#0x2nY
Ja, lat około 9, idę z resztą dzieci na środeczek, do Jezuska. „A teraz wszystkie dzieci niech uklękną przy naszym Jezusku małym i będziemy się modlić” – tak też zrobiliśmy. Było nas tam bardzo dużo. Klęczę sobie ja, przede mną dużo dzieci, za mną dużo dzieci. Nagle poczułam, że zachciało mi się kichać. Na nieszczęście nie było to urocze kichnięcie... Tak kichnęłam, że w tym samym momencie puściłam głośnego bąka, na cały kościółek.
Nigdy nie zapomnę tych śmiechów wokół mnie i słów roześmianego księdza: „ojoj, na zdrowie!”.
To prawie jak bekichopierd.