#I1TXi

Mam kilka lat starszego brata. Do pewnego czasu był normalnym, wesołym facetem, ale mniej więcej w okresie studiów zaczęło się wszystko zmieniać. Od dziecka chorował na astmę i alergię (pyłki, sierści, trawy), ale był świetnym sportowcem. W gimnazjum doszła nerwica i stany depresyjne – oczywiście do dzisiaj leczone. Następnie cukrzyca typu I. Od małego zawsze był pełen pasji, kochał zwierzęta, lubił się udzielać... ale to wszystko zmieniło się przez mojego ojca, który tak naprawdę jest jego ojczymem. Brat był raczej z tych spokojnych, bezproblemowych dzieci, nie bił się, ale nie zrobił niczego sam od siebie, bo się wstydził. Ojciec, człowiek wulkan, szybko popadał w złość – nie tłumaczył nigdy niczego, bo facet powinien to wszystko wiedzieć. I tak było ze wszystkim – nie akceptował wyboru jego studiów, „bo będzie bezrobotny”, choć brat miał świetny plan. Wg ojca mężczyzna ma pracować i tyle, po co jakieś wykształcenie. I wiecie co? Mój starszy brat, który za dwa lata przekroczy 30, jest wycofany, zmęczony życiem, z domu wychodzi raz na jakiś czas ze znajomymi, ale generalnie spędza czas sam. I nie potrafi nic – boi się cokolwiek zrobić/naprawić w domu, gdy się zepsuje, bo jak tego nie zrobi, to będzie kłótnia, a jak zrobi, to też będzie źle, bo w mniemaniu ojca zawsze pieprzy całą robotę. Z pracą też ma problemy przez swoje lęki podjęcia się czegokolwiek, ale w domu ciągle słyszy, że nic nie umie, tylko żerować, nie chce mu się pracować i że ojciec go z domu kiedyś wpier... Gdzie w tym moja mama? Starała go całe życie bronić, stawać murem za starszym synem, zarazem „uczyć go”, ale widzę, że ją to też przerasta.

Staram się pomóc bratu jak tylko mogę. Dodaję odwagi, dobieram ubrania, żeby dobrze wyglądał, przypadkowo „podrzucam” mu pieniądze, gdy mu się kończą, roznoszę i rozsyłam jego CV po kryjomu, a gdy coś się w domu stanie, to biorę to na siebie, bo mnie się też oberwie, ale ja się nie boję powiedzieć, co myślę, krzyknąć – przyzwyczaiłam się do tych agresywnych reakcji ojca i nie robi to na mnie wrażenia.

Dlaczego to piszę? Bo każdy potrzebuje się komuś wygadać, a ja jako roześmiana, wesoła osoba, która „nie ma problemów w życiu” i która ma „mnóstwo wspaniałych koleżanek i kolegów” nie mam tak naprawdę do kogo się z tym zwrócić... albo może mam, ale za bardzo się wstydzę.
Quakie Odpowiedz

Może wyprowadźcie się oboje z domu? Na spółkę dacie radę coś wynająć, a z wyznania wynika, że dopóki jesteście pod wpływem ojca nic się nie poprawi.

SokoliWzrok

Na razie jej brat musi znaleźć pracę.

CentralnyMan Odpowiedz

Gdyby twoja matka faktycznie chciała dobrze dla twojego brata I ciebie to odeszłaby od męża

Tylkopoco Odpowiedz

To co robisz, nie rozwiązuje żadnego problemu. Jesteś dobrym człowiekiem i chcesz dla brata jak najlepiej, ale prawdopodobnie to w żaden sposób mu nie pomoże. To, że składasz CV to jedno, ale przecież to on będzie musiał pójść do tej pracy. To, że podrzucasz mu pieniądze pokazuje mu, że nie musi nic zmieniać, bo jakoś kasa zawsze będzie. Nie zrozum mnie źle autorko! Pomoc jest bardzo ważna, ale musi być poważnie przemyślana. Twój brat jest w takim wieku, że musi zacząć ogarniać życie sam, bo zaraz nikt go nie zatrudni bo za stary i bez doświadczenia, a potem zerowa emerytura.

Pytanie nr 1, czy brat chodzi na terapie czy tylko do psychiatry po leki? Leki są ważne, ale z twojego opisu wynika, że brat ma dużo rzeczy z przeszłości, które musi z kimś przegadać i przez nie przebrnąć by ruszyć dalej.

Pytanie/uwaga nr 2, wiem, że to są cholernie trudne rozmowy i łatwiej pomagać po cichu, ale może pogadaj z bratem wprost. Że chcesz mu pomóc, ale nie wiesz jak. Że jak chce pogadać, to jesteś obok. Sama mówisz, że nie masz się komu wygadać, może pomóżcie sobie wspólnie :) Jeśli nie macie tak dobrego kontaktu, może to spisz i mu przekaż?

Czaroit

Doskonałe uwagi.
Branie na siebie winy, podrzucanie bratu kasy itd. tylko uczy go bierności, odbiera mu możliwość konfrontacji z ojczymem i zwyczajnie nie pozwala mu dorosnąć.

Nie pomagasz mu, Autorko, ale utrwalasz jego stan. Wspieraj go słownie, mów mu, że jest inteligenty, przypominaj mu jego różne małe sukcesy, mów, że w niego wierzysz itd. ale nie wyręczaj go w życiu. Możesz mu zaproponować wsparcie, możesz powiedzieć, że POMOŻESZ mu rozesłać CV, kiedy będzie gotów. Pomożesz, a nie zrobisz to za niego. I to ma być JEGO inicjatywa, nie Twoja.

Daj mu wreszcie dorosnąć, zamiast mu matkować, bo mając jak najlepsze intencje, robisz z niego kalekę i utrwalasz w nim przeświadczenie, że on sam nic nie potrafi.

Tak naprawdę wszyscy, całą rodziną, utrzymujecie go teraz w stanie indolencji.

Dragomir Odpowiedz

Ojciec to jakiś agresywny typ, a młodego to przerosło i nie ma siły przebicia.

cluelesstapioca Odpowiedz

ty za niego po kryjomu robisz i to samo przez wiekszosc zycia pewnie robila wasza matka, nic dziwnego ze taka kaleka zyciowa z niego wyrosla, stary kon a siedzi na garnuszku rodzicow

Laylala

Rozumiem, że według ciebie, ojczym cacy i nic złego nie zrobił chłopakowi?

Postac

Chłopak jak miał "plan na siebie" to mógł się wziąć do roboty i go zrealizować, wyprowadzając się od rodziców. A woli z nim biernie siedzieć.

Ebubu

Postać... ty sobie nawet nie wyobrażasz jak czasami łatwo jest kogoś złamać - a takie "złamanie" wcale nie jest łatwo wyleczyć.
Jeżeli jesteś przekonany że sobie z niczym nie poradzisz - to sobie nie poradzisz bo sam twój umysł będzie sabotował twoje wysiłki.
Gostek potrzebuje terapii bo prawdopodobieństwo że skończy na psychotropach albo wyskoczy z 9 piętra któregoś pięknego popołudnia rośnie z każdym dniem w którym tylko (niesłusznie) utwierdza się w przekonaniu że jest beznadziejny i bezwartościowy.

NiezbytSprytny Odpowiedz

Mi to wygląda tak, jakby ojcu znudziło się mieszkanie z całą rodziną. Ja wiem, że mieszkanie z rodzicami jest o tyle fajne, że budżet domowy daje nam za to sporego like'a, ale sądziłem że wiek 28 lat to już wystarczająco, aby się całkowicie usamodzielnić.

Dodaj anonimowe wyznanie