Chcecie wiedzieć, jak poznałam moją najlepszą przyjaciółkę?
Zwymiotowała na mnie w przedszkolu. Zupą mleczną.
Przyjaźnimy się od 15 lat :)
W ostatniej klasie gimnazjum poznałem dziewczynę. Szybko się sobie spodobaliśmy i zostaliśmy parą. Wybraliśmy tę samą szkołę średnią, żeby móc spędzać ze sobą więcej czasu — ja mieszkałem w małym miasteczku, ona w wiosce kilkanaście kilometrów dalej. Wszystko zapowiadało się idealnie. W technikum okazało się, że naszą klasę uczy ciotka mojej Ani. Często przed lekcjami pytała, co u nas słychać i jak spędziliśmy weekend. Trochę mnie to peszyło, ale nie robiłem z tego problemu.
Po ponad dwóch latach związku dowiedziawszy się, że Ania zaszła w ciążę z sąsiadem z jej wioski, rozstaliśmy się z dnia na dzień. Nie urządzałem awantur, choć serce mi pękało. Podziękowałem za wspólne chwile, pożegnaliśmy się spokojnie i od tamtej pory nie mieliśmy kontaktu. Z dnia na dzień staliśmy się dla siebie obcymi ludźmi.
Z matematyki nigdy nie byłem orłem, ale radziłem sobie — dostateczne, czasem dobre oceny. Jednak po rozstaniu z Anią wszystko się zmieniło. Gdy wieść o naszym zerwaniu dotarła do jej rodziny, na lekcjach u jej ciotki zaczęły się problemy. Dostawałem same jedynki — z kartkówek, sprawdzianów, odpowiedzi ustnych. Przy tablicy słyszałem, że nie zdam matury, że będę nikim, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Jak się później okazała, Ania, obawiając się reakcji bliskich, przedstawiła mnie jako tego, który „kopnął ją w tyłek bez mrugnięcia okiem”. Stałem się tym złym. W efekcie co roku miałem poprawki, które przed komisją zdawałem bez problemu.
Od tamtych wydarzeń minęło 10 lat. Jestem programistą, mam dobrą pracę i szczęśliwe małżeństwo. Może dla niektórych „zostałem nikim”, ale dziś patrzę na to z innej perspektywy. Nie mam żalu do Ani — rozumiem, że postąpiła tak ze strachu. Ale do jej ciotki czuję ogromny żal. Jako nauczycielka nie oceniała mojej wiedzy, tylko dała się ponieść osobistym uprzedzeniom. To było po prostu nieuczciwe i tego nigdy jej nie wybaczę.
Lubię gadać sama do siebie, robię to naprawdę często i nie brakuje w tych rozmowach również przekleństw. Pracuję w biurze, w którym przebywam praktycznie sama, szef wpada raz czy dwa razy w tygodniu na kilka godzin, na szczęście nigdy mnie nie przyłapał.
Pewnego razu, kiedy prowadziłam sobie jedną z tych rozmów, która była dość głośna, ktoś wszedł do biura i zrobił śmiesznie zdziwioną minę, gdy rozejrzał się i zorientował, że nikogo oprócz mnie tam nie ma, a przecież przed chwilą słyszał głośną dyskusję... Było mi wstyd, ale na szczęście był to tylko jakiś przechodzień, który zajrzał, żeby o coś zapytać, więc uspokoił mnie fakt, że nigdy więcej go nie spotkam.
Po tej sytuacji wymyśliłam plan, który miał być kamuflażem dla mojej przypadłości. Otóż od tamtej pory cały czas siedzę ze słuchawkami w uszach podłączonymi do wyciszonego telefonu. Dzięki temu w takiej sytuacji mogę powiedzieć: „Dobra, muszę kończyć” albo „Zaczekaj chwilę”, co uchroni mnie przed zrobieniem z siebie przed kimś wariatki. Od tego czasu naprawdę nie miałam oporów, bo mogłam częściej i swobodniej sobie pogadać.
Na wypróbowanie swojej jakże sprytnej metody „kamuflażu” nie musiałam długo czekać, bo następnego dnia podczas mojej „rozmowy”, w której jako ostatnie słowo wypowiedziałam głośne i soczyste „k**wa”, wpadł szef... Ja oczywiście powiedziałam głośno: „Muszę kończyć”, wcisnęłam coś w telefonie i pięknie uśmiechnęłam się do szefa, który stwierdził, że nie powinnam się tak denerwować...
Tak więc jeśli jest tu ktoś, kto lubi pogadać ze sobą, to polecam ten patent. :)
Kilka dni temu moja siostra miała urodziny. Z tej okazji w weekend poszła z przyjaciółkami na pizzę. Po jedzeniu stwierdziły, że mają ochotę potańczyć, więc wstąpiły do klubu w centrum miasta. Jest to klub bardzo znany w naszym mieście. Prosiła mnie, jako starszą siostrę, abym czekała na telefon z prośbą o przyjazd po nią. Mówiła, że wróci przed północą, więc cierpliwie czekałam, ale potem po prostu przysnęłam. Obudził mnie telefon, odebrałam i usłyszałam przerażony głos jednej koleżanek siostry, żebym szybko przyjechała, bo coś jest nie tak. Kiedy byłam pod klubem, wszystkie koleżanki na rękach wyniosły moją siostrę. One wszystkie w stanie dobrym, a moja siostra w stanie totalnego zgonu. Wsadziłam ją do auta i pojechałam do domu. Tam dopiero się zaczęło... Leżała na ziemi, bo jej nogi były bezwładne, krzyczała, płakała, a z jej ust wydzielała się piana. Zadzwoniłam na karetkę. Kiedy chciałam położyć ją na łóżko, biła mnie i kopała. Ogólnie działy się różne rzeczy, przy których aż popuściła. Karetka zabrała ją do szpitala. W międzyczasie zadzwoniłam do jednej z koleżanek zapytać o to, ale zapewniła, że żadna z nich nic nie brała, a moja siostra wypiła o wiele mniej niż one. Ale popełniły błąd. Zamówiły drinki i poszły tańczyć. Szklanki zostały same na stoliku. Moja siostra śmiała się i rozmawiała i nagle w ciągu kilku sekund zsunęła się z krzesła... Następnego dnia nie pamiętała nic. Ostatnie prześwity to jak wchodzi do klubu i zamawia drinka.
Po badaniach okazało się, że ktoś wrzucił jej do drinka tabletkę gwałtu z jakimś syfem.
Ja mam traumę, bo pierwszy raz w życiu widziałam moją ukochaną siostrę w takim stanie. Chyba już nigdy nie pójdę do żadnego klubu.
Chcę, aby to wyznanie było dla Was przestrogą. Żebyście pilnowali swoich napojów w klubie.
Pracuję na maszynie, przy której potrzebuję jeszcze jednej osoby do pomocy, taka prosta robota dla najgłupszych. Co tydzień dostaję inną czarnoskórą osobę (akurat tak się ostatnio trafiają), która jak tylko odwrócę głowę w inną stronę, przestaje pracować. Jeśli pracuje, to robi wszystko najwolniej, jak się tylko da, tańczy, śpiewa, po prostu cyrk. Do tego nie zna języka (pracuję w Niemczech) i kiedy muszę coś wytłumaczyć, macham rękami, bo i tak nic nie rozumieją. Od tych, którzy cokolwiek potrafią powiedzieć, słyszę, że praca jest ciężka i bardziej opłaca im się siedzieć na bezrobotnym. Do tego wszyscy oni bez wyjątku śmierdzą jak ktoś, kto chodzi dzień w dzień biegać na bieżni i się nie kąpie. Gdy mówię szefowi, jak wygląda sytuacja, zwalniają tę osobę i biorą kolejną przez pośrednika, po tygodniu jest to samo.
Zdaję sobie sprawę, że to tylko jakaś mniejszość, ale strasznie utrudniają mi pracę i powoli zaczynam mieć ich serdecznie dość.
Mam dziewczynę. Mam też kumpla, który także ma dziewczynę. One się nie znały, więc stwierdziliśmy, że fajnie by było, jakby się poznały i moglibyśmy się widywać czasem wszyscy razem. Wszystko pięknie, dziewczyny się polubiły. Zaczęły się coraz częściej widywać, przesiadywać u siebie, no psiapsi, cud, miód i orzeszki.
Minęły od tego momentu jakieś dwa miesiące, a one stwierdziły, że muszą nam coś powiedzieć. Okazało się, że zaczęły ze sobą sypiać. Powiedziały nam, że to nie zdrada i w sumie pasuje im taki układ, bo one odkryły, że obie są bi.
Co tu się właśnie stało, to ja nie wiem.
Doświadczyłam niedawno szczytu hipokryzji, czy też debilizmu. To mój chłopak, który rzucał się strasznie w temacie gejów i „tych ciot w rurkach”, których „powinno się posłać do gazu”. No więc tym szczytem hipokryzji jest tenże sam chłopak — przyłapany na zdradzie z facetem.
Mam już swoje parę lat i jakiś czas temu się obroniłem, ale gdybyście mnie spytali, to bym Wam powiedział, że o wiele łatwiej zdobyć tytuł magistra niż dziewczynę.
Moja matula nie mogła urodzić mnie naturalnie, więc musiała przejść (kolejną) cesarkę.
Rozcinając mojej mamie brzuch, lekarz się machnął i przeciął mi... zad. Zwyczajnie przeciął mi skalpelem tyłek. Do tej pory mam na nim piękną, zakrzywioną bliznę i muszę stwierdzić, że nawet mi się podoba :)
Dzisiaj odkryłem, że mój ojciec chowa tabletki na potencję w pojemniku po tabletkach przeciwbólowych. Teraz nie tylko boli mnie głowa, ale i konar płonie żywym ogniem...
Dodaj anonimowe wyznanie