Trzy miesiące temu urodziłam piękną córkę, dla mnie jest wszystkim, mój chłopak jest zachwycony i widzę, że kocha mocniej, chyba nawet bardziej niż ja...
Nie mam depresji, cieszę się każdą chwilą spędzaną z nimi.
Co w tym anonimowego? Mam raka, pieprzonego intruza, który nie daje mi żyć normalnie. Boje się powiedzieć komukolwiek o tym. Boję się, że nagle będę wyrzutkiem, boję się, że moja córka będzie mnie szukać, gdy mnie zabraknie. Boję się, że mój partner mnie zostawi w obawie o to, jak sobie sam z tym wszystkim poradzi.
Boję się, że to wszystko się skończy, że nie będzie mnie wtedy, kiedy powinnam być.
Cholernie boję się, że ktoś będzie tęsknił i bardzo boję się o moją córkę.
Walczę, ale nie wiem, czy to wystarczy.
Wiecie co jest gorsze od rozwodu rodziców?
Rodzice, którzy szczerze się nienawidzą i nie robią nic by cokolwiek zmienić.
Pozdrowienia dla wszystkich osób z wyschniętych od miłości rodzin, czytających anonimowe.
Będąc w podstawówce uczyłam się gry na trąbce. Moja nauczycielka historii stwierdziła, że to mało kobiecy instrument.
Wzięłam sobie jej słowa do serca. Teraz jestem w liceum i gram na tubie :)
Mój znajomy jeździł jako kierowca PKSami. Był z niego dobry jajcarz. Często pasażerom wywijał numery. Raz jadąc dość szybko powiedział głośno, że jest jakaś usterka w autobusie. Jak to moherowe babcie usłyszały to od razu lekka (powiedzmy, że lekka) panika. Ten dowcipniś miał ze sobą dodatkową kierownicę i rzucił ją na tył do ludzi. Kobiety wrzask, panika co robić, a kierowca jedzie dalej.
Niestety po kilu takich numerach gościa zwolnili, bo niektórzy pasażerowie się na niego poskarżyli.
W naszej miejscowości firma wykupywała grunty pod budowę magazynów, jednak my, jako jedyni właściciele, nie podpisaliśmy umowy. Oferta wydawała się podejrzana, ponieważ firma obiecywała zapłatę dopiero za cztery lata. Sąsiedzi postanowili wykorzystać naszą decyzję i postanowili zagrać w swoją grę, proponując nam sprzedaż ziemi za 40 000 zł, licząc na późniejszy zysk, gdy grunty zostaną sprzedane za jeszcze większą stawkę. Okazało się jednak, że sami podpisali tylko umowy przedwstępne i otrzymali zadatek, którego teraz boją się, że będą musieli oddawać. Minęło już 8 lat od zaplanowanej inwestycji, a oni liczyli, że będziemy na tyle naiwni, by uwierzyć w ich intencje.
W tej sytuacji można by powiedzieć, że chcieli nas zrobić w „Morawieckiego”, licząc na szybki zysk.
Ta historia miała miejsce na studiach, ale do dziś czuję zażenowanie.
Dłuższa przerwa, zachciało mi się iść na dwójkę. Trochę już mnie przycisnęło, więc idę szybkim krokiem, wchodzę, otwieram pierwszą kabinę i orientuję się, że siedzi w niej już mój profesor. To było tak nagłe i tak bardzo mnie zaskoczyło, że dobre parę sekund po prostu stałem i patrzyliśmy się na siebie, pewnie już po samym tym uznał mnie za jakiegoś autystyka. On sam nic nie mówił, po prostu wyciągnął rękę, aby zamknąć drzwi.
A ja?
Odruchowo uścisnąłem mu dłoń.
Mój ojciec jest samolubnym alkoholikiem. Moja mama zawsze mówi, że wcześniej był wspaniałym człowiekiem i bardzo nas kochał, ale ani ja, ani rodzeństwo tego nie pamiętamy. Jedyne co pamiętam, to cichy płacz mojej mamy, krzyki i smród alkoholu. Mój ojciec jest narcyzem. Uważa, że nie ma problemu i wszyscy wymyślają. Każdy w mojej okolicy wie, że stracił prawo jazdy dawno temu i pije. Wracając do domu, jest tak napruty, że ledwo chodzi i przewraca się na boki. Śmierdzi, ponieważ jego wątroba gnije, wygląda jak bezdomny, bo o siebie kompletnie nie dba. Nie robi kompletnie nic, dom się rozpada, bo mama nie potrafi niektórych rzeczy. Chcę, aby zniknął, najlepiej umarł bo mam go kompletnie dość, nienawidzę i zawsze gdy go widzę wyobrażam sobie, jak super by było, gdyby mama miała kogoś innego, kto nie pije i ją kocha. Zarabia sporo, myślę, że to jedyny powód, dlaczego moja mama nadal z nim jest.
W moim mieście jest spory market budowlany. Można tam kupić drzwi. Niektóre są wstawione w taką jakby ściankę i można je otworzyć. Za nimi są takie małe magazynki, w których leżą inne drzwi.
Kiedyś byłam z tatą w tym sklepie. Przechodziliśmy koło tych drzwi, a ja pomyślałam że mu się schowam. Weszłam do jednych, zamknęłam je, ale nie zauważyłam, że od środka nie mają klamki. Najpierw próbowałam je otworzyć, ale się nie dało. Czekałam na tatę ale on nie przychodził. W końcu zaczęłam pukać w drzwi, żeby ktoś mi otworzył. Słyszę jakaś pani rozmawia z mężem.
- No otwórz te drzwi.
- Ale które?
Wtedy zaczęłam krzyczeć "tutaj jestem". Otworzyli mi. Podziękowałam i poszłam szukać taty.
Nawet nie zauważył, że mnie nie ma...
Gdy miałam jakieś 4 latka, poszłam z mamą do sklepu zoologicznego kupić pierwszego pupila, którym miała być rybka. Jakież było ogromne zdziwienie mojego taty, kiedy wróciłam ze świnką morską. Nazwałam ją Zuzia. Bawiłam się z nią całymi dniami i wszyscy domownicy ja polubili. Jednak pewnego dnia, po jakichś dwóch miesiącach posiadania jej, budzę się rano, rozglądam po pokoju, a tu nie ma świnki. Oczywiście płacz i rozpacz, bo nie ma mojej Zuzi. Mama przyleciała, zaczęła pocieszać i mówi, że złodziej ukradł świnkę. Coś mi śmierdziało, bo było dla mnie dziwne, że złodziej zabrał ze sobą, oprócz świnki, także jej pojemniki z jedzeniem, klatkę i sianko. No, ale dobra, jakoś to przyjęłam do wiadomości. Mama zaproponowała mi, żebym zadzwoniła na policję zgłosić tę okropną zbrodnię. Oczywiście nie byłam na tyle rozgarnięta, żeby poznać, że po drugiej stronie słuchawki jest koleżanka mamy, więc z przejęciem opowiadałam, jak to złodziej ukradł mi świnkę.
Trochę czasu minęło, zdążyłam się pogodzić ze stratą mojego włochatego pupilka, aż tu przyszedł dzień odwiedzin papieża w moim mieście. Miał przejeżdżać przez moją ulicę, więc całe chodniki pozastawiane policją. Nie mogło się przecież obejść bez zobaczenia wielkiego rodaka, więc wyszłam z rodzicami przed dom. W momencie, kiedy rodzice nie zwracali na mnie specjalnie uwagi, podeszłam do policjantki stojącej niedaleko nas i zapytałam, czy szukają mojej świnki morskiej. Policjantka załapała, o co chodzi i z pełnym przekonaniem odpowiedziała, że oczywiście i są już blisko znalezienia sprawcy. Ja cała szczęśliwa wróciłam do podziwiania papieża Polaka.
Pomyślicie sobie pewnie, że mama nie wiedziała, jak mi powiedzieć, że świnka umarła. Prawdziwa historia jest jednak troszkę inna. Mama jest dość silnym alergikiem, a że świnka je sianko, na które mama jest uczulona, rodzice zdecydowali się, że muszą ją oddać innej osobie. Świnka trafiła do jakiejś innej dziewczynki, a ja żyłam w świadomości, że została skradziona, do 14 roku życia :)
Mój chłopak, po ciężkiej walce z depresją, poddał się i popełnił samobójstwo.
Brakuje mi go tak bardzo, że zakupiłam specjalnie perfumy, których używał, aby stworzyć iluzję tego, że jest obok mnie, a ja znów mogę się w niego wtulić.
Dodaj anonimowe wyznanie