#3jTrS

Popełniłam największy błąd w swoim życiu. Miałam dobrego męża, córeczkę, ale po trudnym porodzie zachciało mi się „wolności”. Byłam 6 tygodni po porodzie, dziecko non stop wrzeszczało z powodu wzmożonego napięcia mięśniowego. Nie mogłam odłożyć małej nawet na chwilę, ciągle płakała. Mąż wrócił do pracy po 2 tygodniach, zostałam sama. Moja mama i teściowa mieszkały 150 km ode mnie, pracowały, nie mogły pomóc, a nie mam rodzeństwa, które by mnie odciążyło. Płakałam razem z córką, nie dawałam rady. Mąż wracał po 10 godzinach z pracy, pomagał wykąpać małą, ale w nocy wstawałam ja – karmiłam, przewijałam, tuliłam, przysypiając na fotelu. Sprzątałam, gotowałam, bo „siedzę w domu”. Koleżanki wpadały na chwilę, uciekały przez wrzask. Po miesiącu niewyspania i wycieńczenia spakowałam się, zostawiłam dziecko mężowi i uciekłam do hotelu, płacząc. Wyspałam się, zjadłam w spokoju, ale nie odbierałam telefonów od rodziny. Napisałam SMS, że nie daję rady. 
Po dwóch dniach zatęskniłam, zrozumiałam błąd, wróciłam z wyrzutami sumienia. Teściowa zamknęła mi drzwi przed nosem, mąż nazwał mnie wyrodną matką, nie słuchał wyjaśnień. Błagałam pod drzwiami, tłumaczyłam zmęczenie, kryzys, że to tylko dwie noce – nie wpuścili mnie. Teściowa stwierdziła, że nie jestem matką, bo ona wychowała czwórkę dzieci i nie uciekła. Przyjechał mój ojciec, siłą wszedł ze mną do mieszkania. Awantura, teściowa nie dała mi dotknąć dziecka, mąż groził policją. 
Tata zabrał mnie do domu, umówił psychologa – depresja poporodowa. Z zaświadczeniem pojechał do męża, tłumaczył, że to choroba, że on też powinien pomóc, ale teściowa nastawiła męża przeciwko mnie. Mówił, że mąż się wahał, ale jej obecność wszystko zmieniła – znów byłam wrogiem. 
Teraz jestem na lekach, w domu, tata umówił nas z prawnikami, walczę o dziecko. Teściowa dzwoni, wyzywa, że zniszczyłam rodzinę i niszczę męża. Mama mnie rozumie, choć nie popiera tego, co zrobiłam. Żałuję, nie wiem, czemu uciekłam, zamiast prosić o pomoc. Mąż nie odbiera telefonów, nie chce ze mną rozmawiać. Pragnę powrotu, ale obawiam się, że teściowa mi to uniemożliwi. Wiem, że zawiniłam, ale szybko się opamiętałam, jestem chora. Czemu mąż słucha matki, a nie mnie? Czy miłość nie powinna wybaczyć? Nie rozumiem tego.

#NqXJy

Czasem zastanawiam się, jak często ktoś z przeszłości o mnie myśli. Czy są chwile, kiedy komuś się przypominam? Mam już 38 lat i jest kilka piosenek, przy których wracają do mnie miłe chwile. Wiem, że to psychologiczna reakcja mojego mózgu i każdy ma piosenki czy zapachy, które wywołują wspomnienia. Zastanawia mnie, czy ktoś ma ze mną takie miłe wspomnienia. Ja mam takich piosenek sporo. Właśnie w radiu leci jedna z nich – piosenka, którą kiedyś, kiedyś wysłał mi kolega ze studiów... bardzo romantyczna. Może chciał nią mi coś przekazać... nie wiem, nasze drogi się rozeszły, ale miło wspominam go zawsze przy tej piosence. Zastanawia mnie, czy on słysząc tę piosenkę, pomyśli o mnie. Fajnie byłoby wiedzieć, że czasem ktoś, z kim już dawno nie mam kontaktu, o mnie myśli. 
Na szczęście większość takich miłych  „przypominajek” jest związanych z moim obecnym mężem, więc wiem, że on o mnie nie zapomni ;) Pozdrawiam :)

#jbTNK

Kiedy kilka lat temu urodziłam córkę, mieliśmy w domu dość specyficzną sytuację. Nie chcę wchodzić w zbędne szczegóły, ale mój mąż każdego tygodnia „znikał” na dzień lub dwa –  było to związane z chorobą jego rodziców. Mieliśmy sami swoją firmę informatyczną, więc mogliśmy pozwolić sobie na taki system – wtorki i środy on spędzał w rozjazdach, ja w domu. W czasie tych dwóch dni zdarzało się, że nie wypowiadałam ani słowa. Nie dlatego, że byłam zmęczona. Nie wiem, dlaczego to robiłam, ale po prostu przestawałam mówić. Nawet do córki, chociaż wiedziałam, że małe dzieci powinno się oswajać z językiem. Robiłam wszystko tak, jak zawsze – cały czas w ciszy. Żadnej muzyki, telewizji, nic z tych rzeczy, żadnych gości, bo w środku tygodnia większość znajomych była zbyt zajęta. Dodając do tego niezwykle spokojne niemowlę, które płakało tylko od wielkiego dzwonu, nasz dom w tych dniach przypominał po prostu kaplicę.

Taka sytuacja trwała dwa lata. Tydzień w tydzień – mąż wyjeżdżał, a ja zaczynałam milczeć. Do dzisiaj nie mam pojęcia, dlaczego to w ogóle miało miejsce. Od zawsze lubię mówić, ale wtedy... po prostu wyłączałam tę funkcję.

Co najciekawsze, córka nie ma po tym żadnych „skrzywień”, jest normalnym dzieciakiem. Mnie jednak do dzisiaj jest trochę wstyd, że mogłam w ten sposób jakoś zaszkodzić jej rozwojowi.

#YzJ7r

Historię znam z opowieści rodziców.

Kościół, środek mszy. Teraz wyobraźcie sobie dzieciaka w kolorowych, kwiecistych gumkach, stającego na środku kościoła podczas ciszy, gdy wszyscy w skupieniu się modlą. Patrzy po wszystkich poirytowany i mówi: „No, czemu nie śpiewacie? Nie chcecie?! To ja zaśpiewam! Sto lat! Sto lat! Sto lat!”.

Przez długi czas zastanawiałam się, czemu proboszcz zawsze był taki ucieszony na mój widok, potem wszystko złożyłam w całość. ;)

#OGXGD

Postanowiłam przygotować rodzinie gofry. Nie mam zapędów do bycia panią domu, więc gofry były czymś „ekstra” – przynajmniej według mnie. Po skończonej pracy ochoczo poczęstowałam tatę. Usłyszałam:
– Zrób coś dla sztuki kulinarnej.
Pomyślałam, że pewnie ma na myśli wysłanie przepisu do jakiejś gazety czy coś.
– Ale co? – pytam.
– Nie piecz więcej...

Za jakie grzechy...

#qjUgW

Czy to normalne, że 27-letni mężczyzna nadal mieszka z mamą?

Mężczyzna, mając 27 lat, wciąż mieszka w domu rodzinnym. Po ukończeniu szkoły średniej, z trudem, od razu poszedł do pracy i odkłada pieniądze wyłącznie dla siebie. W domu nie angażuje się w żadne obowiązki – nie sprząta, nie robi zakupów, nie pomaga w codziennych sprawach. Jego główną aktywnością jest hałasowanie i zapraszanie znajomych. Rodzice nie reagują na tę sytuację, a on sam wydaje się w pełni zadowolony ze swojego stylu życia.

Czy taka postawa jest akceptowalna?
Dodaj anonimowe wyznanie