#xEpXi

Jako nastolatek byłem chorobliwie otyły, a z racji tego, że moim ulubionym sportem był opierdaling, nic nie zapowiadało zmiany mojego dotychczasowego wyglądu. Gdy po raz kolejny słyszałem, że moja tusza przyprawi mnie o problemy ze zdrowiem, zacząłem się poważnie zastanawiać nad sobą i swoimi nawykami żywieniowymi, ale i to nie zmotywowało mnie do podjęcia żadnych kroków do zbicia masy. Jednak pewnego dnia po kolejnej lekcji w stylu „kim chcesz zostać, jak dorośniesz”, w mojej głowie zapaliła się jasna żaróweczka, a pod nią napis „płatny zabójca”. Możliwe, że mógł być to wpływ uwielbianego przeze mnie filmu „Killer” lub po prostu chęć łatwego, choć niekoniecznie moralnego szybkiego zarobku, ale po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że taki asasyn nie miałby szans na odniesienie sukcesu, wyglądając jak pączek. Wziąłem się za siebie. Zacząłem ćwiczyć i przeszedłem na dietę, w ciągu 3 lat schudłem 27 kilo i wyrobiłem sobie niezłą sylwetkę.

Teraz kończę już studia, a dawni przyjaciele, widząc mnie „odnowionego”, pytają, jak znalazłem motywację do schudnięcia. Odpowiadam im klasycznym banałem, coś w stylu „miałem dość i chciałem zmiany”.
Nikt nigdy nie dowie się, jaka była prawda.

#4stFx

Mam 19 lat i jedną najlepszą przyjaciółkę. Mamy razem pewną zabawę kiedy się spotykamy. Otóż od czasu do czasu chodzimy sobie po sex-shopach, udając parę lesbijek. Nie, nie całujemy się ani nie obściskujemy, ale trzymamy się za ręce, mówimy do siebie „kochanie”, czasem się przytulimy i takie tam. Reakcje ludzi są różne, jednak zawsze bawi mnie wzrok mężczyzn przychodzących tam ze swoimi partnerkami. Kiedy to ich kobieta wybiera nową erotyczną zabawkę, a pan i tak patrzy w naszą stronę ze zbereźnym uśmieszkiem pod nosem.

Wiemy o tym tylko my. Nawet naszym partnerom o tym nie mówimy, bo w sumie po co. Taki nasz drobny sekret :P

#L9zLw

Mój narzeczony miesiąc przed planowanym ślubem stwierdził, że jednak wróci do byłej. „Ale nie będziesz zła?” – spytał. No nie, ku*wa, przecież zależy mi na twoim szczęściu, co tam ja, heh. Phi! Pfffff... Każdy by się cieszył, gdyby jego druga połówka odnalazła nagle swoją prawdziwą miłość. 
Ku*wa bynajmniej.

#sK6DC

Moja żona cierpi na rodzaj zajoba higienicznego. W zasadzie od zawsze tak było, ale z biegiem lat się nasiliło. Najchętniej wprowadziłaby laboratoryjną czystość w domu. Każdy okruch, każdy blat i powierzchnia płaska muszą być nieskazitelnie czyste. Po zmianie Roomby na nowszy model okazało się, że urządzenie nie daje rady, nie rozpoznaje mopa. Wygląda to na wadę tej serii. Mimo to na ściereczki do Roomby wydała już co najmniej równowartość ceny urządzenia i z uporem maniaka zapierdala za robotem i wymienia albo płucze te jebane ścierki co 5 minut. Albo zmusza mnie, odrywając od pracy. Zaczynałem ten wpis z myślą, że to będzie zabawne, ale to jest bardziej tragedia. :/

#aepPJ

Umarły mi dwie bliskie osoby. Musiałam szybko dorosnąć i zająć się tym, co mi zostało z życia. Upadłam i się podnosiłam, płakałam... Wyłam i łkałam, ale dalej parłam naprzód... tylko po to, by usłyszeć, że w sumie to gorzej sobie radziłam niż moja siostra, choć obie zostałyśmy wrzucona w tę akcję na innym etapie życia.
Skąd to porównanie? A bo ona bierze ślub i ma renomę w mieście jako specjalistka, a ja staram się skończyć studia i wyjść z farmakoterapii po depresji.
Kocham ją i kocham życie, ale po usłyszeniu czegoś takiego ciężko wstać z łóżka i się uśmiechać.
Nie jestem gorsza i nie będę. Co dzień mam swoje małe zwycięstwa i choć nie jest u mnie kolorowo, jej szczęście jest i moim.
Nie oceniajmy się i nie komentujmy rzeczy, o których nie mamy pojęcia.

#wM6mR

Zdarzyło się tak, że w czasie pandemii wylądowałem w jednym mieszkaniu z Kasią, moją świeżo upieczoną dziewczyną. Oboje baliśmy się wrócić do domów w obawie o zdrowie rodzin. Przed naszą przymusową „kwarantanną” spotykaliśmy się zaledwie dwa miesiące i mimo to było naprawdę dobrze, nie traciliśmy dobrych nastrojów, co jakiś czas pojawiały się miłe niespodzianki i ogólnie nasz związek wyglądał jak wieloletnie narzeczeństwo, a nie coś zupełnie nowego. No i właśnie na tym polegał problem. Siedzieliśmy w zamknięciu nieco ponad miesiąc, a Kasia zaczęła domagać się pierścionka zaręczynowego, non stop opowiadała o naszych dzieciach, małżeństwie i wspólnym mieszkaniu... To wszystko mnie przerosło. Czułem, że to za szybko, że nie jestem gotowy na taki skok w przyszłość. Zamiast porozmawiać, stchórzyłem. Pewnego dnia spakowałem się po cichu, zostawiłem krótką notkę, że potrzebuję czasu i uciekłem do kumpla. Zerwałem kontakt, nie odbierałem telefonów, zablokowałem ją w mediach. 
Minęło już parę lat, a ja wciąż czuję się z tym głupio. Wiem, że spieprzyłem, że mogłem to załatwić inaczej, ale wtedy po prostu spanikowałem.

#xOp8b

Jestem normalną dziewczyną, chodzę do technikum, mam chłopaka, przyjaciół wszystko cacy. Jednak problem nadchodzi, gdy mam kłaść się spać. Mój organizm wypracował sobie dziwny sposób określania czasu. Jakbym miała to ubrać w liczby, to będzie tak, że moja doba trwa 40 godzin, a potem dopiero mogę udać się na spoczynek. Nie ma znaczenia, co będę robić, i tak nie zasnę pierwszej nocy. Mieszkam na wsi, więc często pomagam rodzicom, ale nieważne jak zmęczona wrócę, i tak nie mogę zasnąć, dopiero koło 40-42 godziny bez snu mam ochotę odpocząć.

Na początku myślałam, że to po prostu dojrzewanie, ale porozmawiałam z mamą i mówiła, że jako dziecko miałam trudności z zasypianiem. Wizyty u lekarza nic nie dają, zapisał mi tabletki, ale jak je biorę, to boli mnie głowa i jest mi niedobrze, a spać dalej nie mogę.

Herbatki, zioła i ciepłe kakałko też nie pomagają. Próbowałam także wizyty u psychologa, który stwierdził, że taka moja natura.

Nie czuję się zmęczona ani nic, ale trochę mnie to przytłacza i niepokoi. Czy ktoś z was miał może taką sytuację?

#8UDLb

Andrzeja znam od zawsze, odkąd pomagał mojemu ojcu przy gospodarstwie — zrzucanie zboża z przyczepy, mielenie zboża na paszę, karmienie zwierząt, przelewanie mleka. Takie bezpieczne prace, w których i ja pomagałam, mimo że jestem prawie 10 lat od niego młodsza. Dorabiał sobie na własne potrzeby — zbierał na komputer. W tamtych czasach to nie była tania sprawa. W moim domu komputer już był i często zapraszałam Andrzeja po „pracy” do domu i razem w coś graliśmy — a raczej on grał, a ja siedziałam i patrzyłam, czasem pomagałam wciskać coś na klawiaturze. Traktowałam go może nie jak brata, ale jak dobrego, starszego kuzyna. I tak wiele lat nasza znajomość się toczyła. W końcu poszedł na studia dzienne, jednak nie informatykę, jak mu wszyscy wróżyli, a grafikę komputerową — studia na drugim końcu kraju, widywaliśmy się rzadziej, jednak często pisaliśmy na gg. Zawsze pomagał mi z problemami w komputerze, reanimował laptopa, uczył, jak sobie poradzić z danym problemem. Na studiach znalazł dziewczynę, dajmy na to Magdę, ona jednak studia rzuciła, bo miała problemy finansowe. Zaczęła pracować, żeby pomóc rodzicom i rodzeństwu, Andrzej wspominał, że sam opłaca ich wspólny pokój ze swojego stypendium naukowego, nie wymagał od niej żadnych pieniędzy. Zamieszkali razem, poznałam ją trochę, wydawała się w porządku. Andrzej po studiach zaczął pracę w drukarni. Nie zarabiał kokosów, ale wystarczało na codzienne życie i wynajęcie kawalerki. Nie wzięli ślubu, jednak doczekali się córki. Magda zrezygnowała z pracy, żeby opiekować się dzieckiem. Pieniędzy ubyło, załatwiła jakiś socjal jako „samotna matka”, ale chyba było jej mało. Zaczęły się wyrzuty z jej strony, dlaczego Andrzej nie studiował informatyki, tak się zna na komputerach, powinien zostać programistą i zarabiać mnóstwo kasy (ludzie nadal mylą programistów z informatykami). Andrzej mówił, że to nie dla niego, że planuje otworzyć w przyszłości własną drukarnię, ale musi odłożyć pieniądze, że to nie takie hop siup i gotowe. Ona go poganiała, chciała jeździć na wczasy, mieć bardziej rozrywkowe życie, nie chciała czekać. W końcu pod pretekstem dorobienia sobie za granicą zostawiła córkę i wyjechała do rodziny (blisko granicy), później zaczęło im się psuć, znalazła innego faceta, Niemca.

Co w tym anonimowego? Napisała do mnie ostatnio, żebym pogadała z Andrzejem, żeby jej pomógł, bo ona się boi. A co się stało? Jej nowy, wspaniały i bogaty facet stał się chorobliwie zazdrosny o wszystko, w dodatku zdarza mu się pić i robi się agresywny. Ona chce wrócić do Andrzeja, bo jednak zrozumiała, że go kocha. Odmówiłam. Gardzę tą kobietą — zostawiła własne dziecko i jednego z najlepszych facetów, jakich znam, który ją kochał i zrobiłby dla niej wszystko. I poleciała na hajs i wygodne życie... To niech teraz się męczy.

#5wHQB

Będąc na studiach, pracowałem w call center/czacie  – zajmowałem się rozwiązywaniem problemów z oprogramowaniem systemu. Oprogramowanie używane było na komputerach oraz na telefonach, w zależności od klienta, tak ogólnie mówiąc.
Zawsze jak widziałem, że klient klika z komputera, to pytałem, jaki jest problem. Potem kazałem poczekać. Nie robiłem w sumie nic poza uzupełnieniem dokumentacji elektronicznej i... sugerowałem wyłącznie routera i laptopa na 10 minut. Gdy ktoś dzwonił z telefonu, sytuacja wyglądała podobnie — kazałem sprawdzić randomowe ustawienia w aplikacji, potem kazałem zrestartować urządzenie i gdyby nie działało, ponownie zadzwonić. To też zajmowało około 10 minut.
Magiczne 10 minut sprawiało, że nawet jeśli ktoś oddzwonił lub odpisał, trafiał na tzw. linię otwartą i był przypisywany losowo do jednego z konsultantów. Jako że była to praca w pełni zdalna, nie znałem nikogo z pozostałych konsultantów, więc miałem gdzieś, że im przybywa pracy. Dokumentacja się zgadzała, próba rozwiązania problemu była, czasem też zwykły restart faktycznie pomagał. Pracowałem tam całe studia, na koniec dostałem nawet propozycję przejścia na wyższe stanowisko, gdyż nie było nigdy skarg i czasem jakieś pozytywne opinie.

Nie mam nic na swoją obronę, byłem biedny jak mysz kościelna, każda kasa była na wagę złota, a w takich sytuacjach etyka szła trochę na drugi plan.

#HVMAe

Mając zaledwie kilka lat, bawiłam się na polu. Jak wszystkie dzieci. Zauważyłam pewną dziewczynkę. Zainteresowała mnie, więc do niej podeszłam, przedstawiłam się i zaczęłyśmy się bawić razem. Nie pamiętam, co to była za zabawa, ale uciekałam przed nią, a ona mnie musiała szukać. Stwierdziłam, że schowam się do klatki. Ona pobiegła za mną. Niestety niefortunnie nie zdążyła wbiec, bo drzwi już się zamykały, a jej palec został pomiędzy stalowymi, ciężkimi drzwiami... Zwisający palec. Od razu wezwano pogotowie. 
Na następny dzień poszłam ją przeprosić. Okropne rozpoczęcie przyjaźni, ale do tej pory śmiejemy się, że dzięki mnie nauczyła się, która to jest prawa ręka. Pomimo tego do tej pory się przyjaźnimy, a to już 15 lat.
Dodaj anonimowe wyznanie