#dT7lT

Wyglądam młodo i w pracy raczej nie wiedzą, ile mam lat, a że jest pełno młodych ludzi, to myślę, że zakładają, że mam około 20 lat.

Przerwa, kuchnia, siedzi kilka młodych ludzi, a że to w korporacji, to ich nie znam. Ludzie mówią, jacy to są starzy, bo mają 23-24 lata, a obok „gówniarz” ma tylko 20. Ja się śmieję pod nosem. Kultura u nas i otwartość, więc biorę udział w rozmowie.
Nagle się mnie pytają, kiedy ja będę miała 23 lata. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że 8 lat temu...

Nadal mam uśmiech na twarzy, jak sobie przypomnę ich miny, kiedy dowiedzieli się, ile mam lat ;)

#Fiwdp

Mam męża i dzieci, i sporą rodzinę, a czuję się strasznie samotna. Mam wrażenie, że nikt nie dostrzega mojego zmęczenia i braku sił, mimo że głośno o nich mówię. Czuję się niezrozumiana, a każdy mój płacz (jestem bardzo emocjonalna) w ciężkich dla mnie sytuacjach jest powodem, żeby jeszcze bardziej się na mnie denerwować, bo „znowu ryczysz”. Bywają też momenty, że jest fajnie i wesoło, ale jedna sytuacja potrafi zmienić wszystko o 180 stopni. Bardzo bym chciała po prostu zostać zrozumiana.

#zEZly

Marek jak co dzień wsiadł w samochód i pojechał rano do pracy. Marek dopiero zdał prawo jazdy, ale bardzo lubi jeździć 100 km/h w terenie zabudowanym, skręcać bez kierunkowskazów czy wymuszać pierwszeństwo. Prośby i groźby, żeby zaprzestał tych praktyk, nie pomogły, toteż skończyłam z nim jeździć, bo życie mi jeszcze miłe, i powróciłam do komunikacji miejskiej.

Spadł pierwszy śnieg, Marek znowu wsiadł w swoje auto na letnich oponach i wybrał się do pracy. Jadąc drogą szybkiego ruchu, zmienił pas na prawy, przygotowując się do zjazdu z drogi. Skręt dość ostry, prowadził pod wiadukt. Na skręt wjechał z prędkością ok. 90 km/h. Marek nie zdążył wyhamować. Uderzył w barierkę, spadł samochodem z wiaduktu i został rozgnieciony. Samochód skasowany i wydatki związane z pogrzebem.

A mówiłam mu, by nie jeździł jak wariat. Już nie mam brata.

#l7Sz9

Moja rodzina to chomiki. Ja i mój mąż oraz jedna osoba z mojej rodziny to minimaliści. Nie chomikujemy nigdy przedmiotów. Prosiłam moją rodzinę, aby nie przynosiła mi żadnych prezentów, jedynie dopuszczalna jest kawa, którą łatwo można przekazać dalej. Nie rozumiem prezentowego terroru. Sama uważam, że prezenty ode mnie można wyrzucać, sprzedawać lub przekazywać dalej.

#Z9UdQ

Czasem są tu opowieści o tym, jak ciało pedagogiczne nie miało racji, więc i ja postanowiłem dopisać swoje trzy grosze.

Już w pierwszej klasie przyszła pani pedagog i z uśmiechem od ucha do ucha powiedziała, że w naszej klasie jest najwięcej dziewczyn, więc Lolek będzie uczęszczał do naszej klasy.
Lolek był... Specyficznym uczniem. Na początku sprawiał wrażenie lekko skrytego nerda z problemami ze słuchem, nie minął tydzień... A zaczęło się. Odpyskiwanie, gdy ktoś próbował być dla niego miły. Na pierwszej wigilii zwyzywał wszystkich, że dostał najgorszy prezent, bo powinien dostać coś więcej niż mandarynki i czekoladę, ale to był dopiero początek góry lodowej.
Po dwóch latach nauki po tym, jak dostał kolejną jedynkę z języka polskiego, a nauczycielka pogroziła mu jedynką na semestr, ten wstał, stwierdził, że on to zgłosi do odpowiednich ludzi i wyszedł. Po tej samej lekcji widziałem, jak pani od polskiego wchodzi razem z wychowawczynią i pedagog do jednego pomieszczenia. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że ma ulgowe traktowanie, bo wada słuchu, o której wiedzieliśmy, to jedno, a to, że miał zespół Aspergera i nie rozumiał, co się do niego mówi, to drugie. I tak oto Lolek przeszedł kolejne dwa lata. Myślicie sobie o tym, no zdarza się, nie? Otóż leci teraz wisienka na torcie tego wyznania. 
Początek roku, Lolek siedzi w pierwszej ławce, nagle odwraca się i rzuca zawiniętym sreberkiem w jakąś dziewczynę. Jedno upomnienie od niej, drugie od jej koleżanki, która dziś najwidoczniej ma zły dzień. Widzę, jak jej noga lata pod stołem, wystukując najszybszy, jaki w życiu widziałem, rytm.
Druga kulka. Drugie upomnienie.
I nagle od Lolka poleciał... ogryzek. Ośliniony ogryzek, który wylądował przed dwiema dziewczynami. I nagle... Laura wstaje, dosłownie wstaje razem z ławką, którą prawie obrywa nauczycielka. Ta panika, Lolek panika, już leci do drzwi, Laura za nim. Wiązanka jak z Helu do Zakopanego.
Wszyscy oniemieli. I nagle interweniuje nauczycielka, Lolek wybiega z klasy... I tak oto najdrobniejsza dziewczyna z klasy dostaje uwagę za próbę rzutu ławką w kolegę.
Lolek nie dostał uwagi...

Laura dostała wszystkie możliwe nagany. Pedagog dzwoniła do jej rodziców, dostała naganę od wicedyrektora, od wychowawczyni... Na nic zdały się tłumaczenia, że działała w obronie koleżanki, że nie ma ochoty znosić humorków dekla, ilekroć ten ma ochotę kogoś powyzywać. I chociaż cała klasa była po jej stronie, to ona ucierpiała, bo jak ona śmiała spróbować podnieść rękę na bezbronnego inwalidę.... I żeby było mało, nas czekała długa pogadanka o tym, że trzeba reagować na agresję innych...

#e5kJy

Opowiem wam o największym obciachu, który mnie w życiu spotkał. Od teraz wiecie o tym tylko wy i mam nadzieję, że gdy już się wygadam, to nie będę czuł tego ogromnego poczucia żenady. Lecimy!

Miałem dziewiętnaście lat. Właśnie wracałem z uczelni, gdy zadzwonił do mnie jakiś nieznany numer. Odebrałem. Telefonował pan dyspozytor z komisariatu policji. Powiedział, że moi rodzice trafili do aresztu na 24 godziny i że mogę przynieść pod podany adres jakieś ubrania dla nich. Nie wiedziałem, o co chodzi. Przecież moi rodzice to wykształceni, wzorowi obywatele. Mój tata to właściciel dużej firmy. Popala czasem, ale zawsze robi to tak, aby nikt go nie nakrył. A mama to dyrektorka liceum i słynie ze swej nienagannej reputacji!
Wszedłem do domu, wziąłem jakieś ciuchy i poszedłem na komisariat. Moi rodzice siedzieli w celi, przykryci jakimiś kocami. Oboje byli nadzy!

Dopadłem jednego z policjantów i kategorycznie zażądałem wyjaśnień. „Ech, młody. Nie wiem, czy chcesz to wiedzieć” – westchnął gliniarz. Chciałem! I teraz żałuję.
Drodzy Anonimowi. Moi rodzice trafili na dobę do aresztu, musieli zapłacić karę i odbyć 50 godzin prac społecznych po tym, jak zostali zatrzymani na seksie w parku. W biały dzień, ukryci za jakimś krzaczkiem. Do dziś czuję spory niesmak...

#NhTBC

Moja kobieta po raz kolejny skutecznie odebrała mi chęć do jakichkolwiek romantycznych inicjatyw. Mam teraz dołek finansowy, a w mieszkaniu nie mam nawet krzeseł, ale pomimo tego chciałem coś zorganizować na mikołajki, wiec rozłożyłem na ziemi dwie poduszki do siedzenia, zrobiłem prowizoryczny stół z koszyka na bieliznę i postawiłem tam wino, dwa kieliszki, świeczkę, czekoladki i ugotowałem nam posiłek. I dostałem zje...y, że ona nie ma już 15 lat i nawet z winem nie trafiłem w jej gust. Później była jeszcze zdziwiona, o co mi chodzi i czemu się nie odzywam. Nie chce się nic.

#btDeU

Mieszkam za granicą. Niedawno w mojej szkole było obchodzone Halloween. Z tej okazji ja i moje przyjaciółki przebrałyśmy się, a w czasie lunchu robiłyśmy sobie zdjęcia.
Nagle podszedł do nas czarnoskóry chłopak, którego żadna z nas nie znała i spytał, czy może sobie z nami zrobić zdjęcie. Jako że żadna z nas nie chciała mieć zdjęć z kimś obcym i było to widać po naszych minach i zachowaniu, to ja grzecznie odparłam, że czujemy się niekomfortowo, robiąc zdjęcia z nieznajomymi. Co usłyszałam? Że jestem rasistką...
A mnie naprawdę nie obchodzi to, jak ten koleś wygląda. Zwyczajnie nie chcę pozować z obcymi mi osobami. I niech mi ktoś powie, że rasizm wobec białych nie istnieje, a każdy biały to rasista. No, bo doprawdy...

#LpWiA

Kilka lat temu mój rok zaczął się od śmierci koleżanki, o której było głośno w całej Polsce, dziennikarze i policja męczyli nas przez pół roku. W wakacje tego samego roku zginęło w wypadku kilku moich znajomych, zmarł mój dziadek, a na deser w Wigilię odszedł (tak, odszedł na ten lepszy świat) mój ukochany. Byłam wrakiem człowieka, zbliżała się matura, a ja planowałam rzucić szkołę, odpychałam od siebie wszystkich. W końcu moja przyjaciółka gdy widziała, że naprawdę nie daję już sobie rady, bez mojej zgody poszła do szkolnej psycholog i zasugerowała, że źle się u mnie dzieje. Byłam na nią naprawdę wściekła! 
Jeszcze tego samego dnia zostałam wezwana do gabinetu na rozmowę. I wiecie co? To było najlepsze, co mogło mnie wtedy spotkać. Żałuję, że wcześniej się to nie stało. Nie zostałam potraktowana jak nastolatek z wymyślonymi problemami. Zostałam wysłuchana jak normalny, dorosły człowiek, który przeżył ogromną traumę. W dodatku poza wsparciem w zakresie żałoby zostały u mnie zdiagnozowane lęki, które siedziały we mnie od dzieciństwa. I tak od tej jednej rozmowy zaczęły się moje spotkania. Rodzice nie zostali poinformowani, ponieważ sobie tego nie życzyłam, mimo że mam świetny kontakt z mamą. Nikt z nauczycieli również nie dowiedział się o moich problemach. Mogłam przychodzić i dzwonić kiedy zechcę, jeżeli potrzebowałam pomocy. I prawdopodobnie gdyby nie tamta rozmowa, dziś nie pisałabym tego wyznania. Nie zdałabym matury, w ogóle nie skończyłabym szkoły. Szkolna psycholog pomogła mi wyjść z ogromnego bagna, martwiła się, gdy nie przyszłam do szkoły lub gdy widziała moją zasmuconą minę. Jestem jej bardzo wdzięczna i wierzę, że jest więcej takich ludzi.
Dodaj anonimowe wyznanie