Kiedy wieczorami wracam sama do domu, nucę lub śpiewam piosenki. Zawsze sobie tłumaczę, że nie mam się czego bać i nikt mnie nie napadnie, bo pomyśli, że jestem nienormalna.
Dobrze jest rozmawiać z kimś przez telefon albo chociaż udawać, że rozmawiasz. Jak kogoś mijasz albo przechodzisz koło podejrzanych krzaków, podajesz rozmówcy swoją lokalizację głośno.
Śpiewanie samo w sobie raczej nie jest objawem zaburzeń psychicznych.
Potencjalny agresor raczej nie przeanalizuje "ta niewiasta śpiewa, lepiej dam jej spokój".
Jeżeli nie masz z kim iść, warto podłączać się pod innych przechodniów, gaz pieprzowy nie zaszkodzi, są też takie kieszonkowe "alarmy" emitujące duży hałas, który może zwrócić uwagę innych.
Ten, co napada, też zwykle normalny nie jest. Zdecydowanie lepszą opcją byłoby noszenie przy sobie gazu pieprzowego.
Dobrze jest rozmawiać z kimś przez telefon albo chociaż udawać, że rozmawiasz. Jak kogoś mijasz albo przechodzisz koło podejrzanych krzaków, podajesz rozmówcy swoją lokalizację głośno.
"pomyśli, że jestem nienormalna"
Cóż...
Psychopacie w to graj
(a raczej śpiewaj) 🤗
Wciąż lepsza historia miłosna niż Zmierzch.
No raczej. „Nienormalna” nikomu nie powie, a jak powie, to będzie ciężko z podaniem szczegółów, więc to cel idealny.
Gwałt nie jest historia miłosną, jest stopień niżej od Zmierzchu.
Komentarz dobry i nawet zabawny, ale nie do takiej sytuacji.
Śpiewanie samo w sobie raczej nie jest objawem zaburzeń psychicznych.
Potencjalny agresor raczej nie przeanalizuje "ta niewiasta śpiewa, lepiej dam jej spokój".
Jeżeli nie masz z kim iść, warto podłączać się pod innych przechodniów, gaz pieprzowy nie zaszkodzi, są też takie kieszonkowe "alarmy" emitujące duży hałas, który może zwrócić uwagę innych.