mu uwagi, pod koniec każdej klasy miał ich zaledwie około pięciu.
Niby można to jakoś zrozumieć, może i był chory, ale nigdy nie ogarnę pewnej sytuacji.
Ten chłopak rzucił się na koleżankę z klasy i próbował ją udusić. Inny kolega stanął w jej obronie i odkopał napastnika, a potem zostawił go w spokoju.
Przez następne około dwa miesiące problemy miał ten chłopak, który bronił dziewczyny.
To chyba nie jest normalne.
Do wojska trafiłem w ramach poboru w latach 90. Z racji zawodu i ukończonego technikum trafiłem do pewnej małej, wysoko wyspecjalizowanej jednostki technicznej, byliśmy rozmieszczeni wewnątrz innej, dużej jednostki.
Warunki bytowe były dobre, fala w stylu miłych otrzęsin. Jedzenie pyszne. Oprócz zawodowej kadry było sporo podoficerów zawodowych na najtrudniejszych stanowiskach, my jako poborowi zajmowaliśmy się łatwiejszymi elementami obsługi, konserwacją, prowadzeniem pojazdów. Większość z nas była po technikach elektrycznych itp.; dobrze się dogadywaliśmy. Mieliśmy także warty na naszym parku sprzętowym.
Regulamin warty był znacząco zmodyfikowany za pomocą zmienionych tabel posterunków i szczegółowego planu ochrony, wszystko zatwierdzone przez sam MON. Wokół terenu garaży ze sprzętem wyznaczone ogrodzeniem były oświetlone strefy. Każdego kto w tej strefie nie podał hasła mieliśmy kłaść na ziemię i wzywać wsparcie, w razie nieposłuchania się prowadzić ogień seriami. Przepisy pochodziły z czasów PRL, ale wciąż obowiązywały. Kiedy miało miejsce opisywane wydarzenie wstępowaliśmy do NATO i w wojsku silny był strach przed dywersją mającą nas zdyskredytować, czy to ze strony Rosji i czy też ze strony własnych rodaków. Stąd atmosfera na wartach była nerwowa.
Zaczynałem wtedy 11 miesiąc służby, była środa. Pilnowałem garaży. Oprócz całego przepisowego wyposażenia miałem też krótkofalówkę. Około 1 w nocy zza krzaków, specjalnie posadzonych w celu zamaskowania podziemnego transformatora, ktoś zaczął mnie wołać, dosłownie parę wyzwisk. Pamiętam, że przestraszyłem się ogromnie i natychmiast wycelowałem i zrepetowałem broń. O radiu zapomniałem. Tamta osoba krzyknęła, że nigdy nie strzelę, bo nie mam jaj i rzuciła w moją stronę czymś, co potem okazało się być szyszką. Wtedy zacząłem strzelać. W trzech seriach wystrzeliłem cały magazynek kałacha, 30 kul. Błyskawicznie przeładowałem, choć cały się trząsłem, myślałem, że to próba sabotażu i odwrócenia mojej uwagi. Po minucie przybiegła zamiana warty. Reszty nocy nie pamiętam.
Okazało się, że pijani żołnierze z jednostki remontowej, patologia ówczesnej armii, założyli się, że sprowokują jednego z „tych dziwaków” do oddania obowiązkowego strzału ostrzegawczego. O naszym tajnym regulaminie wart rzecz jasna nie wiedzieli.
Wojsko zachowało się bardzo porządnie, natychmiast dostałem jakąś odznakę, potem pochwałę, nagrodę pieniężna i urlop, powtarzano mi, że zachowałem się wzorowo. Ale tamta noc śni mi się do dziś, ciągle pamiętam tę kępkę jałowca i fruwające gałęzie i widoczną pomimo odległości mgiełkę krwi. Wyrzucam sobie, że mogłem użyć radia i wezwać wsparcie.
A o całym wydarzeniu oprócz najbliższej rodziny i zamkniętego forum wojskowego mówię po raz pierwszy.
Mała ja, 5 lat, może mniej... i moi rodzice. Pamiętam, że ten wieczór chciałam spędzić właśnie z nimi, bo bałam się siedząc sama w swoim pokoju. Wiecie o co chodzi, potwory, ciemność i te sprawy. Pech chciał, że tamtego dnia rodzice mieli ochotę na 'film dla dorosłych' i próbowali mnie wygonić spać. Ostatecznie (i może trochę nielegalnie) skończyłam z nimi w pokoju, gdzie oglądali telewizor i grzecznie kolorowałam sobie kolorowankę. No ale jak. Wieczność kolorować nie będę.
Znudziło mi się, więc rozejrzałam się po pokoju zatrzymując wzrok na telewizorze... co zobaczyłam? Nagą kobietę, która w miejsca intymne nałożyła sobie bitą pianę... rodzice zaczęli się śmiać, więc niech śmieją się więcej, a jak! Podreptałam do lodówki, ściągnęłam koszulkę i zrobiłam dokładnie to samo, a potem chichrając się jak głupia poleciałam do nich pochwalić się co zrobiłam.
Reakcji nie muszę opisywać, prawda? Powiem tylko tyle, mało co się nie posikali...
Przedszkole. Pora obiadowa. Na stoliczku apetyczna zupka pomidorowa, a w moim małym brzuszku rozpoczyna się rewolucja. Pani przedszkolanka jednak głucha na moje subtelne uwagi, nakazuje jeść dalej i nie wymyślać, bo przecież obiad obowiązkowo trzeba zjeść, a jak nie to ban na najlepsze zabawki!
Zaciskam zęby, tłumię płacz i sączę łyżeczkę za łyżeczką. Nagle jednak to co we mnie wleciało, zechciało wylecieć i to ze zdwojoną siłą... Obrzygałam cały stolik, kolegów, koleżanki, w ich zupach była moja zupa, dywan, najbliższe zabawki, moje ulubione rajstopki w dinozaury! Dwie dziewczynki wybiegło z obrzydzeniem z sali, pani Krysia nie mogła uwierzyć w ogrom zniszczeń. A ja i tak dostałam karę za to, że nie powiedziałam, że jest mi AŻ TAK niedobrze.
Przez jakieś trzy miesiące nikt nie ruszył zupy pomidorowej.
Znacie sytuację gdy w domu tylko jedna łazienka, aktualnie zajęta przez któregoś z domowników, a wy czujecie, że nie wytrzymacie już dłużej? Krótko mówiąc, za przeproszeniem, wysrałam się do nocnika synka, a zdziwionemu mężowi, kiedy już wyszedł z kibelka, bezczelnie skłamałam, że to nasz Bartuś zrobił takie kupsko.
Biedny wystraszył się, czy młodemu nic nie zaszkodziło...
Mam 31 lat, ale wyglądam na nastolatka. To zasługa tego, że jestem chudy, mam delikatne rysy twarzy, nie siwieję i mam dużo włosów.
Prośba o pokazanie dowodu osobistego w celu potwierdzenia pełnoletności to norma.
Nie tylko w sklepach. Nowo poznane osoby proszą o pokazanie dowodu, bo mi nie wierzą. Często jest to główny temat do rozmów.
Ale nigdy bym nie przypuszczał, że wydarzy się taka sytuacja.
Jestem psychologiem. Zostałem zaproszony do swojej dawnej szkoły w celu przeprowadzenia warsztatów w kilku klasach. Wszystko fajnie, koniec lekcji, ja pakuję wszystkie materiały do teczki i nagle podchodzi do mnie uczeń i mówi, "Zazdroszczę ci, że w naszym wieku masz już ukończone studia" Ja takie cooo? Nic nie odpowiadam, a on "a tak z ciekawości, ile miałeś lat, gdy rozpocząłeś studia?". W sekundzie przypomniałem sobie o swoim młodym wyglądzie. Wszystko mu wytłumaczyłem, pokazałem rok urodzenia w dowodzie. Śmiechom nie było końca.
Moi rodzice wzięli ślub, gdy mama była w ciąży. Z jej opowieści wynikało, że jej mama zmusiła ją. Od małego słyszałam wiele złego na temat babci. Nie miałam z nią dobrego kontaktu, mimo że rozpaczliwie próbowała do mnie dotrzeć i wyjaśnić wszystko (teraz jest już za późno, by z nią porozmawiać. Odeszła dwa lata temu). Mama kazała mi na nią mówić babka, na dziadka po imieniu. Kłóciła się z nimi bez przerwy, często, bo mieszkali w domu obok nas. Zresztą matka kłóciła się ze wszystkimi. Z rodziną nie utrzymywała kontaktu, gdy miałam 10 lat zabroniła babci zabierać mnie na spotkania rodzinne. Nie znam swojej rodziny.
Z sąsiadami wieczna wojna. Wprowadzali się nowi sąsiedzi, to od razu znajdywała powód do kłótni. Gdy spotykała ich na ulicy, wyzywała. Większość miała ją gdzieś, udawali, że jej nie zauważają. Niektórzy nie pozostawali dłużni i toczyli wojnę. Wtedy matka szła do dzielnicowego na skargę, że jest dręczona przez sąsiadów. Mimo tego zawsze dbała o to, żeby ludzie postrzegali ją jako piękną i bogatą. Ceniła tylko takich ludzi. Gdy byłam mała mówiła, że nie grzeszę urodą. Gdy mówiłam jej o swojej kumpeli, pytała tylko, czy jest ładna. Sama przed lustrem spędzała co najmniej godzinę, zanim wyszła na zakupy.
Z ojcem nie miałam wcale kontaktu. Nigdy mnie nie przytulił, jakby nie zauważał. Gdy miałam 6 lat, wyjechał za pracą. Mama nie pracowała bo przysyłał pieniądze. Pamiętam rozmowę ich gdy miałam ok. 14 lat. Matka mówiła: "zabierz ją do siebie, mam z nią takie problemy". Nie rozumiałam o co chodzi. Może i weszłam w wiek dorastania, ale nie stwarzałam kłopotów, dobrze się uczyłam itd. Parę miesięcy później ojciec zostawił nas. Matka szalała. Nie było co jeść, wysyłała mnie do babci pożyczać pieniądze. Zaczęła się na mnie wyżywać, kiedyś wykrzyczała, że żałuje, że mnie urodziła. Minęły 2 lata, nim urząd pracy wysłał ją do pracy. Wcześniej zrobiłam jej listę, gdzie mogłaby popytać o pracę, ale ona krytykowała wszystko.
Zdecydowałam, że będę żyć inaczej.
Gdy miałam 21 lat, wyjechałam. Nowe życie zaczęłam od budowania własnego zdania. W domu nie mogłam nic powiedzieć, bo matka przekrzykiwała mnie - ona zawsze miała rację. Mimo że ciężko było na początku, wysyłałam jej gotówkę, bo znów nie miała pracy (później się wygadała, że mój ojciec się odnalazł i w tym czasie otrzymywała zaległe alimenty).
Po kilku latach wyszłam za mąż, urodziłam syna. Niedawno obchodził 2 lata. Na urodzinach matka narobiła mi wstydu. Plotkowała zawzięcie na temat naszego kolegi który był na przyjęciu. Zwróciłam jej delikatnie uwagę, że przesadziła, zadzwoniła więc do moich teściów i oznajmiła, że zrywa ze mną kontakt, bo zrobiłam jej okropną awanturę. Zaczęła mnie oczerniać, moją ś.p. babcię też. Na szczęście jej nie uwierzyli. Powiedzieli mi najpiękniejsze słowa, jakie mogłam usłyszeć: Ty matki już nie masz, ale my jesteśmy twoją rodziną.
Moja dziewczyna właśnie wydała 200 złotych na jakąś kredę z Rosji, którą zamierza zjeść. Co więcej, zamierza ten nagrany proces dodać na instagrama. Ma tam konto ASMR, na którym kroi mydło i inne takie.
Tych ludzi, którzy jedzą glinę i kredę jest na instagramie od cholery. Dziwny jest ten świat.
Mam 15 lat. Okrągłe 7 dni wystarczyło, żeby zmienić moje poglądy na świat. Przed tymi dniami byłam zimną , wredną suką. Mówię o tym otwarcie i zdaje sobie sprawę. Byłam typowym rozpieszczonym dzieciakiem. Na myśl o moim zachowaniu wstydzę się go. Byłam bezczelna i opryskliwa dla dorosłych ludzi, dla których powinnam mieć szacunek. Dziwię się że miałam jakichkolwiek przyjaciół. Uważałam, że oni spędzając ze mną czas powinni się cieszyć że spędzają go ze mną. Byłam z tych dzieci co obrażają się na mamę, bo kupiła Iphona 6s nie gold Rose tylko Silver! Naprawdę wstydzę się teraz tego. Uważałam że to że czegoś nie umiem to nie moja wina, tylko nauczyciela bo mi tego wystarczająco nie wytłumaczył. Często wagarowałam, niechętnie chodziłam do szkoły, bo czułam że nauczyciele mają nade mną wyższość. Mimo to miałam bardzo dobrą średnią (zawsze powyżej 5,5).
Myślę, że nikt nie widział już nadziei w moim zachowaniu. Ba! Nawet ja sama nie widziałam. Zastanawiacie się co mogło zmienić mnie z rozpieszczonej, sukowatej nastolatki w dojrzałą, doceniającą to co ma dziewczynę?
Wyjechałam na wczasy do Egiptu. To zmieniło moje wszystkie poglądy na świat. Małe dzieci, brudne, głodne chodziły i sprzedawały chusteczki turystom. Wyszłam z bananem na ulicę a wokół mnie roiło się już mnóstwo dzieci i prosiła by dać im kawałek. Nastolatkowie w moim wieku, którzy powinno chodzić do szkoły, uczyć się, pracują w hotelach - sprzątają pokoje, pracują na zmywaku. Tym bogatym można wszystko. Moja mama dostała nawet kilka ofert, by wymieniła mnie za wielbłądy jakimś starszym Arabom. Nawet nie chciałam myśleć ile dziewczyn z biednych rodzin sprzedano właśnie w ten sposób. By były czwartą żoną takiego oblecha. By były poniżane i bite. Wiele dziewczyn w moim wieku sprzedają swoje ciało turystom, bo tylko to przynosi jakiś marny zysk.
Dzieci tam są głodne, brudne nie mają domu a ja? Ja narzekam chociaż mam bardzo dużo! IPhone 7? To co ze pół roku temu dostałam 6s ja go muszę mieć! 128 GB? To co ze wykorzystam maks 10, ja muszę mieć ten lepszy!
Ludzie tam umierają na wściekliznę, są strasznie zacofani. A przy tym mają wspaniały humor, poprawiają go każdemu! Nie mają pieniędzy ale cieszą się z tego co mają.
I tak o to z rozpieszczonego bachora stałam się miłą, normalną nastolatką. Ta podróż bardzo mnie zmieniła! Właśnie przed chwilą nadałam drugą, wielką paczkę dla rodziny którą tam poznałam z najpotrzebniejszymi rzeczami :)
Patrzę teraz inaczej na świat i doceniam to co mam ;)
Chciałabym również odwiedzić Meksyk, Indie i Brazylię. Tam też chciałabym pomagać ludziom.
Dodaj anonimowe wyznanie