Pracuję w miejscu, gdzie są kamery.
Wczoraj poszłam do toalety, siedzę na toalecie i widzę, że koło prysznica centralnie jest kamera! Przyblokowało mnie totalnie, aż przykryłam się zasłoną tego prysznica, z nadzieją, że mnie zasłoni przed kamerą.
Cały wieczór myślałam, jak tu zapytać o tę kamerę umieszczoną w tak nietypowym miejscu panią dyrektor. Nazajutrz pytam więc nieśmiało:
– W łazience jest kamera?
– Nie, nie ma.
– A to nad prysznicem?
– Czujnik dymu.
No cóż, blondynka rodzi się blondynką i myśli, że wszędzie ją kamerują :D
Pewnego świątecznego dnia, sfrustrowana świętami u wujka, poszłam na spacer. Wkurzyłam się wtedy na brata, bo mi dokuczał. Szłam przez park, aż doszłam do mostu i rzeki. Weszłam na niego i zatraciłam się w myśleniu. W pewnym momencie zobaczyłam ją. Młodą dziewczynę, na oko 20 lat, spoglądającą w dół na rzekę. W pewnym momencie po prostu przelazła przez barierkę. Podbiegłam do niej i zapytałam, czy wie, że to niebezpieczne. Powiedziała smutno, że jest w 7 miesiącu, że nosi dziecko z gwałtu dokonanego przez wujka, że nikt jej nie wierzy, wszyscy każą urodzić i wychować. Że dziecka nienawidzi, że chciałaby bić się po brzuchu, aż zabije ten kazirodczy płód, że wszystkie koleżanki i chłopak się od niej odwróciły, że ma 16 lat i nie może się wyprowadzić. Ostatnie zdania wypłakiwała mi prosto w twarz. Byłam zbyt zszokowana, żeby się odezwać. „Bądź przy mnie. Chociaż ty bądź przy mnie”. I skoczyła. Dalej słabo pamiętam, ale pobiegłam kogoś poszukać. Była karetka, psycholog, policja i reszta.
Miałam 10 lat.
Jutro mija 7 lat od jej śmierci. Idę się za nią pomodlić. Nie znałam nikogo w tej wsi i już nigdy więcej tam nie jechałam, bo mama bała się, że złe wspomnienia wrócą. Czasem śni mi się jeszcze, jak wypluwa słowa o nienawiści do dziecka, a potem spada.
Kiedy miałam 8 lat, oderwałam Jezusa od krzyża i kładłam go w łóżku dla lalek, żeby było mu wygodnie.
Nienawidzę świąt Bożego Narodzenia, i to nawet nie ze względu nużących spotkań rodzinnych. Opowiem wam o traumie z dzieciństwa, która ciągnie się za mną po dziś dzień.
Gdy byłam mała, Wigilię spędzaliśmy razem z rodziną mamy, a pierwsze święto w domu rodzinnym ojca. Zupa, makiełki, karp – OK, przyszedł czas na prezenty. Tyle że w moim domu nie zostawiało się ich pod choinką, a mama nie udawała, że z wielkim zdziwieniem znalazła je na schodach domu. O nie, u mnie był poziom wyżej! Przychodził Mikołaj (w tej roli mój kochany wujek, który czasem zbyt brutalnie lubił pożartować sobie z dzieci swojego brata). I nie byłoby w tym nic złego, tylko zamiast otyłego staruszka był wysoki, barczysty facet ze złowrogą miną, z rózgą i brodą, w towarzystwie diabła (kuzyn). Na początek zawsze ową rózgą przetrzepano mi tyłek, później sprawdzano czystość pokoju (wierzcie lub nie, ale co roku na święta sprzątałam go z płaczem), straszono, że „niegrzeczne dzieci bierze się na smołę”, kolejne kilka batów i poszli. Uf, ulga. Tyle że po każdej ich wizycie mój tyłek wyglądał jak czerwona autostrada. I tak dwa dni z rzędu.
Pewnie, że próbowałam uciekać lub się chować, kiedyś nawet wskoczyłam do kosza na pranie, ale nic to nie dało. Uprzedzając zbędne pytania – nigdy nie wierzyłam w „Mikołaja”, ale lękiem napawało mnie każde takie spotkanie.
Kto się śmiał, ten się śmiał – na pewno nie byłam to ja. Dziś jestem już uczennicą liceum, a gdy ktoś pyta się, czemu nadal nienawidzę świąt, aż wstyd się przyznać... ;/
Jak byłam mała, pojechałam na cmentarz do cioci z rodzicami. Jak każde dziecko szybko się znudziłam i zaczęłam oglądać fotografie i daty na innych grobach. Moją uwagę przykuło zdjęcie, znajdujące się na nowym pomniku, będącym po przeciwnej stronie grobu mojej cioci. Przedstawiało ono nastoletniego chłopaka.
Przyglądałam się mu dobre kilka minut jak zahipnotyzowana. Naglę usłyszałam chłopięcy głos: „Malutka, mogłabyś się przesunąć, bo chciałbym postawić świeczkę?”.
Ja z przerażeniem orientuję się, że obok mnie stoi chłopak ze zdjęcia! Moja reakcja? Bardzo głośnie poinformowanie wszystkich w promieniu kilku metrów o tym, że obok mnie stoi duch!
Po dłuższej chwili uspokajania mnie przez mamę i wyjaśnieniach chłopaka okazało się, że jest on bratem bliźniakiem osoby ze zdjęcia, a nie paranormalną istotą. I co ciekawe, to nie był pierwszy raz, gdy chłopaka pomylono z jego bratem.
Obecnie spotykam go raz w roku podczas Wszystkich Świętych. Chyba mnie pamięta, bo zawsze mnie wita i się śmieje :)
Potrąciłem samochodem łosia niedaleko Kampinosu. To było w środku nocy. Wyszedłem z samochodu, szukając biedaka, który dość solidnie oberwał, ale nie mogłem go znaleźć, dopiero po chwili zobaczyłem, jak stoi w zasięgu reflektorów mojego samochodu. Patrzy na mnie złowieszczo, a moje gacie zaczynają robić się już pełne, kiedy ten się odwraca i odchodzi, jakby zupełnie nic się nie stało.
Remont samochodu – 5000 zł.
Okres, w którym znajdowałem łosiowe gówno w różnych zakamarkach samochodu – do dziś.
Zacznę od tego, iż los obdarzył mnie bardzo bolesnymi miesiączkami. Wizyty u lekarzy i tony zjedzonych tabletek nic nie pomagały. Trwało to 14 lat, aż zaszłam w ciążę. Moja radość była nie do opisania (starania prawie rok, no i bonus – dziwięć miesięcy bez okresu).
Kiedyś jeden z lekarzy powiedział, że jak urodzę naturalnie, to później bóle menstruacyjne powinny się zmniejszyć. No i tak czekałam na rozwiązanie, a że los bywa przekorny, to miałam cztery miesiące temu cesarkę. I wpadłam w doła, bo nie dość, że opieka nad dzieckiem wymaga dużo siły, to czekała mnie wizja okropnych bóli.
I tu sedno mojego wyznania. Od urodzenia synka wszystko się zmieniło w obszarze kobiecych spraw. Przerobiłam z mężem pozycje, które wcześniej sprawiały mi ból i dużo, dużo nowych, o których wcześniej nawet bym nie pomyślała. No i co najważniejsze, przyszła pierwsza miesiączka – bez żadnych dolegliwości. No po prostu jakbym dostała nowe życie po tylu latach mordęgi.
Dzięki Ci, synku! Jesteś wielki!
Mam 190 cm wzrostu, jestem łysy oraz chodzę na siłownię. Nie mam na imię Sebastian, chociaż często tak mnie nazywają. Ostatnio przydarzyła mi się rzecz, z której sam teraz się śmieję.
Otóż wracałem ze szkoły autobusem, jako prawilny Seba zająłem środkowe miejsce z tyłu. Słucham sobie w spokoju muzyki, lecz wydaje mi się, że coś jest nie tak. Większość pasażerów śmieje się pod nosem lub się na mnie dziwnie patrzy. Po jakiejś minucie ogarnąłem, co się stało. Nie wiem w jaki sposób, ale jack od słuchawek odłączył się od telefonu. Udałem więc, że niczego nie zauważyłem i wysiadłem na następnym przystanku. Miałem 4 km do domu, ale nie mogłem znieść wzroku pasażerów. Sytuacja nie wydaje się kompromitująca, ale wyobraźcie sobie łysego Sebka słuchającego na głośniku pisków japońskich dziewczynek.
Jeżeli ciekawi cię, czego słuchałem, wpisz w YouTube „love live opening”.
Mój ojciec jest złotnikiem. Nic więc dziwnego, że kiedy wyjechałam na studia, podjęłam pracę w sklepie jubilerskim w centrum handlowym. Miała to być praca, która pozwoli opłacić mi studia. Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, że lubię swoją pracę i to jest to, co chciałabym robić. Miło patrzeć na zakochane pary wybierające obrączki czy zestresowanych facetów kupujących pierścionek zaręczynowy. Po siedmiu latach wspaniałej pracy mój szef oznajmił mi, że pasaż, w którym się znajdujemy, będzie zamykany. Czas na nową pracę. Złożyłam papiery do salonu konkurencyjnej sieci. Kilka dni później dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę. Na rozmowie była kierowniczka salonu, managerka wszystkich salonów właścicieli oraz właścicielka. Wszystko ładnie, pięknie, panie widać bardzo zadowolone i doświadczeniem, i wiedzą, same ochy i achy.
Właścicielka powiedziała, że do piątku da znać, nawet jeśli się nie zakwalifikuję. Minął piątek, telefonu brak. To samo przez weekend i poniedziałek. Postanowiłam we wtorek udać się do salonu, żeby spróbować się dowiedzieć, co było nie tak – tak z czystej ciekawości.
Kiedy weszłam do salonu zobaczyłam chłopaka, któremu kobieta wszystko tłumaczyła i pokazywała. Kierowniczka zaprosiła mnie do siebie, więc produkuję się, że nie mam pretensji, ale umawiałyśmy się na telefon, że byłam przekonana, że wszystko dobrze poszło itd. Pani kierownik powiedziała, że byłam jej faworytką, podobnie było z manager salonu. Właścicielka uparła się na młodego chłopaka, bo widać, że jest gejem, a klientki myślą, że gej zna się na biżuterii. Chłopak nie miał doświadczenia, po prostu był gejem. I z tego miejsca chcę zaznaczyć, że Boże broń nie mam nic przeciwko homoseksualistom. To nie wina chłopaka, że dostał tę pracę. Szlag mnie trafił na myśl o toku rozumowania właścicielki salonu.
Kilka dni po tym wydarzeniu w wiadomościach widziałam marsz równości, który odbył się w Poznaniu. Jakiej równości, ja się pytam? Choć nie mam absolutnie nic do osób homoseksualnych, to muszę przyznać, że parady równości są dla mnie bez sensu – jakiej równości się domagacie? Nie żyjemy w latach 60.
W czerwcu moja konsola się zepsuła, tzn. po włączeniu był czarny ekran (wina konsoli, nie monitora). Po rozmowie z supportem okazało się, że usterka jest poważna i konieczna będzie naprawa, bo nic nie da się zrobić. Jako że konsola nie była mi wtedy pilnie potrzebna, przeleżała w tym stanie jakieś dwa miesiące.
Pewnego dnia mój młodszy brat dostał za zadanie rozwiesić pranie, ale naprawdę nie miał na to ochoty (z czego to było 5 minut pracy, dosłownie). W akcie desperacji zaproponował mi układ: jeśli zrobię to za niego, on naprawi mi Xboxa. Nic nie stracę, może zyskam, nawet jeśli nie wierzyłam, że to zrobi, więc oczywiście się zgodziłam.
Spędził nad tym jakieś półtorej godziny, choć w tym czasie zdążyłby pewnie rozwiesić to pranie kilkanaście razy. Końcowo konsolę naprawił, nie mam pojęcia jak, ale 200 zł w kieszeni. Chcieć to móc xD
Dodaj anonimowe wyznanie