Jakiś czas temu pojechałam do pracy i jak zwykle postawiłam auto na parkingu. Zamknęłam je i poszłam do pracy. Wychodząc później z pracy, wyciągam kluczyki i próbuję się dostać do samochodu. Po wielokrotnych próbach od strony kierowcy i pasażera pomyślałam, że chyba zamek się zaciął. Błagając Boga, aby samochód jednak się otworzył, bo nie mam jak wrócić do domu, zajrzałam przez szybę do środka. Patrzę, a to nie mój samochód... Nie moje radio, nie moje siedzenia... Mój stał zaraz niedaleko, był taki sam.
Z boku pewnie wyglądało to trochę tak, jakbym chciała się komuś do auta włamać :D Mam tylko nadzieję, że nikt tego nie widział :)
Stałam w kolejce do kasy w sklepie spożywczym. Przede mną swoje zakupy na taśmę wykładał z koszyka starszy pan (na oko 80 lat). Pierwszą położył gazetę, a później resztę produktów. Kasjerka policzyła wszystko, a potem dziadek powoli spakował swoje zakupy, ale widać było po nim, że czuł na sobie dziwny wzrok kasjerki, która jakby pospieszała go, żeby już zabrał swoją torbę i wyszedł. Kupił niewiele: kilka warzyw, trochę wędliny i herbatę. Zapłacił 113 zł. Pomyślałam sobie wtedy: kurczę, starszy pan ma za sobą całe życie w tym kraju i na starość za kilka produktów płaci ponad 100 zł. I jeszcze ta kasjerka...
Dodam jeszcze, że był to polski, dość stary sklep, a wokół niego mieszkało wielu seniorów, którzy przychodzili tam z przyzwyczajenia, bo pewnie robili zakupy właśnie tam przez całe swoje życie. Po prostu zawsze jest tam pełno starszych ludzi i to oni głównie utrzymują to miejsce.
Całej tej sytuacji bacznie przyglądał się również ochroniarz sklepu i kiedy dziadek z trudnością zapakował swoje zakupy i zdołał zebrać się z nimi do wyjścia, ten właśnie ochroniarz zatrzymał go i powiedział, żeby natychmiast wyskakiwał z paragonu, bo widział, jak chowa do marynarki gazetę, za którą na pewno nie zapłacił. Dziadek nie dość, że był bardzo zmieszany, to jeszcze widać było, że zrobiło mu się smutno i przykro. Kiedy szukał paragonu, kasjerka bezczelnie stwierdziła, że żadnej gazety to ona nie kasowała i że trzeba sprawdzić te wszystkie zakupy jeszcze raz.
Nie dość, że seniorzy utrzymują im biznes, to jeszcze muszą znosić takie traktowanie...
Każdy kiedyś się zestarzeje, a trzeba pamiętać, że karma wraca.
Zacznę od tego, że mieszkam w małej miejscowości – każdy zna każdego. Jakiś czas temu założyłam działalność oraz kupiłam nowe auto. Na wszystko zapracowałam sama, niczego za darmo w życiu nie dostałam. Małymi krokami, ciężką pracą, śpiąc po 2-3 godziny dziennie, pracując na dwóch etatach, w końcu udało mi się dojść na wyższy szczebel finansowy. I tym momencie zauważam, jacy ludzie potrafią być chamscy, bezlitośni i fałszywi.
Odezwał się do mnie „kolega”, który nawet na ulicy cześć mi nie powie, błagał o pożyczkę – nie pożyczyłam, argumentując, że go praktycznie nie znam, a poza tym jeszcze niedawno traktował mnie jak powietrze.
Jeszcze w ten sam dzień wieczorem moje auto stało w płomieniach :/
Brak monitoringu, policja bezradna...
Szybkim krokiem przemierzam chodnik, zapatrzona w telefon, bo akurat pisałam SMS. Idę, idę, i nagle od kogoś się odbijam. Telefon wypada mi z ręki, zawartość otwartej jak zwykle torby z mniejszym lub większym stuknięciem spada na ziemię, a ja podnoszę wzrok. Blondyn, wysoki, patrzy na mnie spod zmrużonych powiek i schyla się po moją komórkę.
Scena jak z filmu, co?
Tylko że w filmach mężczyźni nie rzucają tryumfalnego spojrzenia i nie zostawiają kobiety z rozsypaną torebką, uciekając radośnie z nową zdobyczą w postaci telefonu...
Jako 6-letnia dziewczynka wiedziałam dokładnie, na czym polega seks. Często podsłuchiwałam starszego brata, jak rozmawia z kolegami, radziłam się koleżanek na podwórku i razem rozmawiałyśmy na TE tematy. Mówię całkowicie poważnie.
Trochę wcześniej odkryłam, że jak dotykam się „tam” na dole, to po czasie robi mi się przyjemnie. Postanowiłam sprawdzić dlaczego (samego słowa „masturbacja” nauczyłam się dopiero pod koniec szkoły podstawowej, jednak podświadomie wiedziałam, że ta czynność jest „zakazana”). Pierwszy raz doszłam również w wieku bardzo, bardzo wczesnym (7, 8 lat). Nikt z dorosłych ze mną o tym nie rozmawiał, nie uczył. Wiedziałam, co to seks, prezerwatywa, jak się rodzą dzieci. Jakby to we mnie było od zawsze. Tylko bez ważnych szczegółów, które musiałam sprawdzić. Fascynowało mnie to.
Jako mała dziewczynka 6-letnia... wyobrażałam sobie różne sceny, pozycje, wyobrażałam sobie siebie za kilka lat, mój pierwszy raz, falę przyjemności z o wiele starszymi mężczyznami. Teraz jak o tym myślę, to zdaję sobie sprawę, jakie to dziwne.
Bardzo szybko też dojrzałam. Fizycznie, jak i psychicznie. Przewyższałam rówieśniczki dojrzałością, bardzo szybko dostałam pierwszej miesiączki, w wieku 13 lat wyglądałam na 18, a teraz jako już dojrzała młoda kobieta mam niezłego bzika na punkcie seksu. Ale nie takiego zwykłego. Podniecają mnie silni, dorośli mężczyźni i inne, bardziej kontrowersyjne „zabawy”. Zastanawia mnie, czy to moje zabawy z dzieciństwa się do tego przyczyniły... I czy nie jestem jedyna.
PS Dodam też, że udział rodziców w moim życiu był znikomy. Mama chora psychicznie, często krzyczała. Taty nigdy nie było, zawsze pracował.
Niegdyś moja nauczycielka powiedziała, że przez oddychanie ustami można zachorować. A że byłam leniwym dzieckiem i nie chciało mi się ćwiczyć na wychowaniu fizycznym, to wracając do domu, przez 20 minut oddychałam przez usta, by chociaż lekko się przeziębić i żeby mama napisała mi zwolnienie.
DIY: jak zachorować na zapalenie płuc.
PS Ale zwolnienie z WF-u miałam na dwa miesiące :D
Na 18 urodziny mojego brata kupiłam mu kask motocyklowy za 400 zł. Jestem od niego młodsza i chodziłam jeszcze wtedy do szkoły, więc nie miałam pracy ani pieniędzy. Już pół roku wcześniej zaczęłam odkładać pieniądze, które dostawałam od mamy na jedzenie do szkoły i jakieś drobne przyjemności. Odłożyłam nawet pieniądze, które dostałam na święta. Bardzo się starałam odłożyć jak największą kwotę i odpuszczałam sobie kupno wielu rzeczy. Wiedziałam przecież, że jak ja będę miała 18 urodziny, to na pewno też dostanę od brata jakiś super prezent.
No i się pomyliłam... Na moje 18 urodziny dostałam od brata wino i słodycze. Niby liczy się gest, ale naprawdę się zawiodłam, patrząc na to, jak ja się starałam, a on, chodząc już do pracy i mając własne pieniądze, zrobił jak dla mnie marny prezent.
Małe rzeczy potrafią mocno na nas wpływać, prawda?
My, kobiety, często stajemy się w pewien sposób nękane przez mężczyzn, którzy nie widzą problemu w chociażby dotykaniu nas bez naszej zgody. Mało jest o tym wyznań, a jednak prawie każdą z nas to spotyka.
Czuję się brudna i chcę to z siebie wyrzucić.
1. Kolega dotykał mnie, mimo że tego nie chciałam. Rzucał do mnie chamskie teksty typu „dobra dupa z ciebie”. Czułam się jak rzecz. Miałam 12 lat. On był starszy.
2. Grupa mężczyzn z samochodu krzyczała do mnie: „Jedziesz z nami?”, „Dasz się przelecieć?”.
3. Chłopak wypisywał do mnie i chciał nagich zdjęć. Niby nic. A jednak to przeżywam do dziś.
4. Czterech mężczyzn weszło za mną do sklepu. Wołali do mnie obleśne teksty. Bałam się. Wyszli i czekali na zewnątrz. Minęło 20 minut, pół godziny, godzina... Byli dalej. Nigdy tak się nie bałam.
5. Dosiadł się do mnie w autobusie, był starszy o 15 lat, znałam go. Podczas rozmowy zaczął łapać mnie za nogę.
Czemu to piszę? Żeby powiedzieć, że tego nie chcę. „Masz dobrą dupę” to nie jest dla mnie komplement. Nie chcę, żeby ktoś mnie dotykał. Nie chcę, żeby ktoś mnie nękał.
Po prostu.
Pewnego upalnego czerwcowego dnia kilka lat temu wybraliśmy się z rodziną nad jezioro, ja i siostra opalałyśmy się na plaży, mężczyźni pływali wynajętymi kajakami po jeziorze, a mój 5-letni siostrzeniec pluskał się z naszą 12-letnią kuzynką przy brzegu. Mała wpadła na głupi pomysł wyprowadzenia dzieciaka na głębszą wodę. Maluch stracił grunt pod nogami i spanikował. Nie topił się, bo miał dmuchane rękawki, ale zaczął się wierzgać i krzyczeć. Gdy tylko spostrzegłam, co się wyprawia, pobiegłam mu na ratunek. Złapałam chłopca i zaczęłam prowadzić go na brzeg. Poczułam się jakoś dziwnie, spojrzałam w dół i dostrzegłam, że podczas „akcji ratunkowej” rozpiął mi się stanik na karku i moje bimbałki są na widoku. Wpadłam w panikę, wokół pełno ludzi, nie mogłam zawiązać stanika jedną wolną ręką, do brzegu daleko. Wpadłam więc na „genialny” pomysł! Wzięłam zapłakanego siostrzeńca na ręce i przycisnęłam do klatki piersiowej, zasłaniając się jego ciałem. Wyniosłam małego na brzeg, minęłam nasz kocyk i zdezorientowaną matkę dziecka, przeszłam jeszcze kilkanaście metrów w jakieś krzaki i dopiero tam odstawiłam zdziwionego chłopca na ziemię, a sama zawiązałam sobie stanik w ukryciu przed innymi ludźmi.
W taki oto sposób użyłam mojego siostrzeńca do zakrycia gołych cycków :)
Moja siostra nie ma nawet 30 lat, a przez nowotwór musiała mieć wycięte obie piersi. Wbrew pozorom nie była to dla niej tak wielka tragedia, jak by się mogło wydawać – przepracowała temat z psychologiem, dostała wielkie wsparcie od rodziny, zwłaszcza męża, który powtarzał jej kilka razy dziennie, że jest dla niego najpiękniejszą kobietą na świecie i brak biustu nie oznacza utraty kobiecości. Pogodziła się z tym faktem, nawet żartuje: że oszczędza na stanikach, jak karmiła dziecko, to nie musiała się stresować, czy będzie miała pokarm... Ogólnie wyglądało wszystko super.
Jakiś czas temu jej teściowa dotarła do informacji, że istnieje fundacja zajmująca się rekonstrukcjami piersi po mastektomii. Zaczęła zachęcać synową do poddania się temu zabiegowi, najpierw delikatnie, z czasem coraz bardziej natarczywie. Posunęła się wręcz do tego, że żądała rekonstrukcji albo przekona syna, żeby się rozwiódł z niepełnowartościową kobietą! Próby przemówienia jej do rozumu nic nie dały, więc kontakt został ograniczony do absolutnie niezbędnych sytuacji w rodzaju chrztów czy ślubów.
Niedawno była właśnie taka impreza, ślub brata męża siostry (wybaczcie, nie znam się na nazwach pokrewieństw). Siostra zręcznie unikała teściowej, jak tylko mogła. W pewnym momencie, gdy babsztylowi alkohol uderzył do głowy, stwierdziła, że musi ogłosić wszem i wobec, jaka jest jej opinia na temat braku chęci poddania się tej operacji. Dodała, że zachęca ją tak gorąco, ponieważ... ludzie widzą to, że nie ma piersi, od razu wiedzą, że miała raka, przez co nie dość, że staje się od razu ofiarą losu i nie uznają jej za wartościową osobę, to jeszcze zwraca na siebie niepotrzebną uwagę, co jest samolubne! A jest tyle naprawdę biednych osób, na które się powinno zwracać uwagę, a nie jakieś fanaberie, że operacji nie chce! O byciu nie w pełni kobietą oczywiście też dodała.
Została wyprowadzona przez obu swoich synów, siostra popłakała się tak, że długo nie można ją było uspokoić – chyba nikt nigdy jej tak nie upokorzył. Cała cudowna atmosfera prysła jak bańka mydlana i zabawa się skończyła o 21:00.
Obecnie cała rodzina się od niej odwróciła. Synowie udają, że jej nie znają, mąż od lat nie żyje, rodzeństwo w innych miastach. Sama sobie wybrała taki los, ale zapewne umrze w przeświadczeniu, że robi całkowicie dobrze, tylko wszyscy się na nią uwzięli.
Dodaj anonimowe wyznanie