Czuję się nieatrakcyjna. Przestałam o siebie walczyć i dbać jakoś szczególnie o wizerunek. Ubieram się w luźne ciuchy w ciemnych kolorach (najczęściej ubrana jestem na czarno). Chowam się za fasadą z ironii, sarkazmu i czarnego humoru. Wolę być postrzegana jako chamska niż słaba. W ostatnim czasie przytyłam kilka kilogramów, co dodatkowo mnie zdołowało (mimo że mieszczę się w „widełkach” przewidzianych dla mojego wzrostu – około 60 kg przy 1,70 m wzrostu). Psychikę ryją mi najbliższe osoby. Mam pracę, która nie sprawia mi satysfakcji. Na studiach idzie jako tako. Nie podobam się facetowi, z którym jestem od prawie 3 lat. On też ostatnio jest wobec mnie jakiś taki oschły. Nie mam motywacji i siły do ćwiczeń, które kiedyś uwielbiałam.
Ale robię dobrą minę do złej gry. Bo na własne życzenie wzięłam na siebie za dużo rzeczy naraz.
Może jutro coś się zmieni i będzie lepiej?
Dodaj anonimowe wyznanie
"Nie podobam się facetowi, z którym jestem od prawie 3 lat" - niezależnie od tego co ze sobą zrobisz, on Cię będzie ciągnął w dół z samooceną
No tak, biedna. Czy sama nie napisała, że zachowuje się chamsko wobec ludzi? W tym pewnie wobec chłopaka. To czy kogoś lubimy bezpośrednio przekłada się na postrzeganie jego urody. Ciężko jest dalej lubić osobę, która jest chamska wobec Ciebie
No tak, biedna. Czy sama nie napisała, że zachowuje się chamsko wobec ludzi? W tym pewnie wobec chłopaka. To czy kogoś lubimy bezpośrednio przekłada się na postrzeganie jego urody. Ciężko jest dalej lubić osobę, która jest chamska wobec Ciebie
Nie mówiąc już o tym, że kij wie na jakiej podstawie autorka twierdzi, że się nie podoba. Jeśli to jej domysły to mogą być z dupy. Wyznanie sugeruje, że sama bliskość ubija
Chowanie się za ironia i czarnym humorem nie musi być postrzegane jako chamstwo i raczej przez większość ludzi dzisiaj nie jest, choć autorka liczy się z tym, że może być tak postrzegane. Nigdzie nie napisała, że zachowuje się tak wobez chłopaka. Nigdzie też nie napisała, że stroni od bliskości, poza tym stronienie od bliskości może równie dobrze być skutkiem, a nie przyczyną podejścia jej chłopaka. Jeśli sobie takie wnioski wyciąga sama, bez rozmowy z nim, to jasne, może to być nadinterpretacja
"Wolę być postrzegana jako chamska niż słaba."
Nigdzie nie wyłącza z tego partnera.
60 kg przy 1,7 m wzrostu to i tak mała waga, po prostu trzeba wyrobić mięśnie, zmień faceta i pracę. Ale jeśli wszystko cię wkurza to zastanów się czy ty sama nie jesteś swoim największym problemem
Studiujesz, pracujesz, jesteś w związku - na to wszystko trzeba czasu. Może po prostu za długo już tak biegniesz i Twoje ciało domaga się odpoczynku? Ludzie niewyspani, przemęczeni, jedzą więcej i częściej odczuwają głód. Stąd mogą być dodatkowe kilogramy - bo ciało szuka energii. Nie dostaje odpoczynku, to domaga się kalorii.
Zwolnij trochę. Odpuść to, co możliwe. Odpocznij, zamiast narzucać na siebie kolejny obowiązek. Staraj się regularnie wysypiać, bo przy zbyt małej ilości snu trudno o stabilność emocjonalną.
Takie myśli są często skutkiem przemęczenia.
Nie, jutro nie będzie lepiej samo z siebie. Musisz podąć decyzję że chcesz by coś było inaczej i coś w tym kierunku zrobić. Albo zacząć się inaczej ubierać (da się z dodatkowymi kilogramami ubrać fajnie), albo zacząć coś ćwiczyć, albo szukać innej pracy, albo właśnie coś odpuścić i dac sobie trochę luzu.
Faceta zawsze można zmienić jeśli żadne z was się już nie stara w tym związku. A wzrost w cm minus 110 to jakby idealna masa dla kobiety, czyli wczesniej miałaś lekką niedowagę a teraz jesteś w idealnej. To tak z grubsza rzecz biorąc, bez wydawania się w szczegóły. A co do zachowania - bądź dla innych taka, jak chciałabyś, żeby oni byli dla Ciebie.
Jak szukasz motywacji by jutro coś zmienić, to poszukaj aplikacji gdzie są krótkie treningi- takie po 8 minut. Pewnie te 8 minut dziennie dasz radę dla siebie znaleźć. Do wyrobienia nawyku potrzeba podobno ok 100 dni i to może być Twöj cel. 8 minut dziennie to mało, trzy miesiące to nis tak długo- realny cel.
Samo nic sie nie zmieni. Mozesz narzekac i smucic sie ile wlezie ale nic tym nie zmienisz.
Wiec teraz pytanie. Czy chcesz sobie jedynie ponarzekac czy jednak zmienic swoje zycie?