#bttaN
Jestem studentką pierwszego roku i zdążyłam się zakumplować z paroma osobami. Zbliżały się moje urodziny, postanowiłam urządzić małe przyjęcie. Nie w klubie, bo za drogo (utrzymuję się w głównej mierze sama), nie w mieszkaniu, bo nie ma miejsca, tylko w pizzerii. Znalazłam blisko centrum, niedrogą i utrzymaną w fajnym klimacie, zarezerwowałam wstępnie na 10 osób. Niecałe 3 tygodnie wcześniej rozesłałam zaproszenia (taki mamy zwyczaj, że tworzymy wydarzenie na fb i tak zapraszamy, więc nie było to obrazą), zapisało się 8 osób. Super, nic, tylko czekać. Dodatkowa radość, że ostatnie takie przyjęcie miałam może w 4 klasie podstawówki, potem już tak zepsuły się stosunki z klasą, że nie miałabym kogo zaprosić, w liceum jakoś ten zwyczaj zamarł.
Nadchodzi dzień zero, piątek, mieliśmy iść tam bezpośrednio po zajęciach. Przypominam każdemu, że spotykamy się w tym a tym miejscu i potem jedziemy razem, bo łatwiej. I co słyszę? Ten wraca już do domu, tamten ma coś do zrobienia, ta nie jest głodna (sic!), a tamtej się nie chce. Tylko jedna, normalnie szara myszka powiedziała, że chętnie ze mną pójdzie, widać było, że chciała im dojechać, ale nie miała odwagi.
Nigdy wcześniej nie było mi tak przykro. Na pizzę nie poszłyśmy, ale do kawiarni, obu nam odszedł apetyt w jednej chwili. Chyba najsmutniejsze urodziny życia.
Może i wymówki znajomych nie były zbyt przyjemne, ale wygląda na to, że dość szybko zweryfikowałaś, w kogo warto inwestować swoją energię, a w kogo nie. Czyż to nie wspaniałe? ;)
Znalazłaś jedną fajną szarą myszkę i jej się trzymaj. Jakość lepsza niż ilość.
Mam tą samą perspektywę co jaijuz. Nie było zaplanowanej liczby gości, ale za to była jedna osoba, która szczerze Cię lubi, chce spędzać z Tobą czas i dotrzymuje danego słowa. Moim zdaniem to jeden z najlepszych prezentów, jakie mogłaś dostać, naprawdę.
Bardzo slabe z ich strony. Jeśli mogę Ci coś podpowiedzieć na przyszłość - na studiach lepiej planować imprezy na czwartek, bo w piątki dużo osób wraca na weekend do domów rodzinnych. Ale to tak na przyszłość, jak już się znajdzie lepsze towarzystwo
Piątek to łikendu początek. Na imprezy jak znalazł. Kto chce szuka sposobu, kto nie chce, szuka powodu.
Lepszy jeden prawdziwy przyjaciel, niż cała grupa udająca takowego.
Trzymaj się szarej myszki 😉
Dobre podejście, teraz wiesz z kim możesz się kumplować, a z kim nie warto.
Ludzie myślą o własnych czterech literach. Nie obchodzi ich co naprawdę zrobią, jaki to będzie miało wpływ na otoczenie, tylko jak to będzie z boku wyglądać. A więc jeśli wymyślą jakąś wymówkę, to z uczuciem CZYSTEGO SUMIENIA nie przychodzą. „No przecież mogło mi coś wypaść”.
Natomiast w tej sytuacji to chciałabym ci podpowiedzieć - samo zaproszenie na fb to trochę mało. Jak już ktoś się wyklika to warto osobiście zagadać albo zadzwonić, upewnić się.