#51roa
Mam 26 lat, mam wszystko, co kiedyś chciałem, a nie jestem szczęśliwy, ale po kolei.
Żonę znam od tak długo, jak z nią jestem, ostatnio minęło 6 lat. Zawsze nam się układało, nie było większych konfliktów i te wady co ja w sobie sam widziałem jej nigdy nie przeszkadzały. Bardzo długo byliśmy szczęśliwi, po ślubie zamieszkałem w jej rodzinnym domu wraz z teściami, każdy zajmuje osobne piętro i mogę rzec, że z jej rodzicami bardzo dobrze się dogaduję, a ostatnio na pewno lepiej niż z nią. Teraz mamy dziecko, które obecnie daje mi chyba najwięcej radości, ale są momenty, gdzie zostaję dobity do ziemi przez żonę i odechciewa mi się dosłownie wszystkiego. Otóż moja żona zaczęła krytykować dosłownie każdy aspekt mojego życia.
Zacznijmy od pracy. Jestem na stanowisku menadżerskim, ale w średniej firmie (70 osób), moje zarobki są dość przyzwoite i choć moja praca bardzo często mnie irytuje i niestety ciągnie się czasami do domu (czasem trzeba odebrać telefon, zalogować się tu i tam i podjąć jakąś decyzję). Oczywiście moja żona krytykuje wszystko w mojej pracy, od tego jak nasza firma jest zarządzana, mojego przełożonego, moich podopiecznych i to, że za dużo wysiłku wkładam w swoją pracę (nie chodzi, że po pracy).
Idziemy dalej, czyli koledzy. Nikt z moich kolegów nawet nie dorasta jej do pięt (według niej oczywiście) i wszyscy są albo oblechami, albo debilami. Jak uda mi się wyrwać na jakąś kulturalną domówkę do jednego z nich raz na ruski rok, to jest dobrze, nie wspominając o zapraszaniu ich do siebie. Oczywiście ja nie powinienem na nich tracić czasu.
Hobbistycznie gram w gry, a raczej grałem, bo po każdej dłuższej sesji na komputerze lub konsoli dostaję kazanie, jak to się zachowuję jak dziecko i jestem niedojrzały, a gry, w które gram są dla 15-latków. Tak, Battlefield na pewno jest dla 15-latków... Kiedyś grałem tez z kolegami online, ale to też ukróciła, bo „grałem sam do siebie przez komputer”. A jeszcze kilka lat temu nie miała nic przeciwko, ba, nawet był to dla niej plus, że ona też będzie miała czas na swoje serialiki, jak będę sobie grał.
Dziecko, którym nie ukrywam ona zajmuje się lwią częścią dnia, też może być powodem do krytyki mojej osoby. Ja uważam, że dziecko owszem, potrzebuje czułości, wspólnej zabawy, tańca itp., ale jak ono poznaje świat i porusza się samo po domu lub podwórku, to nie trzeba ciągle za nim łazić i patrzeć, czy nie zrobi sobie krzywdy. Owszem, przewróci się, uderzy w róg, ale się nauczy, tylko że jak dziecko przy mnie płacze, to ja jestem ten zły.
Podsumowując, nie wiem co mam robić ze swoim życiem, jak wracam z pracy do domu. Na każdym kroku czeka na mnie toksyczna żona, z którą kiedyś byłem szczęśliwy i się prawdziwie kochałem. A ja chcę tylko zapewnić spokojną przyszłość mojej rodzinie.
To zdaje się czas na poważną rozmowę. Tylko Twoja żona powie Ci o co jej naprawdę chodzi. Co czuje i co Ty czujesz. Przestaliście ze sobą rozmawiać a zdaje się, że wasze potrzeby i pragnienia też się trochę rozjechały. Może za mało czasu zajmujesz się dzieckiem i ona ma tego dość? A może jak masz czas to możesz coś zrobić w domu ale tego nie robisz? Ona może oczekiwać pewnych rzeczy a Ty przecież się nie domyślisz bo nie czytasz w myślach, a nie powie bo...
Trzeba usiąść i porozmawiać.
Serio, stary, zastanów się nad sobą! Mieszkasz u jej rodziców, dzieckiem się nie zajmujesz i jeszcze płaczesz w internecie, że żona toksyczna i "jest Twoja udręka", bo ci grać w battlefielda nie daje. Tak trochę jakbyś miał 13 lat, a nie 26. Albo jakbyś sam był toksyczny, bo nawet nie próbujesz jej zrozumieć, że się martwi o dziecko, ty wiesz lepiej i już. W dodatku piszesz, że ona się w większości nim zajmuje. No to na dziecko nie masz czasu, ale na "dłuższe sesje na kompie czy konsoli" to już tak?
Narzekanie na zarządzanie, szefa czy pracowników to z kolei brzmi, jakby się o ciebie martwiła, że za dużo Ci zwalają na głowę czy coś takiego. Z tego wszystkiego toksyczne mi się wydaje jedynie wyzwanie twoich kumpli od debili i oblechow, ale nie wiadomo w jakiej sytuacji tak powiedziała, bo tego nie napisałeś.
@lesio z grami i praca pewnie tak samo. A autor sprawia wrażenie jakby nie rozumiał tego i uważał, że żona nie lubi tej konkretnej gry czy tych konkretnych osób XD myślisz, że autor nierozgarnięty czy żona zołza?
Kiedy zachowanie twojej żony zaczęło się zmieniać? Skąd to się wzięło? Bez poważnej, szczerej rozmowy raczej się nie obejdzie. Znikąd te emocje się nie wzięły.
Zdecydowanie musicie pogadać, ale...przede wszystkim zastanów się, czego oczekujesz. Może nasz przykład trochę Ci pomoże....Mój mąż wyjeżdża do pracy o 7, wraca o 18, ja siedzę w domu z 2 małych Koszmarów. On oczekuje ode mnie tego, że będzie miał wyprane ciuchy, ciepły obiad po powrocie i uszykowany llunch do pracy. I to zawsze ma. Ja oczekuję chwili wytchnienia od dzieci. Mąż wraca, na 15 minut przejmuje dzieciarnię, później jemy razem obiad i do oddelegowania dzieci do łóżek po prostu się przy nich zmieniamy. To, czego nie zdążyłam posprzątać w tygodniu, ogarniamy razem w sobotę. Zajmuje nam to max 3h, bo we dwoje idzie ekspresem. Resztę weekendu mamy dla siebie. Zapraszamy znajomych, robimy grilla, ogniska, zimą pieczemy pianki w kominku. Czasem mąż siada do half lifa. Jeśli trzeba - gra z Młodszą na kolanach. Ja czasem gram w Wieśka w ten sam sposób. Raz na 2-3 miesiące mąż jedzie na noc do swojego kumpla, którego ja nie cierpię, ale do mnie wpada wtedy zwykle przyjaciółka. DZIELIMY SIĘ WSZYSTKIMI OBOWIĄZKAMI. Jasne, sprzątam głównie ja, gotuję tylko ja, ale mąż nie ma problemu z umyciem połowy okien, albo pokrojeniem mi cebuli, bo ja nienawidzę tego robić. Potrzebę chwili oddechu komunikujemy sobie jasno i zrozumiale. Czasem się kłócimy, tak. Trwa to jakieś 5 minut i pomaga rozładować stresy. Mówimy potem uff i już..... Pogadaj z żoną, dowiedz się, jak możesz jej pomóc i powiedz jak ona może pomóc tobie. Powodzenia.
Lesio, czytaj zanim komentujesz. 15 minut jest tuż po wejściu, żebym ja mogła złapać oddech psychicznie. Zauważ, że dalej napisane jest, że po obiedzie przy dzieciach się zmieniamy. Twoim zdaniem mam wepchnąć chłopu, po 11h poza domem, dwójkę Koszmarów na resztę wieczoru? Czy jednak dawać sobie wzajemnie chwile oddechu i szanować na wzajem swoje granice?
Lesio masz dzieci? :D "kochanie, dzisiaj wychodzę z koleżankami, ogarnij dzieciaki, papa" serio? :D:D:D
uwazam, ze Jusibe dzieli sie fair obowiazkami ze swoim mezem. Kiedy on pracuje ona zajmuje sie dziecmi a potem razem ogarniaja reszte.
Lesio...owszem, mogę. Ale po co? Żeby okazać swoją nieodpowiedzialność? Ustalamy ze sobą nasze wyjścia. Ja mam czas, żeby zaprosić przyjaciółkę, on ma czas, żeby zaprosić przyjaciół domu. Nikt z nas nie musi spędzać wieczoru sam i ma wsparcie osób, które znają nasz dom, nasze dzieci, wiedzą gdzie ręczniki i gdzie patelnia. To daje gigantyczny komfort. Szanujemy się. A nieodwalanie akcji typu "wychodzę, kiedyś wrócę" jest jednym że sposobów wyrażania tego szacunku. Wychodzenie z informacją "muszę, bo się uduszę" też ma miejsce. Ale tyczy się to 30 minut spaceru po lesie, a nie pójściem na bibę i powrotem w nocy.
Lesko, Jusibe opowiedziała jak powinno wyglądać zgrane i odpowiedzialne małżeństwo a ty i tak się do czegoś przyczepiłeś.
Lesio, jako mąż i ojciec dwójki przeuroczych dzieciaków zaręczam że jakbym usłyszał coś takiego zaraz po powrocie z roboty to chyba by mnie szlag na miejscu trafił. Będąc rodzicem nie możesz ot tak rzucić tego w piździet i wyjść. No tak się nie robi. U nas to raczej funkcjonuję na zasadzie "chciałem/am wyjść wieczorem, masz siłę się nimi dziś zająć?" Niby wiadomość podobna ale przekaz o niebo lepszy i tak żona czasem się wyrwie na planszówki z siostrami a ja na festiwal piwa z kumplami. Choć zazwyczaj i tak umawiamy się z jakimś wyprzedzeniem.
Dziecko nie może być powodem do utraty więzi społecznych. Dziecko nie jest też powodem do utraty hobby i zainteresowań. (Tak, gra na kompie też może być sposobem na relaks). "Ale ona zajmuje się DZIECKIEM!!" No. A on pracuje i na to zarabia. Mniemam, że to wspólna, świadoma decyzja, a jeśli tak, to postawa w stylu "Dobra, to Ty zarabiaj, a ja zajmę się dzieckiem, ale tylko do czasu aż wrócisz z roboty, bo potem Ty zapieprzaj dalej bo ja chcę odpocząć (Ty do odpoczynku prawa nie masz)" no... raczej nie jest ok. Zwlaszcza, jeśli mieszkają u rodziców (co jak podejrzewam, było podyktowane możliwością pomocy przy dziecku). W pełni zgadzam się też z autorem odnośnie tego, że dziecko może eksplorować świat w ograniczonym, bezpiecznym otoczeniu bez chodzenia za nim krok w krok.
Uświadomiłbym żonie, że, po pierwsze, Twoi przyjaciele to Twoi przyjaciele. Będziesz się z nimi spotykał. Z nią lub...bez niej.
Twój czas na odpoczynek, to Twój czas na odpoczynek. Chętnie spędzisz go razem z nią (małe można podrzucić dziadkom na godzinę, lub wziąć nianię), a jeśli nie, to sam.
Przypomniałbym jej też, że jesteś autonomicznym bytem. Masz prawo do własnych decyzji, relacji, sposobów spędzania czasu.
Rozważyłbym też żłobek dla dziecka i powrót żony do pracy. Ludzie, jak się nudzą w domu (zajmowanie się dzieckiem jest po prostu monotonne) to często mają posrane pomysły.
@lesio jejku, zazdroszczę twojej żonie takiego odpowiedzialnego męża! Mam nadzieję, że wrócisz do hobby i że oba też okaże się odpowiedzialna i Ci to ułatwi.
@Umbriel, powiedzmy sobie szczerze, granie to nie jest godzina. Jak typ mówi "dłuższa sesja" to na bank 2 do 5 h. I teraz pytanie czy ona ma tyle czasu na odpoczynek dla siebie? A jeśli tak, to czy kiedy odpoczywa, to może tak jak on się wyłączyć, założyć słuchawki i mieć wszystko w dupie, czy tatuś okazuje jakiekolwiek zrozumienie względem obaw żony, czy wypuszcza dziecko z domu i idzie oglądać serial, nawet nie zerknie. Pomine już fakt tego pierdzielenia o zarabianiu na rodzinę, bo większość kobiet jednak też pracuje, a tu już wgl jej wkład jest spory, bo odchodzą koszty mieszkania czy niani/przedszkola.
Dziecko się może przewrócić i utopić w kałuży czy gdzieś wpaść i sobie zrobić krzywdę. Ile było wypadków, że dziecko wpada do studni albo się topi w stawie albo wyjdzie na jezdnię. I tyle z eksplorowania znanego terenu.
Bardzo mi przykro :(
@Maryl - ja mam dziecko, opiekowałem się nim, w zasadzie dalej to robię i... Pieprzenie o tym, jak to z dzieckiem nie ma się czasu to...pieprzenie. Może 30lat temue..ale teraz? Mały szkrab (do roku) tak naprawdę 2/3 doby przesypia, więc po nakarmieniu, przewinięciu i chwili zabawy najczęściej pada i godzinę ma się dziecio z głowy. Gotowanie to kwestia organizacji (jednym rzutem można zrobić kilka porcji), praniem w dzisiejszych czasach zajmuje się pralka. Nierzadko zajmowałem się małą dwa tygodnie pod rząd, gdy eksia jechała w trasę i miałem dosłownie "fchuj" wolnego czasu. Fakt, jest to zajęcie monotonne, ale absolutnie nie ciężkie czy wymagające. Co do eksploatacji, to wiesz, jak masz ogrodzone podwórko/zabezpieczony dom, to radośnie siadasz z książką i po prostu zerkasz, co tam małe porabia i czy nie je za dużo piasku. Serio. Nie ma potrzeby unoszenia się nad nim jak helikopter. Jak dziecio jest starsze to wchodzi żłobek/przedszkole i tego czasu robi się jeszcze więcej.
Odnośnie natomiast hobby. Zależy co Cię interesuje. Jeżeli uprawiasz triathlon, albo naparzasz Ironman'a, to się zgodzę. Ale z większością da się opieketnad dzieckiem pogodzić. Lubisz grać? Graj jak małe śpi. Lubisz biegać? Załóż małe w huste i jazda (sprawdzone), ja zabierałem nawet na treningi rekonstrukcyjne. Jak była niemowlakiem to po prostu obserwowała, jak urosła to kibicowała tacie i sama się wkręciła w historię. W góry chodzimy razem. Muzyka i teatr też fascynujeenas oboje i nic fajniejszego niż przekazywanie dziecku swojej wiedzy o czymś, co Was wspólnie ciekawi. Tak więc - da się.
Umbriel, wszystko zależy od dziecka. Serio. Ja w przypadku obojga moich byłam przez 1 rok na ostatnich nogach, sypialam po 4h na dobę. Kolki, ząbkowanie, karmienie cyckiem mnie ratowało, bo przy karmieniu łapałam trochę snu. Młodsza ma teraz 2.5 roku, starszy 5. Kiedy wieszałam pranie, dosłownie 10 metrów od niej - wyskoczyła do stawu. Głębokiego. Zabezpieczonego barierkami. Do dziś nie wiem, jak to zrobiła. Ja obróciłam się tylko na czas powieszenia 3 par skarpet. W przypadku moich dzieci - oczy w doopie to konieczność. Od momentu wstania rano, do powrotu męża z pracy - siadam tylko na sedesie. Zazdroszczę bezproblemowego dziecka, nie ukrywam. Wiem, że takie istnieją, ale trzeba pamiętać, że dzieci są różne. Jako przykład taki nasz dialog z czwartku wieczorem. "Dzieciarnia zasnęła, masz ochotę na seks? - mhm - to super - aha - hrrrrrrrr"
Nie nazwałbym mojej córki bezproblemową 🤣 To, tak zwane "żywe sreberko", ale udało się ją, po prostu, ogarnąć i zbudować wzajemne zaufanie. Fakt, jest jedną, to, jak podejrzewam, wiele zmienia, ale, w moim przypadku, mega różnicę robiło chustowanie. Zawiązujesz małe i jazda z tym, co masz akurat zrobić. Sprzątanie, gotowanie, spacer. Szkrab czuje się blisko, jest zajęty obserwowaniem tego, co robisz, zawsze można do niego mówić i opisywać czynności - dziecko zasłuchane, a, zwykle, kombinacja glosut, ciepła i ciasnego opotulenia odcina dziecio w pół godziny 😋 I, serio, da się przy tym i mieć czas na hobby (jasne, że nie tyle, ile by się chciało, ale jest) i na odpoczynek (nieraz spało się razem) i na obowiązki. Polecam. Chusty rządzą.
Umbriel...Moje dzieci były nosidłowe (mei tai), bo wiązanie chusty przekraczało moje możliwości. Zawsze nóżka gdzieś uciekała. Nie umiem w rzeczy wymagające wyobraźni przestrzennej...I już. W nosidle z Młodszą przycinałam gałęzie, wieszałam pranie, kosiłam trawnik (miała słuchawki). Ale podrosła, ja mam rypnięte korzonki...I nie mogę jej trzymać dłużej niż 2- 3 minuty. Jest żywym srebrem, duszę bym oddała za moje Koszmary. I dlatego nie pozwalam sobie już na chill, kiedy jestem sama z nimi. Oni chcą wiedzieć, jak działa sekator - pokazuję i pilnuję. Ogród mogłabym ogarnąć sama w 45 minut. Z nimi - to jest cały dzień. Trzeba pokazać, wytłumaczyć, przypilnować. Daje to wiele radochy, ale czasem nie wiem gdzie góra, a gdzie dół. Rodzicielstwo bliskości to wielka rzecz, Umbriel ;)
A ja tak czytam i mi się historie moich szanownych starszych przypominają. Czas akcji, końcówka lat 80-tych początek lat 90-tych. Niczego nie było. Wychowywali małego mnie bez zmywarki, pralki automatycznej, baaa bez pampersów i innych udogodnień. Padre do tej pory mi wbija szpile że musiał dzień w dzień pieluchy prać ręcznie i wygotowywać, 2-3 godzinny dziennie, codziennie. No i jeszcze ręcznie wszystkie gary i talerze pomyć. Do pracy pójść oboje. Jakoś dawali radę to ogarnąć i jeszcze specjalizacje lekarskie porobić i ze znajomymi się spotkać. Sam mam żonę, dwójkę dzieci, działalność gospodarczą, a także zainteresowania i znajomych. WTF???
Cystof: no właśnie o tym mówię. To się, naprawdę, przy współpracy dwojga osób i udogodnieniach dzisiejszego życia, naprawdę da ogarnąć. A propos przyjaciół, to nadmienię, że też mogą sporo pomóc. My mieliśmy trzy zaprzyjaźnione pary z dziećmi w podobnym wieku, które się spoko się razem bawiły (właściwie bawią do tej pory) i po prostu raz w miesiącu każdy miał piątkę dzieciaków na stanie, pizzę i wieczorek filmowy z nocowanką a pozostali rodzice wolny wieczór weekendowy. Spoko układ, polecam.
@Jusibe - na mój gust chusta jest prostsza i, zwyczajnie, lżejsza. Plus na spacerach robi jednocześnie za kocyk, ale ok, rozumiem, że może być problematyczna. Ja z moim ćwiercdiablatkiem chodziłem po górach (spoko przeciwwaga dla plecaka 🤣), reżyserowałem spektakle, tworzyłem scenografie i. Lalki teatralne (tu to była zabawa...) I, fakt, każda z tych czynności z młodą zajmuje dłużej, ale za nic nie oddałbym chwil, w których moje zasłuchane dziecko tuli się do mnie i czuję, że jest tu całą sobą 😁 Rodzicielstwo bliskości to wielka rzecz. Dobrze powiedziane. 👍
Tak, za małym dzieckiem jak raczkuje musisz biegać i uważać, żeby nie zrobiło sobie krzywdy. To nie jest 5-latek, który potknie się o własne nogi, popłaczę i mu minie. To jest wiek, kiedy jebnie głową w kant i zrobi sobie poważną krzywdę.
Ja się nie dziwię, że żona Ci dupę truje skoro nie chcesz się dzieckiem zająć, a jak już łaskawie zerkasz to i tak masz jego bezpieczeństwo w dupie.
Możesz też, na przykład, zabezpieczyć mieszkanie i sprawić, by dziecko było bezpieczne. Nie, nie walą się z premedytacją czołem w kant stołu. Ale po co? Przecież można bezproduktywnie łazić za dzieciakiem i patrzeć, a potem narzekać, jak się jest zmęczonym i jak to się nie ma na nic czasu. 🤦
Umbriel nie ma znaczenia jak dobrze zabezpieczysz mieszkanie, tak małe dziecko może sobie zrobić ogromną krzywdę o byle co. Ma takie proporcje, że wystarczy, że się oprze o stojące krzesło, potknie o własne nogi i jebnie głową o kafelki, bo głowę ma ciężką i środek ciężkości ma przesunięty. To po prostu taki wiek, że musisz za dzieckiem biegać i tyle
Gry są najmniej wartościową rozrywką. Słusznie, że Cię o to atakowała. Osobiście nie gram od wielu lat może ra zna rok godzine w dooma zagram.
Eej, dlaczego? RPG, gdzie musisz kminić statsy ekwipunku i jakiego wyboru dokonać, żeby osiągnąć odpowiednie zakończenie - ćwiczą i relaksują mózg. Strzelanki - ćwiczą refleks, strategie - umiejętność przewidywania. We wszystkim można znaależć wartość i wszystko może być rozrywką. To zależy od człowieka. No i.....sorry, ale "trudne sprawy" są zdecydowanie mniej wartościową rozrywką, niż gry.
@Jusibe
Co ty chrzanisz ja mieszkam sam i pracuję. Jak ogarnę dom po robocie to mam z 2-4 h dla siebie. Czyli książki techniczne ( zawód ) + siłka i różaniec, czasem poprogramować.
Gry nie relaksują. Gry są absolutnie największą stratą czasu. Jedyne co człowiek czuje po przerąbaniu paru godzinek to uczucie zmarnowanego czasu. A na koniec tygodnia spotkanie z rodziną i pomaganie starym przy remoncie i to jest relaks, a nie siedzenie przed kompem jak frajer.
Jak lubisz bawić się na kompie to naucz się programowania, sam mimo, że nie jestem programistom potrafię bardzo dobrze w C i shella ( z dwa lata trzeba kodzić aby móc zrobić coś fajnego ale potem satysfakcja jest wielka ).
Weź się chłopie za siebie a nie szukasz wymówek, że gry rozwijają. Gracze to jest dno łańcucha pokarmowego. Może jesteś młody ale jak już jesteś na studiach czy pracujesz to lepiej odrzuć to gówno czym prędzej.
Pzdr.
Znaczenie większą stratą czasu jest ten różaniec. Zamiast pielęgnować iluzję niewidzialnego przyjaciela, z której powinno się wyrosnąć w wieku przedszkolnym (ja miałem czarną panterę) lepiej zająć się czymś pożytecznym. Polecam pomoc uchodźcom, bądź innym, tej pomocy potrzebującym, ludziom. Zamiast trawić czas i pieniądze na absurd religii, możesz też zainteresować się nauką, bądź sztuką. Kilka lat trzeba poświęcić, by się wgryźć, ale potem satysfakcja jest niesamowita. 🙂👍
Teiści to samo dno łańcucha inteligentnych, refleksyjnych ludzi. Odrzuć to gówno czym prędzej!
Modlitwa jest jedną z najwartościowszych rzeczy jakie człowiek może zrobić.
Widać, żeś prymityw @Umbriel
Uważasz mamrotanie do siebie, rzekomo, mających magiczne właściwości słówek za najwartościowsze zajęcie? 🤣🤣🤣Taniec na wywołanie deszczu też odstawiasz? Bo ja raczej sprawdzam meteo.
Facet odstawia średniowieczne mambo Jambo i stwierdza, że to ja jestem prymitywem 🤣🤣🤣
Posłuchaj, gumisiu, w moich oczach jesteś na tej samej półce co wyznawcy Wielkiego Mzimu, boginii Kali i Wszechpotężnego krakena i płaskiej ziemi. Jestem w stanie pojąć przywiązanie do tradycji (chociaż z mojego punktu widzenia tradycja to po prostu sposób robienia rzeczy w określony sposób, dopóki ktoś nie wymyśli lepszego), jestem w stanie nawet pojąć potrzebę wiary w jakiś nadprzyrodzony byt, potrzebę mistycyzmu. Ale to już radosne. Najwartościowsze zajęcie 🤣🤣🤣
Nie, gumisiu, posunięcie do przodu myśli ludzkiej, to najwartościowsze zajęcie. Czy pod względem kultury, nauki czy filozofii. Pomoc drugiemu człowiekowi, chęć poznania go i zrozumienia. Poprawa świata choćby w najmniejszym stopniu wokół siebie. Tak, by zostawić go naszym dzieciom w lepszym, a przynajmniej znośnym stanie. TO są wartościowe rzeczy. Mamrotanie pod noskiem - niekoniecznie.
Czy ktoś kto pisze, że poznanie i zrozumienie innych uważa za coś najważniejszego, esencję życia. Wyśmiewałby wiarę drugiego człowieka? Oczywiście, że nie. Czyli w Twoim wypadku nawet nie postępujesz zgodnie z tym co rzekomo jest dla Ciebie takie ważne. Kłamiesz mi w żywe oczy.
Prymityw - wiary oczywiście nie zrozumie i będzie z niej szydził.
Do wiary trzeba mieć łaskę Ducha Świętego. Zatem nie jest to coś co sobie ot tak człowiek wybiera.
Oto potworna prawda Twojego życia. Bóg postanowił Ci jej nie udzielić. Nie szukałeś, nie znalazłeś, nie byłeś godny.
Jesteś więc tam gdzie jesteś, zapluty bo zobaczyłeś słowo różaniec. Ustawiony przeciwko czemuś tak prostemu i dobremu jak modlitwa.
Pozostań w swoim zakłamaniu.
Oceniasz i obrażasz postawy innych ludzi. Gdy ktoś ocenia Twoją, nagle czujesz się tym straszliwe dotknięty. Pojęcie hipokryzji jest Ci znane?
I tak, byłem teistą, w tym smutnym kraju, na jakimś etapie życia, niestety prawie każdy jest. Mnie uratowała zdolność czytania ze zrozumieniem i postrzegania zjawisk całościowo, a nie tylko w podanymemi fragmencie. Dzięki temu dostrzegłem jakim absurdem jest ta cała rozdmuchana, rozbudowana i zakłamana sekta. Jak prymitywnym, wewnętrznie niespójnym, a wręcz sprzecznym, tekstem jest biblia. Na to nałożyło się poznanie filozofii i zrozumienie, że postrzeganie w tym zacofanym środowisku źródła moralności jest kompletną bzdurą.
Wiem, że religia, krytykując inne postawy filozoficzne, rości sobie prawo do specjalnego traktowania i stwierdza, iż nie wolno jej krytykować. BO NIE!!
Ale wiesz, gumisiu? Mam to, generalnie w dupie. 🙂 Hipokryzję krytykowałem zawsze i w dalszym ciągu zamierzam.
Ja Ci wykazałem niespójność głąbie, a Ty teraz mi wmawiasz, że jestem urażony? Tylko stwierdziłem fakt - prymityw nie zrozumie modlitwy. Ja się nie zobowiązałem do : " Pomoc drugiemu człowiekowi, chęć poznania go i zrozumienia. ". To są Twoje słowa.
Szczęśliwie dla mnie. Nie są to dla mnie najwyższe wartości. Więc jak się pewnie słusznie domyślasz niewiele mnie to co w twoim łbie siedzi obchodzi.
A już te pierdy, że czytałeś Biblię i cię olśniło jaka to zła wiara jest to po prostu dla mnie śmieszne. "Poznałem filozofię taki jestem mądry, wszystko już wiem".
Nie musisz mnie bardziej przekonywać, że jesteś debilem. I ja nie będę się już powtarzał. Napisałem jak jest, oboje sobie zakomunikowaliśmy co dla nas istotne i starczy.. Bez odbioru Panie Filozof. LOL
"Głąbie"? To tak katolik odzywa się do bliźnich? "Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego"....ależ Wy musicie sami siebie nienawidzić....Odstaw kiedyś różaniec i spójrz w niebo. Pokontempluj nad absolutem. To tam jest bóg. Jakkolwiek miałby na imię - jest jeden. I jest w drzewie, ptaku, chmurze, błękicie nieba i uśmiechu dziecka. To tam go szukaj.
"teraz mamy dziecko" czy żona jest świeżo po porodzie? Jeśli tak, to może mieć depresję poporodową, często obrywa się właśnie partnerowi niestety. Spróbuj porozmawiać z nią na spokojnie, może delikatnie podpytaj, jak się czuje. Ewentualnie zawsze może się przydać terapia. Powodzenia ;)
A nawet jeśli nie jest świeżo po porodzie, to i tak może być depresja albo po prostu dość i potrzebny jej odpoczynek, taki dzień relaksu? Albo jakiś wyjazd tylko we dwoje
Tak, też bym miała depresję, jakbym ogarnęła facetowi dom, ogarniała dziecko, a on by w zamian nazywał mnie "jego udręką" bo mu grać w gry nie daje.
Ale, przepraszam.. jak to "nie daję". Czy jest ubezwłasnowolniony?
No uniemożliwia, marudzi jak gra za długo, a jego to oburza
Raz jeszcze - jak to "uniemożliwia"? Na marudzenie jest prosty sposób. "To właśnie chcę teraz robić. To moja sprawa, daj mi spokój." Tyle. Nie czaję jak można komuś coś uniemożliwić. A marudzenie? A marudź sobie. Jeżeli ktoś zachowuje się jak dziecko i gledzi, to słuchawki są na to świetnym rozwiązaniem. Podobnie jak wytłumaczenie, że jesteśmy autonomicznymi bytami z prawem do decydowania o swoim życiu i nie mamy obowiązku postępowania według czyichś nakazów.
Matko.. Nie rozumiem o co ci chodzi. Chcesz udowodnić, że on wyolbrzymia, czy że powinien ja olać czy że fizycznie nie da się komuś przerwać gry? No można technicznie uniemożliwić. stanąć przed oczami, odłączyć kabel, klikać w klawiature, albo tak marudzić, że się komuś odechciewa. Ale myślę, że tutaj ona po prostu jak sam napisał zwraca mu uwagę przy dłuższej sesji. A ty go namawiasz, żeby ja olał ciepłym moczem, założył słuchawki? A ona też tak ma robić czy ona nie może? "proszę to jest Twoje dziecko, spierdalam, będę jak będę"
Nie. Po prostu nie czaję, jak ludzie mogą sobie rościć prawo do decydowania o drugim dorosłym czlowieku. (I jak mogą godzić się na to, by ktoś decydował o nich). Nie wyobrażam sobie w żadnej z moich relacji usłyszeć "Zabraniam Ci tego!!!" Taaak? A, przepraszam, jakim, urwał, prawem? Z mojego punktu widzenia, w dojrzałej, funkcjonalnej relacji nie ma miejsca na zakazy czy "marudzenie ". Jest komunikacja. ",To i to sprawia, że czuję się tak i tak. Chciałbym/łabym tego i tego. Czy możesz mi pomóc?". Po prostu.
No ok. A co jeśli w odpowiedzi słyszysz "zaraz" i zaraz nigdy nie następuje? Albo "nie marudź"?
Mógłby chlać z koleżkami, nie pracować i obracać dziweczki. A tu chłop pracuje, chciałby sobie nieraz zagrać czy zwyczajnie odpocząć po pracy...a tu gderanie. Ale fakt, powinni porozmawiać, ustalić jakieś opcje, tak żeby każde miało możliwość odpoczynku i od dziecka, i od obowiązków. Najlepiej razem, żeby znów się zbliżyli i mogli nacieszyć sobą.
Zapisze sobie to zdanie i powiem jak ktoś się przypierdzieli do matki, że czegoś tam nie robi. Mogłaby chlać z koleżankami, nie pracować, ruchać się z Erasmusami. A tu babka pracuje, chciałaby sobie nieraz zwyczajnie odpocząć po pracy a tu gderanie. "Nakarm je, przewiń, przytul". No chyba można troche pochillować, nie? Co z tego że płacze.
Skutki eksplorowania terenu przez dziecko bez opieki: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2022-07-05/wielkopolska-9-latka-podtopila-sie-w-przydomowym-basenie-jest-w-ciezkim-stanie. Ta dziewczynka zmarła.