Mój chłopak na rocznicę związku wraz z moimi urodzinami kupił nam wycieczkę do Tajlandii. Ja uradowana, chociaż strasznie bałam się lecieć samolotem i nie wiedziałam, jak to zniosę. Jednak podróż powietrzna była bardzo fajna i przekonałam się do samolotów.
Pierwszy dzień zostaliśmy w hotelu, bo padało, ale następnego dnia poszliśmy w Bangkok na całego, aby jak najwięcej zwiedzić i porobić zdjęć. Dopiero po zmroku to miasto ożyło i pokazało, jakie jest piękne. Mój chłopak podszedł do jakiegoś faceta, który nosił jakąś kartkę z napisem „ping-pong”. Ja stałam przy stoisku z jedzeniem, ale chłopak zaraz wrócił i bardzo naciskał, aby iść na ping-ponga, bo to takie fajne itd... Dziwnie się zachowywał, ale cóż, poszliśmy.
Każdy wchodzący dostał po paletce i nie za bardzo rozumiałam, po co płacić za takie rzeczy, skoro pograć mogę w domu. Jednak to co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Jakaś goła pani wchodziła na scenę, nakładała na piłki wazelinę, wkładała je w miejsca intymne... i strzelała do tłumu, który te piłeczki odbijał. Wytrzymałam tam do końca, odbiłam dwie piłki.
Uwielbiam żółty ser. Uwielbiam go do tego stopnia, że czasami wcinam kostkę tak po prostu, bez dodatków.
Uwielbiam żółty ser do tego stopnia, że kiedyś, gdy tuż po zjedzeniu kostki zwymiotowałam do umywalki (byłam bardzo, ale to bardzo pijana) i zobaczyłam, że ser wygląda na niestrawiony, to wypłukałam kilka kawałków i chciałam je zjeść jeszcze raz.
Niestety smakowały jak długo dojrzewający emmentaller, a tego gatunku akurat nie lubię...
Moja ciocia często ma pecha, ale ostatnio miała jego kumulację.
Dzień przed rozpoczęciem pracy udała się do lekarza po zaświadczenie o zdolności do pracy. W drodze potknęła się o nierówny chodnik, upadła i zwichnęła sobie kostkę.
Gdy była już u lekarza, podłoga niestety okazała się śliska, a ciocia poślizgnęła się, upadła i złamała biodro.
Ale to nie wszystko!
Poszła na zwolnienie lekarskie, a po dwóch dniach, będąc w domu, upadła i złamała sobie rękę.
PS W rodzinie żartujemy, że ten prześladujący ją pech to przez to, że urodziła się trzynastego w piątek :)
Cd. do #lhuFY
Syna odwiedzałem raz w tygodniu, ale zawsze kończyło się awanturą. Raz wyszła niby ze śmieciami, wróciła z policją i rozciętą wargą, że niby ja jej to zrobiłem i chciałem zabić dziecko. Na dołek, zeznania, po 24 godzinach mnie wypuścili. Innym razem wyszła i wróciła po 6 godzinach. Jak na złość padła mi komórka, nawet nie mogłem zadzwonić gdzie jest ani do mojej żony. Wracam do domu, a moja żona zapłakana pokazuje SMS: „Czy twoim zadaniem seks oralny to zdrada, bo jak był u mnie, to zrobiłam mu lodzika, mówił, że ty tak nie potrafisz”. Innym razem gdy młodego zabrałem opowiedziała wszystkim, że go molestowaliśmy z żoną. Ludzie szybko się ode mnie odwrócili. Wezwanie na policję, do MOPS-u, przesłuchania. Szczerze się przestraszyłem. Bałem się, że naprawdę coś wymyśli i się nie wywinę, a wiecie jak cały świat patrzy na pedofilów. I takim sposobem moje kontakty z synem i z nią umarły.
Po kilku latach dowiedziałem się, że zwierzyła się swojej przyjaciółce: „Miał być moją polisą na życie, no cóż, nie wyszło, alimenty chociaż będzie płacił”.
Kontakty z synem nie do końca jednak umarły. Przyznam się szczerze, że młodego „stalkowałem”. Grał w siatkę, więc poznałem się z jego trenerem. Wyjaśniłem kim jestem i dlaczego się interesuję chłopakiem. Moja żona w jego szkole miała koleżankę, więc i na temat ocen miałem wiedzę. Jak miał 16 lat i szukał pracy, poszedłem do „ogrodnika” i powiedziałem, że ja będę chłopakowi płacił, żeby go tylko wziął. Kolega ma sklep z rowerami, załatwiłem super promocję. Wiele przykładów mógłbym podawać. Nikt nie wie co robiłem, poza moją żoną i jedną znajomą. Nikt nie wie, ile wieczorów spędziłem pod ich domem, żebym tylko mógł go zobaczyć w oknie. Nie jestem wariantem, po prostu tęskniłem.
Wkrótce rozprawa, bo chłopak pełnoletni i będzie mnie o alimenty skarżył. Nie mogę się doczekać, bo będę mógł go w końcu zobaczyć z bliska. Mam ochotę powiedzieć mu prawdę o tym, co było i jak było, ale nie chcę mu rozwalać świata. Ma poukładane życie, które się kręci wokół matki, jedyny pewnik w życiu to ona i to, że ojciec jest draniem. Za każdym razem kiedy tulę jego brata myślę o nim i myślę, jak wielka stała mu się krzywda, nie miał ojca, z którym mógł pogadać o samochodach, grać w noża czy palić ognisko na działce. Nie miał ojca, który by wsparł, a czasem może postawił do pionu. Kocham go i tęsknię i nie wiem jak go odzyskać, nie rujnując mu życia. Nie powiem przecież, że jego matka to wariatka i tak naprawdę przyczyniła się do naszego rozstania. Moja córka bardzo chce go poznać, a ja czuję strach przed ich spotkaniem. Boję się, że i ona stanie się ofiarą mojej byłej. Czasami przeklinam dzień, w którym zamarzyłem o studiach.
Jak stajemy się złymi ludźmi.
Jestem złym człowiekiem, bo zostawiłem rodzinę i odszedłem do innej, zostawiłem bezbronną kobietę z niemowlęciem na ulicy i przez 16 lat nie interesowałem się ich losem. Tak o mnie myśli cała rodzina, mój syn nienawidzi mnie z całego serca, bo nigdy niczego ode mnie nie dostał, nawet życzeń na urodziny czy święta.
A teraz wyjaśnię, dlaczego odszedłem.
Poznałem ją na uczelni, staliśmy razem w kolejce do sekretariatu. Ja student pierwszego roku pedagogiki, ona piątego roku polonistyki. Od słowa do słowa dała się zaprosić na kawę. Po dwóch dniach wylądowaliśmy w łóżku. Nigdy jej nie kochałem i zawsze jej to mówiłem, że nie uda nam się stworzyć pary. Uparła się. W sumie miłości nie było, ale dogadywaliśmy się bardzo dobrze. Nie pochodzę z majętnej rodziny, ale zawsze dawałem sobie radę i na brak kasy nie narzekam do tej pory, chyba to jej się najbardziej podobało, że jestem pracowity. Kiedyś znalazłem w koszu test ciążowy, negatywny. Zapytałem o co chodzi, a ona na to, że była u niej Marta (siostra) i że była babska narada, bo myślała, że jest w ciąży. Uwierzyłem, nie wiedziałem, że to był początek jej knowań.
Miesiąc później przyszła do mnie z pozytywnym testem i oświadczyła, że jest w ciąży, na drugi dzień zwolniła się z pracy, bo się bardzo źle czuła, miała mroczki przed oczami. Oczywiście chciałem postąpić jak należy i wziąć ślub itd. Nie zgodziła się, zaczęły się w domu awantury, jakieś intrygi, próby skonfliktowania mnie z całym światem. Mój świat zwariował. Przyszedł dzień porodu – w szpitalu razem, byłem przy porodzie i powrót do domu. W domu wszystko czekało gotowe. Pokój z braćmi zrobiliśmy w trzy dni – gładzie, malowanie, panele, nowe okno, łóżeczko itd. Pierwsza awantura i pierwszy raz od niej oberwałem krzesłem – bo kolor, panele, materac, wszystko nie tak. Udawałem, że nic się nie stało. Przeprosiła, że hormony, że nowa rzeczywistość, dla niej to też nie jest łatwe. Ale intryg ciąg dalszy był. Wbiła we mnie pazury i nie chciała puścić. Nie mogłem wychodzić z domu, tylko do pracy. Wydawała wszystkie pieniądze, nawet nie wiem na co, musiałem wziąć drugą robotę, ale w domu dym, bo nie pomagam. Potrafiła mnie obudzić kilka razy nocy, bo jest głodna lub coś tam, a ona nie może wstać, bo karmi. Do tego buntowała cały świat przeciwko mnie. Kilka razy dostałem, podbiła mi oko, wybiła palec, nawet groziła nożem.
Po kolejnej awanturze na środku ulicy odwróciłem się i poszedłem. Zostawiłem jej wszystko. Nie miałem się gdzie podziać, spałem nawet na dworcu jedną noc, bo wstyd mi było przed rodziną, co się dzieje u mnie w domu. Na dworcu spotkałem moją koleżankę z klasy z podstawówki, zawsze bardzo się lubiliśmy, zaproponowała nocleg. Zakochaliśmy się w sobie.
Syna odwiedzałem raz w tygodniu. Zawsze kończyło się awanturą.
Cd. https://anonimowe.pl/pehya
Zawsze wszystkie negatywne emocje chowałem w sobie. Matka odkąd pamiętam rozmawiała z moja babcią, ciotką i teściową o wszystkim i wszystkich. Głównym tematem byłem ja z siostrą. Czy to się pokłóciliśmy, czy któreś z nas się rozpłakało, zraniło, zwierzyło z problemów, to zawsze wszystkie informacje szły dalej, a potem jeszcze dalej i dalej. A czasami ton, którym mówiła, był naprawdę bezczelny. „No, Przemuś znów na problemy z zadaniem domowym, bidulek”, „Och, chłopak Wikusi ją opuścił, biedna dziewczyna, może w końcu weźmie się do nauki”. I nawet się z tym nie kryła. Straciłem do matki zaufanie, zamknąłem się w sobie i zacząłem wszystko ukrywać przed nią. Zaczęło się niewinnie, ale z czasem nauczyłem się wszystko tłumić w środku. Zawsze, nie tylko przy niej. Czy to zwykle prowokacje w szkole, czy to śmierć dziadka, czy jakiekolwiek inne sytuacje. Często określano mnie jako spokojnego, o stalowych nerwach, z silną psychiką. Ale to były tylko pozory. Na zewnątrz skała, w środku piasek.
Na początku było to atutem – starałem się panować nad sytuacją, byłem podparciem i dawałem rady. Teraz po prostu nie wytrzymuję. Chciałbym się komuś wypłakać jak dziecko w ramię, ale podświadomość mnie blokuje. Tak bardzo chciałbym się kogoś poradzić, ale nie mogę przejść przez tę barierę. Ciągle wyobrażam sobie zszokowane miny bliskich.
I właśnie złamałem pewną zasadę. Pokazałem słabość. Napisanie tego do obcych ludzi było dla mnie wielkim wysiłkiem. Dlatego wiem, że przed znajomymi bym się nie przełamał. Jeszcze zaczęliby pocieszać „nie martw się, będzie dobrze”.
Co do rodziny, staram się ich nie osądzać. To ja sam stworzyłem mur wokół siebie. Co do matki, nadal plotkuje z innymi kobietami i to nawet z moją siostrą, Wiktorią, która przeżywała to co ja. Mimo wszystko kocham ich, ale w żadnym stopniu nie ufam.
Dziękuję za wysłuchanie, to było to dla mnie wielki przełom i pierwszy krok do zmiany.
Ostatnio byłam na poczcie wysłać list do znajomej. I wiecie co?! Wysłałam list do siebie, bo źle wypisałam dane adresata i odbiorcy...
Nie muszę chyba pisać, jak zdziwiona była rodzina i jak bardzo mi się teraz za to obrywa. Sama nie wiem, jak udało mi się to zrobić.
Nikt nie wie, że jedynym powodem, dla którego 5 lat temu nie odebrałem sobie życia, to chęć dowiedzenia się, jak się skończy mój serial...
Kiedy byłem w przedszkolu, nalewałem sobie mydła i wody do ust i puszczałem bańki mydlane. Miałem wielką popularność. Koledzy też próbowali, ale oni połykali mydło i ledwo dobiegali do sedesu.
Wszystkie dziewczyny mnie uwielbiały :D
Postanowiłam podzielić się moją historią, bo chcę, aby coś w tym kraju się zmieniło...
Pewnego dnia wybrałam się z moją 6-letnią siostrą na spacer do parku. Idąc w stronę placu zabaw, ujrzałam leżącego pod drzewem mężczyznę. Wystraszyłam się. Podeszłam bliżej. Na ławce siedziała starsza pani, zapytałam, czy sprawdziła, co się stało i czy w ogóle wie, co się stało. Otrzymałam następującą odpowiedź: „To jakiś pijak, zostaw go”. Ja jednak postanowiłam sprawdzić tego pana. Okazało się, że jest nieprzytomny, na dodatek nie oddychał. Zaczęłam go reanimować (przeszłam wiele kursów, interesuje mnie pierwsza pomoc). Poprosiłam starszą panią, czy może zadzwonić na pogotowie. Nawet nie odpowiedziała. Wstała i po prostu sobie poszła. Sama więc zadzwoniłam po karetkę. Przyjechali po 10 minutach. Przedstawiłam im całą sytuację. Wiecie co mi jeden z ratowników powiedział? Że gdyby nie ja, tego pana by już z nami nie było. Dodał, że mało jest osób, które pomagają w takich przypadkach.
Czuję się naprawdę dumna.
PS Samo zadzwonienie po karetkę jest dużym czynem. Pomagajmy.
Dodaj anonimowe wyznanie