#5cYrT
Znamy się z Tomkiem kilka ładnych lat. Na początku byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Bardzo się wspieraliśmy we wszystkich trudnych sytuacjach, a zwłaszcza on mnie, kiedy urodziłam córkę 3 lata temu i postanowiłam nie być z jej ojcem (temat na osobną historię). Tomek jest jej ojcem chrzestnym. Minęły 2 lata od tego wydarzenia i zupełnie nagle rozwinęło się między nami coś więcej. Po 4 miesiącach od momentu rozpoczęcia naszego związku partner poinformował o tym swoich rodziców. Liczyliśmy na pozytywną reakcję, ponieważ wielokrotnie widziałam się z jego matką, kiedy jeszcze się przyjaźniliśmy i zawsze bardzo mnie lubiła, wręcz uwielbiała. Niestety po wiadomości, że jesteśmy razem, zmieniło się to o 180 stopni.
Zaczęła mnie oczerniać przed Tomkiem i jego rodziną. Wszelkie zniewagi raczej po mnie spływały, stwierdziłam, że skoro w ciągu jednego dnia ta kobieta zmieniła kompletnie o mnie zdanie, to raczej nie zna mnie ani trochę i nie mam po co się tym przejmować. Wszelkie tego typu akcje znosiłam w milczeniu, nie komentowałam, nawet kiedy Tomek się wkurzał na matkę, stwierdziłam, że niepotrzebnie się nakręca, przecież większość teściowych nie lubi partnerów swoich dzieci. Czara goryczy przelała się, kiedy teściowa dowiedziała się, że mamy zamieszkać razem. Zaczęła wydzwaniać do Tomka, wysyłać do niego SMS-y, że jest zerem, idiotą, nic nigdy w życiu nie osiągnie, że jest na dnie i jeszcze przyjdzie do nich po pomoc, a ona wtedy go wyśmieje, że jest kłamcą i oszustem (teściowa ubzdurała sobie, że na pewno byliśmy razem o wiele wcześniej, tylko Tomek na pewno chciał ją oszukać). Kiedy pojechaliśmy oznajmić im, że jestem w ciąży i będą mieli wnuka, zaczęły się krzyki, wyzwiska. Na osobności matka próbowała wmówić Tomkowi, że złapałam go na dziecko, żeby nas utrzymywał (zarabiałam więcej od niego).
Po tym incydencie całe szczęście przejrzał trochę na oczy. Zaczął ignorować wybuchy matki i rozłączać się, kiedy zaczynały się ataki histerii. Matka zaczęła go również straszyć, że jeżeli nie dostarczy jej dyplomu i magisterki w wybranym przez nią terminie (nawet w dniu porodu zapytała tylko, kiedy je wreszcie dostanie), to będzie musiał jej oddać całe pieniądze, które wydała na jego edukację (a właściwie nie jej, tylko jej męża, ponieważ ona nie pracuje). Zaczęłam go nakłaniać do ograniczania kontaktu, bo widzę, jak mu przykro po jej telefonach. Mimo to mam wyrzuty sumienia, że odcinam go od rodziców i mam wrażenie, że gdyby nie ja, to by się tak z nimi nie kłócił.
On już wybrał Ciebie i powinnaś się z tego tylko cieszyć. A jego mama robi to sobie sama
Nie gdyby nie Ty, tylko gdyby stara kwoka się nie wtryniała tam gdzie nie jest proszona to byście się nie kłócili.
Oni by się nie kłocili*.
Teraz Ty jestes jego rodziną, a nie je&'=)' ta matka.
Zakop te debilne wyrzuty sumienia głęboko. Sami się od niego odcinają. Ty w ogole w to nie wchodz, nie zajmuj stanowiska, wspieraj tylko.
Dobrze, że ma dziewczynę i próbuje odciąć się od matki. Polecam książkę pt. ,, Toksyczne matki i teściowe" o starszych narcystycznych kobietach.
Z tego co kojarzę to rodzice mają obowiązek utrzymywać dziecko do końca edukacji, nie ma nic o tym, że dzieci mają potem za to zwracać, więc nie rozumiem czego ta apodyktyczna matka oczekuje?
Nie wiem czy bym sugerowała partnerowi ograniczenie kontaktu, moim zdaniem to sprawa między nim a nią. No i w sumie on powinien znaleźć rozwiązanie sytuacji.
Teściowa ma rację, Tomek niestety jest idiotą. Nikt ze sprawnym kawałkiem mózgu nie ładowałby się w ten dziwny trójkąt. Wszedł w relację z Tobą, teraz będzie ojcem dla swojej chrzestnej, a do tego na dokładkę gdzieś w tle co jakiś czas będzie pojawiał się jej prawdziwy ojciec. By jeszcze bardziej ograniczyć swoje możliwości manewrowe, zrobił sobie z Tobą dziecko. Wiem, że na forach dla samotnych matek byłby wychwalany pod niebiosa za swoją "odpowiedzialność" i bycie "prawdziwym mężczyzną", no ale niestety, obiektywnie jest idiotą, a jak jeszcze zawali studia, to w sumie teściowa będzie miała 100% racji co do niego.
Jestes po prostu nienachalnie mądry.
Taki Biedroń czy Kaczyński nie mają baby i dziecka, lepiej im?
NAUS, ty wiesz co to jest chrzestna? Chrzestna to osoba trzymająca do chrztu, a ochrzczone dziecko to dla chrzestnej (w tym przypadku chrzestnego) to chrześniak lub chrześniaczka. Nie wiemy czy prawdziwy ojciec uczestniczy w życiu córki, czy może płaci tylko alimenty, a może matka odebrała mu prawa rodzicielskie. Jedyną informację o nim jaką mamy w tym wyznaniu to to, że autorka postanowiła z nim nie być. Nawet jeśli ma normalnie kontakt z córką, to Tomek raczej miał tego świadomość wchodząc w związek z autorką. Czy jak kobiecie nie wyjdzie związek, ma zostać sama do końca życia z dzieckiem? Nietypowe jest to, że Tomek jest chrzestnym córki autorki, ale spokrewniony z autorką nie jest, więc nic złego nie robią. I zauważ że minęły 2 lata od kiedy rozstała się z ojcem dziecka i związała z Tomkiem. Więc to nie tak, że od razu po tym rozstaniu związała się z Tomkiem, tylko dalej była tylko przyjaźń i po czasie rozwinęło się uczucie. Kochają się, postanowili mieć ze sobą dziecko, proste. Idąc twoim tokiem myślenia najlepiej żeby mężczyźni w ogóle nie robili dzieci, bo ograniczają ,,swoje pole manewrowe". Ciekawe czy byś pisał tak samo, gdyby to wyznanie było autorstwa faceta, który postanowił rozstać się z matką swojego dziecka, dziecko zostało pod jego opieką, a zamiast Tomka byłaby np. Kasia, która byłaby chrzestną tego dziecka. Wszystko inne byłoby tak samo. Z tym że oczywiście to ta Kasia byłaby w ciąży z autorem i urodziłaby ich wspólne dziecko. Nawet jeśli Tomek popełniłby błąd wiążąc się z autorką i robiąc z nią dziecko, to byłby to tylko i wyłącznie jego błąd i jego matce nic do tego. Dla normalnych rodziców byłoby najważniejsze czy syn jest szczęśliwy, a nie to że jego partnerka ma dziecko z poprzedniego związku.
Niektórzy to mają do kobiet jakieś dziwne oczekiwania. Mamy chcieć uprawiać seks, wchodzić w związki stawiając niewielkie wymagania i rodzić dzieci, ale jednocześnie jeśli któraś tak zrobi i facet ją zostawi, to już jest odpadem i trzeba ją omijać szerokim łukiem. Jeśli tak nie zrobi, to jeszcze gorzej, feministka, wybrzydza itd. Nie masz dobrego wyjścia, musisz po prostu się modlić, żeby trafić na dobrego faceta, który cię nie zostawi, bo jest inaczej jesteś odpadem. Czyli po urodzeniu dziecka albo po 30-stce twój los i wartość leży w rękach twojego faceta.
Ciężko się dziwić, że coraz więcej mówi „podziękuję, wolę w tym nie uczestniczyć, sama o siebie zadbam”.
MaryL2, i jeszcze jak facet zostawi kobietę z dzieckiem (albo ona odejdzie z dzieckiem od toksyka) to jest ,,Widziały gały co brały", jakby to działało tak, że facet ma wypisane na czole, że jest toksykiem czy że zostawi cię z dzieckiem, jakby toksycy nie potrafili się maskować. Jednocześnie jak facet zostanie sam z dzieckiem porzucony przez kobietę, to jakoś nie ma ,,Widziały gały co brały", czy ,,Dlaczego zrobiłeś sobie z nią dziecko?".
@Diddl o to to. Zresztą, taka kobieta przecież zrobiła dokładnie to, co oni chcą. Obniżyła standardy, urodziła dzieci.
Ta logika z traceniem wartości kiedy się starzejesz jest durna i zamiast, zgodnie z celem, powodować lęk przed samotnością, powoduje lęk przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, w tym przed związkiem. Bo przecież jeśli rozwódka dostaje to samo co singielka, to jak skończę 40 lat to mnie facet będzie straszył, że jest masa dwudziestolatek na moje miejsce? I mam z wiekiem obniżać wymagania? Bo mi łaskę robi?
Faceci szybciej się niestety starzeją niż kobiety. Mają wyższy „wiek metaboliczny”, więcej mężczyzn ma nadwagę, szybciej umierają, łysieją, tracą wigor (kobiety to i po 60 chętnie sobie na jakieś tańce pójdą). Okazuje się, że wiek ojca podobnie wpływa na płodność i zdrowie dziecka jak wiek matki. Oni są tacy wiecznie młodzi i do wzięcia tylko według własnej oceny ;) a takie podejście do kobiet sprawi, że ani my ani oni ostatecznie nie będą szczęśliwi.
MaryL2, no właśnie. Faceci (nie mylić z mężczyznami) najlepiej by mieli tylko wymagania od kobiet, ale kobiecie nie wolno mieć wymagać i ma całować faceta po stopach, że ją zechciał i rodzić mu dzieci (i sama się nimi zajmować pewnie). Szkoda tylko że nie zauważyli, że czasy kiedy kobieta musiała mieć męża i brała pierwszego lepszego (albo rodzice jej wybrali), żeby przetrwać już minęły. Tak samo jak czasy, kiedy ludzie się nie rozstawiali/nie rozwodzili, bo ,,wstyd" (szczególnie dla rozwódki z dzieckiem, nieważne że były mąż pił i bił), ,,co ludzie powiedzą" i ,,dziecko powinno mieć oboje rodziców". Dzisiaj na szczęście ludzie wiedzą, że tkwienie w nieszczęśliwym związku/małżeństwie wcale nie jest dobre dla dziecka i że wcale nie znaczy, że dziecko przestaje mieć obu rodziców. Jeśli ktoś jest dobrym ojcem będąc w związku z matką dziecka, to będzie i po rozstaniu/rozwodzie. Jeśli nie jest, to tym bardziej żadna strata dla dziecka. Oczywiście rozwód rodziców to jest zawsze przeżycie dla dziecka, ale lepsze to niż miałoby wysłuchiwać kłótni rodziców czy być świadkiem przemocy albo, co gorsza, samemu jej doświadczać. Córka autorki nie będzie nawet pamiętać rozstania rodziców, bo z wyznania wynika, że autorka postanowiła nie być z jej ojcem krótko po jej urodzeniu.
Nie miej wyrzutów sumienia ze względu na starą manipulantkę. Pewnie całe życie mu zaplanowała i miał robić wszystko pod jej dyktando, problem zaczął się wtedy kiedy zaczął myśleć samodzielnie i odrzucił kontrolę. Matce nie zależy na jego dobru ale na tym by trzymać go na krótkiej smyczy. Ale nie martw się, jak będzie w potrzebie lub się zestarzeje to sama przyjdzie z prośbą o pomoc.
„a właściwie nie jej, tylko jej męża, ponieważ ona nie pracuje” - aha czyli tak to działa w przypadku teściowej, w twoim też tak będzie działać? Pieniądze będą wasze czy Tomka? Nawet jak się kogoś nie lubi trzeba być sprawiedliwym.
I pytanie, ile wy macie lat, że ona pyta o ten dyplom magistra?