#urAEx

Witam wszystkich anonimowych, znalazłem się tutaj z celem, którym jest opisanie mojego zakłopotania, a jest to jedyna strona, którą udało mi się znaleźć.

Kilka lat temu poznałem kolegę, z którym miałem dobry kontakt i nawet bardzo się polubiliśmy, po jakimś czasie musiał on pozmieniać kilka rzeczy w swoim życiu i ten kontakt na jakiś czas zanikł. W międzyczasie poznałem fajna grupkę ludzi, z którymi zaczęliśmy tworzyć zgraną paczkę. Po prawie roku dawny kolega pojawił się z powrotem, a jako że się świetnie z nim dogadywałem, postanowiłem zapoznać go z resztą znajomych.

Na początku było nawet fajnie i wszyscy się dobrze dogadywaliśmy, do momentu gdy podczas wspólnej popijawy zaczął mnie ośmieszać na oczach znajomych, a szczególnie dziewczyny, z którą mam świetny kontakt i coś do niej czuję. W czasie tego incydentu wybuchłem złością i jadem w jego stronę i tylko resztki rozsądku powstrzymały mnie od rękoczynów. Następnego dnia niby sobie coś tam wyjaśniliśmy, wina zrzucona na alkohol, jednak od tamtego dnia czuję do niego niechęć i obrzydzenie. Wiem, że muszę zakończyć z nim znajomość, jednak obawiam się utraty kontaktu z resztą znajomych, a w szczególności z wymieniona koleżanką. I tutaj mam do was pytanie, jak wybrnąć z tej sytuacji i zakończyć ta znajomość nie tracąc w oczach innych, może ktoś miał kiedyś podobne przeżycie i jest w stanie coś podpowiedzieć? :)

#O6cBd

Od jakiegoś czasu boję się odgłosów, które słychać w moim bloku, a które wynikają z normalnego użytkowania przez mieszkańców. Boję się szumu wody, jak sąsiedzi się kąpią, boję się pralki, jak piorą, boję się nawet kiedy słyszę, jak tłuką kotlety na obiad. Mieszkam w wielkim starym bloku i wszystko to bardzo wyraźnie słychać, przy czym nie chodzi o konkretnych sąsiadów, ale o odgłosy w ogóle. Słysząc je, zamieram, czekam, aż się skończą, czasem potrafię nie spać, czekając, aż sąsiedzi zakończą kąpiel i nastanie cisza. Boję się, że jak nie będę „czuwać”, to zdarzy się jakieś nieszczęście, zalanie, awaria, prawdziwie mnie to przeraża.

Dzisiaj po powrocie z zakupów jak ledwo je rozpakowałam, sąsiad zaczął wiercić wiertarką. Kiedy nie kończył po kilku minutach, zaczęło mnie to niepokoić, szybko przerodziło się w panikę, z płaczem ubrałam się i wybiegłam z bloku. Tyle zdążyłam sprawdzić, że odgłosy pochodziły z mieszkania na klatce obok. Wyszłam, mimo że dopiero co wróciłam, na zewnątrz pada deszcz, jest zimno, jestem głodna i nie mam gdzie iść, ale boję się wracać. Boję się wiertarki, boję się, że sąsiad będzie wiercił i wiercił, aż naruszy konstrukcję bloku i doprowadzi do nieszczęścia. Minęło już 40 minut od kiedy wyszłam, ale wciąż ledwo powstrzymuję się od płaczu z nerwów.

Wcześniej nie zdarzało mi się coś takiego, nie umiem nawet powiedzieć, kiedy się to zaczęło ani w jakich okolicznościach – w bloku mieszkam od czterech lat, „objawy” obserwuję u siebie od kilku tygodni, może miesięcy, i chyba się nasilają. Wcześniej dobrze znosiłam wszelakie wiercenia i awarie na mieszkaniu (zdarzyło się kilka drobnych), teraz trzęsę się ze strachu z powodu wiertarki u sąsiada. Może nie jest to specjalnie anonimowe, ale musiałam się komuś wygadać.

#tg4by

Rok temu rozpoczęłam nową pracę, poznałam wiele osób. Na początku podałam im swój numer, bo wiadomo, mogą potrzebować. Po jakimś czasie zaczął pisać jeden kolega. Ma narzeczoną, ale uważał, że jestem tylko dobrą koleżanką i jako znajomi możemy czasem popisać. Na początku kilka SMS-ów. Potem coraz częściej i więcej, codziennie dostawałam od niego wiadomości, a czasem czekoladki. Zaczęło mnie to męczyć i dałam mu do zrozumienia, że nie mam ochoty na kontakt. Nalegał na spotkanie i twierdził, że jego narzeczona nie ma nic przeciwko, jednak kategorycznie odmawiałam spotkania i wciąż się upierałam, że nie chcę, aby pisał. W pracy zaczęłam go unikać, ale on się nie zniechęcał i wciąż pisał. Robił mi wyrzuty, że ze wszystkimi rozmawiam, a z nim nie. W jednej chwili pisał, że jestem cudowna i piękna, a za kilka minut, że go zraniłam i skrzywdziłam. Cały czas twierdził, że mam problemy ze sobą lub depresję, skoro tak się zachowuję.
Byłam już powoli u kresu wytrzymałości i postanowiłam porozmawiać ze znajomym policjantem, zapytać, czy ja przesadzam. Te SMS-y bardzo mnie już męczyły, on codziennie pisał, mimo że nie odpisywałam. Okazało się, że jest to już nękanie, bo stalking to nie tylko groźby. Na razie nie zgłosiłam jeszcze tego na policję, ale pewnie do tego dojdzie, bo czuję się osaczona, nie mogę spać, a normalne wyjście do pracy zmieniło się w koszmar.

#tSZck

Nie lubię psów, kotów i innych tego typu zwierząt. Od kiedy pamiętam w domu rodziców było ich pełno, rodzice wydawali na nie ogromne sumy, a mi wszystko oddawali po bracie.

Kiedyś przygarnęli małego, ale agresywnego psa, a ten rzucił się na mnie, gdy spałam (od razu mówię, że drzwi do mojego pokoju były zepsute i nie dało się ich zamknąć i dalej się nie da). Czując ból, obudziłam się i odruchowo, jeszcze nieświadoma tego, co się stało, wrzasnęłam i machnęłam ręką, a pies uderzył mocno o ścianę. Rodzice to zobaczyli i nakrzyczeli na mnie. Byli tak źli, że nawet nie chcieli zawieźć mnie do szpitala (było zadziwiająco dużo krwi + mało pewności co do tego, czy pies jest zdrowy), dopiero ciotka ich namówiła.

Minęły lata i w końcu wyprowadziłam się. Wyprowadzka wypadła akurat w dzień moich urodzin, więc rodzice jako prezent z ich okazji i na nowy start w życiu załatwili mi psa. Tej samej rasy, co ten, który mnie ugryzł. Nie widzą w tym żadnego problemu.

#6B5cV

Pamiętam z dzieciństwa chleb z pasztetem na śniadanie i kolację, ale wypasione kupne kanapki do szkoły, wypasione uczty na stole, gdy ktoś nas odwiedzał. Pamiętam, jak mama często powtarzała, że jesteśmy biedni i na nic nas nie stać, a także po dwie paczki papierosów wypalane codziennie przez każde z rodziców. Pamiętam, jak dzieliła mi ubrania na „domowe” i takie, które miałam zakładać „do ludzi”. Najważniejsze było, żeby się pokazać i „co ludzie powiedzą”. Widziałam, jak mama chwali się znajomym, jaką jest dobrą matką, jak ciężko haruje i ile ją kosztuje utrzymanie mnie.
Długo nie zauważałam, jak to jest z tą naszą biedą. W końcu dorosłam, ale pozostała mi świadomość, że mama jest biedna i że bardzo liczy się ze zdaniem innych.
Usamodzielniłam się, weszłam w fajny zdrowy związek, potem przyjęłam oświadczyny i zaczęliśmy z narzeczonym przygotowania do ślubu. Nie dałam się wtrącać nikomu, sami z narzeczonym wszystko zaplanowaliśmy, opłaciliśmy wszyściuteńko z zarobionych przez siebie pieniędzy, grosika od nikogo nie wzięliśmy. Nawet opłaciłam mamie fryzjerkę, która przyjechała do domu i uczesała ją i ciotki.
Krótko po ślubie usłyszałam, jak matka żali się znajomym, jak ciężko jej spłacać kredyt wzięty na moje wesele. Nie jestem z takich, co siedzą cicho, weszłam i spytałam przy tych znajomych, co niby opłaciła z tego kredytu. Okazało się, że ta cholernie ciężka i niewygodna pościel, którą od niej dostaliśmy w prezencie, kosztowała kilka tysięcy.
Przypomniałam wtedy te wszystkie kromki z najtańszym pasztetem, codzienne papierosy i to, że zawsze priorytetem było „co ludzie powiedzą”, a nie moje dobro, jak to się zawsze chwaliła. Zostałam ostateczne nazwana niewdzięczną, ale powiedzcie, to w końcu bieda czy głupota?

#17mmO

Kiedy miałam jakoś 8/9 lat, moja wychowawczyni i zarazem nauczycielka polskiego kazała nam przeczytać książkę czy raczej bajkę „Ferdynand Wspaniały”. Ja jako pilna uczennica jak na dzieciaka z podstawówki przystało powędrowałam do szkolnej biblioteki wypożyczyć ową lekturę, lecz jak na złość przede mną został wypożyczony ostatni egzemplarz. Powiedziałam więc mamie, żeby kupiła tę książkę w księgarni, na co się zgodziła, kazała mi tylko jeszcze raz powtórzyć tytuł. 
Następnego dnia mama chciała wypełnić misję i wkroczyła do księgarni pewnym krokiem. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
– Dzień dobry.
– Dzień dobry, w czym mogę pomóc ?
– Chciałabym kupić lekturę szkolną dla córki „Ferdynand Kiepski”.
– Przepraszam, jaki?
– Kiepski.
– Przykro mi, ale mamy tylko Wspaniałego.
I w tym oto momencie mama zdała sobie sprawę z tego, że zamiast tytułu książki, podała nazwisko bohatera ze znanego serialu z Polsatu... Pani zza lady wykazała się wspaniałomyślnością i nawet nie zaśmiała się aż do momentu, kiedy mama wyszła za drzwi :)

#BP18W

Kiedy miałem 8 lat, przez przypadek spłukałem w toalecie stanik mojej mamy.
Miałem go wrzucić do kosza na pranie, ale wypadł mi do toalety, a ja – sam nie wiem dlaczego – zamiast go wyjąć, odruchowo spłukałem wodę.

Nie, kibel się nie zapchał. Nic się nie stało, po prostu jakiś drogi stanik zniknął w odmętach kanalizacji.

Nigdy nie przyznałem się do tego mamie i wolę tego nie robić. Już widzę jej reakcję, jak po prawie dekadzie przyznaję się jej do przypadkowego pozbycia się jej biustonosza.

#k04Bt

Jakiś rok temu, podczas powrotu do domu tramwajem, podszedł do mnie młody mężczyzna. Miał na oko 27-28 lat. Początkowo nie zwróciłam na niego uwagi, ponieważ nie dość, że zaczytałam się w lekturze, to jeszcze miałam słuchawki na uszach. Jednak gdy w końcu zauważyłam, iż mówi coś do mnie, zdjęłam słuchawki, ze zdziwieniem pytając, o co chodzi. Chłopak wtedy powiedział: „Przepraszam, ale chciałem się dowiedzieć, jak ma na imię miłość mojego życia”. Na co ja zupełnie bez zastanowienia odparłam: „No jak mam zgadywać, to chyba masturbacja?”. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że powiedziałam to dość głośno, więc stojący koło mnie pasażerowie mogli to wyraźnie usłyszeć. Cóż, ich reakcja była wiadoma – salwa śmiechu. 
Ech, do dziś mam wyrzuty sumienia, a chłopak najprawdopodobniej nie dojechał do swojego przystanku, bo zrobił się cały czerwony i momentalnie wysiadł na najbliższym. Tu przestroga dla panów – tak właśnie się kończy nieumiejętny podryw ;)

#92jPG

Byłam świadkiem sytuacji, kiedy w kolejce do pediatry, zaraz po wejściu ojca z dzieckiem do gabinetu lekarza, stado mam zaczęło komentować, jaki to zaradny mężczyzna, że wychowuje sam syna, że dziecko zadbane, czyste, że świetnie sobie radzi itp. Strasznie mnie irytuje, że gloryfikuje się samotnych ojców i przedstawia się ich jako bohaterów, gdzie robią tylko to samo, co robi każda kobieta, a samotne mamy traktuje się dużo gorzej, a nawet są niekiedy piętnowane jako puszczalskie. To tyle i aż tyle.

#1SqTr

Miałam 12 lat, gdy w szkole przyszła moda na pamiętniki. Ja też założyłam i zapisywałam w nim wszystkie swoje przemyślenia, marzenia, sny. Bardzo ważne rzeczy dla 12-latki. Przede wszystkim dużo tam było o Tomku, mojej pierwszej miłości (nieodwzajemnionej), pisałam o nim wiersze itp. Pamiętnik zawierał moje największe sekrety, więc schowałam go głęboko pod materacem, gdzie na pewno nie zostanie znaleziony. 
Pewnego dnia, gdy wróciłam ze szkoły, moja mama siedziała przy kawusi z sąsiadką i moim pamiętnikiem, żartując sobie ze wszystkiego, co tam było. Żarty w stylu: „Uuu, ha, ha, patrz, Ula, no kurde, druga Szymborska”, „He, he, he, a Tomek pierwszy powiedział jej cześć”, „Hi, hi, hi, w piątek się jej śniło, że latała, może masz w domu przyszłego pilota?”. Czułam się tak, jakbym stała na golasa na środku kościoła. Po wyjściu sąsiadki było gorzej. Gdy płakałam w swoim pokoju, mama przyszła do mnie i usłyszałam, że do szkoły się chodzi na naukę, nie dla jakichś Tomków czy Dawidków i mam przestać zajmować się pierdołami, bo takie gówno już na zawsze zostanie mi w głowie.
Była to tylko jedna z wielu nieprzyjemnych sytuacji, ale pamiętam ją chyba najmocniej, nawet dziś, po 25 latach.
Dodaj anonimowe wyznanie