Zawsze jak idę na kibelek, to najpierw siadam na desce w spodniach, w celu podgrzania tronu, nie lubię tego uczucia zimnej deski, więc zawsze siedzę chwilkę, a później zdejmuję gacie.
Dzisiaj tak zaczytałem się w anonimowych, że gdy przyszedł TEN moment, zapomniałem ściągnąć spodni i zesrałem się w gacie.
Mam specyficzną sytuację.
Wychodzę za mąż, ale moja rodzina nienawidzi mojego męża z naprawdę głupiego powodu – bo jest młodszy ode mnie i wyprowadziłam się do niego, jak mnie wyrzucili z domu. Mam dwie koleżanki, które bym mogła zaprosić, ale oprócz nich nie mam nikogo. Głupio mi strasznie, że mój własny ślub nie będzie wyglądał tak, jak sobie to wyobrażałam.
Policjant chciał mi koniecznie wypisać mandat za chodzenie z psem bez smyczy i kagańca.
Niby wszystko OK, ale to fretka była. :D
Czasami zastanawiam się, czy potrafiłabym zamordować kogoś w taki sposób, by nikt nigdy nie odkrył prawdy.
Na przykład pojechać do innego kraju i zaciukać na jakimś zadupiu przypadkową ofiarę. A potem jak gdyby nigdy nic wrócić i żyć sobie dalej.
Taka ciekawość...
Parę lat temu koncertował w naszym mieście zespół Kult. Korzystając z okazji, zebrałem paru kolegów i poszliśmy na występ. Był z nami również jeden Łotysz i Estończyk, Siergiej.
Podczas wykonywania utworu „Polska” hala wypełniona po brzegi skakała i śpiewała razem z zespołem. Wszyscy oprócz Siergieja. Pech chciał, że Kazik to zauważył, wyciągnął do niego mikrofon i spytał, dlaczego nie śpiewa. Siergiej tylko się zmieszał i oczywiście nic nie odpowiedział.
Po chwili zerkam w stronę Łotysza, a on już nerwowo rusza ustami, imitując śpiew :D
Zawsze byłam wzorową uczennicą, mój ojciec poświęcał mi już w przedszkolu dużo uwagi i czasu na naukę, byłam jedną z najlepszych uczennic w szkole.
Pewnego dnia mój ojciec – znany z cokolwiek dziwnego poczucia humoru – powiedział, że jeśli kiedykolwiek dostanę jakąś czwórkę, nie mam po co wracać do domu.
Lata mijały, dostawałam same piątki i szóstki, aż pewnego dnia... No cóż, zdarzyła się czwórka za pracę domową (nie pytajcie; z lenistwa oddałam proste zadanie kuzynowi, żeby je odrobił, bo chciałam się jak najszybciej z nim bawić i nie sprawdziłam).
Co zrobiłam mądra ja? Bałam się wrócić do domu. Zaszyłam się więc u znajomej rodziców, która do dziś się z tego śmieje. Prędzej czy później musiałam jednak pójść do domu, więc co chwilę dzwoniłam na domofon i pytałam, czy jest pani Iksińska (moja mama), bo wierzyłam, że uratuje mnie przed gniewem ojca!
Druga klasa gimnazjum. W szkole okropnie zachciało mi się pierdzieć, no myślałam, że mi rozsadzi dupsko. Była biologia, cisza jak makiem zasiał, a ja mam rewolucję w brzuchu. Wykorzystałam moment, kiedy zaczęła się dyskusja, a ja odsunęłam głośno krzesło do tyłu i w końcu sobie ulżyłam. Kilka sekund później ludzie z klasy zaczęli narzekać na smród. Pani wytłumaczyła wszystkim, że okno jest otwarte, a koło szkoły jest wywożone szambo. Szczęście głupiego, nawet nie zwróciłam na to uwagi.
O tym, że niektórym nie warto pomagać, bo ludzie są niewdzięczni i nie zrobiliby tego samego dla ciebie.
Mój brat cioteczny miał kolegę jeszcze z dzieciństwa.
Gdy koledze miało urodzić się dziecko, pomógł mu w przygotowaniu pokoiku dla dziecka. Potem gdy się przeprowadzali, pomógł w przeprowadzce. Zawsze stawiał mu piwo. Wspierał przed narodzinami dziecka, bo kolega miał tylko 16 lat, więc bał się, jak to będzie.
Gdy mój brat był w trudnej sytuacji, czyli brak perspektyw na dobrą albo przyzwoitą pracę, postanowił zostać barberem, a ten właśnie kolega był barberem i miał swój salon. Jako że do tej pracy potrzebny jest certyfikat, czyli trzeba skończyć kurs, pomyślał, że ten kolega go poduczy i nawet był w stanie za to zapłacić, bo potem te pieniądze się zwrócą. Poprosił więc kolegę o pomoc.
I wiecie, co „kolega” mu powiedział? Że mu nie pomoże, bo nie będzie sobie tworzył konkurencji.
Gdy to usłyszałem, to coś we mnie pękło. Brat zawsze mu pomagał, a on mu odmówił.
Chciałbym, żeby wszyscy wiedzieli, że zjadłem 23 pączki w tłusty czwartek.
Wyznanie jest wyrazem mojego szoku.
Z wielkim trudem zaszłam w pierwszą ciążę – lata to trwało. Urodziłam niemal rok temu dziecko.
Ostatnio miałam jakieś palpitacje serca, uderzenia gorąca – myślę sobie: menopauza. W końcu jestem już 40+. Dziś sobie tak na spontanie zrobiłam test ciążowy. Nawet nie patrzyłam na wynik (jak idzie kreska), chciałam wziąć lek na migrenę, którego nie można w ciąży – więc tak pro forma. Obejrzałam setki ujemnych testów. I dziś patrzę, a tam tłuste dwie krechy.
Stałam w łazience chyba przez 10 minut, gapiąc się na ten test. W mojej głowie w ogóle nie mieściła się opcja, że ja będę miała drugie dziecko. Wracam właśnie po przerwie do pracy i tak dalej. Zgłosiłam w zeszły poniedziałek chęć powrotu.
Wydawało mi się, że nie mogę zajść w drugą ciążę, że ta pierwsza jest cudem. Nie wiem, co czuję, poza zaskoczeniem.
Oczywiście wiem, że z racji wieku i historii życiowej mam spore szanse na poronienie.
Więc... pójdę chyba do tej pracy (biurowa). Bo jak? Nie wiem, po prostu nie wiem.
Dodaj anonimowe wyznanie