#0x2nY

W mojej malutkiej wsi w kościele jest taka tradycja, że co roku w Boże Narodzenie ksiądz woła wszystkie dzieci do lat 14 do przodu przed ołtarz. Mamy tam zawsze taką stajenkę z boku i to przy niej gromadzą się wszystkie dzieci. Razem się modlą, śpiewają i witają Jezuska... A teraz moja opowieść.

Ja, lat około 9, idę z resztą dzieci na środeczek, do Jezuska. „A teraz wszystkie dzieci niech uklękną przy naszym Jezusku małym i będziemy się modlić” – tak też zrobiliśmy. Było nas tam bardzo dużo. Klęczę sobie ja, przede mną dużo dzieci, za mną dużo dzieci. Nagle poczułam, że zachciało mi się kichać. Na nieszczęście nie było to urocze kichnięcie... Tak kichnęłam, że w tym samym momencie puściłam głośnego bąka, na cały kościółek.

Nigdy nie zapomnę tych śmiechów wokół mnie i słów roześmianego księdza: „ojoj, na zdrowie!”.
Dragomir Odpowiedz

To prawie jak bekichopierd.

Dodaj anonimowe wyznanie