Ta historia jest o mojej młodszej siostrze.
Z racji tego, że mamy bardzo dobry kontakt- czasem śpi ze mną w łóżku. Pewnego wieczoru przyszła z pytaniem czy może ze mną spać więc się zgodziłam. Szybko zasnęła więc zgasiłam światło i poszłam się kąpać. Wracam do pokoju, zapalam światło a ona klęczy na moim łóżku z zamkniętymi oczami i "maca" dłońmi łóżko jakby czegoś szukała. Nastąpił taki dialog:
Ja: Zuzka, co ty robisz?
Ona: Szukam kolczyków (takim totalnie niewyraźnym głosem)
Ja: Przecież ty nie nosisz kolczyków (tu już zaczynam się śmiać)
Ona pomacała jeszcze tylko swoje uszy chwilę, powiedziała "aha" i poszła spać dalej. Rano nic nie pamiętała xD
W 2009 r. miałem 12 lat, gdy pojechałem wraz z rodziną na ślub do oddalonej ok. 400 km rodziny w Bieszczady. Jako że było to lato i okres wakacyjny, a rodzina mojego taty i dziadka jest naprawdę spora, a przy tym ekstremalnie wręcz gościnna, postanowiliśmy, że pojedziemy tydzień wcześniej i odwiedzimy wszystkich z rodziny plus pochodzimy trochę po szlakach, zobaczymy tamę na Solinie i spędzimy miło letnie dni.
Na miejsce dotarliśmy w nocy z soboty na niedzielę i od razu poszliśmy spać. W niedzielę rano, jeszcze zanim ktokolwiek wstał z łóżka, ja już byłem na dworze. Rodzina mieszka w dużej wsi otoczonej pagórkami, lasami oraz potokami. Wyszedłem przed dom i poszedłem do znanego mi strumienia (miałem 12 lat i było dla mnie super przygodą iść skoro świt nad strumień zobaczyć raki).
Przechodziłem koło niskiego domu ze strzelistym dachem. Przed nim stał mężczyzna w garniturze, pasku od spodni zwisającym w ręce oraz kobieta w ślubnej sukni, która stała za nim przytulona do niego od tyłu. Patrzyłem na nich przez chwilę, pomachałem z uśmiechem – mężczyzna tylko na mnie spojrzał, ale nie pomachał. Pomyślałem, że pewnie są po całej nocy tańca i he, he, nocy poślubnej.
Nad strumieniem było kilka raków, woda była chłodna, czysta i cała sceneria była bardzo sielankowa. Wracałem tą samą drogą około godzinę później. Gdy dotarłem do domu, dostałem lekką burę, że się szlajam. Wszyscy usiedliśmy do stołu, ale atmosfera była dość napięta. Wujek oraz ciocia mimo że zawsze uśmiechnięci i gadatliwi dziś byli bardziej zamyśleni i spokojni, ale jako 12-latek nie zwróciłem na to uwagi.
Kolejnego dnia rano też poszedłem nad strumień. Było tuż przed świtem i mijając ten sam dom co dzień wcześniej, spotkałem tego samego mężczyznę w garniturze co wczoraj, ale stał sam, poza tym wyglądał dokładnie tak samo. Ponownie nie zareagował, że mnie widzi, a ja troszkę się przestraszyłem i poszedłem szybciej.
Tego samego dnia wieczorem posłuchałem rozmowę taty z wujem oraz ciocią – panna młoda z tamtego domu zginęła w czwartek w wypadku samochodowym, a pan młody dzień później powiesił się, odbierając sobie życie. Dom, który mijałem, był pustostanem rodziny pana młodego, który remontowali, by młodzi mogli zamieszkać tam po ślubie.
Od tamtego wydarzenia minęło 15 lat. W te wakacje, które właśnie się skończyły, odbyłem motocyklową przygodę w Bieszczadach i zajechałem do rodziny, by powiedzieć cześć i przespać się jedną noc. Po tym pojechałem na cmentarz i odnalazłem grób tej niedoszłej pary młodej. Spoczęli tuż obok siebie w odstępie jezdnego dnia – panna młoda pierwsza w poniedziałek, pan młody dzień później.
Do dziś nie potrafię sobie tego wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Nikomu nigdy o tym nie mówiłem, bałem się, że ktoś uzna mnie za niespełna rozumu. Ale gdy jechałem obok tamtego domu, wspomnienia odżyły.
Niedawno urodziłam drugie dziecko. Ciąża była dla mnie koszmarem, dużo gorzej ją zniosłam niż pierwszą. Prawie cały czas musiałam być na lekach, bo wymiotowałam. Mimo to starałam się funkcjonować normalnie. Mniej więcej w połowie ciąży moja przyjaciółka potrzebowała sporego wsparcia emocjonalnego, była po rozstaniu. Dawałam jej wtedy mnóstwo przestrzeni do wypłakania się, zawsze jak chciała mogła przyjść. Potem otrząsnęła się, weszła w kolejny związek, a mi coraz bardziej zaawansowana ciąża dawała się we znaki. W końcu trafiłam na patologię ciąży i postanowiono wywołać poród. Przyjaciółka zadzwoniła dzień przed zapytać, jak się mam, ale wyczułam po jej głosie, że była podpita, zresztą potem sama się przyznała, że coś wypiła. Poród miałam bardzo bolesny, okropny, na szczęście syn urodził się zdrowy. Szybko wróciliśmy do domu i do rzeczywistości, bo mamy też starszą córkę. A przyjaciółka? Jakby jej nie było. Czasem kiedy napiszę, jak się czuję, to rzuca mało śmiesznym żartem albo to zlewa. Dopadł mnie straszny baby blues i kiedy raz spytała co słychać, napisałam jej o tym. W odpowiedzi zapytała, czy to jakiś nowy gatunek muzyczny, bo ją ten temat nigdy nie obchodził i nie ma zamiaru tego zmieniać. Ręce mi opadły. Jest mi zwyczajnie przykro, bo kiedy ona potrzebowała wsparcia, byłam zawsze. Teraz ja go potrzebuję, a jedyne co dostaję to chamskie odzywki. Jedyną wspierającą mnie osobą na ten moment jest mój mąż.
Kilka dni temu na osiedlu byłam świadkiem, jak gość na około 20 lat kopnął psa (wyglądał na bezdomnego). Nie mocno, ale kopniak to kopniak. Nie zdążyłam zareagować, bo całe zdarzenie zauważyło (na nieszczęście dla kopiącego) dwóch panów, co rozmawiali sobie przy klatce. Nie zapomnę, jak chłopak zdębiał w momencie, gdy jeden z nich krzyknął: „Zaraz ja ciebie, ku**a, kopnę!”. Następnie zrobił kilka pewnych kroków, chwycił kopacza za kurtkę i cały czas się pytał: „I co teraz? I co teraz?!”. Na szczęście dla młodego gnojka skończyło się na kilku słowach „upomnienia”, ale nie zapomnę jego przerażenia i tego momentu, jak został „naprostowany” przez dwóch dżentelmenów.
PS Pieskowi nic się na szczęście nie stało :) .
Około 9-, 10-letnia ja.
W domu się nie przelewało, pieniędzy było brak, do tego ogromne awantury rodziców (wyzywanie od dziwek, grożenie rozwodem, pijaństwo). Oczywiście źle to na mnie wpływało, ale można powiedzieć, że się przyzwyczaiłam
Rzadko prosiłam o rzeczy droższe, zwykle moje prośby ograniczały się do paczki chipsów raz na tydzień czy nowej zabawki na święta.
Jednak pewnego razu, podczas pobytu w Biedronce, jak zwykle przeglądałam mrożonki i wtedy je zobaczyłam. Ślimaki.
Wiedziałam z bajek i jakichś tam programów telewizyjnych, że je się je we Francji, ogółem w mojej główce podchodziły one pod jakieś święte jedzenie ze sfery, w której ja nigdy nie będę
Patrzyłam się tak na nie, wyobrażając sobie jak siedzę gdzieś w drogiej restauracji i zamawiam jakieś tam tęczowe odmiany, bo mam tyle pieniędzy i mogę, ha!
Moja mam zauważyła ten mój wzrok i postanowiła kupić je, tak na spróbowanie.
Od początku miałam wyrzuty sumienia, że pewnie teraz znowu będzie awantura, że mogłam się tak na nie nie patrzeć, ale wstydziłam się powiedzieć, więc zostały zakupione.
W domu wyczytałyśmy ze sposobu przygotowania co trzeba zrobić i jakoś nieudolnie je chyba upiekłyśmy (już niezbyt pamiętam).
Mama ledwo skubnęła odrobinę i już nie mogła (nigdy nie była fanką takiego jedzenia i ją to w sumie obrzydzało), jako że ja uwielbiałam "egzotyczne smaki" (od święta zdarzało mi się zjeść coś innego), to z uśmiechem zjadłam pierwszego. Po przełknięciu, na mojej twarzy zagościł zachwyt, zaczęłam wsuwać je w błyskawicznym tempie, pośmiałyśmy się z mamą z moich gustów i tyle by było przygody.
Nigdy jej nie przyznam, że już po pierwszym gryzie chciało mi się wymiotować, takie to było obrzydliwe. Jednak nie mogłam znieść myśli, że coś tak drogiego ma być wyrzucone do kosza, do tego bałam się, że mama zacznie na mnie krzyczeć, że jak zwykle jedzenie do śmieci, nic mi już nie kupi itp. Potem przez cały dzień się powstrzymywałam, a w nocy kiedy wszyscy spali zwymiotowałam wszystko "najciszej" jak mogłam.
Ot, taka historia.
PS Te ślimaki to był jakiś najtańszy rodzaj, nawet pizze mrożone bywały droższe (teraz już to wiem - wtedy nie wiedziałam).
Jestem kobietą. Gdy gadaliśmy z chłopakiem o tym, co nas podnieca, powiedziałam mu, że chłopak, który sprząta.
Oczywiście to było kłamstwo, ale przynajmniej mam zawsze posprzątane w domu :D
Ostatnio dużo się tu naczytałam o sytuacjach wynikających z roztargnienia. Zatem...
Po przyjeździe do pracy na ranną zmianę, podczas zmiany garderoby na roboczą zdjęłam stanik i wrzuciłam do szafki w trakcie rozmowy z koleżanką. Dopiero jej mina uświadomiła mi, że nie idę spać i nie pójdę przez najbliższych kilka godzin.
Jako dzieciak kradłem swojemu ojca gazetki pornograficzne i sprzedawałem je na strony kolegom w szkole. Tak zarobiłem swoje pierwsze w życiu pieniądze i zawsze miałem kasę na swoje małe potrzeby :)
Nie wiem czemu, ale odczuwam niepokój, kiedy biorę prysznic. Udaje mi się jednak namawiać mojego chłopaka, żeby siedział grzecznie te kilka minut na kibelku i rozmawiał ze mną.
Podzielę się z Wami tą historią, bo nie wiem już co robić i jak się zachować.
Jest nas w domu trzech - ja, mój młodszy szesnastoletni brat i tata, mama niestety nie żyje, ale nie o tym chcę pisać.
Pewnego dnia wróciłem do domu po meczu, który grałem z kolegami wcześniej niż zazwyczaj. Wszedłem do swojego pokoju i zobaczyłem sytuację, której wolałbym nigdy nie zobaczyć. Mój młodszy brat wąchał moją noszoną chyba ze dwa dni skarpetkę i onanizował się. Kiedy mnie zobaczył, speszył się niesamowicie. Nie za bardzo wiedziałem co powiedzieć, więc po prostu poszedłem do łazienki umyć się po meczu. Nie podejmowałem z nim tego tematu, on też nic na ten temat nie mówił. Zachowywaliśmy się tak jakby ta sytuacja nigdy się nie wydarzyła. Mówiąc szczerze, chciałem o tym zapomnieć, bo i tak w ogóle nie wiedziałem jak z nim o tym porozmawiać.
Jakieś dwa tygodnie po tej sytuacji spałem w swoim pokoju. W środku nocy się przebudziłem, bo poczułem, że coś niesamowicie smyra mi stopy. Na nieszczęście mojego brata mam na stopach straszne łaskotki. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem, że podwinął kołdrę i lizał mi stopy, kiedy ja spałem. Wtedy miarka się przebrała. Powiedziałem mu, że albo z tym skończy, albo nie będę w stanie z nim normalnie rozmawiać. Rozpłakał się i powiedział, że to silniejsze od niego, ale poprzysiągł mi, że już więcej nie będzie robił takich rzeczy.
Postanowiłem, że od tej pory będę zamykać pokój na klucz, aby nie miał jakiejkolwiek sposobności znowu robić sobie dobrze z moimi skarpetkami albo znów zakraść się, kiedy będę spał. Niestety po jakichś kolejnych dwóch tygodniach przyłapałem go na tym, że tym razem wącha skarpetki naszego ojca.
Nie wiem już co robić. Wiem, że jeśli powiem o tym ojcu, to on wpadnie w szał, ogólnie jest tradycjonalistą i chyba nawet nie będzie w stanie pojąć tego, że jego syn wącha jego spocone skarpetki. Z drugiej strony czuję, że mojemu bratu potrzebna jest pomoc specjalisty. Niezależnie od tego, czy jest gejem (nie wiem, nie miałem odwagi zapytać), czy tylko ma taki fetysz, to w dorosłym życiu nie będzie w stanie z takimi upodobaniami stworzyć normalnej relacji. Jestem w kropce, nie wiem co robić.
Dodaj anonimowe wyznanie