#0lpIr

Umówiłam się z koleżanką (niech będzie Kasia) na tzw. łażenie po mieście. Jako że odległość od miejsca spotkania w moim przypadku niestety była naprawdę dosyć spora, to o podwózkę poprosiłam tatę. Tata, owszem, zgodził się, ale mógł podwieźć mnie tylko od razu, gdyż śpieszył się do urzędu. Stwierdziłam, dobra, czemu nie, najwyżej trochę poczekam. Tata wysadził mnie w parku. Do spotkania było jeszcze dobrze ponad pół godziny. Usiadłam na ławce i zdjęłam czapkę (leżała dnem do góry). Postanowiłam umilić sobie czas i w międzyczasie posłuchać muzyki. Tutaj muszę napomknąć, że zawsze kiedy jej słucham, niesamowicie się w to wczuwam. Tak było również i tym razem. Muzyka na maksymalnej głośności, a ja zaczęłam bezgłośnie mówić jej słowa. Po pewnym czasie przeszło to do nucenia, ale ja oczywiście nie mogłam tego usłyszeć, a wczułam się na tyle, że robiłam to odruchowo.
Jako że miałam zamknięte oczy, nie zauważyłam, że wokół mnie zebrał się spory tłumek ludzi. W tamtym momencie śpiewałam już na głos, ale dalej siebie nie słyszałam. Piosenkę śpiewać skończyłam, a następny utwór był mniej przeze mnie lubiany, więc postanowiłam przełączyć go na inny. W tym celu otworzyłam oczy i sięgnęłam po telefon.

Wokół siebie zobaczyłam uśmiechniętych ludzi bijących brawo. Wszyscy patrzyli prosto na mnie. Zorientowałam się, co zrobiłam i zażenowana sytuacją postanowiłam się ulotnić. Sięgnęłam ręką po kapelusz... znalazłam w nim drobne pieniądze, znajdowało się tam nawet 10 zł.
Uśmiechnęłam się i grzecznie podziękowałam wszystkim. Po chwili przyszła koleżanka i na jej pytanie co tu się dzieje, powiedziałam, że nie chce tego wiedzieć i wyciągnęłam ją z parku za rękę.
Teraz wiem już, co będę robić, kiedy nie uda mi się znaleźć pracy :P
Livarot Odpowiedz

U nas był taki kawał że jak któryś kolega usiadł i położył obok siebie czapkę to inni mu wrzucali miedziaki. Ale szybko się skończyło bo kolega z kraju afrykańskiego nie zorientował się o co chodzi i wrzucił dziekanowi.

Dodaj anonimowe wyznanie