#yW6I0

Gdy chodziłam do czwartej może piątej klasy podstawówki, mieliśmy lekcję o nowotworach. Pani wspomniała o nowotworze piersi i o tym, że kobiety często na niego chorują, dlatego powinny sprawdzać co jakiś czas, czy nie wyczuwają guzów.

Pewnego pięknego dnia podczas kąpieli i mycia klatki piersiowej wyczułam – OLABOGA – guza! Przypomniała mi się lekcja przyrody, więc gdy skończyłam się myć, najpoważniejszym głosem, jakim potrafiłam, przełykając łzy, powiedziałam: „Mamo, mam nowotwór piersi i mogę umrzeć. Ale nie martw się, w niebie będzie mi dobrze...”.
Mama popatrzyła na mnie z politowaniem, a ja kazałam jej sprawdzić, jeśli mi nie wierzy. Sprawdziła. To nie był nowotwór. Rosły mi piersi.

Nie mam traumy, ale mam nadzieję, że tego nie pamięta.
Dragomir Odpowiedz

Ty się ciesz że ta historia nie stała się sztandarową opowieścią przy kawie z cioteczkami.

HansVanDanz

Brzmi ta opowiastka równie prawdopodobnie jak Putin, gdy mówi o pokoju.

Dodaj anonimowe wyznanie