#ImTSN

Zawsze jak jem coś przy włączonym radiu, to robię to w slow motion, bo wyobrażam sobie teledyski do tych piosenek ze mną, a raczej moimi ustami pomalowanymi czerwoną szminką w roli głównej. Liżę wtedy namiętnie sztućce, robię dziwne miny i rozmazuję wyimaginowany makijaż. Czasami w teledysku pojawiają się inne przedmioty, takie jak chusteczki, szklanki, a ostatnio świąteczny stroik.

Jestem mężczyzną. Mam 28 lat.

#gWH9k

Ile osób ma takich rodziców, których można prosić tygodniami, a czegoś nie zrobią, a jak oni cię o coś poproszą i nie zrobisz tego od razu, to jest problem? Zgaduję, że dużo. Moja mama jest podobna, a że wychowywałem się bez ojca, to ona musi mnie umawiać do lekarza itp.
Jakiś czas temu miałem niegroźny (jak wtedy myślałem) wypadek, jechałem rowerem z dużą prędkością i się wywaliłem i uderzyłem kolanem. Oczywiście bolało itd., ale jakoś wróciłem do domu, bo daleko nie miałem. Prosiłem mamę przez dwa miesiące, żeby mnie umówiła do lekarza, bo mnie to boli. Odpowiedzi to albo „jutro”, albo „a przesadzasz”. W końcu kiedy mnie umówiła, okazało się, że miałem bardzo groźny uraz kolana, a że nie poszedłem do lekarza wcześniej, nastąpiły nieodwracalne zmiany w kościach i nerwach, przez które już nie wrócę do pełnej sprawności.
Dziękuję, mamo.

#iAnnW

Czytając wyznanie dziewczyny, która obroniła się przed gwałtem, mówiąc o HIV, przypomniało mi się, jak sama obroniłam się w dość głupi sposób.
Napadł mnie pewien młody chłopak, kiedy byłam sama w podobnym wieku. Zagroził nożem, chcąc mnie brutalnie zgwałcić. Powiedziałam mu wtedy, że nie może mnie zmusić do seksu, bo ja się zgadzam z własnej woli. Był bardzo zaskoczony i niezadowolony, że jego plan został zepsuty. Gwałtu nie było, za to sobie pogadaliśmy.

Efekty zaskoczyły nas oboje, bo nie tylko znaleźliśmy wspólny język, ale umówiliśmy się na randkę. Oboje przyszliśmy i po tym spotkaniu były następne. Nikomu nie mówiliśmy, jak się poznaliśmy.

#YfCCx

Chciałabym opisać jakimi bucami i brudasami potrafią być ludzie, oczywiście nie mówię o wszystkich, tylko o niektórych.

Aby nakreślić całą sytuację, opowiem pokrótce, jak pracuję i gdzie pracuję. Otóż pracuję w 5-gwiazdkowym hotelu gdzieś na zachodzie Europy, jako chyba najbardziej pogardzany zawód we wszechświecie (zaraz po prostytutkach i złodziejach), zarabiając górną granicę 4-cyfrowej sumy. Czyli, potocznie mówiąc, jestem sprzątaczem. I oto najpopularniejsze znaleziska od wydaje się wykształconych, bogatych, przystojnych i pięknych klientów tego wspaniałego przybytku:
– Zużyte prezerwatywy wciśnięte pod materac w pokoju jednoosobowym.
– Zużyte prezerwatywy porozrzucane po całym pokoju.
– Zużyte prezerwatywy wrzucone do basenu/jacuzzi/sauny.
– Nasrane do wyżej wspomnianych obiektów.
– Obsmarowany gównem pokój.
– Naszczane po rogach pokojów.
– Porozrzucane puszki po piwie.
– No i oczywiście standard – narzygane po wszystkich pomieszczeniach w danym pokoju.

Oprócz tego wszelkie lufki, fifki, strzykawki itp. to chyba standard w mojej pracy. A co najlepsze, większość klientów wyzywa mnie od niewychowanych i niewykształconych buraków, pajaców, debili, a nie mają pojęcia, że to, co robię to tylko i wyłącznie moja praca, a w rzeczywistości skończyłam dwa kierunki studiów (w tym jeden na kierunku hotelarstwo i gastronomia) i znam cztery języki, jeden w stopniu komunikatywnym, reszta w stanie bardzo dobrym. Najczęściej, o ironio, wyzywają mnie od wyżej wspomnianych w językach, które akurat znam bardzo dobrze ;)

Oczywiście zdarzają się często też klienci, którzy zostawiają pieniądze np. pod poduszką i czyściutki pokoik, ale częściej jednak są to klienci wspomniani wyżej, czyli brudasy i buce.

#R8jzW

To było 3 tygodnie temu. Pogoda była bardzo przygnębiająca, a wszyscy chodzili ponurzy. Poszedłem do sklepiku osiedlowego po świeży bochenek chleba. Właścicielami tego sklepiku jest młoda para, która jednocześnie radzi sobie bez zatrudniania żadnych dodatkowych pracowników. Właściciele mają świetne poczucie humoru

Kiedy wstąpiłem do sklepu, dostrzegłem w kolejce do lady jeszcze 5 innych osób, z czego dwóch facetów było ubranych dosyć... niecodziennie. Jeden przebrał się za Jaskra, a drugi za Geralta. Nie były to najlepsze cosplaye, bardziej zrobione za pomocą tego, co akurat mieli pod ręką. Dla przykładu: Jaskier miał lutnię z kartonu i kozaki owinięte brązowymi szmatkami, a Geralt mop na głowie, przycięte „kolanka” (takie wygięte rury) zamiast naramienników i medalion z nitki i kartonu, jednak ci, co znali Jaskra i Geralta, od razu by ich poznali. A z kolejki widocznie znali wszyscy.

Sympatyczna dwójka stanęła przed ladą i poprosiła o wino. Sprzedawca podał butelkę, przyjął zapłatę w banknocie i zapytał, czy może być bez grosika. Wtedy „Jaskier” chwycił za „lutnię” i zaczął śpiewać „Grosza daj wiedźminowi”. Po chwili przyłączył się sprzedawca, inne osoby oczekujące w kolejce (w tym ja). Nawet żona sprzedawcy wychyliła się z zaplecza, śpiewając. Całą pieśń wszyscy zakończyli wybuchem śmiechu, a kilka przygnębionych osób nagle się rozweseliło.

Niesamowite, jak dwójka osób w tak kreatywny sposób może poprawić humor kilku innym

PS: Geralt dostał swojego grosika :D

#W4SJU

Mieszkam sama od jakiegoś czasu. Wszyscy dookoła mi zazdroszczą i pytają, jak sobie radzę. Uśmiecham się ładnie i mówię, że to nic trudnego. „Trzymam się budżetu i jestem oszczędna”. Pytają również: „Wow, super wyglądasz, co takiego robisz?”. Uśmiecham się ładnie i mówię: „Siłownia i ciężka praca”. Jest też podziw: „Jak ty to robisz, że łączysz szkołę i pracę?”. Uśmiecham się i mówię: „Dobra organizacja czasu”.
Gdzie tak naprawdę... nie daję rady. Wszystko mnie przytłacza.
Schudłam, bo po opłatach nie stać mnie na jedzenie, stąd tak „dobrze” wyglądam.
Nie śpię wiele, bo nie stać mnie na chwilę wolnego czasu.
Już sama nie wiem, kogo oszukuję bardziej, siebie czy innych.

#4gkWE

Poszedłem wczoraj na randkę z pewną dziewczyną. Poznaliśmy się tydzień temu na domówce, spodobała mi się od razu i miałem wrażenie, że z wzajemnością. Zagadałem do niej i dała zaprosić się na drinka. Liczyłem na gorący romans, ale chyba się przeliczyłem.

Dzisiaj napisała mi, że okazałem się „koperkiem w opakowaniu po lodach”.

#Rnz9B

Kasjer w sklepie chciał mnie dzisiaj skomplementować i zaniżył mój wiek w rozmowie, mówiąc, że nie codziennie obchodzi się te osiemnaste, he, he, urodziny. Mój tata prowadzi sklep i od niego wiem, że tak się mówi laskom po trzydziestce czy czterdziestce, i to tylko tym, które wyglądają już na trochę „zmęczone życiem”. Podziękowałam zatem za „komplement” i położyłam na ladzie alkohol. Kasjer nie dał za wygraną i mówi: „No to poproszę dowodzik, no nie wiadomo, czy te urodziny już, he, he, były, czy dopiero jutro może będą, a ja inaczej, he, he, no nie będę mógł sprzedać takiej młodej pani”.
Dałam mu ten dowód i jak zobaczył mój rocznik, to głupio mu się zrobiło. Wiem, że nie wyglądam najlepiej, ale ja naprawdę mam osiemnaście lat.

#myNjp

Gdy byłem w podstawówce, pani od języka polskiego miała taki zwyczaj, że gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, to dyżurny musiał wytrzeć tablicę i zanieść klucz do pokoju nauczycielskiego. Tamtego feralnego dnia padło na mnie. To były ostatnie zajęcia, już późnym popołudniem, tak chyba nawet po godzinie 16. Ostatnia lekcja – wiadomo, wszyscy się spieszą, żeby jak najszybciej iść do domu. Dzwonek, zerwaliśmy się z ławek. Podbiegłem do tablicy, raz-dwa starłem ją, wziąłem klucze z biurka pani, zamknąłem drzwi i poleciałem odnieść klucze do pokoju. Wychodząc z klasy, nie zauważyłem jednak pewnego drobiazgu – pani nauczycielki, która poszła podlać kwiatki i stała przy oknie częściowo zasłonięta firanką.
W pokoju nauczycielskim był już tylko sędziwy pan od fizyki, który po chwili również poszedł już do domu. Niedługo po tym, jak wyszliśmy do domów, pani woźna zamknęła wrota szkoły. Tymczasem pani od polskiego zmęczona tłuczeniem w drzwi i desperackim wołaniem o pomoc w końcu opadła z sił i zasnęła gdzieś w kącie. To były czasy, gdy nikt jeszcze nie miał telefonów komórkowych, więc biedna nauczycielka nie mogła nawet poinformować rodziny, że została przez jakiegoś gówniarza zamknięta w klasie i poprosić, żeby mąż nie czekał na nią z kolacją…
Odwodniona i niewyspana belferka znaleziona została następnego dnia rano, kiedy ktoś wreszcie otworzył salę przed pierwszymi zajęciami. Wyszła z klasy pospiesznym krokiem, trzymając pod ręką doniczkę z kwiatkiem, do której prawdopodobnie uwolniła zawartość swego pęcherza.

Nie spotkała mnie za ten występek żadna kara, aczkolwiek nauczycielka już zawsze była wobec mnie dość oschła. Chyba myślała, że celowo zamknąłem ją w tej sali, żeby uniknąć pisania zaplanowanego na następny dzień dyktanda.

#rZrow

Moja młodsza siostra jest fanką gier online nazywających się zazwyczaj „Ubierz księżniczkę na bal”, „Pomaluj lalę do szkoły” itd. Kiedyś oglądam sobie seriale, a mała z twarzą przyklejoną do laptopa ubiera księżniczki i pyta mnie, jak nazwać postać, którą wystroiła. Mówię, żeby wymyśliła coś oryginalnego, ale w sumie jest mi to obojętne. Po chwili oburzona mówi do mnie, że ta strona jest jakaś nienormalna, bo wyskoczył jej komunikat, że nie można używać wulgaryzmów. Lekko zaniepokojony pytam:
– To jak ty ją nazwałaś?
Młoda odpowiada:
– No Anal, to coś brzydkiego czy jak?
W sumie nie wiedziałem, co odpowiedzieć ośmiolatce :D
Dodaj anonimowe wyznanie