#1rQUq

Mam dziewczynę, z którą jestem już ponad trzy lata. Układa nam się świetnie, a w niedługim czasie zamierzam się oświadczyć.

Oboje trenujemy dość specyficzne sztuki walki. Trenujemy w jednej sekcji, co sprawia, że nieraz trenujemy ze sobą wolną walkę. Dwa lata temu na pierwszych zajęciach, na których się pojawiła, bardzo mocno mnie sprała. Okazało się potem, że mam połamane dwa żebra, potłuczenia itp. Dziewczyna zaczęła mnie wówczas przepraszać. Nasz trener chciał ją wówczas wyrzucić z sekcji, ale zdecydowałem się wstawić się za nią i mówić trenerowi, że to moja wina etc. Ostatecznie trener stwierdził, że w ramach kary codziennie musi mnie odwiedzać, aż się nie wykuruję, czyli około 5 tygodni. W tym czasie poznaliśmy się i wkrótce potem zostaliśmy parą. 
Wtedy było trochę wstyd, ale dziś już nie żałuję, że wówczas sprała mnie dziewczyna.

PS. Od tamtego czasu znacznie lepiej trzymam gardę ;)

#pCE2F

Jak byłem młodszy, to matka wstydziła się pokazywać ze mną na mieście. Ubierałem się jak punk, tylko bardziej żulowo i śmieciowo, co w małym miasteczku przykuwało spojrzenia wszystkich. Mama była spokojną kobietą, ceniła sobie ład i elegancki wygląd.

Minęło parę lat i teraz to ja wstydzę pokazywać się z nią, bo jakiś czas temu zmieniła styl na... sam nie wiem co. Białe buty, obcisłe spodnie w panterkę (a mama to kobieta przy kości), jakieś futerka i groteskowy makijaż. Niby wygląd to tylko wygląd, ale w końcu pojąłem, że odczuwanie takiego wstydu jest normalne.
Pozdrawiam ja, lubujący się w schludnym ubiorze student.

#Zt7iu

Po gimnazjum udałam się do technikum o profilu fryzjerskim, bo za szczeniaka ten zawód wydawał mi się być interesujący i nawet dobry w zarobkach. Niestety w trzeciej klasie zupełnie mi to obrzydło, a że żal było się w tym czasie wycofywać, to dokończyłam naukę, stwierdzając, że pójdę na studia IT. Los jednak spłatał mi figla, rodzice się rozwiedli, a żadne z nich nie chciało wziąć mnie pod swój dach, więc pomieszkiwałam u swoich dziadków. Jednak im było ciężko utrzymywać trzy osoby, zmuszona byłam iść do pierwszej lepszej pracy, jaka się nawinęła i wynająć kawalerkę.
Pracuję w sklepie spożywczym. Praca w handlu nie jest zbyt dobrze płatna, nie da się z tego nic odłożyć na przyszłość, czasami ledwo wystarcza do następnej wypłaty, a co dopiero na studia czy studium.

Dlaczego opisuję swoje ostatnie lata tak dokładnie? Pracuję w sklepie spożywczym, staram się być osobą uśmiechniętą, miłą, pomocną, oraz co najważniejsze – wyrozumiałą dla osób starszych, nigdy na nikogo nie podniosłam głosu, nikomu nie zrobiłam wyrzutów za to, że płaci wysokim nominałem za małe zakupy... a jednak przynajmniej raz w tygodniu zdarzy się taka osoba, która szuka dziury w całym, spojrzy na mnie jak na ostatniego śmiecia, przegrywa życiowego i niedojdę, zamarudzi. Do tej pory pamiętam, jak jedna kobieta, widząc, że trzymam się dołu pleców (jestem osobą drobnej postury, więc dźwiganie ciężkich rzeczy nie jest dla mnie łatwe), spytała mnie z pogardą: „Co, uczyć się w szkole nie chciało?”. Zabolało.

Nie oceniam nikogo po pozorach, bo dobrze wiem, że można kogoś tym bardzo zranić, a nawet wpędzić w depresję. Nie mam zamiaru się poddać. Pójdę na te studia, choćbym miała zbierać dziesięć lat i nie spać po nocach.

#kPpAG

Mój ojciec jest lekarzem i ma przychodnię, która jest połączona z naszym domem. Mieszkamy na małej wsi, każdy każdego zna, a ojciec miły, więc jeszcze kilka lat temu, gdy zdrowie mu pozwalało, latał na domowe i darmowe wizyty do starszych osób. Mama za to, ze względu na swój zawód, często jeździła po świecie.
Inną ważną sprawą jest to, że gdy przychodnia była zamykana, ale tata i tak musiał wyjść do jakiegoś pacjenta, mówił mi: „Dzisiaj przyjdą pani Marzenka, Jolka i Krzysiek po swoje recepty, a te leżą na biurku”. Dodatkowo latem drzwi od domu były zamykane dopiero w okolicach 23 albo gdy nikogo nie było w domu, a tak to cały czas stały otwarte i każdy mógł przez nie wejść. A ludzie wchodzili bardzo często — ten po receptę, tamten podziękować, a jeszcze inni przyniósł strój dla mamy itd. Na to wszystko jeszcze wokół zawsze pełno sąsiadów, dzieciaki itd. Dlatego nigdy się nie bałam, gdy ktoś ot tak wchodził do naszego domu i coś zabierał, przestawiał albo zostawiał.

Miałam 9 lat i były wakacje, więc siedziałam w domu i coś tam malowałam. Mamy nie było, tata znów wychodził. Jak zwykle usłyszałam, że dwie osoby przyjdą odebrać recepty, a ktoś inny wpadnie dać coś dla mamy. OK.
Po kilku godzinach ktoś przyszedł. Wszedł sobie do domu i stanął na korytarzu tak, że idealnie go widziałam z salonu. Stoi, stoi i nic nie mówi, więc w końcu pytam go, o co chodzi. Nie odpowiedział, ale spojrzał na mnie w taki sposób, że uznałam, że jest kimś nowym i niezbyt ogarnia, co się dzieje i gdzie jacyś dorośli. Znudzona więc zaczęłam mu tłumaczyć, gdzie jest gabinet i że recepty leżą na biurku, a jeśli jest do mamy, to może strój/cokolwiek dla niej położyć w kuchni, która jest zaraz naprzeciwko gabinetu. Po tym znudzona wróciłam do malowania, a on jeszcze chwilę postał i w końcu poszedł w stronę gabinetu.
Minęła godzina, a on dalej nie wyszedł, nie trzasnął drzwiami, nasze psy na niego nie szczeknęły (a one szczekały zawsze i trzeba było je wtedy głaskać), więc podniosłam się i poszłam w stronę gabinetu. Patrzę. Nie ma go. Otwieram drzwi. Dwie recepty dalej leżą. Idę do kuchni. Dla mamy nic nie ma. Zdezorientowana, trochę przerażona wyszłam na dwór i pobiegłam do sąsiadki, która akurat siedziała w ogrodzie. Wyjaśniłam, o co chodzi. Powiedziała, że jest w ogrodzie od kilku godzin i nie widziała, by ktokolwiek w ogóle wchodził. Jej mąż przyszedł i rozejrzał się po domu. Pusto. Za drugim razem poszłam z nim. Pusto i do tego wszystko na miejscu. Razem z synami poszedł do piwnicy. Tam też pusto. Poszli ze mną. Pusto i wszystko na swoim miejscu.
Do powrotu taty siedziałam u sąsiada. Potem tata razem z sąsiadem rozglądał się po domu, ale też stwierdził, że nic nie zniknęło.
Sąsiadki, które tamtego dnia siedziały w ogrodach, też nikogo nie widziały.
A ja przez tydzień bałam się być sama.

#j23bn

Mam 17 lat, jestem dziewczyną i mam ogromny problem, który jest moją największą tajemnicą. Chodzi o to, że robię ogromną kupę. Jem dość małe porcje, 2-3 razy dziennie, zwykły obiad i jakąś kanapkę. Za każdym razem jednak zapycham kibel. Doszło do tego, że raz trzeba było wymieniać sedes, gdyż nie dało rady go przepchnąć... Od tamtej pory sram do kosza na śmieci, a potem wynoszę to, co ze mnie wyszło, a wychodzi jakieś 35-40 cm. Jest to straszne męczące, ponieważ za każdym razem wychodzi ze mnie kloc, który jest tak ogromny, że mnie rozrywa i wtedy leci mi krew. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, ale strasznie się tego wstydzę, boję się, że kiedyś zechce mi się dwójki u chłopaka i nie będę mogła wtedy wrócić do domu, a wtedy albo nasram do kosza, albo zapcham mu kibel na amen...

Wstydzę się komukolwiek o tym powiedzieć, dlatego piszę to tu, może ktoś z Was wie, co mogłoby mi pomóc albo dlaczego tak jest.

#9s4GT

Nienawidzę moich rodziców. Niby powinno się ich szanować, ale robię to czasami na swój sposób. Mam dwie młodsze siostry (16 i 6 lat, ja mam 20). Żadna z nich nie musi w domu nic robić, ja natomiast mam pełno obowiązków narzuconych od rodziców.
Regularnie nazywana jestem pizdą, dziwką, zawsze mówią, że nic nie robię i jak mi się coś nie podoba, to mam się wynosić. Chciałabym, ale nie mam gdzie. Przy ludziach pokazują, jacy są super, bo kupili mi auto, ale w domu robią pretensje, że tyle zużywam paliwa, jeżdżąc do szkoły. Mam w tym roku maturę i bardzo dużo nauki, a moi rodzice włączają radio na full, żeby mi przeszkodzić. Kiedy dom jest wysprzątany, wymyślają głupie zadania, typu mycie płytek na ścianie w łazience, byleby czymś mnie zająć. I wieczne pretensje o wszystko. A potem dziwią się, dlaczego próbuję spędzać tyle czasu poza domem...

Nikomu nie życzę rodziców, którzy nienawidzą swojej córki.

#DpINB

Nie mam żadnych ubrań tzw. po domu. Choćbym miała siedzieć zamknięta w pokoju przez tydzień, to zawsze jestem ubrana w normalne spodnie i bluzkę (żadne wyciągnięte sweterki, poplamione koszulki, dresy itp.) oraz pasującą do siebie bieliznę. Zawsze mam umyte i ułożone włosy, przypudrowaną twarz, a zęby myję po każdym posiłku (nawet jeżeli „posiłek” to czekoladka czy ciastko).

Wszyscy myślą, że jestem taką super zadbaną laską. A dlaczego naprawdę to robię?
Bo boję się, że będę miała wypadek, przyjedzie karetka, a ja będę miała nieogolone nogi, tłuste włosy albo brzydki sweter i babcine majtki, a ratownicy pomyślą, że jestem zaniedbaną fleją. Wiem, że to ostatnia rzecz, o jakiej myśleliby podczas ratowania mojego życia, ale nie mogę pozbyć się tej wizji.

#TQfhx

Kilka lat temu zmarł mój dziadek. Był „trzeźwym alkoholikiem” – trzeźwym, ponieważ urodziłam się ja. Przez lata pił, awanturował się, nie dbał o swoje córki. Moja mama jest najstarsza z rodzeństwa – między nią a resztą jest kilkanaście lat różnicy, więc naturalnie to moja mama się nimi zajmowała. Babcia pracowała, dziadek pracował i pił. Tak to się toczyło przez wiele lat. W końcu moja mama wyjechała na studia, zaczęła pracować, poznała mojego tatę. Był ślub, a rok później na świat przyszłam ja.
I właśnie to wydarzenie dziadka odmieniło. Przyjechali razem z babcią odwiedzić mamę i zobaczyć mnie. Kiedy mama otworzyła drzwi i zobaczyła dziadka, zamarła i zapytała tylko babcię: „Co on tu robi?”. A dziadek spojrzał na mnie i powiedział krótkie: „Ja już nie piję”. 
I nie kłamał. Był moim kochanym dziadkiem — rozpieszczał mnie, dawał, co chciałam, pocieszał, gdy płakałam i rozumiał, gdy robiłam głupstwa. Był mi najbliższy i najukochańszy.

Zmarł pod moją nieobecność — wyjechałam na wycieczkę, a gdy się o tym dowiedziałam, przez dwie godziny nie mogli mnie uspokoić. Wyrzucałam sobie, że przed wyjazdem nie pożegnałam się z nim, tak jak to robiłam za każdym razem, i to pewnie przeze mnie nie żyje. Po pogrzebie przez kilka następnych tygodni przychodziłam i siadałam na nagrobku, płakałam i rozmawiałam z nim, jakby był obecny. A on mi odpowiadał w snach. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi — przez następne 2 czy 3 lata był ze mną i wspierał mnie. Po ostatnich egzaminach na studiach przyśnił mi się po raz ostatni i powiedział: „Wiedziałem, że dasz radę”.

Wiem, że moja mama i jej siostry w pewnym sensie nienawidzą dziadka za to, że nie był dla nich ojcem takim, jakim być powinien, ale dla mnie zawsze był dziadkiem, na którego mogłam liczyć w każdej sytuacji.

#VXC61

W lecie u mnie w domu przywieszane są lepy na muchy, z racji tego, że o tej porze roku jest ich naprawdę wiele.
Kiedy miałam mniej więcej 9 lat i widziałam, że któreś z nich się przykleiły, ale jeszcze próbują uciec, czekałam, aż w pobliżu nikogo nie będzie, żeby je uwolnić, bo było mi strasznie smutno, że umierają w męczarniach. Mimo tego, że przy tym odrywały się im na przykład nogi, uważałam, że zasługują na wolność i miałam nadzieję, że poradzą sobie w życiu, bo przecież niektórzy ludzie też żyją bez kończyn...
Dodaj anonimowe wyznanie