#pWeOY
Jakiś czas temu jej teściowa dotarła do informacji, że istnieje fundacja zajmująca się rekonstrukcjami piersi po mastektomii. Zaczęła zachęcać synową do poddania się temu zabiegowi, najpierw delikatnie, z czasem coraz bardziej natarczywie. Posunęła się wręcz do tego, że żądała rekonstrukcji albo przekona syna, żeby się rozwiódł z niepełnowartościową kobietą! Próby przemówienia jej do rozumu nic nie dały, więc kontakt został ograniczony do absolutnie niezbędnych sytuacji w rodzaju chrztów czy ślubów.
Niedawno była właśnie taka impreza, ślub brata męża siostry (wybaczcie, nie znam się na nazwach pokrewieństw). Siostra zręcznie unikała teściowej, jak tylko mogła. W pewnym momencie, gdy babsztylowi alkohol uderzył do głowy, stwierdziła, że musi ogłosić wszem i wobec, jaka jest jej opinia na temat braku chęci poddania się tej operacji. Dodała, że zachęca ją tak gorąco, ponieważ... ludzie widzą to, że nie ma piersi, od razu wiedzą, że miała raka, przez co nie dość, że staje się od razu ofiarą losu i nie uznają jej za wartościową osobę, to jeszcze zwraca na siebie niepotrzebną uwagę, co jest samolubne! A jest tyle naprawdę biednych osób, na które się powinno zwracać uwagę, a nie jakieś fanaberie, że operacji nie chce! O byciu nie w pełni kobietą oczywiście też dodała.
Została wyprowadzona przez obu swoich synów, siostra popłakała się tak, że długo nie można ją było uspokoić – chyba nikt nigdy jej tak nie upokorzył. Cała cudowna atmosfera prysła jak bańka mydlana i zabawa się skończyła o 21:00.
Obecnie cała rodzina się od niej odwróciła. Synowie udają, że jej nie znają, mąż od lat nie żyje, rodzeństwo w innych miastach. Sama sobie wybrała taki los, ale zapewne umrze w przeświadczeniu, że robi całkowicie dobrze, tylko wszyscy się na nią uwzięli.
Sama sobie zgotowała to piekło. Gdyby szukała pojednania, można by rozważyć naprawienie relacji, ale skoro uniosła się dumą i wie lepiej, niech sobie żyje sama ze swoimi dziwnymi przekonaniami. Choć z ciekawości pewnie bym się wybrała do niej, gdyby np leżała na łożu śmierci, by skonfrontować jej wcześniejsze przekonania z sytuacją, gdy własne ciało odmawia posłuszeństwa.
Właśnie, ciekawe co by powiedziała, gdyby życie ją tak pokarało...
Jeśli wierzycie, że ludzie na łożu śmierci zmieniają zdanie to jesteście naiwni. To idealne miejsce żeby mieć swoje ostatnie słowo. Powie kolejny raz swoje okrutne "prawdy" i umrze z satysfakcją, że z nią na łożu śmierci nie będą się chcieli kłócić.
No cóż, teściowa uznała synową za niepełnowartościową kobietę a synowie matkę za niepelnowartościowego człowieka.
No ups.
Wiecie co? Czekam, aż ktoś się w końcu wkurzy i takiego "weselnego gościa", co rozwala - nieważne, z jakiego powodu - tak ważną (część osób jednak bierze ślub raz w życiu) i drogą imprezę pozwie o zwrot kosztów i odszkodowanie za zniszczenie tak ważnego dnia. I nie chodzi o nie wiadomo jakie kwoty, ale jak pindzie czy pindolowi wejdzie na 20 lat komornik na konto i będzie zabierać jedną trzecią dochodów, to się może nauczy.
Jaka jest szansa, żę wygrałoby się z takim pozwem? W sensie pytam serio, może ktoś wie, a odpowiedź komuś się może przydać.
Napiszę, jak mi się wydaje. Odszkodowania za zniszczenie wesela raczej nie będzie, bo żeby było to musiałyby być szkody majątkowe. Ale jest szansa na zadośćuczynienie, bo mamy szkodę niemajątkową, czyli krzywdę. Krzywda to najogólniej spowodowanie u kogoś cierpienia, w tym cierpienia psychicznego. Naruszono dobra osobiste panny młodej w postaci jej godności, dobrego imienia i prywatności. Zadośćuczynienie w tej sytuacji można przyznać na podstawie art. 448 kc. Oczywiście cierpienie u panny młodej zwiększył fakt, że to był bardzo ważny dzień w jej życiu i obrażono ją publicznie, wobec najbliższych jej osób, co też powinno się wziąć pod uwagę przy wysokości zadośćuczynienia. Jak sąd orzeknie, to najstarsi górale nie wiedzą, ale skoro ostatnio przyznano zadośćuczynienie za naruszenie więzi ze zwierzęciem, to i w tej sytuacji szanse oceniam na dość konkretne.
Ale tutaj nie została obrażona panna młoda, tylko gość na weselu, czyli siostra autorki. To nie był jej ślub (bo przecież już miała męża), tylko jej szwagra.
Dzięki, prawda, jakoś mi to umknęło. W takim razie o zadośćuczynienie może pozwać tylko siostra autorki, bo to jej dobra zostały naruszone i ewentualnie ze słuszności podzielić się jakąś częścią z młodą parą. Przykra sprawa, bo młodym to zepsuło dzień, ale samo zepsucie atmosfery zdarza się w kontaktach towarzyskich i nie jest chronione prawem, gdy nie wiąże się z krzywdą danej osoby.
@Solange
Obstawiam, że znikoma, jeśli nie zerowa. Wprawdzie GreyWarden opisuje potencjalne możliwości, ale po moich doświadczeniach, co potrafią wyczyniać sądy - jestem bardziej pesymistycznie nastawiona.
Okropne... Swoją drogą ciekawe, czy np mi groziłby rak piersi biorąc pod uwagę pewną oczywistą kwestię. Nawet nie byłoby czego likwidować w mastektomii...
Tu niestety jest ta kwestia, o której mało ludzi pamięta: nawet jak wydaje się, że nie ma czego atakować to i tak rak znajdzie sposób. Nawet panów to dotyczy, bo budowa jest na początku taka sama i właśnie mimo, że nie mają tego tłuszczu na klatce piersiowej, który formuje właśnie takie kobiece cechy (a też może się trafić taki błąd, że im też się takie zrobią) to i tak od razu widać, że mają dużo rzeczy, które w sumie nie są im potrzebne, ale powstały jeszcze w życiu płodowym, zanim uruchomił się Y. Więc nawet panowie mogą mieć raka piersi, więc tym bardziej panie, których niektóre cechy są mniej widoczne. Miło by było więc, jakby w czasie właśnie takich akcji ostrzegania przed rakiem piersi też ktoś coś panom powiedział.
Dziękuję za wyjaśnionko. Faktycznie coś mi się chyba obiło o uszy z nowotworami piersi u chłopów.
Masz mniej tluszczu, ale masz gruczoly mlekowe i wszystko inne jak kazda kobieta.
Panowie też mają gruczoły mleczne ale to są zazwyczaj nieaktywny. No chyba że się coś hormonalnie pokiełbasi.
Anyway, aktywne nie aktywne, rakowi to większej różnicy nie robi.
To trzeba było myśleć przed weselem a nie po fakcie. Przecież można było przewidzieć że ludzie na weselu piją alkohol.
Taa, zawsze winna jest ofiara.
Pan SokoliWzrok ma rację. Nie wolno zrzucać winy na ofiarę. Ale prawie ciągle ludzie tak robią. Zamiast spojrzeć na kogoś, kto zrobił coś złego i powiedzieć "mogłeś tego nie robić" to jest ciągłe powtarzanie "mogłeś przewidzieć, że on to zrobi". Ludzie to wręcz by powiedzieli ludziom, żeby nie oddychali, bo przecież powinni przewidzieć, że ktoś może ich kiedyś udusić. Niektórzy by chyba woleli zamienić miejscami przestępców i ich ofiary, bo chyba uznają, że to ofiara powinna być w więzieniu za prowokowanie.
Praktycznie nikt nie chce sie identyfikowac z ofiara. Co jest czyms nsturalnym moim zdaniem. Pozostaje jednak kwestia przypisania winy, ktora wprawdzie jest oczywista ale kloci sie z odrzuceniem na poziomie emocjonalnym. Ten dysonans poznawczy mozna bez problemu rozwiazac przypisujac ofierze sprowokowanie ciagu zdarzen. I wtedy wszystko wraca na wlasciwe miejsce. W koncu ona nie musiala lazic ta ciemna uliczka, on mogl sie nie odzywac, oni mogli wypic piwo w domu, itp.
Choc stwierdzic, ze mogli jej nie zapraszac, to juz wyzsza szkola jazdy.