Uczę angielskiego. Moi uczniowie często pytają, jak mi się udało zdobyć taką płynność językową, skoro nie jestem po żadnej anglistyce czy niczym takim.
Wstydzę się im powiedzieć, że jestem tak samotny, że przy wykonywaniu czynności domowych prawie zawsze gadam do siebie. Wyobrażam sobie, że mam fajną, kochającą dziewczynę i prowadzę z nią długie dyskusje.
A jak znudził mi się język polski, to zacząłem gadać do siebie po angielsku, korzystając z wiedzy zaczerpniętej z filmów i z gier.
Po paru latach takiej samotności zdałem FCE i CAE. Bez kursów, "z marszu".
My life sucks.
Gdy byłem mały, zdarzały się kłótnie między mną a rodzicami, np. jeśli czegoś wymarzonego nie dostałem. Rozbierałem się wtedy do naga, miejsca intymne przykrywałem np. kocykiem lub zostawałem w majteczkach. Przez kilkadziesiąt minut lub kilka godzin wmawiałem rodzicom, że nic od nich nie chcę, niczego od nich nie potrzebuję, udowadniałem, jaki to jestem samodzielny...
Tylko żyłem w ich domu, jadłem jedzenie za ich pieniądze, przykrywałem sisiorka ich kocykiem :D
Mieszkam na skraju miasta, mam dom jednorodzinny z ogródkiem. Ostatnio do moich drzwi zapukał miły pan w ortalionowym dresie ze słowami:
- Siemasz stary, masz pokemona w chałupie, zgarnę chuja i spadam.
Po czym przepchał się przez drzwi i po chwili wyszedł. Byłem zbyt zszokowany, aby zareagować...
Mieszkam na parterze, a moje łóżko ustawione jest koło okna. Jestem też mamą dziesięciomiesięcznej dziewczynki. Mój mąż często ma nocne zmiany, więc wtedy biorę malutką do siebie do łóżka, ponieważ łatwiej jest mi ją karmić. (Kiedy mąż jest w domu ryzyko, że ją przygniecie jest zbyt duże żeby spać we trójkę :P)
Mała zawsze w nocy strasznie się wierci, a że od ściany jest kaloryfer, to nie chcę, aby uderzyła się w główkę. Robię więc fortecę z poduszek i kładę bobo od brzega.
Historia przydarzyła się kilka dni temu, kiedy doszła do nas pierwsza fala upałów. Nie dało się wytrzymać przy zamkniętym oknie, więc otworzyłam je i uśpiłam małą.
Tym razem jednak miałam jakieś przeczucie... Nie wiem dlaczego, ten jedyny raz położyłam córkę przy ścianie. Kiedy już zasnęła, wyszłam na chwilę do łazienki, żeby szybko się przemyć i przebrać w piżamę. Dla bezpieczeństwa kąpałam się przy otwartych drzwiach. Po paru minutach usłyszałam krzyki dochodzące zza okna. Ubrałam się szybko i weszłam do pokoju zobaczyć co się dzieje...
I co zobaczyłam? Na moim łóżku wielki kamień.Taki, który kładzie się do ozdobienia chodników. 40 cm od głowy mojego maluszka.
A za oknami pijany syn "pana prezesa" ze swoim towarzystwem.
Kiedy pomyślę, że tam mogła leżeć moja córeczka... Nawet gdybym ja tam leżała, to moja córka obudziłaby się obok matki z rozbitą głową.
Zadzwoniłam na policję. Sprawa jest w toku. Zaraz po tym wydarzeniu poprzestawiałam meble i nadal dziękuję temu instynktowi, który wtedy moją córę położył przy ścianie...
I proszę, nie oceniajcie mnie, że mieszkam na parterze i spałam przy otwartym oknie. Bo i takie oskarżenia usłyszałam - tak, że to moja wina. Okna są po to, żeby je otwierać, natomiast nikt nie miał prawa zrobić tego co zrobił.
Jest to moje pierwsze wyznanie i jestem mega podłamany
Nie wiem, czy tylko ja tak miałem, ale jako dziecko byłem zawsze inny, do tego stopnia, że mało osób chciało się ze mną kumplować (no niestety), ale mniejsza o to.
W wieku jakoś 5 lat bardzo byłem smutny i nie rozumiałem czemu nikt nie chce ze mną rozmawiać ani bawić. Do dzisiaj pamiętam, że jak wychodziłem na dwór, to w prosto w oczy słyszałem abym spieprzał itp.
W wieku 19 lat spotkałem się z paroma osobami akurat z przedszkola. Dziewczyny wyrosły na mega kobiety, ładne i fajne, a koledzy z kolei na wysokich, umięśnionych facetów, ja znacząco odstawałem, bo wzrost średni, w dodatku rudawe włosy i jeszcze bez muskulatury itp.
Wyszliśmy na piwo, a później jeden z nich powiedział, abyśmy poszli na balety. Jakoś w połowie drogi dziewczyny weszły po fajki do sklepu z resztą osób, a ja z Norbertem czekamy na zewnątrz i wywiązał się dialog:
- Do którego klubu lecimy dokładnie? - zapytałem.
- No wiesz, do tego... noo zaraz tutaj obok.
- A, no dobra... Ej, ale tutaj chyba nie ma klubu żadnego?
- Miałem ci nie mówić, ale... Nikt cię akurat tutaj nie lubi, więc sorki.
Po tym stałem zamurowany, bo sami mnie znaleźli i napisali, abyśmy się spotkali. Ja wiedziałem, że nie mam jakichś specjalnych szans aby z kimś mieć dobry kontakt, ale to mnie po prostu złamało...
Nie mam planu dotyczącego mojego dalszego życia, w mojej obecnej pracy nie czuję się najlepiej, ale brak perspektyw nie pozwala mi się zwolnić. Do tego jestem słaby psychicznie, każda krytyczna uwaga wywołuje u mnie chęć płaczu. Nie rozmawiam o tym z nikim, bo nie chcę nikomu truć (zresztą i tak nic by to nie dało, bo tylko usłyszałbym teksty w stylu „weź się za siebie”), przez co zamykam się w czterech ścianach i myślę o mojej beznadziejnej sytuacji, co doprowadza mnie do szału. Oczywiście wykonuję codzienne czynności domowe czy staram się być aktywnym fizycznie, by o tym wszystkim nie myśleć, ale nic to nie daje – ciągle o tym wszystkim rozmyślam. Totalnie nie wiem jak sobie pomóc, nie wiem nawet, czy współpraca z psychologiem by zmieniła mój tok myślenia.
Mam przed sobą generalny remont pokoju, więc wiadomo, jak to przed remontem, trzeba zrobić generalne porządki. Mój pokój już dawno nie był "odgruzowywany", więc posprzątanie wszystkich szaf i szafek zajęło dość dużo czasu. Oczywiście wiele rzeczy musiałam wyrzucić, bo tylko zagracały mój pokój.
Tak też było z większością rzeczy znajdujących się w szafce, której nie otwierałam od bardzo dawna. Były tam moje zabawki z bardzo wczesnego dzieciństwa - różne gryzaczki, grzechotki, misie itp. Większość rzeczy posegregowałam bez większego wzruszenia. Jedną z ostatnich zabawek, którą wyciągnęłam, był mały słonik-pozytywka. Wiecie, ciągniecie za sznureczek i zaczyna grać. Postanowiłam sprawdzić, czy jeszcze działa i pociągnęłam za linkę. Oczywiście działał, a melodyjka, która wydobyła się z zabawki, doprowadziła mnie do łez. Od maleńkiego zawsze towarzyszyła mi muzyka i to ona najbardziej oddawała (i dalej oddaje) moje emocje. Słuchałam melodyjki i jak przez mgłę widziałam moje stare łóżeczko i ukochany kocyk. Przez dobre piętnaście minut siedziałam na podłodze i jak bóbr płakałam nad małą figurką, która przypominała mi moje dzieciństwo. Możecie sobie tylko wyobrazić minę mojej mamy, która weszła do mojego pokoju i zobaczyła mnie płaczącą nad starą zabawką ;)
Nie byłam w stanie wyrzucić słonika, chociaż był już strasznie zniszczony.
Nie wiem czemu to tu piszę, ale chciałam się tym po prostu z kimś podzielić ;)
Niesamowite, jak niektóre rzeczy na nas wpływają.
Warszawa, prawie godziny szczytu. Wpadłam z koleżanką do knajpki. Wypiłyśmy kawę, a potem dwie herbaty, bo długo gadaliśmy i miło było coś sączyć. Poszłam do łazienki. Dwa razy.
Pojechałam odebrać dziecko ze szkoły.
Stałam w korku na trasie koło 45 minut, bo było zwężenie, zamknięty pas etc. Żadnej toalety. Żadnych sensownych krzaków. Brak pobocza.
Dojeżdżam do szkoły. Ledwo wychodzę, tak mnie ciśnie na łazienkę. Pani w szkole mówi, że nie mogę skorzystać z łazienki, bo mają taką politykę. Ustawa Kamilka i te sprawy. I że za rogiem jest kawiarnia. Ja nalegam. Pani twarda jak biceps Pudziana.
Wychodzę. Szukam kawiarni. Zamknięta! Sprawdzam park. Nie ma nawet toi toia. Nie ma krzaczków. Nic nie ma. Ja już ledwo wytrzymuję. Weszłam do samochodu z myślą, że może gdzieś pojadę, ale każda sekunda groziła katastrofą. I wtedy zobaczyłam zostawione pudełko śniadaniowe...
Z tyłu mam przyciemniane szyby.
Przeszłam na tył i wysikałam się do pudełka. Potem dyskretnie wylałam zawartość przy koszu na śmieci.
A pudełko wywaliłam.
Taka historia. Nawet mężowi nie powiedziałam.
Na sylwestra pojechałam do znajomych. Jako że byłam kierowcą, wypiłam dwa łyczki szampana o północy, tak że rano byłam trzeźwiusieńka. Wstałam jako pierwsza i siedziałam z kawką w salonie. Wtem weszła jakaś dziewczyna. Pierwszy raz ją widziałam i za nic nie mogłam skojarzyć, kto to jest. Myślałam, że może siostra gospodyni, bo włosy podobne, ale kurde, ona nie ma siostry! Może kuzynka dobiła w nocy, bo miała bliżej...? Nie wiedziałam, kim ona jest i jak mam się zachować...
Na szczęście z opresji wybawił mnie chłopak gospodyni, który czule się z nią przywitał. Bo to była pani domu, ale bez makijażu...
Nigdy nie jestem pewna swoich wyborów. Wybieram w sklepie sukienkę i zastanawiam się czy spodoba się siostrze. Nigdy nie wstawiam zdjęć na żaden portal bez wcześniejszego uzgodnienia z siostrą czy jest w porządku. Nigdy sama nie podejmuję decyzji, bo boję się, że zostanę wyśmiana
Dodaj anonimowe wyznanie